Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Media. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Media. Pokaż wszystkie posty

2009-06-15

Armageddon PiS nadchodzi

Czas zagłady jest blisko, a imię jego Mirosława. Mirosława Masłowska. Liczba jegoż to 7804 głosów w wyborach do europarlamentu, które przyczyną stały się przeogromnej frustrancji a histerii pani poseł, która to trzasnęła drzwiami klubu PiS, wstrząsając formacją Kaczyńskiego w posadach.

Na drugi plan zeszły zatargi wewnątrzpartyjne na lewicy. Podkopujący przewodniczącego Napieralskiego Ryszard Kalisz, został wytłumaczony przez towarzysza Wacława Martyniuka. I to jak celnie. Martyniuk sprawnie zdementował zarejestrowaną w Radiu Zet wypowiedź grubszego kolegi, w której to miał on złorzeczyć na przewodniczącego i życzyć sobie zmiany na jego stanowisku. Towarzysz Wacław stwierdził, że ma informację nt. tej wypowiedzi i poseł Kalisz na pewno nie mógł niczego takiego stwierdzić a tym bardziej czegoś takiego sobie życzyć. Zapytany o to, co w takim razie powiedział Ryszard Kalisz w Radiu Zet, Martyniuk z rozbrajającą szczerością stwierdził, że nie wie. Pozazdrościć umiejętności retorycznych. Ale po cóż międlić po próżnicy - przecież tylko PiS się rozpada, tylko tam są konflikty. Na lewicy bez zmian wszyscy się kochają. Tylko niektórzy szorstką męską miłością.

Nie liczą się również niedawne wypowiedzi polityków Platformy Obywatelskiej. Schetyna postulujący formalne ubarwienie polityczne stanowiska prezydenta, Komorowski odżegnujący się od owej propozycji i Donald Tusk jako potencjalny kandydat na prezydenta będący w centrum tego sporu, to tylko symptomy wartkiej dyskusji od dawien dawna toczącej się wewnątrz PO. To wcale nie walka frakcyjna pomiędzy Schetynescu a żelaznym marszałkiem. Bo w PO konfliktów przecież nie ma.

Nie ma sporu o stanowisko komisarza w ramach Unii Europejskiej. Nie ma dyskusji w kwestii kandydatury na prezydenta. Nie ma konfliktu wokół poparcia dla opcji walutowych. Oczywiście nie ma też walki o przejęcie premierskiej schedy po Tusku. Tak samo w PO nie ma sporów ideologicznych o czym miał okazję się przekonać coraz wyżej podskakujący i wiecznie nieposłuszny Jarosław Gowin, który śmiał poruszyć znowu niewygodną kwestie zapłodnień in vitro. Niezawodny marszałek Komorowski nazwał sprawę eksplozywną a resztę zbył milczeniem. Chwała mu za to, że za ów wybryk nie wychłostał Gowina i nie wywalił na zbity pysk. Jak mawiał Jan Maria Rokita, nim został przez partyjnych współdyskutantów wydymany bez mydła i wyrzucony za burtę - ,,Platforma to partia rozdyskutowana''. Trafił tym powiedzeniem w samo sedno. PO to partia rozdyskutowana i wielonurtowa. Żywą metaforą owego rozdyskutowania mogą być miłujący się Gowin oraz Palikot.

To jedynie owo wstrętne Prawo i Sprawiedliwość jest partią pełną wewnętrznych konfliktów, które właśnie dobijają partię Kaczyńskiego. To tu koncentruje się szczere i z pewnością nieinstruowane zainteresowanie zatroskanych o dobro PiS-u mediów. A wszystko na skutek odejścia pani poseł Masłowskiej. Media od czasu wyborów do PE ustawicznie wieszczą rychły upadek partii, a ich wieszczby okazują się być silnie usankcjonowane, ponieważ szeregi PiSu stopniały dziś o kluczową dla losów tej partii polityczną personę. I jak tu mówić o walce o władzę wewnątrz SLD. Jak tu komentować konflikty ideowe wewnątrz PO? Nie czas żałować róż, gdy płonie las! I to PiS-owski!

Drżą już widocznie zdezorientowani Brudziński oraz Kamiński. Wychynąwszy z politycznego marginesu, Dorn jak zwykle radzi i celnie punktuje nieskończone błędy prezesa oraz kierownictwa. Szeregowi posłowie partii Prawo i Sprawiedliwość bez celu biegają po sejmowych korytarzach, co wraźliwsi łapiąc się poręczy głośno wymiotują. Znaki na niebie i ziemi wróżą porażkę. Astrolodzy i chiromanci wróżą upadek Wielkiego Stratega. Słowa przepowiedni jednoznacznie odczytywane są jako wróżba odnosząca się do małego rycerza Jarosława Kaczyńskiego. Oczy zdezorientowanych polityków PiS nerwowo szukają oblicza przywódcy. Gdzie jesteś Jarosławie, czemu na koń nie wsiadasz??

Tymczasem Wódz w zaciszu swego sejmowego gabinetu patrzy w odbitą w lustrze, pooraną troskami twarz, a w swych czarnych niczym rzeczne kamyki oczach widzi pustkę. Na biurku leży naładowany Glock, którym prezes swego czasu rzekomo wygrażał Donaldowi Tuskowi...

Z sal sejmowych dla TVN24 dezinformował TW Reporter.

2009-03-18

Czas na Rzeczpospolitą

Całkiem niedawno redaktor Krzysztof Skowroński został wyrzucony za rzekome machlojki w Polskim Radiu. Prawicowa część opinii publicznej ocenia diametralnie inaczej przyczyny owej dymisji. W analogiczny sposób podejdzie zapewne do sprawy niedawno postawionych oskarżeń wobec Andrzeja Filipowicza - właściciela 49 proc. udziałów w spółce Presspublica wydającej dziennik "Rzeczpospolita".

Przeobrażony i nastawiony na jedyny słuszny nurt tygodnik ,,Wprost'' na swej stronie internetowej poinformował, że Prokuratura Rejonowa Warszawa - Ochota wszczęła dochodzenie w sprawie niegospodarności w Przedsiębiorstwie Wydawniczym "Rzeczpospolita". Ze strony Wprost.pl dowiadujemy się, że ,,zawiadomienie dotyczyło m.in. zakupu przez zarząd spółki obcych walut w celach spekulacyjnych, zakupu jednostek uczestnictwa w akcyjnych funduszach inwestycyjnych.'' Rzecznik stołecznej prokuratury, Mateusz Martyniuk - Potwierdzam, że takie śledztwo toczy się - poinformował dziennikarzy "Wprost" - Zawiadomienie wpłynęło do nas jesienią ubiegłego roku, zgodnie z właściwością miejscową skierowaliśmy je do Prokuratury Rejonowej Warszawa - Ochota.

Czy zarzuty sa zasadne? Czy to przypadek, że zawiadomienie to zostało złożone właśnie wobec ostatniej, po niedawno unieszkodliwionym Trzecim Programie Polskiego Radia, ostoi prawicowej myśli politycznej na łamach której wolni od ostracyzmu mogą wypowiadać się ludzie tacy jak Krasnodębski, Wildstein, Terlikowski czy Ziemkiewicz? Dziwnym trafem ostatnia gazeta będąca pod kontrolą państwa staje się obiektem podejrzeń, które docelowo doprowadzą zapewne do usunięcia obecnego właściciela pakietu kontrolnego, po czym samego pakietu, który sprzeda się potem przedstawicielom Axel Springera, czy innej ,,niezależnej'' firmy medialnej.

Czy wpływ Rzepy na opinię publiczną tak bardzo przeszkadza prawdziwym zarządcom III RP, że postanowili oni zniszczyć ową gazetę? Czy owe oskarżenia nie są początkiem końca istnienia ostatniego poważnego przyczółka opozycyjnej wobec poprawnego nurtu opinii politycznej? Czy Filipowicz okaże się być kolejnym Skowrońskim polskich mediów? W tej sprawie natrafimy na wiele znaków zapytania. Obowiązkiem każdego uczciwego wobec własnego sumienia obserwatora życia publicznego w Polsce jest zbadanie i nagłaśnianie tej sprawy. Być może już teraz rozpoczęła się bitwa o ostatni niezależny organ medialny, dla ludzi nieprzystających do dzisiaj dominującego modelu wzorcowego czytelnika. Nie pozostańmy bierni.


Ten artykuł może naprowadzać na dobry trop: http://www.twoja-firma.pl/wiadomosc/16046660,sprywatyzowana-rzeczpospolita.html

Nie zadziałały naciski, zadziała prokuratura?

2008-09-20

Pani doktor Sural i tak wie najlepiej.


(kt)Pamiętam, jak w latach 90-tych w telewizji puszczano reklamy pasty do zębów, w której wystepowała pani doktor Sural, niby to specjalistką od chorób zębów, która zachwalała reklamowana pastę do zębów. Oczywiście pani doktor Sural nigdy nie istniała, a w jej roli występowała aktorka o aparycji stereotypowej, budzącej zaufanie pani doktor.



Z kolei producent pewnego środka przeciwbólowego bardzo sprytnie uprzedził wszelkie ewentualne oskarżenia o zwodzenie publiczności, poprzez nakręcenie reklamy której akcja dzieje się na planie filmowym, gdzie aktor grający lekarza mówi o tym, jak to na filmie łatwo zwalczyć ból, ale trudno to zrobić naprawdę, i dlatego zaleca reklamowany środek.
 czytaj dalej »

2008-04-29

Misja Chlebowskiego

(kt)"Prezesi TVP i PR łamią prawo" - straszy nagłówek jednego z newsów na Onecie. Zbigniew Chlebowski twierdzi, że owe publiczne media nieprawidłowo rozdysponowują pieniądze podatników. Problem w tym, że jak zwykle konkretny szef PO, nie potrafi przedstawić na to żadnych dowodów.

Podczas rozmowy prowadzonej na antenie Polskiego Radia, pan Chlebowski stwierdził, że TVP i PR, pieniądze przeznaczone na cele misyjne wydają na potrzeby komercyjne. Niestety nie poinformował on opinii publicznej, w jakich aspektach działalności tych mediów, ów haniebny proceder ma miejsce. Polityk nie odniósł się również do żadnego przykładu - zwrócił jedynie uwagę na przerażający fakt, iż w mediach publicznych "nie ma na przykład programów dotyczących sybiraków". Na koniec strachliwie stwierdził, że miał na myśli głównie nieprawidłowości występujące w TVP. Zapewne, wizytując któryś z programów publicystycznych na jedynce, czy dwójce stwierdziłby z kolei, że najbardziej niepokoi go sytuacja w Polskim Radiu. Oto prawdziwy nonkonformista, dzielnie obstający przy swoim stanowisku.

Niewątpliwie dopiero na antenie Tok FM lub w studiu TVN nasz polityk rozwinąłby skrzydła i szczerze wygarnął obu mediom po równo. To tam powinien pędzić z owym newsem. Jacek Żakowski lub Tomasz Lis z pewnością oszczędziliby Chlebowskiemu niezręcznych pytań o argumenty czy przykłady nieprawidłowości. Fałszywa informacja, ukuta podług widzimisię szefa PO poszłaby w świat a ,,niezależne'' media natychmiast przyjęłyby ją, tak jak inne ploty opracowane w sztabie PO (a może jeszcze gdzieś indziej), do kanonu świętych prawd nt. oszołomskich mediów.

Należałoby zapytać - czemu taki liberał i szczery zwolennik niezależności politycznej mediów publicznych ocenia i krytykuje ramówki TVP i PR? Skoro chce ich niezależności, to skąd owe zarzuty i krytyka planu budżetowego? Przecież według swoich przekonań, nie powinien w żaden sposób wpływać na losy tych mediów, pozwalając im bez zakłóceń pełnić swą misję. Niestety poseł Chlebowski tego nie robi i bez kozery dyktuje mediom publicznym jak mają działać, gdyż jedyna misja o jaką walczy, to przejęcie wpływów w mediach pozostających poza kontrolą partii rządzącej. Jak zwykle chodzi o to, by, przy pomocy wiadra pomyj i steku kłamstw, skopać nadal nazbyt kaczystowskie media i wbić kolejny gwóźdź do ich trumny. Ku PR-owskiej chwale Partii Obietnic i stuprocentowej czystości dyktowanego przez służby medialnego przekazu bez rozpraszaczy promujących niesłuszne poglądy.

Polskie media nadal nie są wystarczająco wolne, ale nie obawiajcie się Rodacy - pan Chlebowski i jego dzielna ekipa zadbają o to, by już niebawem do wszystkich redakcji i rad programowych w polskich mediach wkroczyła triumfalnie polityka miłości. Miłości do PO i nienawiści do każdego jej przeciwnika.

2008-04-26

Wracam do przerwanego wątku, polskiej polityki, geopolityki i konia o imieniu Incitatus.

Gdy Cesarz Kaligula mianował swojego konia senatorem, wyraził jedynie trzeźwy pogląd o stanie umysłu polityków. Opinie o wyższości konia nad człowiekiem opętanym przekonaniem o swej misji, można czerpać garściami.

Ostatnio zauważyłem ciekawe fakty. I to jest właściwy moment na powrót do przerwanego wątku. Antoni Dudek zwrócił uwagę na zbieżność bardzo wielkich osiągnięć polskiej geopolityki z momentem wybicia się Polski na niepodległość. To był początek wieku dwudziestego. A jak to wygląda na początku wieku dwudziestego pierwszego?

Nie istnieje polska geopolityka. A codzienna polska polityka zagraniczna orientuje się na niewiele już warte przesądy geopolityczne z przed półwiecza. Skutkiem fatalnej orientacji polityków w geopolitycznej przestrzeni, Polska montowana jest w irracjonalne zobowiązania, paradoksalne rozwiązania i zupełnie niepotrzebne zagrożenia. [1] To się dzieje teraz, dzisiaj.

Inny fakt. Reforma finansów publicznych. Rozmowa gazety.pl z profesorem Stanisławem Gomułką, byłym wiceministrem finansów. Wrażenia naprawdę bardzo mocne. Jest kilka wątków, niektóre doczekały się komentarzy w Salonie24, mnie najbardziej urzekła relacja o podporządkowaniu rządzenia wymaganiom marketingu politycznego. Każdy dzień opóźnienia w sferze reformowania finansów publicznych graniczy z absurdalnym ryzykiem...[2].

Zabawa oświatą i wychowaniem. Pozwolę sobie zacytować własną ocenę "...zgadzam się z tym co napisał Ryszard Legutko w artykule "Kłamstwo edukacyjne", Wprost, nr 16 (2008). Sugeruję, że jest bardzo niedobrze, uznaję, że przyczyny są liczne i historycznie bardzo złożone, że ich źródła są nie tylko polskie. "Koncept klasycznego modelu wykształcenia polegający na rozwijaniu umiejętności mówienia i myślenia (trivium) oraz umiejętności wolnego umysłu (quadrivium) jest rozwalany w całym "postępowym" świecie, a im bardziej edukacja jest reformowana, w tym gorszym jest ona stanie." (+/- streszczenie tekstu Legutki.) To wszystko składa się razem z wolą i inicjatywą ekonomiczną funkcjonariuszy z WSI i żuli ze wsi, którzy dokładają starań, by dołączyć polską publiczność do zasobu polskiego rynku reklam, po stronie assets, jako bydło i brzydkie panienki (WB[3]). To nie jest tylko problem bojkotu czy bojkociku, jak to niektórzy zupełnie pozbawieni wyobraźni i poczucia odpowiedzialności mają odwagę publicznie mówić. To jest dowód absolutnej, bezdennej i niczym nie usprawiedliwionej głupoty.
Zupełnie nie obchodzi mnie to czy media są pro, za, czy podrządowe. Rozumowanie takie jest może ortodoksyjnie liberalne i prawicowe, ale tylko na pokaz i bez zrozumienia żadnego porządku. Właściwym podsumowaniem jest zdumienie Ministra Skarbu, który nie rozumie dlaczego Skarb Państwa ma jeszcze 49% akcji w "Rzeczpospolitej". To jest przynajmniej szczery człowiek. Uczciwie przyznaje, że nie rozumie, w tym jest lepszy od konia o imieniu "Incitatus". I tylko tyle.

Mnie interesuje tylko jeden problem. Jest to poziom umiejętności mówienia, myślenia, a także umiejętności wolnego umysłu Polaków. Jeśli szkoła podstawowa, średnia i wyższa, wespół w zespół z polskimi mediami, mają pozbawić Polaków przymiotnika "sapiens", przy definicji człowieka, to takiego zamiaru nie akceptuję. Koniec.
To jest zasadniczy problem. Zdefiniuję to jasno, powtarzając się niestety. Szkoły i Akademie, działająć zespół w zespół przerabiają społeczeństwo Polaków w społeczeństwo kretynów. Mija dwadzieścia lat i polskie społeczeństwo takie się staje, ono już takie jest. Andrzej Zbierzchowski przysłał mi może miesiąc temu link, za którym publikowane były wyniki badań. Jaki procent Polaków, to już są funkcjonalni analfabeci?
Są ludzie, którzy już nie potrafią zapoznać się z instrukcją fabryczną roweru. Nie potrafią doczytać się, jak napędzać rower. Trzeba być człowiekiem o umysłowości Azraela, aby natrząsać się z protestu przeciwko takiemu stanowi rzeczy. Fakt. Wywieszaniem znaków i flag niewiele można zdziałać. Ale to nie dowód na to, że ten sprzeciw jest nonsensowny. Tę część zagadnienia pozwolę sobie zakończyć cytatem:
I fraza ostatnia, dotyczaca oświaty, nauki i wychowania: tak myślę i mam nadzieję, że jeśli jeszcze w Polsce pozostały choć tylko trzy osoby należące do tradycji Szlachetnej Cywilizacji Rzeczpospolitej Obojga Narodów, która była dobrą Matką i surowym Ojcem wielu Narodów i jeśli tej tradycji pozostało w każdym z nas, tyle co brudu za paznokciem, to warto w te resztki dmuchać, to warto te iskierki rozdmuchać, i dbać o nie, bo tyle nas pozostało, co tych iskierek parę.
I to by było na tyle.

Zabawa służbami, jeszcze jeden temat. Przez dziesięć dni po pierwszym kwietnia patrzyłem z dystansu. Brakuje mi słów na widok politycznych karłów, miotających się wściekle w wirówce nonsensu. Maleńka brylantowa piaskownica. Zebrałem spory materiał, ale najdramatyczniejsze przesłanie znalazłem tutaj, w salonie24. Był to tekst Jerzego Urbanowicza:
„BUDOWALIŚMY NOWCZESNE SŁUŻBY OCHRONY PAŃSTWA”
(
http://urbanowicz.jerzy.salon24.pl/69550,index.html)
Wczoraj po raz kolejny zajął się tym w.s media w tekście SŁUŻBY POLITYCZNEGO ZNACZENIA, link do tego tekstu jest tutaj. Po przeczytaniu obu tekstów, wszystkich takich tekstów nie mam wątpliwości. Koń Incitatus jest stanowczo lepszym wyborem od posła Pawła Grasia. Co ja mówię, co najmniej trzysta koni, zamiast trzystu osłów w parlamencie. Lepsze konie od politycznych świętych krów, wychowanych w Peerelowskich kaplicach komunizmu, trzęsących się nad każdym ubeliskiem w świętokrzyskiem, ale z zimną krwią i z czystego braku rozumu rozwalających Polskę na strzępy. I dzisiaj wywiad z Jerzym Urbanowiczem w "Naszym Dzienniku". cytat z tego wywiadu na blogu maryli.

__________________________________________________________________________

Takie jest mniej więcej podsumowanie dotychczasowej dyskusji. Jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest skuteczne przeciwstawienie się temu co się dzieje. Chodzi o skuteczną efektywność działania. Przepraszam za tę odrobinę tautologii. Ale chodzi o skuteczność, ale i o efektywność tej skuteczności.

Free Your Mind, hrabia Pim de Pim i parę innych osób z Salonu mówią o konieczności zintegrowania się prawicy, aby mogła się ogarnąć, zebrać w kupę i realnie przeciwstawić się tej propagandowej hucpie, która teraz się dzieje. Wielka mistyfikacja rządzenia, a na czele Eryk Mistyfikiewicz, który oszukuje tak samo jak inni, tyle że robi to naukowo. Absolutnie tak.

Tu jest ten punkt rozmowy na ten temat, którą przerwałem dziesiątego kwietnia, dzisiaj wracam. W tym samym miejscu jesteśmy, w którym byliśmy wtedy.

To był moment, w którym przedmiotem dyskusji miała stać się Doktryna Kornela Morawieckiego, o której sam Kornel nie wie nic, a google już tak. Doktryna i sposób myślenia, sposób na konstruktywne poruszanie się do przodu.

Okazuje się, że nadal ja nie umiem, nie potrafię przekazać, w jakiś sposób dotrzeć do wyobraźni ludzi na prawicy o istniejącym pomieszaniu porządków, które uniemożliwia zborne poruszanie się do przodu. Ciągle widać, ledwo prawica się skrzyknie porwana jakąś wspólną myślą, to natychmiast brnie w rozliczne zaułki. To że lewica się rozłazi, to rozumiem, jest to niewątpliwie ideologia schyłkowa w XXI wieku i żadne lekcje anarchosyndykalizmu od Zapatero na niczym dobrym nie powinny się skończyć. To by było niegodziwe, gdyby zamiast Euro 2012 w Polsce powstala znowu Polska Zjednoczona Partia Robotnicza i Centralna Rada Związków Zawodowych z Dorotą Stalińską na czele.

Próbuję dość jednoznacznie napisać, że następuje, także na prawicy, pomieszanie porządków, a nawet ich odwrócenie. Fakt, prawicy potrzebny jest coś takiego jak zarodek kondensacji, jak tyka na groch, by prawica mogła się kondsolidować, jak groch dookoła tej tyki. Chodzi o odpowiedź na podstawowe pytanie.

Czym jest, albo ma być ta tyka. Co to konkretnie jest, to coś, wokół czego prawica ma się konsolidować. Tu największe jest pomieszanie porządków.

Aby sobie z tym poradzić potrzebne jest zrozumienie czym jest pojęcie polityki. Właśnie, co to jest polityka?

To akurat jest cholernie proste.
Polityka jest celowym działaniem człowieka
I tyle. Niczym więcej. Polityka jest określona przez jej cel. Może więc być polityka rolna, albo architektoniczna, przy czym ta ostatnia może być określona albo przez cele ważne dla architektów, albo celem ma być jakość architektury.

Jak więc ma być określona Polska Polityka?

Teraz spokojnie mogę określić dwa rodzaje błędów w definiowaniu konkretnej polityki:
BŁĄD ODWRÓCENIA PORZĄDKÓW, polegający na zamianie celu polityki z jej środkami działania.
Jak to działa? Proste. Załóżmy, że chcemy dać w kość zdemoralizowanym mediom. Celem jest więc danie im w kość, jest to wyznaczone w samej definicji. Dokładniejsze określenie tej polityki potrzebuje wyrażniejszego zdecydowania się jakie kuku chcemy im zrobić, czyli przykładowo - wykupić je, pozbawić zleceń reklamodawców, albo może zmienić prawo tak, aby robienie tych draństw, które teraz są powszechne, stało się niemożliwe. Jak już wiem, co ja chcę osiągnąć, powstaje pytanie wtórne. Jak chcę to osiągnąć, jakimi środkami, jakimi narzędziami? Co jest mi potrzebne?
Może powołać fundację, stowarzyszenie, organizację wyższej użyteczności, albo organizację pozarządową? Systematycznie zadaję pytanie po co? Do osiągania celu potrzebne jest działanie zorganizowane, ale żadnego celu nie osiągnę powołując jakąś organizację. Portal, klub, spółkę. Dobrze. Bardzo dobrze. Po co? Do czego to ma służyć? Jak ma być użyte?
Urząd skarbowy zwykle w takich sytuacjach dowiaduje się, do czego krawiec zamierzał użyć zakupionej właśnie drylownicy do wiśni i czy ten zakup może być rozliczony jako koszt uzyskania przychodu. Gdy nie widać celu, pojawiają się jałowe wysiłki, które ludzi irytują i zniechęcają. Tyle.

BŁĄD DEMONTAŻU FUNKCJI. Bardzo trywialny błąd. Przykład: Polityka Polska. Jej celem jest, zgodnie z definicją, osiągnięcie jakiegoś ważnego dla Polski celu, jej celem jest polski interes. A co robią politycy i media?

Odrywają od polityki wszystkie cele Państwowe, Narodowe, Społeczne demontują Polską Politykę do celu cząstkowego, do celu polegającego na zdobyciu przez partię władzy.

Niestety, żaden polski politolog, ani żaden dziennikarz nie interesuje się skutkami rządzenia. A niech nawet tę Polskę szlag trafi, niech ją leśne licho na kijach rozniesie, byle wygrać wybory. I mamy ponurą, upierdliwą wojnę polsko - polską. Wszystkie partie polityczne od najwiękaszej do najmniejszej walczą przeciwako PiS o sukces w wyborach wszelkich, od sołectwa, do wszystkich możliwych prezesur, aż do fuchy premiera. Wieczny casting.
A Polska?

To jest tak jak by jakaś wytwórnia filmowa robiła bez przerwy casting, nie kręcąc filmów.

Prawica musi wiedzieć jaki jest cel Polskiej Polityki, musi mieć własny pomysł na Polskę, aby istniał ośrodek konsolidacji polskiej prawicy. Wokół celów pozornych, konsolidują się pozorne działania.

Tyle napisałem wczesnym rankiem. Teraz się prześpię, zrobię korektę i do roboty. Po korekcie tekst będzie krótszy o połowę, albo o 12%. Teraz nie wiem. Nie mam najmniejszej ochoty słuchać o żadnych wzajemnych żalach, pretensjach, powodach do urazy. Ignoruję. Nie taki jest cel mojej tu obecności. Uważam, że prawdziwy dorosły człowiek po prostu nie robi takich rzeczy. Nie obraża się z byle powodu, nawet takiego, który uważa za straszliwie ważny. Przeciwnie. Im problem poważniejszy, ty powód do urazy mniejszy. Problemy są do rozwiązywania. Tyle wiem.

Jak ktoś lubi wojny i naparzanki, proszę bardzo. Proszę zorganizować batalion i wyjechać gdzieć do Kosowa. Ja tu zostaję.

Mnie interesuje wyłącznie Polska racja stanu i sposób jak realnie skonsolidować polską prawicę wokół tego celu. Pierwszym, koniecznym działaniem, jest rozbicie przestępczego kartelu zdemoralizowanych i obcych nam mediów.

Obcych polskiej kulturze, wrogich wszystkiemu co w Polsce dobre i szlachetne, mediów, przymusowo formatujących wszystkich Polaków do swoich potrzeb, promujących kulturę analną. Świat w oczach odbytu.

Konieczne jest odebrania mediom monopolu wychowywania Polaków na lemingi, bez żadnych wymagań.

To nie wszystko, to jest tylko dobry początek.

________________________________________________________________________________________

Poprzedni wpis: "OBCY"
Na tym polega drugi kontekst znaczeniowy pojęcia obcości. Nawet gdyby Polskę za minutę miał szlag trafić, ani w obozie władzy, ani w mediach nikogo to nic nie obchodzi. Cała para w marketing polityczny.

________________________________________________________________________________________

2008-04-19

OBCY

Mam wrażenie, że od soboty 12 kwietnia przeczytałem tysiące komentarzy w dyskusji na na kilkuset blogach w różnych portalach, wypowiedzi i spontaniczne reakcje. Pozostaje ślad emocjonalny, średnia empatyczna, która mogłaby być sugestą do interesujących badań aspiracji i postaw naszych rodaków. Akcja Aspiryny była naprawdę spontaniczna, wyraziła odczucia ludzi, którzy widzą zło i nie zamierzają rozgrzeszać swojego sumienia żadnym pretekstem, a w szczególności nie chcą popełniać starego błędu umierających cywilizacji - grzechu zaniechania.

W tekście Apelu znalazło się z pozoru niezbyt precyzyjne sformułowanie o bojkcie obcych nam mediów, które wywoływało wątpliwości, ale człowiek o czystym sumieniu nie musi wciąż zastrzegać, że nie jest wielbłądem.

Prawda, w wystąpieniach publicznych, trzeba uważać, by nie dawać pretekstu ludziom, którzy "mają prawo nie zrozumieć". Dyskusji było dość, by eliminować wszelkie elementy, wskazujące na niemądre resentymenty, szowinizm, zamiar dyskryminacji, albo niechęć do zagranicznego kapitału. Prawicowy charakter Akcji nie budził wątpliwości, wolność gospodarcza jest w tym środowisku pojęciem zupełnie naturalnym.

Pojęcie obcości nabrało w naszej wyobraźni nowego znaczenia, czystego i wypranego z wszelkich szans na brudne skojarzenia, które są natarczywie wszechobecne w insynuacyjnej mentalności życia publicznego.

OBCY jest pojęciem najlepiej odpowiadającym naszemu wrażeniu, gdy otwierając gazetę, albo patrząc w telewizor widzimy, co tam w środku jest.

Czuję obcość, czuję wstręt, czuję obrzydenie, czuję niechęć do ludzi, którzy biorą pieniądze za publiczne uprawianie prostytucji intelektualnej.
Czuję obcość i jest to najłagodniejsze z możliwych do użycia słów.

Czuję tam, w medialnym wnętrzu klimat i nastroje pogardy i nienawiści do wszystkiego, co w Polsce było i jest jeszcze szlachetne i dobre.
Czuję rzetelną i skrupulatną pracę ludzi, którzy dokładają starań, by zniesławić, obrzucić błotem i obciążyć paskudną anatemą wszystko co do tej pory było polskie i szlachetne. Staranna i mrówcza praca setek propagandystów na dziennikarskich etetach, którzy mozolą się, aby samoocena Polaków spadła do zera. Aby Polacy wstydzili się przyznawać do tego, że są Polakami, aby polskość stała się trudną do wyleczenia chorobą.
Nie chcę teraz przedstawiać żadnych argumentów, widzę fakty.

Król jest nagi.

Przekażę tylko symboliczny wyraz takiej idei obcości:
Pani Magdalena Środa, jeden z ideologicznych liderów naszych OBCYCH opowiedzała o swoim marzeniu, aby za dwadzieścia parę lat, polski patriotyzm stał się zapomnianym już, egzotycznym wspomnieniem.

Gdy czytam coś takiego - czuję obcość.
Gdy redaktor Szostkiewicz, zapytany kiedyś przez Jana Pospieszalskiego o rolę patriotyzmu w wychowaniu dzieci, odpowiedział, że On osobiście wstydziłby się z własnym dzieckiem o czymś takim rozmawiać - wtedy czuję obcość.
"Obcość" ma tutaj takie samo znaczenie jakie miało kiedyś słowo ONI w tytule książki Teresy Torańskiej. Dzisiaj jednak wartość tego słowa zmarniała jakoś. [michael]

Dzisiaj "ONI", to już nie to samo, co dawniej.

2008-04-13

Tak, Tak, Tak, Drogi Doktorze! ;)

Ł. Warzechę dociskać trzeba, bo im bardziej chce zdewaluować blogerów o innych, niż jego własne poglądach, tym bardziej on sam zanika.

Dlatego napisałem:

Pisząc poprzednią notkę, zadałem kilka konkretnych pytań Łukaszowi Warzesze. Być może jestem zbyt egocentryczną osobą, jednak po tak daleko idących opiniach, oczekiwałbym odniesienia się do meritum problemu. Nawet zameldowałem się w komentarzach, ale niestety również bez sukcesu :)

Ponawiam więc pytania dot. kondycji "mediów głównego nurtu" wprost:

- gdzie jest zapowiadana parokrotnie "Partia Rydzyka" - nawet padały już nazwy: "Partia Narodowa", jakiś "Ruch" J.R. Nowaka, który zresztą był łaskaw stwierdzić:

Chodzi nam o łączenie i zbliżanie ludzi z bardzo różnych środowisk, ale patriotycznych, łącznie z lewicą patriotyczną typu Tadeusza Fiszbacha.

(źródło)

- czym się różni prześmieszna "modlitwa o deszcz" klubu parlamentarnego w sejmowej kaplicy od zbiorowej wycieczki na dostojne rekolekcje innego klubu w Łagiewnikach? I w tym kontekście - JarKacz od RadSika?

- dlaczego tylko raz i to w wydaniu papierowym jednej gazety pojawiła się informacja o rekomendacji J.Urbana, jakiej udzielił on M.Walterowi w liście do Kiszczaka. Były rzecznik rządu tak określa rekomendowane zadania dla Waltera: "programowanie i realizacja czarnej propagandy, prowadzenie zręcznej kampanii na rzecz zmiany obrazu SB, MO i ZOMO w społeczeństwie". Jakie narzędzia Urban przewiduje dla realizacji tych celów? "Tworzenie własnych programów telewizyjnych, radiowych i reportaży, a także kompletowanie dokumentacji, którą wykorzystywaliby dziennikarze pracujący w odpowiednich środkach masowego przekazu". Z jakich powodów tak odpowiedzialny odcinek miał zostać przydzielony akurat tej, a nie innej osobie? "(...) to najzdolniejszy redaktor telewizyjny w Polsce, który przedstawia tow. Mieczysławowi Rakowskiemu i mnie sporo interesujących koncepcji ogólnopolitycznych i propagandowych".

(źródło)

Czy takie informacje są ważne dla oceny wiarygodności ludzi mediów? Oraz działań tych mediów, które dziwnie korespondują ze wspomnianymi wyżej "kwalifikacjami" jednego z twórców TVN? Dlaczego nie znajdziemy ich na największych portalach?

Celem tego postu nie jest dublowanie poprzedniego. Chciałbym jednak, Panie Łukaszu, dowiedzieć się konkretnie od Pana - czy inicjatorzy "bojkotu" mają podstawy do takiej oceny rynku mediów, czy nie?

Mogę uzupełnić. Ł.W. pisze:

Jeśli ktoś pracuje dla „niemieckiej" gazety, to dyskusja z nim nie ma sensu, bo i tak wiadomo, że reprezentuje „niemiecki interes". Pytanie o to, czy ma rację lub czy przedstawia sensowne argumenty, jest po prostu nie na miejscu. Pracownik „niemieckich mediów" a priori nie może mieć racji ani pisać niczego z sensem.

Warto zapytać: a może jednak a posteriori? O volcie "Dziennika" i jej przyczynach antycypowanych przez jednego z dziennikarzy tego tytułu było w poprzedniej notce. O "Newsweeku" napisałem dawno: Pożegnanie czytelnika z "Newsweekiem". Post Scriptum okazało się prorocze: Czyżby Axel „wzmacniał drugą nogę”...

I pomyśleć, że Cezary Michalski preferował wtedy jeszcze "inny wektor", pisząc, co następuje:

Największy problem pojawia się wówczas, kiedy dziennikarze zamiast kontrolować politykę - bo do tego i tylko do tego mają społeczny mandat - próbują uprawiać swoją własną, do której mandatu od opinii publicznej wcale nie otrzymali. Kiedy w ostatni piątek doszło do spotkania Donalda Tuska z Jarosławem Kaczyńskim i do chwilowego przynajmniej ucywilizowania konfliktu pomiędzy PiS i PO, była jedna gazeta, której się to bardzo nie spodobało. Marek Beylin ostentacyjnie szydził na łamach "Gazety Wyborczej", jak to "premier Kaczyński łaskawie przyjął Tuska, który go o to w świetle kamer poprosił". Beylin nie mógł zrozumieć, "dlaczego Donald Tusk jest tak zadowolony z rozmowy z premierem".

Dla mnie takie pisanie to także nie jest dziennikarstwo, ale zwyczajne szczucie. A premier i lider opozycji są przez publicystę gazety tęskniącej za bezpowrotnie utraconą epoką własnego monopolu traktowani bez mała jak buldogi rozgrywające nielegalny pojedynek w podziemnym garażu. Nie po to cię popieramy - wydaje się mówić do Donalda Tuska Marek Beylin - żebyś uprawiał cywilizowaną polską politykę. Ty masz się pieklić, a Kaczyński ma ci na tym samym poziomie odpowiadać. Cała wasza niedoszła reforma państwa ma się w ten sposób ostatecznie skompromitować.

(źródło)

Prorok jakowyś (odnośnie własnej postawy), czy cuś... Jak w tym kontekście rozumieć teksty Ł.W. o "JarKaczu"? (a nie "DonTusku", czy "RadSiku") To są naprawdę proste pytania. Podobnie, jak te o "zwalczanie chamstwa" okraszone "pałkarzami" i "hunwejbinami" rzuconymi pod adresem ludzi o innych poglądach.

Kto kogo "wyklucza z dyskusji"? Pan, nieodpowiadając na "nie podchodzące" pytania, czy autorzy bojkotu, chcący zwrócić uwagę na patologie w "mediach głównego nurtu"?

(źródło)

... i tego się będę trzymał. Zawsze lepiej, gdy obnażają się sami.

2008-03-21

Tybetańskie wyżyny hipokryzji

Przez Polskę i Świat przelewa się głośna fala akcji wspierania Tybetu. Hałas jest spory, ale efekty dalekie od politycznego tsunami. Chiny ani na jotę nie zmieniły swej postawy do państwa zajętego w 1949 roku przez Chińską Armię Ludowo-Wyzwoleńczą.

W kraju nad Wisłą, znani i mniej znani dziennikarze wystąpili z apelem do sportowców aby podczas „każdego wywiadu przed i w trakcie Igrzysk wypowiedzieli choć jedno zdanie na temat łamania praw człowieka w Chinach”. Gazeta Wyborcza nawet zleciła sondaż, w którym prawie 70% ankietowanych uznało, że polscy sportowcy powinni w Pekinie wyrażać publiczne poparcie dla Tybetańczyków.

Wielu obserwatorów uważa, że Tybetańczycy zniecierpliwieni bezowocną ugodową polityką Dalajlamy postanowili za przykładem Palestyńczyków zastosować radykalniejsze metody walki o niepodległość. Liczby ofiar zamieszek wznieconych przez mnichów buddyjskich nie są znane. Dla odmiany wiadomo, że parę tygodni temu zginęło ponad 100 Palestyńczyków w wyniku kilkudniowego rajdu armii izraelskiej na terenach okupowanych. Wtedy jednak Gazeta Wyborcza nie zleciła sondażu z zapytaniem czy polscy sportowcy powinni wyrażać w Pekinie poparcie dla Palestyńczyków. A szkoda, bo można by wtedy porównać wyniki, i mieć jakiś osąd popularności idei niepodległej Palestyny i nośności pomysłu wolnego Tybetu.

Gazeta Wyborcza i wielu sygnatariuszy apelu w sprawie „wolności Tybetu i łamania praw człowieka w Chinach” jest zdecydowanymi zwolennikami oddzielenia religii od państwa i polityki. Ich zdaniem prawo do zdawania religii na maturze jest zbędne i anachroniczne, a kościół katolicki i jego przedstawiciele nadmiernie angażują się w sferę polityki. Ktoś pewnie się zdziwi, dlaczego ci wyznawcy sekularyzmu nie mają żadnych oporów we wspieraniu politycznych poczynań buddyjskich mnichów z Tybetu. Najwyraźniej ludzie pokroju Sadurskiego, Wrońskiego, i Bendyka nie zauważają oczywistej niespójności swoich działań. Ich relatywizm nie ma granic, a tolerancja kończy się na widok koloratki.

Wojownicy z plemienia Gazety Wyborczej obijają kościół kijami krytyki nie tylko za udział w polityce. Gdy zaistnieje stosowna okazja, w ruch idzie pałka oskarżenia o brak aktywności w sprawach „bliskich sercu” sekularystom. Ostatnio Tomasz Bielecki w Gazecie Wyborczej zapytuje z wyrzutem „Dlaczego Benedykt XVI milczy ws. Tybetu?”. Widocznie pracownik Gazety Wyborczej rozgoryczony wcześniejszym milczeniem Papieża ws. rajdu wojsk izraelskich postanowił wziąć rzeczy w swoje ręce i przywołać głowę kościoła do porządku. Nie można mu się dziwić. Okazja trafiła się bowiem zacna by w stylu typowym dla moralnych dualistów dołożyć kościołowi. A wszystko to w imię wolności, niepodległości i demokracji. Szkoda tylko, że cierpienie, ból i strata ludzkich istnień jest tylko tłem tego marnego widowiska.

2008-02-14

Raj-tuski w Moskwie

Spotkanie Tuska z Putinem miało być przełomem w chłodnych stosunkach polsko-rosyjskich. Wizyta miała również dowieść obywatelom kraju nad Wisła skuteczności ugodowej polityki zagranicznaj obecnego rządu PO, a tym samym udowodnić bezsensowność twardej i nieustępliwej postawy poprzedniego rządu PiSu.

Nad sferą zagraniczną rządu Tuska czuwa z ramienia premiera Władyslaw Bartoszewski. Ten były minister spraw zagranicznych za czasów SLD, przejdzie do historii za prowadzenie polityki "brzydkiej panny bez posagu”. Zgodnie z tą koncepcją, Polska w materii polityki zagranicznej była niezwykle mało wybredna i wielce zgodna. Taka formuła miała z pewnością poparcie niektórych dyplomatów. Mogli oni na spotkaniach spokojnie „wypić i zakąsić”, jak powiada Michalkiewicz, bez potrzeby prowadzenia wyczerpujących i nerwy targających negocjacji. Partnerzy rozmów byli zawsze zadowoleni, ładnie się uśmiechali poklepując człowieka po plecach, i w najgorszym przypadku wręczali jakiś honorowy tytuł lub dyplom jako dowód wdzięczności. Innymi słowy, warunki bezpieczeństwa i higieny pracy były wzorowe, a korzyści wymierne. W tych dobrych czasach, słowa starego Żyda mówiącego, że „ Najgorszy geszeft jest lepszy niż złota robota” można było spokojnie o kant stołu potłuc.

Stawka wizyty Tuska w Moskwie, w ramach odkurzonej polityki „brzydkiej panny”, była wysoka. Oprócz wielu istotnych spraw czekających rozwiązania, na szali była reputacja rządzącej koalicji PO-PSL, która przed podróżą obiecywała spore ustępstwa w stronę Rosji.

Najpierw wicepremier Pawlak oznajmił umożliwienie Rosjanom zakupu strategicznych zakładów energetycznych w Polsce. Po chwili premier Tusk ogłosił polskie poparcie dla wniosku o przyjęcie Rosji do OECD. Nie jest to sprawa bagatelna, bo członkostwo w tej organizacji przekłada się na konkretne korzyści związane z łatwiejszym dostępem do nowych technologii i ułatwieniami handlowo-finansowymi. Za Tuskiem podążył, Radek Sikorski, który nie bacząc na unilateralne wycofanie się Moskwy z Układu Kontroli Broni Konwencjonalnej, wybrał się do Rosji by tam konsultować temat zainstalowania amerykańskiej tarczy antyrakietowej na terenie Polski. Kto myślał, że tego rodzaju decyzja jest suwerenną sprawą Polski i USA, temu rząd Tuska raz na zawsze udowodnił błędność logicznego rozumowania.

Polskie ustępstwa zbiegły się w czasie z częściowym zniesieniem przez stronę rosyjską embarga na nasze produkty żywnościowe. Opinie są podzielone co do motywów tej decyzji. Jedni uważają, że była to reakcja na szereg ciepłych gestów polskiego rządu. Inni twierdzą, że po zablokowaniu rozmów Rosji z UE przez rząd PiSu, skutki embarga nałożonego latem 2005, stały się bardziej dokuczliwe dla Rosji niż dla Polski.

Niewątpliwie rząd Tuska pragnął w Moskwie sukcesu. Czy go osiągnął? Politycy koalicji PO i PSL kiwają twierdząco głowami. W pochwalnych chórach wysokie C zawodzą również działacze LiDu, dawni komuniści - ludzie ideowo bliscy PO. Wrażenie sukcesu można też było odnieść oglądając telewizje i czytając gazety przyjazne partii Tuska, czyli praktycznie wszystkie media.

A jak było w rzeczywistości? Wizyta rozpoczęła się z przytupem od piramidalnego skandalu, który został odnotowany na świecie, a w Polsce przeszedł praktycznie niezauważony. Do incydentu doszło zaraz po przylocie Tuska. Rosjanie poinformowali stronę polską, że jeden z dziennikarzy polskich mających relacjonować wizytę, Wacław Radziwinowicz z "Gazety Wyborczej", jest osobą niepożądaną i ma opuścić Rosję. Radziwinowicza niezwłocznie odwieziono z powrotem na lotnisko, ale po negocjacjach i wstawienictwie Tuska Rosjanie odstąpili od swojego żądania.

Skaza jednak została. Trudno sobie wyobrazić aby ten incydent nie odbił się na późniejszych rozmowach. Sprawa była poważna. „Reuters” w sporej notatce o jednoznacznym tytule: „Premier Polski w Rosji, polski reporter zatrzymany”, poświęcił połowę miejsca zatrzymaniu dziennikarza „Gazety Wyborczej”. Dziwić się można, że w takiej sytuacji rozmowy były kontynuowane, i że polska strona nie wróciła do domu. Do takiej konkluzji skłania wypowiedź Radziwinowicza dla „Reutersa”: To co się zdarzyło dzisiaj to wygląda moim zdaniem na czystą prowokację, ponieważ oni (Rosjanie) dali mi wczoraj wizę. To jest polityczna kara.

Na użytek polskiego odbiorcy bohater zamieszania miał jednak kompletnie odmienną wersję wydarzeń i próbował je maksymalnie zminimalizować mówiąc: Nie róbmy z tego wielkiego skandalu. Rosja to nie jest monolit, trwa tu zacięta walka. Są różne siły chcące podstawiać sobie nogę. Nieprzekonywująco brzmią te słowa z ust dziennikarza gazety, która non-stop informuje o totalnej dyktaturze w Rosji, gdzie wszysto jest kontrolowane przez Putina.

Aby pokryć większość ewentualności Radziwinowicz podaje jako alternatywne wyjaśnienie możliwość pomyłki po stronie rosyjskiej: Incydent trwał, nie wiem, może pól godziny. Skończył się dobrze. Trzeba powiedzieć, że Rosjanie wyszli z niego z klasą, bo przeprosili i obiecali, że to się więcej nie powtórzy. Myślę, że pomyłki, i różne takie historie się zdarzają, choć nie powinny. Natomiast klasę partnera ocenia się jak potrafi z niego wyjść. A Rosjanie rzeczywiście wyszli z klasą.

Innymi słowy Radziwinowicz sugeruje, że Rosjanom się coś pomieszało i wzięli go za kogoś innego. Ponownie, trudno sobie coś takiego wyobrazić w kraju gdzie wszystko, a najbardziej służby specjalne, są pod absolutną kontrolą Putina, fachowca z KGB.

Uważny czytelnik pewnie już się pogubił w tych sprzecznych ze sobą wersjach Radziwinowicza. Po prawdzie, trudno się rozeznać czy według dziennikarza „Gazety Wyborczej” Rosjanie to są fajne chłopaki z klasą czy też są tylko niedorobionymi półgłówkami żądnymi politycznej zemsty. Najwyraźniej Radziwinowicz trzyma w zanadrzu niezmierzone morze opinii, którymi rzuca od niechcenia na lewo i prawo. Nie bez kozery ten odważny reporter pracuje dla opinotwórczej gazety.

Oczywiście, afera z Radziwinowiczem mogła być rosyjską prowokacją mającą na celu ośmieszenie i zdyskredytowanie Tuska. Tylko czy to by było w rosyjskim interesie? Tusk to przecież dla Rosjan „nasz człowiek w Warszawie”. Prymitywne „uwalenie” osoby przychylnej Moskwie raczej nie wchodzi w rachubę. Chyba, że Radziwinowicz ma rację, i Rosjanie nagminnie popełniają pomyłki, i tak jak w jego przypadku, wzięli Tuska za kogoś innego. Traktując poważnie słowa pracownika „Gazety Wyborczej” można by powiedzieć: „Całe szczęście, że nam Premiera nie zamknęli”.

Radziwinowicz ma jakieś niezwykłe zdolności bycia obiektem zainteresowania służb specjalnych poza granicami Polski. Pół roku temu został zatrzymany przez Białorusinów. „Gazeta Wyborcza” poświęciła wydarzeniu na Białorusi aż dwie notatki. Tym razem, za przygodę w Moskwie, Radziwinowiczowi dostał się jedynie akapit w obszernym harmonogramie wizyty naszego premiera na Kremlu. Ponieważ ten harmonogram, z niewiadomych powodów, nie zaczyna się od przyjazdu Tuska do Moskwy, tylko jego wyjazdem ze stolicy Rosji, wiadomość o przygodach dzielnego reportera pojawia się na samym końcu. Kto czyta po łebkach ten pewnie nie dotrwał do najciekawszego wydarzenia spotkania przywódców bratnich narodów. Może o to chodziło, i stąd ta chronologia do góry nogami.

Przyczyn potraktowania Radziwinowicza jako „persona non grata” nie podano do publicznej wiadomości. Nie można wykluczyć sytuacji, w której Rosjanie mieli uzasadnione zastrzeżenia do jego osoby. Taka wersja wydarzeń wydaje się prawdopodobna biorąc pod uwagę zaszłości na Białorusi. W takim przypadku Rosjanie mieliby podstawy traktować podejrzliwie cała delegację, łącznie z Tuskiem. Jeżeli Radziwinowicz był rzeczywiście „trefny” to pojawia się pytanie co robiły polskie służby dyplomatyczne i specjalne - dlaczego zezwolono mu na uczestnictwo w wizycie. Czy nie wiedziano o jego domniemanej trefności?

Bez względu na realne przyczyny, zajście z Radziwinowiczem z pewnością nie pomogło rozmowom. Obie strony musiały być nieźle zjeżone, nieufne i nieskore do kompromisu. Nic więc dziwnego, że Tusk z Moskwy przywiózł tylko wspomnienia uścisku dłoni z Putinem poparte parą pustych frazesów. W najważniejszej dla nas sprawie - budowie gazociągu na dnie Bałtyku - Rosjanie zdania nie zmienili.

Jedynie co Tusk zyskał to chyba współczucie prezydenta Rosji, który pocieszycielsko powiedział: Nie należy dramatyzować w związku z problemami w naszych stosunkach - co skrzętnie odnotowała „Gazeta Wyborcza”. Na tym szczeblu takie ludzkie gesty są miłe, ale mają ograniczoną wartość jak długo nie przekładają się na konkrety.

Wypowiedzenie uprzejmych słów przyszło Putinowi łatwo, bo wizyta polskiego premiera w trakcie rosyjskiej kampanii wyborczej była bardzo na rękę władcy Kremla. Kompromitacja polskiej strony, nie tylko nie była jego problemem, ale wręcz odwrotnie, wzmocniła tylko jego pozycję. A to przecież było celem Putina gdy wyrażał zgodę na przyjazd Tuska.

Źródła
http://uk.reuters.com/article/oilRpt/idUKL0867615920080208
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,4910099.html
http://wideo.gazeta.pl/wideo/0,0,4910939.html
http://www.gazetawyborcza.pl/1,86672,4318172.html
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,4316793.html
http://www.tvn24.pl/-1,8944,1538207,raport_wiadomosc.html

http://jacekmichal.blogspot.com/

2008-02-04

Wykształciucha spojrzenie na dzisiejszą politykę


Jak ja się cieszę tę naszą Irlandią. Dziś kupiłem bułeczki i jabłuszka sobie, co prawda za wyższą cenę niż pół roku temu, ale co mi tam, nie stać mnie? W końcu jestem dumnym obywatelem UE i już się nie wstydzę za mój kraj.

Odkąd w zapomnienie poszedł reżim tych Kaczorów, a nasz Duce Tusk rozsypał worek z cudami, aż boję się zaglądać do gazet dalej niż na pierwszą stronę, żeby się nie denerwować bzdurami, które źli ludzie wygadują. Oni jeszcze za mało wierzą. Zaczynają wątpić czy co? Ja muszę zadzwonić do mojego autoryteta żeby o tym zrobił materiał w informacjach, żeby dodać otuchy tym zwątpionym, dziennikarzom przede wszystkim, bo zaczynają mnie wnerwiać. Albo nie, SMSa mu wyśle, będę na pasku wtedy. Znajomych od razu pozdrowię to zapunktuje, będę miał najwięcej znajomych w naszej-klasie, bo wszyscy u nas oglądają Szkło kontaktowe.

Mojego redaktora się czepili ostatnio. Że niby manipulant i kłamczuch. Jakby oni nie kłamali, a on w słusznej sprawie przecież. Nie wiecie? No pisali przecież w…. aaa mogliście nie czytać, bo to w Rzeczpospolitej było, a to szmaciarska gazeta. To wam powiem. Pisali w tym brukowcu, że Miecugow nakłamał, że widział film z ABW w 2005 a film ponoć w 2006 wyprodukowali. O taką pierdołę się czepiać porządnego człowieka. Rok różnicy. Jak nasz Adaś myli się ciągle o 20 lat to przecież nikt uczciwy się nie czepia. To zła wola, mówię Wam, zaczął nasz Grzesio robić karierę w TVNie, i najobiektywniejszy jest to mu już świnię podkładają zazdrośnicy. A przecież mógł zapomnieć kiedy był, bo kilka razy szkolił w ABW, i to w czynie społecznym, jakieś długi służbom spłaca. Porządny człowiek.

A jak już przy porządnych ludziach jesteśmy to Wam powiem, ze ten nasz Duce to się ma z tymi strajkującymi. Im się już wszystko popieprzyło z tego dobrobytu. Kurde, jak kanapki dostawali to był Tusk dobry tak? A teraz nagle przykręcił, żeby nie było że tylko jedną grupę wspiera bo on nasz jest wszystkich teraz, nie tylko pielęgniarek, to się rzucili do darmowego żarcia i górnicy, i hutnicy, i celnicy jacyś. Jeszcze listonosze podobno będą jechać do Warszawy. Niech tylko spróbują, przecież jak ja do Irlandii bratu paczkę wyślę? Sami sobie na szkodę działają, nie będzie paczek na zachód to mniej pieniędzy będzie w Polsce, jak zaczną się żywic nasi tym irlandzkim jedzeniem. Skończy się dobrobyt. Ale nasz premier ma już pomysł , to poczciwy chłopina, on wie kto tu miesza. To robactwo ze związków zawodowych. Się rozpasło to to, mówię Wam. Kto to widział żeby w demokratycznym kraju związki zawodowe istniały. Nie do pomyślenia w cywilizowanym świecie! Tylko u nas takie coś jest. Ale się skończy. Już popamiętają. Nawet Lechu się wściekł, a on ekspert przecież od związków i wie, że tylko w komunistycznych krajach takie się zakłada.

No, czytam dalej sobie tytuły, same afery, same afery, jak tego PiSu nie zlikwidują to wykończą nas. Już nie mogę na tych wieśniaków, nawet laptopa nie umie obsłużyć jeden z drugim. Z czym do ludzi. I pozamykali ludzi w więzieniach i co? I co? Już powychodzili. Na pewno za nic siedzieli. Bo jakby mieli za co to by ich nie wypuścił nikt normalny. To jest afera, a nie to że nasza Hania zwiększa zatrudnienie w ratuszu. Jakie przetargi ustawia? Co onie gadają? To co ona ma, z ludźmi z ulicy porządki robić? Jak ma rządzić jak jej przypadkowy ktoś do pracy przyjdzie? No jak? Wiadomo, że się nie da. A po Pisie sprzątania tam na 20 lat jest. Więc musi mieć zaufanych. Aż mnie nerwy biorą na tą głupotę, że ludziom się chce tak oczerniać.

A Sikorskiego to niech sobie zabiorą. Kukułcze jajo nam podrzucili. Specjalnie! Żeby namieszał. A tak się cieszyłem, że nas lubią zagranicą, nigdy tak dobrze nie było, i już napsuł. Sojusznika strategicznego tak wkurzyć. Ale jedzie jutro Duce to przeprosi. Przecież nie będziemy się kłócić o jakieś nie nasze rakiety co to pewnie nie mają gdzie amerykanie złomować i do nas dają. Normalne kraje nie mają takich, tylko my musimy. Takie kundelki, co rzucą ochłap to łapiemy. Trzeba twardym być w polityce! Nie będziemy tu karków przed nikim zginać. Niech se te rakiety zabiorą! A Duce niech przeprosi Putina i po sprawie. Może go do drugiego rzędu przesadzą jak będzie defilada w Moskwie. Byśmy pokazali, że za PO to nawet lepiej niż za Kwaśniewskiego nas traktują.

Bo my dobry rząd mamy, tylko dziennikarze niekumaci. Ale jeszcze się nauczą. Niech tylko Lisy się wezmą za tą telewizję, to będę miał oprócz szkiełka kochanego jeszcze kilka obiektywnych programów do oglądania.

2008-01-18

Połowa Polaków ma skłonności paranoidalne

(kt) tak wynika z najnowszych badań sondażowych, przeprowadzonych przez CBOS na reprezentatywnej próbie badawczej, tj. na 890 dorosłych Polakach.

Jak donosi onet:

"Spośród polityków największym, 72-procentowym zaufaniem, cieszy się premier Donald Tusk. To o 2 punkty więcej niż w grudniu 2007 roku - wynika z najnowszego sondażu CBOS. Tuskowi nie ufa 15 procent badanych - o 1 punkt więcej niż w poprzednim sondażu. 54 procent nie ufa natomiast prezesowi Jarosławowi Kaczyńskiemu,
Na kolejnych miejscach w rankingu zaufania znaleźli się: wicepremier Waldemar Pawlak (57 procent), były minister zdrowia Zbigniew Religa (55 procent), były prezydent Lech Wałęsa (54 procent), marszałek Sejmu Bronisław Komorowski (50 procent), szef MSZ Radosław Sikorski (45 procent).Dalsze miejsca zajmują kolejno: wicemarszałek Sejmu Jarosław Kalinowski (42 procent), sekretarz stanu w Kancelarii Premiera Julia Pitera (40 procent), szef SdPl Marek Borowski (39 procent), prezydent Lech Kaczyński (38 procent), szef SLD Wojciech Olejniczak (36 procent) i prezes PiS Jarosław Kaczyński (31 procent).

Od grudnia 2007 największy wzrost zaufania odnotowały Julia Pitera - wzrost o 12 punktów i minister zdrowia Ewa Kopacz - o 9 punktów (ufa jej 30 procent ankietowanych)CBOS zbadał też poziom nieufności ankietowanych wobec polityków. Tu na pierwszym miejscu jest prezes PiS Jarosław Kaczyński - nie ufa mu 54 procent badanych (spadek poziomu nieufności o 3 punkty procent w stosunku do grudnia 2007).Kolejne miejsca zajmują: prezydent Lech Kaczyński (47 procent nieufności - mniej o 4 punkty procent), Przemysław Gosiewski i Ludwik Dorn (po 45 procent - w przypadku Gosiewskiego wzrost o 1 punkt, a Dorna o 2 punkty procent)Na następnych miejscach w rankingu pod względem poziomu nieufności wobec polityków zajęli: Jan Olszewski (29 procent nieufności - wzrost o 3 punkty), Wojciech Olejniczak (28 procent - spadek o 2 punkty), Lech Wałęsa i Aleksander Szczygło (po 25 procent - w przypadku Wałęsy wzrost o 2 punkty, w przypadku Szczygły w grudniu nie było pomiaru), Marek Borowski (23 procent - wzrost o 1 punkt)Od grudnia 2007 r. najbardziej pogorszyły się oceny Waldemara Pawlaka i Zbigniewa Religi - zaufanie do każdego z nich spadło o 3 punkty
".

Oczywiście, jak widać z w powyższego tekstu, nikt tak nie zatytułował, jak ja wiadomości w onecie, ale osoby, co b-j zorientowane w psychologii natury człowieka, natychmiast to wychwycą.
Nie raz już wielu z Was słyszało, zwłaszcza wśród stałych czytelników moich blogów, ale i może z innych źródeł, o zjawisku PROJEKCJI, czyli rzutowaniu własnych cech osobowości, emocji, skłonności na tzw. "obiekt", czyli innego człowieka, zwłaszcza tego, którego nie darzy się szczególną sympatią. Wiemy także, że nadmierna nieufność może być m.in. wyrazem skłonności paranoidalnych danej jednostki. O tych zjawiskach pisał swego czasu m.in. Jacek Santorski:

“Wielu ludzi, zwłaszcza zmęczonych życiem, zagubionych, potrzebuje kogoś, kto powie jednoznacznie, co jest dobre, a co złe (…). Kto ma skłonność do oceniania innych, wchodzenia w rolę moralisty? Często osoby, które nawet nie zdają sobie sobie sprawy, że demony, z którymi walczą, które demaskują i potępiają, jako zlokalizowane gdzieś “na zewnątrz”, tkwią głęboko w nich samych. Jest to przejaw zjawiska “rzutowania” czy “projekcji”. Przyjrzyj się ludziom, którzy krytykują, potępiają (…).¹

Wiemy także, że od wielu lat prowadzona jest przez środowiska lewicowe i liberalne "kampania" wmawiania społeczeństwu, że Kaczyńscy posiadają chorobliwie skonstruowaną strukturę osobowości. Nieustannie obrzuca się ich epitetami: "oszołom", "wariat", "paranoik" itp. I ci, którzy tę propagandę uprawiają, dobrze wiedzą co robią, bo zdają sobie sprawę, że takie informacje znajdą wśród wielu Polaków podatny grunt, a więc i rezonans. Że takie słowa, wyrażenia przede wszystkim uruchomią emocje, skłonności u tych obywateli, którzy te emocje w sobie noszą. Dlatego też, nie mam najmniejszych oporów w wyciągnięciu następującego wniosku nt. tej grupy badawczej, która deklaruje wysoki stopień nieufności wobec Jarosława Kaczyńskiego: 54% Polaków wykazuje skłonności paranoidalne i łatwo poddaje się manipulacjom mediów.

Przy okazji polecam Państwu mój wpis z 17 lipca 2007 roku: "Jak działa propaganda, czyli współczesna psychuszka".

Pozdrawiam

¹J. Santorski, Ludzie przeciwko ludziom? Jak żyć we współczesnej Polsce, "Świat Książki", Warszawa 2004, s.106.

2007-12-09

Nie tak miało być!

Dama z lustrem i diabłem(hp)Ostatnie dwa lata były pełne nadziei. Wraz ze zwycięstwem PiS niemal równolegle powstała gazeta, która podobnie jak PiS, była postrzegana jako element przemian prawicowych. Do głosu zostały dopuszczone osoby, które dotychczas były kojarzone z „niszowymi i ekstrawaganckimi pismami irracjonalnej prawicy”. Czytanie „Dziennika” i początkowo łagodna, dobrze pojęta krytyka rządów była w dobrym tonie.

Wraz z upływem czasu następowały jednak negatywne zmiany. Z jednej strony zaakceptowany przez społeczeństwo POPiSowy model rządów, stawał się coraz bardziej nierealny, a w końcu został zastąpiony przez toksyczne przymierze z Samoobroną i LPRem. Z drugiej strony plotki krążące wokoło zmian personalnych „Dziennika” znalazły w końcu swoje uzasadnienie w oficjalnym oświadczeniu Axel Springer w którym padła deklaracja wymiany całego zespołu redakcyjnego w ciągu dwóch lat.

Rzeczywiście, wraz z postępem czasu zmieniła się polityka pisma, jak i zawarta w niej krytyka. „Dziennik” mimo iż wciąż pozostawał gazetą o charakterze pluralistycznym stopniowo zaczął się przechylać w lewo. Ten proces opisałem zresztą już wcześniej. Opierając się na wypowiedzi Damiana Leszczyńskiego wysnułem przypuszczenie, iż powodem powolnego spaceru „Dziennika” w lewo jest zwyczajna strategia marketingowa właściciela, który chciałby przejąć część lewicowych czytelników „Gazety Wyborczej”. Jedną z licznych konsekwencji tego działania było zamieszanie powstałe wokoło Tomasza Lisa, który za tendencyjnego i stronniczego został uznany nie tylko przez kancelarię prezydenta, ale również przez całe środowisko „Dziennika”.

Przy ołtarzuSpontaniczny sprzeciw redakcji nie zmienił jednak wiele z charakteru jaki przyjęło pismo. Krytyka przyjęła formę maniplujacyjną (maniakalne zapluwanie sobie brody i butów przeciwników) , a łamy „Dziennika” i „Gazety Wyborczej” polem bitwy o prymat w hołubieniu Platformy Obywatelskiej. O ile po gazecie Adama Michnika można było się spodziewać, że nie cofnie się przed używaniem wszelakich środków manipulacyjnych, o tyle druga strona sporu zaskakiwała niestety w bardzo nieprzyjemny sposób. Każdemu numerowi towarzyszył felieton bądź komentarz, który wznosił błogosławieństwa w kierunku PO i obelgi w stronę PiSu. Numer w którym Cezary Michalski, który rozprawiał się z „Gazetą Wyborczą” w felietonie o znaczącym tytule: „Gazeta Wyborcza walczy o wyłączność w byciu gazetą partyjną” (cytuję z pamięci), był moim ostatnim.

„Dziennik” niestety wygrał walkę o tytuł „gazety partyjnej” i został jednocześnie wykiwany przez przeciwnika, który niespodziewanie zmienił strategię na „bardziej obiektywną”.

SpopieleniWydaje mi się, że Axel Springer nawet jeśli kierował się wyłącznie marketingiem dokonał, mniej lub bardziej nieświadomie, zabiegu, który zdemaskował dużą część polskiej inteligencji. Zabiegu, który dokonała „Gazeta Wyborcza” kilka lat wcześniej, ukazując jak w krótkim czasie można diametralnie przemienić poglądy pospolitego konserwatywno-liberalnego czytelnika, zwiększając jednocześnie jego tolerancję na manipulację i „maniplujację”, zachowując jednocześnie pluralistyczny charakter. Posunął się jednak o jeden krok za daleko udostępniając swoje strony artykułom, które serwowały ostre zarzuty, ale bez pokrycia. O ile dla polskiego czytelnika była do zaakceptowania akcja pani Monkos wokoło wypowiedzi Korwina-Mikke o tyle późniejsze artykuły, którym wystarczały wypowiedzi „anonimowych informatorów” do formułowania agresywnych tez, stają się nie do przełknięcia. Największym błędem „Dziennika” jest utrzymywanie mitu w którym twarz Schetyny staje się objawem powrotu do normalności w sferze administracji, Sawickiej w CBA, Pawlaka w liberalizacji gospodarki, a Putina w kwestii poprawy stosunków z zagranicą. Nie dziwi więc pogarszająca się pozycja „Dziennika” i klęska deklaracji zwiększenia nakładu.

Największe „lody” ukręci na tym niestety „Gazeta Wyborcza” i partia rządząca. Możemy obserwować jak powracamy do rzeczywistości jednej partii i jednej gazety dla której spopielenie „Dziennika” i prywatyzacja mediów publicznych będzie ukoronowaniem „powrotu do normalności”. Społeczeństwo znów jest usypiane, a my stajemy się tymi „niszowymi i ekstrawaganckimi” prawicowymi irracjonalistami. Nie tak miało być!

Pozdrawiam

Matix

2007-12-04

Jeszcze raz debilko coś do mnie napisz czyli Wirtualne Media w obronie Sakiewicza!

Zbliża się 13 grudnia. Symboliczna data dla wielu Polaków. Dzień, który kojarzy się z gwałtem, zniewoleniem i totalitaryzmem. Dla dwójki dziennikarzy a wraz z nimi dla wszystkich, którym idea wolności słowa i dziennikarska niezależność są bliskie, miała ta data mieć jeszcze jedno znaczenie. Otóż tego dnia do aresztu miał trafić Tomasz Sakiewicz i Katarzyna Hejke z "Gazety Polskiej". Gdy ogłoszono tą decyzję wiele środowisk zaczęło protestować. Wielu dziennikarzy i ludzi dobrej woli, którym bliskie są demokratyczne standardy wszczęło akcję informacyjną o skandalicznej decyzji sądu. Jedną z takich osób była Wanda Jagieluk, dla wielu znana jako "gdynianka". Poniżej przedstawiam w jej imieniu korespondencję, którą w sprawie obrony dziennikarza prowadziła z pretendującym do miana profesjonalnego portalem Wirtualne Media:

Zaczęło się od standardowego listu w obronie dwójki dziennikarzy, setki takich listów zostało rozeslanych do rożnych redakcji i osób publicznych oraz opublikowanych w różnych miejscach w sieci:

Taki tekst wysłałam na adres: redakcja@wirtualnemedia.pl

13 Grudnia POwraca
Warszawski sąd wydał absolutnie bezprecedensową decyzję o zatrzymaniu na 48 godzin Tomasza Sakiewicza - redaktora naczelnego "Gazety Polskiej" oraz jego zastępczyni Katarzyny Hejke. Zgodnie z nakazem sądu spędzić mają oni w areszcie... 13 grudnia.

Przeciwko Hejke i Sakiewiczowi toczy się sprawa karna z prywatnego oskarżenia, wytoczona im przez TVN. Chodzi o publikację "WSI na wizji", w której "Gazeta Polska" napisała, że Milan Subotić z TVN współpracował z wojskowymi służbami z czasów PRL oraz - po 1989 r. - z WSI.

Prawdziwości informacji o współpracy z czasów PRL dowiodły niezbicie dokumenty. Z kolei fakt, że Subotić współpracował z WSI, potwierdziły informacje zawarte w raporcie o WSI. Mimo to TVN wniosła przeciwko dziennikarzom "Gazety Polskiej" sprawę karną. Oskarża ich o znieważenie z art. 212 kk.

Na wczorajszą rozprawę przed Sądem Rejonowym dla miasta stołecznego Warszawy Tomasz Sakiewicz nie stawił się, ponieważ przebywa zagranicą - usprawiedliwienie tej treści przedstawił jego adwokat. Natomiast do Katarzyny Hejke informacja o dacie i godzinie rozprawy w ogóle nie dotarła.

Mimo to sąd - błędnie i skandalicznie - zastosował art. 382 kpk, mówiący o możliwości zatrzymania osoby, która nie stawiła się na rozprawę bez usprawiedliwienia. Dodatkowo, kuriozalnie, wyznaczył termin 48 godzin przed rozprawą jako właściwy do zatrzymania obojga dziennikarzy.

"Gazeta Polska" wielokrotnie krytykowała w swych publikacjach zarówno Platformę Obywatelską, która właśnie doszła do władzy, jak i patologiczne układy rządzące polskim sądownictwem (ostatnio w artykule "Sędziowska Camorra" z 09.10.2007.). Tym większe oburzenie musi budzić skandaliczna decyzja warszawskiego sądu, która musi być odebrana jako próba zamknięcia ust "Gazecie Polskiej". Towarzyszy jej nasilająca się fala dziwnych wezwań na procesy i przesłuchania.

Do rangi symbolu urasta fakt, że kierownictwo "Gazety Polskiej" spędzić ma w areszcie 13 grudnia (dzień później odbyć ma się rozprawa). Fakt ten każe zastanowić się, czy wypowiedzi o nowym 13 grudnia po odsunięciu od władzy zwolenników IV RP, były faktycznie bezpodstawne.

O sprawie poinformujemy jeszcze dziś Rzecznika Praw Obywatelskich oraz polskie i międzynarodowe organizacje dziennikarskie, a także zajmujące się obroną praw człowieka.

Kontakt z pozostającymi jeszcze na wolności dziennikarzami: Tomasz Sakiewicz 605286121, Katarzyna Hejke 668128500

Do tego tekstu w załączniku przesłąłam plakat z Gazety Polskiej "Za kratki za ujawnienie prawdy?!"

To jest odpowiedź redakcji Wirtualne Media z pogróżkami

jeszcze raz wyśle pani te spam, a pozwiemy panią do sądu. Niech pani wysyła te niedorozwinięte umosłowe maile do ludzi pani pokroju.

Moja odpowiedź na pogróżki redakcji WM

Dobry wieczór.

Szanowna Redakcjo otrzymałam Wasze pogróżki i muszę Wam odpisać, ponieważ moim zdaniem to Wy jesteście nieco niedorozwinięci.

Nie potraficie napisać listu? List bez względu na to w jakiej formie jest pisany podlega pewnym formom, jest przywitanie, temat i pożegnanie.

Pisząc do kogoś list, takie słowa jak Pan, Pani, Państwo, Panstwa, Ty, Tobie, Tobą, Wam, Wami pisze się z dużej litery.

To wiedzą już dzieci w szkole podstawowej.

Piszecie, że wysyłam niedorozwinięte umysłowo maile, udowodnijcie, że są niedorozwinięte, mogę je rozwinąć.

Nie potraficie do otrzymanej informacji odnieść się merytorycznie?

Może nie rozumiecie tego o czym piszę, to lepiej napisać, że się nie rozumie, a nie przerzucać na kogoś swojej ułomności.

Ja wiem, do jakiego pokroju ludzi należę, ale może czarodziejska kula Wam powiedziała coś innego. Nie wierzcie byle komu.

Pozdrawiam

Wanda Jagieluk

Równocześnie Wanda napisała List do naczelnego WM Marcina Szumichory

Dobry wieczór.

W dniu wczorajszym, a właściwie dzisiaj, ponieważ to już było po północy, wysłałam na adres- redakcja@wirtualnemedia.pl informacje na temat aresztowania dziennikarzy "Gazety Polskiej"
/załączniki/
W odpowiedzi otrzymałam pogróżkę, przytaczam dosławnie.

"jeszcze raz wyśle pani te spam, a pozwiemy panią do sądu. Niech pani wysyła te niedorozwinięte umosłowe maile do ludzi pani pokroju.
a"

Dzisiaj wysłałam odpowiedź na pogróżkę, ponieważ mam prawo od ludzi pracujacych w redakcji, obojętnie jakiej, wymagać trochę więcej kultury niż ta którą popisuje się np. pan Niesiołowski.

Ciekawi mnie jakiego "pokroju ludzie" pracują w tej redakcji?
Pozdrawiam
Wanda Jagieluk

Odpowiedź naczelnego redakcji Wirtualne Media

jeszcze raz debilko coś do mnie napisz a nasz prawnok znajdzie cie i doreczy
wreczenie do sądu za wysyłanie spamu.

I odwal sie pisowsko dewiantko.

O to pełna treść korespondencji. Nastawienie do sprawy dziennikarzy najbardziej obrazuje chyba ostatnie zdanie. Pisowska dewiatko. Jak się okazuje nie dla wszystkich mamy w Polsce te same standardy, jeśli nie reprezentujemy jedynie słusznej linii mamy spore szanse na ostracyzm, mało tego, zostaniemy zwyzywani przez ludzi, którzy na codzień trudnią się o wątpliwej jak się okazuje reputacji, poniżej linki do innych wyskoków pseudodziennikarza Szumichory.

O Ivo, który dobrym dziennikarzem chciał zostać..

Marcin Szumichora z Gdańska, redaktor naczelny serwisu wirtualnemedia.pl, zorganizował duży konkurs i sam został jednym ze zwycięzców

Wirtualne Media grożą Media Cafe

2007-11-19

Tusk Vision Network 24 - media na usługach PO, nadzieja w blogerach


Nie jest tajemnicą dla nawet mało uważnego obserwatora mediów, że to w głównej mierze one są autorami sukcesu wyborczego PO. Szczególnie media prywatne, tzw. niezależne. To one dbały przez ostatnie dwa lata o to, by Tusk był kreowany na męża opatrznościowego a Kaczyńscy przedstawiani jako agresywni, zakompleksieni faszyści.

Po wyborach jak widzimy niewiele sie zmieniło, spotykamy się z zapowiedziami dziennikarzy (jak np. Moniki Olejnik), że nie należy brać dosłownie obietnic wyborczych PO i nie rozliczać Tuska z tego co naobiecywał wyborcom. Przecież nikt na poważnie tego nie brał. Oj wydaje mi się, że jednak wielu brało, stąd jak grzyby po deszczu zaczęły pojawiać się strony monitorujące PO i jej dokonania. I to czego nie przeczytamy w głównym nurcie możemy znaleźć na stronach typu HGW Watch . Wydaje się, że w obliczu wielkiej potęgi czwartej władzy zwykły bloger nic nie znaczy. Nic bardziej mylnego! Okazuje się, że pisząc konsekwentnie o manipulacjach i kłamstwach ekipy rządzącej dość szybko możemy stać się wrogiem publicznym nr. 1. Niespełna kilkanaście dni po informacji o planowanym aresztowaniu naczelnego Gazety Polskiej, która nie poszła w nurt pisania o kolejnych urodzinach Kasi T. partia rządząca zaczyna rozpracowywać nieprzychylnych blogerów. A stojąca przez ostatnie dwa lata na straży prawa i moralności Gazeta Wyborcza, piętnująca każdą próbę zawłaszczania państwa i umysłów obywateli przez PiS pisze o tym fakcie ze zrozuumieniem dla PO. No bo jak to możliwe, by któś z własnej inicjatywy patrzyl na ręce wybrańcom narodu.

Dla nas to czytelny znak. W kraju, w którym nie istnieją praktycznie niezależne media jesteśmy wielką siłą. Piątą władzą.

2007-10-27

nie jesteśmy bezradni

Wybory, jak powtarza coraz wiecej osob, wygraly media.

Media ktore rzeczywiscie stworzyly obraz katastrofy, skandalu, wrecz konca świata.
Media ktore wychodzily ze skory by osmieszyc i obalic ten rzad - przypomne tylko obrażajacą inteligencje akcje TVN z tzw tasm Beger. Media ktore byly faktyczna strona sporu politycznego, nigdy nie zlustrowane, roszczace sobie nieuzasadnione pretensje.
Media ktore beda dalej rzadzic.

Niczym sobie nie zasluzylismy jako czytelnicy gazet czy widzowie telewizji na takie traktowanie zatrudnionych przez Mariusza Waltera, Solorza, Rapaczynska czy pracownikow firmy Springer.
Mamy elementarne prawo do prawdy.

To prawo mozna sobie wywalczyc. Wystarczy uswiadomic sobie jak wielu nas jest, jak wiele od nas zalezy.

Uderzenie w klamliwe media powinno byc wrecz smiertelne. A jest przy tym zabojczo proste :)
Nie kosztujace nas praktycznie nic.

Racją bytu spolek Solorza czy Waltera zajmujacych sie kresleniem pożądanego obrazu rzeczywistosci sa reklamodawcy. To jest zrodło ich potegi. Zadna gazeta nie utrzyma sie bez reklam, tym bardziej zadna telewizja.

Kiedy w USA pewien producent (bodaj samochodow) wypuscil reklame zawierajacą akcenty jawnie homoseksulane to tamtejsze organizacje chrześcijanskie zapowiedzialy bojkot. Bojkt nie tyle gazety ktora opublikowala reklame - bojkot produktow tego producenta. Reakcja byla natychmiastowa, producent bez zwloki wycofal swoje reklamowki.
Co prawda na takie dictum amerykanskie organizacje homoseksulane zapowiedzialy bojkot tak pisma jak i produktu, ale bylo juz praktycznie za pozno.

Jak zmusic przedsiebiorstwa Waltera czy Agory do szacunku wobec czytelnikow?
Szacunku, bo tworzenie falszywej acz pozadanej przez mocodawcow rzeczywistosci nie ma z szaczunkiem wobec odbiorców nic wspolnego.

Twierdze ze trzeba skorzystac z doswiadczen innych, korzystajac z tego ze nie jest nas malo, a nasze indywidualne decyzje konsumenckie sa drobiazgowo analizowane.
Caly sztab ludzi bada czemu kupiliśmy akurat ten plyn do plukania, czemu wybralismy
ten a nie inny bank, czemu akurat ta pasta do zebow znalazla sie w naszym koszyku.

W bardzo prosty sposob można ułatwić pracownikom marketingu w tych firmach
odpowiedz na to pytanie.....


Twierdze na koniec ze przez te cztery lata pracownicy zatrudnieni przez Solorza, Waltera czy Agore beda dalej pelnic misje firmy w ktorej pracuja. Misje nie majaca nic wspolnego z dziennikarstwem. Beda oglupiac ludzi, przekierowywac uwage, przemilczac istote rzeczy. Mamy to jak w banku. Beda probowac wygrac kolejne wybory.

Bojkot, powszechny bojkot firm zlecajacych reklame w prywatnych przedsiebiorstwach oligarchow uderzy w ich podstawy. Niechybnie wymusi to czego nie mozemy uzyskac najprostsza droga, domagajac sie elementarnej uczciwosci.

Oni moga urzadzic tylko spektakl a'la Sawicka choc bez łez - "my pracownicy Agory,
Solorza, Waltera tak naprawde to prosze panstwa dla was pracujemy. Nie dla swych szefow
ktorzy sa dodatkowo tak glupi ze płacą namsowite uposażenie sadzac ze pracujemy dla nich....."
Chyba jednak przydaly by sie lzy by ten kit kupic.

Twierdze ze trzeba wlasnie od tego zacząć.
Za cztery lata znow wybory...

http://nurni.blogspot.com/

2007-10-10

Maniplujacja i Mikke

Rzeczywistość przyzwyczaiła nas do obecności skandali w naszym życiu. Z pewnym zrozumieniem przyjmujemy te mniejsze dotyczące znajomych, przyjaciół czy sław lokalnych. Już z nieco mniejszym te targające całym krajem i wywołujące przewroty polityczne. Skandal jak wiedzą od lat wszelkiego rodzaju menadżerzy medialni, dziennikarze czy politycy – jest najbardziej nośnym i pożądanym artykułem informacyjnym każdego nośnika medialnego.

Więcej na moim blogu: www.matix.salon24.pl

Po raz pierwszy umieszczam wersję skróconą. Powodem jest późna godzina, która wyklucza mnie właściwie z SG, a chciałbym, żeby w dyskusję zaangażować jak najwięcej osób. Bronię tutaj Janusza Korwina-Mikke, który w bezczelny sposób został opluty na łamach "Dziennika" i innych mediów, które oparły swoje artykuły na podstawie relacji świadków, którzy przedstawiają cały koloryt lewicy z wyłączeniem nawet zwyczajnych ludzi. Nikt nie zaangażował się w obronę Korwina-Mikke i może czas, żeby ktoś nie związany z wyborami zaprotestował broniąc prawdy. Robię to chociaż prawdopodobnie nie będę głosowac na partię UPR, ani całościowo na LPR.

Pozdrawiam

Matix

2007-09-14

Wprost Idiotyczne....

"Wprost" domaga się zamieszczenia swojego loga w spocie wyborczym PO, w tym z wykładu Rydzyka [o czarownicy], gdyż, albowiem, to redakcja "Wprost" ujawniła te taśmy.

Po pierwsze - kto [chyba, że chce jakoś okrutnie zażartować], chce mieć cokolwiek wspólnego ze spotami PO. Są tak beznadziejne, że nawet ekspertów od medioznawstwa zatkało.

Po pierwsze 1/2 - Wprost jest ukrytą agenturalną komórką PIS albo Radia Maryja. Można tak snuć, bo żąda[Wprost] nie emitowania reklamówki bez jej loga

Po pierwsze 3/4 - ze swoim logiem [Wprost] się nie sprzeciwia, więc, 1.1/2 odpada w połowie.

Po drugie - świat czeka apokalipsa - to wiemy, chyba już jednak niedługo, szybciej niz się nam zdaje. Prawa autorskie stają się jakimś zmutowanym kwarkiem. Ten kto ujawnił cudzą twórczość staje sie ich włascicielem? To super. Ludzie, ludziska, nagrywajcie co się da, to jest Wasze:)

Basia