Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tusk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tusk. Pokaż wszystkie posty

2009-10-16

Oczywiście, że można

2009-10-07

2009-05-19

Rosyjska ,,prawda'' historyczna zwycięża

Była korespondentka polskich mediów w Rosji (1990-2004) Krystyna Kurczab-Redlich stwierdziła, iż ,,polska i rosyjska prawda (historyczna) są niekompatybilne''. W czasie, gdy dzięki zabiegom rządu dialog polsko-rosyjski przenosi się na kolejny, do tej pory niewyobrażalny poziom zależności senior-wasal, gdy szala zwycięstwa w walce o uznanie faktów z przeszłości przechyla się powoli na stronę Rosjan, pani Kurczab-Redlich pokazuje, że problem politycznego rozgrywania historii przez Federację Rosyjską jest nadal aktualny.

Ukłony i pląsy nie pomogły. Umizgi Tuska i Sikorskiego spełzły na niczym. Rosjanie nie dość, że nie złagodzili stanowiska w żadnej z istotnych kwestii (poza eksportem mięsa - chwała Ci rządzie PO-PSL), do tego stosując taktykę buta w drzwiach przechodzą do relatywistycznej ofensywy i zakłamują kolejne karty historii Europy. Zastępująca realną politykę dyplomacja uśmiechów zawiodła na całej linii.

Niedawno od rosyjskich historyków dowiedzieliśmy, że w Katyniu co prawda nie zabijały brzozy, a hitlerowcy, lecz na pewno nie czynili tego krasnoarmiejcy oraz enkawudziści, którzy przebywali w katyńskim lesie na wiosnę 40 roku zapewne uczestnicząc w wielkim wyjeździe integracyjnym ze smażeniem kiełbasek i grą w badmintona. O agresji radzieckiej na II Rzeczpospolitą 17 września 1939 roku również kazano nam zapomnieć.

Dziś od byłej polskiej korespondentki dowiadujemy się, że Rosjanie stworzyli specjalną komisję, która zajmie się przeciwdziałaniem próbom fałszowania historii na szkodę interesów Rosji. Jak sama nazwa wskazuje, zadaniem owego tworu będzie dbanie o to, by historia była ustalana zgodnie z interesami Federacji Rosyjskiej. Powstanie swoistego Ministerstwa Prawdy w totalitarnym państwie, którym bez wątpienia jest Rosja postsowiecka, nie powinno dziwić, jednak bierność naszych władz wobec tego zatrważającego zjawiska powinna oburzać opinię publiczną. Nasi demokratyczni przedstawiciele póki co milczą. Zapewne będą milczeć nadal. Rosjanom się nie podskakuje - Od czasów Poznania 56' i Pragi 68' niewiele się zmieniło.

Usystematyzujmy więc nową wersję historii, która dzięki wybitnemu odrętwieniu polskiego aparatu dyplomatycznego może niebawem stać się wersją obowiązującą. Wojna zaczęła się 21 czerwca 1941, wschodnia część bękarta traktatu wersalskiego samoistnie przyłączyła się do ZSRR. Na pochybel faktom. Historia nie jest sumą związków przyczynowo-skutkowych. Jest relatywnym opisem zdarzeń kreowanym przez silniejszego politycznie gracza.

W XXI wieku historię nadal piszą zwycięzcy. Przegrani milczą i mamią swój naród fałszywą suwerennością oraz pozorami realizowania polskiej racji stanu, odsuwając szansę na realne samostanowienie państwa polskiego ad calendas graecas.

2008-04-22

Wyszło szydło z worka

(kt)Zdaniem ,,Le Figaro'' Sarkozy nie przyjedzie na wizytę do Polski z powodu nieporozumień na linii Kaczyński-Tusk. Według gazety polski premier uznał, że w planie wizyty najważniejsze rozmowy przypadły prezydentowi Kaczyńskiemu. A tak być nie może. Et Voila - oto profesjonalizm polityki zagranicznej naszego rządu.

Fakt, iż ważniejsze spotkania miał odbyć prezydent wystarczył, aby Donek swymi niedorzecznymi pretensjami zepsuł tak ważną wizytę, zanim w ogóle doszła do skutku. Po raz kolejny osobiste ambicje premiera zwyciężyły nad racją stanu. Panie Donaldu Tusku, jest pan zazdrosny? Może to zazdrość o każdego, kto spycha pana z centrum publicznej uwagi? To jakiś kompleks?

Artykuł w wyżej wymienionej francuskiej gazecie jest dobitnym dowodem na to, że Donald pomylił front walki o polskie interesy narodowe z frontem walki o popularność. Dla niego kampania wyborcza nigdy się nie skończyła. Wszystkich z taką lubością powołujących się na zagraniczne artykuły nt. Polski proszę o zastanowienie się również nad tą kwestią. Przecież to wstyd, że za granicą krytykują naszego premiera - Kaczyński za takie coś otrzymałby porcję krytyki wystarczającą na zapełnienie stu artykułów w GóWnie i kilkanaście programów publicystycznych w Ćwok FM. Za to teraz, gdy chodzi o Donka, artykuł Onetu na ten temat wytrzymał kilkanaście minut na stronie głównej a na potrzeby tego posta musiałem go szukać w odmętach archiwum tego internetowego brukowca.

Jeśli tak ma wyglądać nowa jakość polskiej dyplomacji, to ja wolę starą dobrą szorstkość Jarosława Kaczyńskiego. Choć wielu delikatnym i pełnym prorosyjskiej/proeuropejskiej empatii osobom mogła się nie podobać, przynajmniej dawała efekty.

Tymczasem dzięki działaniom nowego, wspaniałego premiera nie osiągnęliśmy nic, a w dodatku przez jego osobiste fanaberie ważne rozmowy polsko-francuskie odsunęły się w bliżej nieokreśloną przyszłość. To blamaż, i trzeba to jasno powiedzieć. Przerost ambicji Donalda Tuska doprowadził do kompromitacji polskiej dyplomacji na arenie międzynarodowej. Wiecznie czujne i niezależne media - czemu nie krzyczycie na ten temat?

Dużo ważniejsze dla naszej ojczyzny są skutki polityczne takiego zachowania - krok wstecz w kontaktach z Francją, z którą dobre relacje są tak ważne, szczególnie po niedawnej zmianie warty w Pałacu Elizejskim. Wygłupy premiera nie mogą wpływać na relacje Polski z innymi krajami, Rzeczpospolita potrzebuje profesjonalnej polityki zagranicznej i polityków-profesjonalistów do realizacji tego celu. Więcej błaznów już nie potrzebujemy.

Po raz kolejny dobro Polski ucierpiało przez przerośniętą ambicję pseudopolityków. Tuskowe szydło znów wyszło z worka. Może tym razem któryś z zauroczonych postacią naszego premiera obywateli raczy to zauważyć.

2008-04-17

Samooczyszczenie rządu fachowców

(kt)Hurra! Donald Tusk w końcu realizuje jedną ze swoich przedwyborczych obietnic. Rząd fachowców ma niebawem zostać poddany z dawna zapowiadanej wielkiej weryfikacji. Nasz wspaniały rząd, niczym zanieczyszczona rzeka, ulegnie samooczyszczeniu.

Tajne źródło w Partii Obietnic, do którego ma dojście gazeta ,,Dziennik'', stwierdza bez ogródek - to będzie rzeźnia! - Owa ,,rzeźnia'', będzie raczej rzezieńką, bo polegać ma na usunięciu kilku osób z grona specjalistów, będących ministrami w rządzie PO-PSL. Pomimo to, niedorozwinięty młodszy brat Gazety Wyborczej, dla zwiększenia nakładu uraczył świat jakże adekwatnym do rzeczywistej sytuacji, godnym ,,Faktu'' nagłówkiem. Według doniesień w.w. tabloidu na celowniku znaleźli się Cezary Grabarczyk, Katarzyna Hall, Bogdan Klich, Barbara Kudrycka i Maciej Nowicki.

Ze wspomnianego koła eksperckiego żaden minister nie opracował ani jednej dobrej ustawy, niektórzy nawet nie próbowali. To prawda - dymisja im się należy. Ale pamiętajmy, że to rząd miłości, jego członkowie to osoby delikatne i wrażliwe (vide Ćwiąkalski). Nic dziwnego, że niektórzy ministrowie nie znieśli presji niezależnych mediów, takich jak TVN czy GW, jakże natarczywie domagających się realizacji przedwyborczych obietnic, oraz ciężaru zobowiązań wobec wiecznie czujnego elektoratu Platformy.

Pani Katarzyna Hall musiała wręcz odreagować stres w typowo kobiecy sposób, zafundowawszy sobie oraz całemu ministerstwu zestawy walizek i garść empetrójek - może znowu kroi się jakiś wypad do Tyńca?

W zaistniałej sytuacji niektórzy politycy PO na wysokich stanowiskach, w obawie przed jakobińskim szałem Donka, przypomnieli sobie o swoich obowiązkach i zaczęli gorączkowo szukać okazji do przypodobania się dyktatorowi. Julia Pitera, niczym Filip z konopii, wyskoczyła z oskarżeniem o zachowania korupcyjne wobec posła swej macierzystej partii. Póki co nie wiadomo, czy jest to kolejne oskarżenie pokroju tych, którymi zwykła szafować pani Julia i czy tym razem rzeczywiście są jakieś podstawy do wytoczenia procesu ale jedno jest pewne. Donald uderzył ręką w stół a nożyce odezwały się błyskawicznie.

Lecz co z tego, skoro na ołtarzu dobrego wizerunku prezydenta z Gdańska poświęca się płotki a prawdziwym grubym rybom, typu Schetyna czy Ćwiąkalski pozwala się dalej harcować. Owa wielka weryfikacja to igrzyska dla mas, takie same, jak wielkie dymisje w rządach komunistów, mające pokazać masom, że na osoby sprawujące najwyższą władzę w kraju jest nałożona jakakolwiek kontrola.

Z dużej chmury mały deszcz. Wilk syty i owca cała. A Polak wspierający PO głupi nadal, pomimo kolejnych szkód.

2008-02-14

Raj-tuski w Moskwie

Spotkanie Tuska z Putinem miało być przełomem w chłodnych stosunkach polsko-rosyjskich. Wizyta miała również dowieść obywatelom kraju nad Wisła skuteczności ugodowej polityki zagranicznaj obecnego rządu PO, a tym samym udowodnić bezsensowność twardej i nieustępliwej postawy poprzedniego rządu PiSu.

Nad sferą zagraniczną rządu Tuska czuwa z ramienia premiera Władyslaw Bartoszewski. Ten były minister spraw zagranicznych za czasów SLD, przejdzie do historii za prowadzenie polityki "brzydkiej panny bez posagu”. Zgodnie z tą koncepcją, Polska w materii polityki zagranicznej była niezwykle mało wybredna i wielce zgodna. Taka formuła miała z pewnością poparcie niektórych dyplomatów. Mogli oni na spotkaniach spokojnie „wypić i zakąsić”, jak powiada Michalkiewicz, bez potrzeby prowadzenia wyczerpujących i nerwy targających negocjacji. Partnerzy rozmów byli zawsze zadowoleni, ładnie się uśmiechali poklepując człowieka po plecach, i w najgorszym przypadku wręczali jakiś honorowy tytuł lub dyplom jako dowód wdzięczności. Innymi słowy, warunki bezpieczeństwa i higieny pracy były wzorowe, a korzyści wymierne. W tych dobrych czasach, słowa starego Żyda mówiącego, że „ Najgorszy geszeft jest lepszy niż złota robota” można było spokojnie o kant stołu potłuc.

Stawka wizyty Tuska w Moskwie, w ramach odkurzonej polityki „brzydkiej panny”, była wysoka. Oprócz wielu istotnych spraw czekających rozwiązania, na szali była reputacja rządzącej koalicji PO-PSL, która przed podróżą obiecywała spore ustępstwa w stronę Rosji.

Najpierw wicepremier Pawlak oznajmił umożliwienie Rosjanom zakupu strategicznych zakładów energetycznych w Polsce. Po chwili premier Tusk ogłosił polskie poparcie dla wniosku o przyjęcie Rosji do OECD. Nie jest to sprawa bagatelna, bo członkostwo w tej organizacji przekłada się na konkretne korzyści związane z łatwiejszym dostępem do nowych technologii i ułatwieniami handlowo-finansowymi. Za Tuskiem podążył, Radek Sikorski, który nie bacząc na unilateralne wycofanie się Moskwy z Układu Kontroli Broni Konwencjonalnej, wybrał się do Rosji by tam konsultować temat zainstalowania amerykańskiej tarczy antyrakietowej na terenie Polski. Kto myślał, że tego rodzaju decyzja jest suwerenną sprawą Polski i USA, temu rząd Tuska raz na zawsze udowodnił błędność logicznego rozumowania.

Polskie ustępstwa zbiegły się w czasie z częściowym zniesieniem przez stronę rosyjską embarga na nasze produkty żywnościowe. Opinie są podzielone co do motywów tej decyzji. Jedni uważają, że była to reakcja na szereg ciepłych gestów polskiego rządu. Inni twierdzą, że po zablokowaniu rozmów Rosji z UE przez rząd PiSu, skutki embarga nałożonego latem 2005, stały się bardziej dokuczliwe dla Rosji niż dla Polski.

Niewątpliwie rząd Tuska pragnął w Moskwie sukcesu. Czy go osiągnął? Politycy koalicji PO i PSL kiwają twierdząco głowami. W pochwalnych chórach wysokie C zawodzą również działacze LiDu, dawni komuniści - ludzie ideowo bliscy PO. Wrażenie sukcesu można też było odnieść oglądając telewizje i czytając gazety przyjazne partii Tuska, czyli praktycznie wszystkie media.

A jak było w rzeczywistości? Wizyta rozpoczęła się z przytupem od piramidalnego skandalu, który został odnotowany na świecie, a w Polsce przeszedł praktycznie niezauważony. Do incydentu doszło zaraz po przylocie Tuska. Rosjanie poinformowali stronę polską, że jeden z dziennikarzy polskich mających relacjonować wizytę, Wacław Radziwinowicz z "Gazety Wyborczej", jest osobą niepożądaną i ma opuścić Rosję. Radziwinowicza niezwłocznie odwieziono z powrotem na lotnisko, ale po negocjacjach i wstawienictwie Tuska Rosjanie odstąpili od swojego żądania.

Skaza jednak została. Trudno sobie wyobrazić aby ten incydent nie odbił się na późniejszych rozmowach. Sprawa była poważna. „Reuters” w sporej notatce o jednoznacznym tytule: „Premier Polski w Rosji, polski reporter zatrzymany”, poświęcił połowę miejsca zatrzymaniu dziennikarza „Gazety Wyborczej”. Dziwić się można, że w takiej sytuacji rozmowy były kontynuowane, i że polska strona nie wróciła do domu. Do takiej konkluzji skłania wypowiedź Radziwinowicza dla „Reutersa”: To co się zdarzyło dzisiaj to wygląda moim zdaniem na czystą prowokację, ponieważ oni (Rosjanie) dali mi wczoraj wizę. To jest polityczna kara.

Na użytek polskiego odbiorcy bohater zamieszania miał jednak kompletnie odmienną wersję wydarzeń i próbował je maksymalnie zminimalizować mówiąc: Nie róbmy z tego wielkiego skandalu. Rosja to nie jest monolit, trwa tu zacięta walka. Są różne siły chcące podstawiać sobie nogę. Nieprzekonywująco brzmią te słowa z ust dziennikarza gazety, która non-stop informuje o totalnej dyktaturze w Rosji, gdzie wszysto jest kontrolowane przez Putina.

Aby pokryć większość ewentualności Radziwinowicz podaje jako alternatywne wyjaśnienie możliwość pomyłki po stronie rosyjskiej: Incydent trwał, nie wiem, może pól godziny. Skończył się dobrze. Trzeba powiedzieć, że Rosjanie wyszli z niego z klasą, bo przeprosili i obiecali, że to się więcej nie powtórzy. Myślę, że pomyłki, i różne takie historie się zdarzają, choć nie powinny. Natomiast klasę partnera ocenia się jak potrafi z niego wyjść. A Rosjanie rzeczywiście wyszli z klasą.

Innymi słowy Radziwinowicz sugeruje, że Rosjanom się coś pomieszało i wzięli go za kogoś innego. Ponownie, trudno sobie coś takiego wyobrazić w kraju gdzie wszystko, a najbardziej służby specjalne, są pod absolutną kontrolą Putina, fachowca z KGB.

Uważny czytelnik pewnie już się pogubił w tych sprzecznych ze sobą wersjach Radziwinowicza. Po prawdzie, trudno się rozeznać czy według dziennikarza „Gazety Wyborczej” Rosjanie to są fajne chłopaki z klasą czy też są tylko niedorobionymi półgłówkami żądnymi politycznej zemsty. Najwyraźniej Radziwinowicz trzyma w zanadrzu niezmierzone morze opinii, którymi rzuca od niechcenia na lewo i prawo. Nie bez kozery ten odważny reporter pracuje dla opinotwórczej gazety.

Oczywiście, afera z Radziwinowiczem mogła być rosyjską prowokacją mającą na celu ośmieszenie i zdyskredytowanie Tuska. Tylko czy to by było w rosyjskim interesie? Tusk to przecież dla Rosjan „nasz człowiek w Warszawie”. Prymitywne „uwalenie” osoby przychylnej Moskwie raczej nie wchodzi w rachubę. Chyba, że Radziwinowicz ma rację, i Rosjanie nagminnie popełniają pomyłki, i tak jak w jego przypadku, wzięli Tuska za kogoś innego. Traktując poważnie słowa pracownika „Gazety Wyborczej” można by powiedzieć: „Całe szczęście, że nam Premiera nie zamknęli”.

Radziwinowicz ma jakieś niezwykłe zdolności bycia obiektem zainteresowania służb specjalnych poza granicami Polski. Pół roku temu został zatrzymany przez Białorusinów. „Gazeta Wyborcza” poświęciła wydarzeniu na Białorusi aż dwie notatki. Tym razem, za przygodę w Moskwie, Radziwinowiczowi dostał się jedynie akapit w obszernym harmonogramie wizyty naszego premiera na Kremlu. Ponieważ ten harmonogram, z niewiadomych powodów, nie zaczyna się od przyjazdu Tuska do Moskwy, tylko jego wyjazdem ze stolicy Rosji, wiadomość o przygodach dzielnego reportera pojawia się na samym końcu. Kto czyta po łebkach ten pewnie nie dotrwał do najciekawszego wydarzenia spotkania przywódców bratnich narodów. Może o to chodziło, i stąd ta chronologia do góry nogami.

Przyczyn potraktowania Radziwinowicza jako „persona non grata” nie podano do publicznej wiadomości. Nie można wykluczyć sytuacji, w której Rosjanie mieli uzasadnione zastrzeżenia do jego osoby. Taka wersja wydarzeń wydaje się prawdopodobna biorąc pod uwagę zaszłości na Białorusi. W takim przypadku Rosjanie mieliby podstawy traktować podejrzliwie cała delegację, łącznie z Tuskiem. Jeżeli Radziwinowicz był rzeczywiście „trefny” to pojawia się pytanie co robiły polskie służby dyplomatyczne i specjalne - dlaczego zezwolono mu na uczestnictwo w wizycie. Czy nie wiedziano o jego domniemanej trefności?

Bez względu na realne przyczyny, zajście z Radziwinowiczem z pewnością nie pomogło rozmowom. Obie strony musiały być nieźle zjeżone, nieufne i nieskore do kompromisu. Nic więc dziwnego, że Tusk z Moskwy przywiózł tylko wspomnienia uścisku dłoni z Putinem poparte parą pustych frazesów. W najważniejszej dla nas sprawie - budowie gazociągu na dnie Bałtyku - Rosjanie zdania nie zmienili.

Jedynie co Tusk zyskał to chyba współczucie prezydenta Rosji, który pocieszycielsko powiedział: Nie należy dramatyzować w związku z problemami w naszych stosunkach - co skrzętnie odnotowała „Gazeta Wyborcza”. Na tym szczeblu takie ludzkie gesty są miłe, ale mają ograniczoną wartość jak długo nie przekładają się na konkrety.

Wypowiedzenie uprzejmych słów przyszło Putinowi łatwo, bo wizyta polskiego premiera w trakcie rosyjskiej kampanii wyborczej była bardzo na rękę władcy Kremla. Kompromitacja polskiej strony, nie tylko nie była jego problemem, ale wręcz odwrotnie, wzmocniła tylko jego pozycję. A to przecież było celem Putina gdy wyrażał zgodę na przyjazd Tuska.

Źródła
http://uk.reuters.com/article/oilRpt/idUKL0867615920080208
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,4910099.html
http://wideo.gazeta.pl/wideo/0,0,4910939.html
http://www.gazetawyborcza.pl/1,86672,4318172.html
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,4316793.html
http://www.tvn24.pl/-1,8944,1538207,raport_wiadomosc.html

http://jacekmichal.blogspot.com/

2008-02-08

...

CZŁOWIEK KREMLA PREMIEREM POLSKI






OTO EFEKTY OKRĄGŁEGO STOŁU

2007-12-31

Baju, baju czyli masowa produkcja bajek dla dorosłych

To hasło powinno być mottem przewodnim wszystkich felietonistów wszystkich gazet polskich i nie tylko polskich.

Niedojrzałe społeczeństwo polskie od pewnego czasu, można rzec - czasów III RP, jest karmione systematycznie antybajkami. Prawdziwe bajki coraz częściej wypierane są w kinach, telewizji, wypożyczalniach video, internecie, komputerach przez tzw. antybajki, które kodują podświadomość młodych odbiorców fałszywymi skryptami. Młodzi Polacy, o nieukształtowanych umysłach, bezkrytycznie nasiąkają niczem gąbki, niezroumiałymi dla nich desygnatami, które niosą ze sobą zło, brzydotę, destrukcję i autodstrukcję. Desygnaty te, niczem miecze, brutalnie docierają do popędowości człeka. Nie dziwi więc, że coraz więcej w szkołach przemocy i agresji, depresji i zabijania. Nie dziwi więc, że na dziennikarzy wyrastają jednostki ułomne, okaleczone i ograbione, które swymi skryptami przemocy bombardują pokolenia dalsze. Nie dziwi więc, że bliźsi młodym ludziom są politycy PO, którzy nie potrafią nawiązać komunikacji z tą częścią świata, która hołduje tradycyjnym wartościom w tradycyjnych bajkach. Wolą patrzeć na "ładnie" opakowane ZŁO, identyfikować się z więźniami, wypuszczanymi pomimo ciężkich przewinień na wolność, łączyć zło z pięknem, być kuszonym destrukcją i autodestrukcją "pięknej" pani i pana z nożem, sztyletem i krwią na ciele, niż dziewczynką z zapałkami, która może nie jest medialna, ale niesie NADZIEJĘ, NADZIEJĘ dla każdego Polaka. Bez wyjątku...

Antybajki nie integrują człowieka od wewnątrz, ani z światem przeżyć zewnętrznych. Antybajki nie łączą ze sobą ludzi, lecz dzielą. Więc włóżmy między bajki, "bajki" Tuska i Barbaro, a dokarmiajmy człeka bajką Andersena.

Bajki prawdziwe, bajki szlachetne, to balsam na duszę zregresowanego Polaka. Leczmy więc bajką, a nie antybajką, a demokracja zajrzy pod strzechy nasze. Happy and w stylu amerykańskim, to nie antybajka, to rzeczywistość - rzeczywistość w świecie demokratycznym...

2007-11-30

O miłości Tuska i Chlebowskiego

Dwie wypowiedzi dwóch osób publicznych skłoniły mnie do napisania nowego posta, a mianowicie: dzisiejsza wypowiedź szefa klubu parlamentarnego PO Zbigniewa Chlebowskiego oraz wpis blogowy Bronisława Wildsteina .

Bronisław Wildstein w swym ostatnim wpisie uczynił m.in. dygresję odnośnie natury miłości, jaką w swej polityce wyraża wraz kolegami Donald Tusk wobec Polaków. Autor zauważył:

“Trudno się dziwić, że Donald Tusk wykorzystuje podniecenie, jakie budzi w dziennikarzach płci obojga. Trudno mieć do niego pretensję, że pławi się w bachanaliach miłości powszechnej. Miłość ta ma jednak w sobie coś perwersyjnego, gdyż w medialnym wydaniu odbywa się na zwłokach IV RP, a każdy jej akt wiąże się z wbijaniem kolejnego kołka w, okazuje się, nie tak martwego nieboszczyka”.
http://blog.rp.pl/wildstein/2007/11/28/pochwala-kontynuacji/#comment-8491

Z kolei z dzisiejszych wiadomości dowiadujemy się, jaki ma zwyczaj wyrażania miłości poseł Chlebowski. Swe uczucie do Jarosława Kaczyńskiego wyraził w następujący sposób: " prezes PiS Jarosław Kaczyński nie wyleczył się z "traumy powyborczej" i wciąż ma "problemy emocjonalne".

http://wiadomosci.onet.pl/1650435,11,1,1,item.html

Co do tego, że Chlebowski swoimi wypowiedziami dostarcza dla specjalistów bogaty materiał diagnostyczny, nie ma najmniejszych wątpliwości. Że mamy tu do czynienia nie tyle z przypadkiem etykietyzowania przez człowieka pozbawionego dobrych manier, co z klasycznym przypadkiem rzutowania własnych, nieuświadomionych emocji polityka na "obiekt", jakim jest Jarosław Kaczyńskich. O prawdzie Chlebowskiego nie może być mowy, bo toż zwykły człowiek, który nic wspólnego z psychologią kliniczną i etyką zawodu psychologa nie ma wspólnego.

Biada jednak politykom, gdy wśród odbiorców ich wypowiedzi rzeczywiście znajdą się specjaliści i potrafią ocenić nie tylko wypowiedź, ale i na jej podstawie strukturę osobowości nadawcy komunikatu. Jeszcze gorzej, gdy i oni dysponują środkami masowego przekazu, a przy ich użyciu dzielą się swoimi uwagami...

Jaki jest więc obraz miłości deklarowanej przez Tuska i jego towarzyszy? Idąc dalej za wątkiem poruszonym przez Bronisława Wildsteina, nasuwa się wniosek, iż perwersja Tuska przejawia się nie tylko w tym, że wbija kołki w nie tak martwego nieboszczyka, lecz przede wszystkim w tym, że jest wynikiem braku ukształtowanej tożsamościu premiera. Ponieważ polityk utożsamia się z obojgiem płci, to podniecenie wywołują u niego zarówno kobiety, jak mężczyźni. Stąd podświadomie prowokuje podniecenie u dziennikarzy - kobiet i dziennikarzy - mężczyzn.

Przedstawiony wyżej fragmentaryczny wycinek* osobowości Tuska jest przyczyną nie tylko takich, a nie innych jego reakcji na dziennikarzy płci obojga i reakcji tychże dziennikarzy na jego reakcje, ale także perwersyjnej formy wyrażania miłości do obywateli polskich w ogóle. Miłość i nienawiść, słodycz i zadawanie bólu widoczne na pierwszym planie w wyrażaniu siebie Tuska może być wyrazem jego neurotycznej walki dwóch obecnych w nim przeciwstawnych tendencji, czyli wyrazem ambiwalencji i ambitendecji. Widoczna tu jest szczególna podwójność, dwoistość, rozdwojenie, a nawet i rozszczepienie: Tusk kocha i nienawidzi zarazem (zwracam uwagę na symboliczną podwójność "obiektu", na który kieruje swoje uczucia polityk - bracia bliźniacy...). Swą miłość wyraża, zadając ból i cierpienie.

Taki człowiek zaspokojenia doznaje dopiero wówczas, gdy pochłonie w całości obiekt swojego pożądania, gdy całkowicie nim zawładnie i podporządkuje sobie. Tylko wtedy poczuje się bezpiecznie w tej perwersyjnej miłości. I pomyśleć, że polityk wszystko to czyni pod wpływem lęku, nierozładowanej agresji, niezaspokojonych potrzeb seksualnych (z obojgiem płci) oraz nieskończonej potrzeby władzy absolutnej.

P.S.

PODSUMOWANIE, czyli przykłady dwoistości w zachowaniach Tuska:

- utożsamianie się z obojgiem płci
- wywoływanie zachwytu i pożądania u dziennikarzy obojga płci
- męskość agresji werbalnej i miękkość kobiety - lalki
- deklarowanie miłości do obywateli, a zarazem zadawanie im bólu
- podwójny obiekt miłości - dziennikarze - kobiety i dziennikarze - mężczyźni
- podwójny obiekt rzutowania nienawiści - bracia bliźniacy

* DLA JASNOŚCI: używając języka klinicysty, jest to zaledwie tzw. diagnoza cząstkowa, która stanowi wycinek diagnozy całościowej, stawianej pacjentowi pod koniec I etapu terapii, tj. przed dokonaniem reparacji struktury JA diagnozowanego

http://venivenissa.blogspot.com/2007/11/o-mioci-tuska-i-chlebowskiego.html

2007-10-25

Polska drugą Irlandią


Donald Tusk obiecał Polakom, że zbuduje im druga Irlandię. I wydaje się, że słowa dotrzyma. Na pierwszy ogień wziął sobie dostosowanie powierzchni naszego kraju do Irlandzkich standardów.

Zapowiadana przez PO strategia polityki zagranicznej w tym przyjęcie Karty Praw Podstawowych doprowadzi w konsekwencji do otworzenia furtki roszczeniom dawnych mieszkańców tzw. Ziem Odzyskanych.

Dziś powierzchnia naszego kraju wynosi 322 575 km² co daje nam 68 miejsce w swiecie dążymy jednak do irlandzkiego ideału 70 273 km² czyli w okolicach 122 miejsca.

Co by tu jeszcze oddać?

2007-10-24

Premier Ciamciaramcia

Premier Ciamciaramcia, a PSL najprawdopodobniej w koalicji. Zaczynają się interesujące czasy. Wielki liberał Donek i jego lśniące kohorty. Żal dupę ściska, bo się naiwne ludziska przejadą jak Zabłocki na mydle a my razem z nimi. Wczoraj byłem stonowany i optymistycznie nastawiony, ale jak sobie pomyślę, że wróciliśmy do tego co się działo przed 10/2005 to się nóż w kieszeni otwiera. Ale dlaczego? Jeden kawałek rozwiązania tej zagwozdki następuje. Dostałem wczoraj od koleżanki emailem następującą notkę na temat Wehrmachta (dzięki Wylmo!):

"Więcej"

2007-10-22

Wybióry

PełO wygrało. No cóż. Nie ukrywam, że nie jest to mój wymarzony scenariusz wyborczy, ale zobaczymy jak będzie. Według mnie ich zwycięstwo (niekwestionowane, wygrali w cuglach) jest dla nich jednak początkiem końca. Nie uzyskali bezwzględnej większości, close, but no cigar. Muszą wejść w jakąś koalicję.
PO-PiSu raczej nie będzie: nie sądzę żeby Tuscu zaproponował, a Kaczor przyjął. Dziwniejsze rzeczy się działy, ale jest to mało prawdopodobne. Teraz zależy jak działać chce Platzforma. Jeżeli będą chcieli być w miarę niezależni, to się zkoligacą z PSLem. PSL od lat przebiera nóżkami żeby dojść do władzy także poszliby z razu na duże ustępstwa, śrubując wymagania w miarę upływu czasu. Jednak koalicja PO z PSLem oznacza koniec romansu PełO z merdiami. W końcu rząd nie może być zbyt niezależny.
Alternatywą jest LiDka. Ta koalicja gwarantuje przychylność środków musowego prikazu, ale z kolei w zasadzie żadnej niezależności działania jako rząd. LiDka będzie dla PełO tym, czym dla USA jest Izrael: ogonem merdającym całym psem. Ot, taki „drobny pistolecik”. Co więcej, PO będzie twarzą pod którą LiDowski odbyt będzie kręcił lody. Obie przystawki aż nadto wzmocnioną lewą nogą.
Wbrew obiegowej opinii, jest to ciężki orzech do zgryzienia dla Tuscu i Schetynescu. Z jednej strony, pierwszy to Ciamciaramcia, człowiek chorągiewka a drugi to lewus z krwi i kości. Dwie betonowe, mocno ciążące na lewo przystawki nie powinny być dla nich ideologicznym problemem. Z drugiej strony, Tuscu ma zapędy autorytarne co najmniej na miarę Kaczora i bardzo lubi rządzić samodzielnie, co pokazał na kanwie wygryzania niezależnych ludzi z PO. 2X porażka Tuska w 2005 bardzo, ale to bardzo mu ciążyła. Teraz, jak ma waaaadzem we własnych rękach nie wiem czy będzie tak skory do jej dzielenia.
Tak czy inaczej, z Tuska liberał jak z koziej dupy trąbka (lub jak z mysiej p... worek na mąkę, jak kto woli) nie mówiąc nic o prawicowości (bo to śmiech na sali). „Liberalny” program PO to raczej tylko przykrywka na ogólne socjalistyczne klepto-rozdawnictwo. Problemem Tuska jest to, że musi się on przypodobać wszystkim, a przystawki w postaci LiDki lub PSLu będą go ciągnęły mniej lub bardziej mocno na lewo, co zrazi mu liberalny elektorat. Z kolei prezydent wywodzący się ze środowiska PiSu będzie jakąś tam przeciwwagą w drugą mańkę, i usiłując przypodobać się z tej strony zrazi sobie socjalistów, którzy głosowali na PO. Mniej więcej okrakiem pomiędzy łodzią a pomostem.
Co to oznacza w praktyce? Paraliż władzy podczas kręcenia lodów przez Tuskowych periani i przystawkowiczów. Tak więc będziemy mieli powtórkę z rządów AWS, a rebours. Rząd impotentów z premierem o zapędach autorytarnych, i przybudówkę dyktującą warunki. No i oczywiście, jeżeli i jak zaczną padać gromy nt. przekrętów to oberwie PO jako frontmeni, a nie przybudówki. Oczywiście funkcjonariusze PO też będą kręcili lody, bo a jakżeby nie.
No i oczywiście jest jeszcze jedna kwestia, która dalej komplikuje problemy PO. Tak jak ławka zawodowców z PiS była dosyć krótka, tak PO ma poważny problem kadrowy. No bo kto? Kopaczowa? Schetyna? Niesiołowski? Bronio K.? Rząd fachowców? Wolne żarty. Przystawki będą dookoła nich kółka zakreślać. PO, ofiary własnego sukcesu. Problem w tym, że to my będziemy tracić na tym jak za przyzwoleniem lub w niewiedzy nieudolnego bądź zblatowanego rządu PO stare układy się odbudują. A tracić, jak zwykle, będą obywatele.
Nowa wersja kawału: jaki jest szczyt chamstwa? Zagłosować na PO i zostać w Irlandii.
Oto moje 0,03 złote.

PS. Jeżeli PO rzeczywiście wprowadzi przynajmniej część swoich obietnic przedwyborczych, to super. Obawiam się jednak, że mimo szczerych chęci (którym nie jestem ufny) to będzie niemożliwe. Chcociażby przez wewnętrzną sprzeczność dużej części programu PO. Mam nadzieję, że wybiorą te bardziej wolnorynkowe propozycję z ich oferty. Więcej socjalizmu nam nie potrzeba. A, co najważniejsze, mam nadzieję że ten rząd będzie działał na rzecz Polski i Polaków, a nie na rzecz realnych czy fikcyjnych możnowładców z zewnątrz. Pomimo, że nie głosowałem na nich i ich nie darzę ani sympatią ani zaufaniem mam prawo tego wymagać.

2007-10-12

Dokąd cieniu odchodzisz?

- Czy nie uważasz, moja droga, że nasz Donald z powodu przepracowania coraz bardziej przypomina własny cień?





- O matko, ale ja nie chcę być cieniem! Ale ja nieee…





- A tełaz nasz cieniony przywódca będzie tworzyć nowy gabinet cieni…

2007-10-09

Nuda rządzi polityką!

W polityce nuda. Nudzi się Jacek Wakar oglądając spoty wyborcze. Marcinkiewicz wydał pamiętnik polityczny, a potem rzekł: „Pamiętliwość to nuda.” Nudzi się Viktorzbrzeska, że zaczął rysować po kartach do głosowania. Nuda w polityce zbiera duże żniwo. Zebrała całe osiem milionów Polaków przed telewizorami podczas debaty Kwaśniewskiego z Kaczyńskim.

Nuda nie pozwala również spać politykom. Ich spoty wyborcze okrzyczane są nudnymi. I rzeczywiście! Trawa, dużo monotonnej zielonej trawy i nieciekawa maszyna do pisania przejawiająca się w każdym spocie LiD-u. Nudne i zakompleksione ABW atakuje kolejnego zwyczajnego, szarego oligarchę. Znużony Kaczyński odwołuje zawiedzionych podwładnych, którzy w swoim beznadziejnym zapale posunęli się za daleko. PO chce już tylko spokoju. LiD zielonej popgrowskiej łąki.

Nuda trapiąca Polaków nie pozwala Tuskowi i Kwaśniewskiemu debatować w niedzielę. Jest to przecież jedyny moment, gdy utrapieni Polacy wyrywają się z marazmu i przyglądają się najciekawszej części kampanii kiedy to córki polityków urabiają dla ojców i matek wyborców. Już przekonaliśmy się niejednokrotnie, że każdy spontaniczna, lub tak wyglądająca, akcja przyciąga przed telewizor miliony cierpiących nudę wyborców. Są oni nawet w stanie zaakceptować nawet Kononowicza za to, że wyrwał ich z tego stanu. Nie bez przyczyny przecież były prezydent zaatakował honor i wielkość uczelni Rosyjskiej. Dziw bierze, że Putin nie zareagował embargiem na sprowadzanie do Rosji wódki „Wyborowej”.

Nuda rządzi polityką! Nie dziwmy się, że zarówno Kwaśniewski jak i Tusk boją się rozczarowania ponad pięciu milionów Polaków, którzy wolą oglądać „Taniec z gwiazdami” od nudnych twarzy liderów PO i LiD-u. Muszą przecież powoli przyzwyczajać obywateli do tego, że będą pojawiać się coraz częściej na ekranach, czy to w roli opozycji, czy koalicji rządzącej. Nie można tak od razu frustrować i ucinać ulubiony program co ósmego mieszkańca, a broń Boże nie przed wyborami! Potem i na to przyjdzie czas.

Pozdrawiam

Matix

2007-10-04

By siedziało się lepiej! Wszystkim

Platforma Obywatelska wkroczyło w ostatni rozdział, zaplanowanego uprzednio pieczołowicie scenariusza.

Teraz dopiero można powiedzieć, że docierają do wszystkich.
Nie zapomnieli też o osadzonych w Zakładach Karnych.

Z myślą o bardzo licznej grupie swoich wielbicieli z zakładów penitencjarnych, postanowili oddelegować na kilka lat, swoją koleżankę Beatę S. do trudnej i odpowiedzialnej pracy z osadzonymi.

Wydatną pomoc w spełnieniu tego odpowiedzialnego zdania, wnieśli funkcjonariusze CBA, dzięki których staraniom posłanka będzie mogła nieść kaganek myśli liberalnej i wolnościowej, tym którzy tej wolności są chwilowo pozbawieni.



Pragniemy zwrócić Państwa uwagę, na obecną na plakacie wyborczym grupę członków kierownictwa partii. Ich ubytki w odzieży (brak sznurówek i krawatów) sugerują, że również wybierają się do Zakładu Penitencjarnego. Kiedy i na jak długo - to mocno strzeżona tajemnica. Być może znów, uczynni funkcjonariusze CBA będą mogli w jakiś sposób pomóc Platformie Obywatelskiej.
Oczywiście, dla dobra społeczeństwa.
W myśl hasła "By żyło się lepiej! Wszystkim".

Yarrok

2007-10-02

Tusk obiecuje

Dziś von Thusek (aka. Ciamciaramcia) wygłosił następujące przemówienie:
"Obiecuję, że po 21 października powstanie rząd, który potrafi porozumieć się ze wszystkimi środowiskami, porozumieć się z partiami politycznymi, rząd, który spowoduje, że Polacy odzyskają nadzieję na przyszłość. Powstanie rząd, który zbuduje polski cud gospodarczy. Po to idziemy do tych wyborów i obiecuję wam zwycięstwo".

No cóż, wydaje mi się że lewactwo mnie uprzedziło i samo wymyśliło ripostę, a raczej komentarz do jego wypowiedzi:
"Bój to jest nasz ostatni,
Krwawy skończy się trud,
Gdy związek nasz bratni
Ogarnie ludzki ród.
Bój to jest nasz ostatni,
Krwawy skończy się trud,
Gdy związek nasz bratni
Ogarnie ludzki ród."

Chyba człowiekowi zaczyna brakować weny. Nie tyle ciamciaramcia, co gugu-gaga.

2007-09-28

Donald Tusk - utrata pamięci i prywatyzacja honoru.

Niestrudzony w swym domniemanym posłannictwie, pierwszy przegrany IV Rzeczpospolitej Donald Tusk, uraczył znów, garścią „złotych myśli” tłumnie zgromadzoną platformerską gawiedź. Póki opowiadał zwykłe farmazony, mogło być to nawet zabawne.


Przekroczył jednak cienką linię, dzielącą małpi dowcip od kpiny z zebranych.Wydawało się, że polityka jest zajęciem dla ludzi traktujących swoich współobywateli przynajmniej w zasadniczych sprawach poważnie i serio.
Humor, humorem, ale wkraczanie w pewne strefy, w relacjach polityk-obywatel wymaga powagi oraz rozumu. Krótko mówiąc, nie należy traktować ludzi jako matołów i zdać sobie sprawę, iż ci mają swój rozum oraz niezłą pamięć.

Tymczasem Donald Tusk w swej nieopisanej bezczelności sunie po całośći i „pa wsiech”. Wczoraj zarzucił premierowi Kaczyńskiemu i byłemu prezydentowi magistrowi Kwaśniewskiemu, że z powodu "nieustającego konfliktu, nieudolności i pazerności" doprowadzili do tego, iż "młodzi Polacy szukają swoich marzeń poza granicami". Właściwie, co do Kwaśniewskiego można przyznać racje. Wszyscy pamiętają okres jego prezydentury i dbałość o interesy sąsiednich państw i ich obywateli zamiast o sprawy ojczyzny i rodaków.
Ale, to właśnie dzięki takim jak Tusk i jego dawni partyjni koledzy zafundowano nam dwukadencyjną prezydenturę Kwaśniewskiego i lata rządów SLD. To właśnie fala „aferałów” wyniosła postkomunistów do władzy. Ale o tym dalej.

„- Mamy prawo do wielkiego polskiego marzenia. Czy w Polsce mogą rosnąć płace, a nie ceny? Mogą, bo to jest sprawdzone w innych miejscach świata. Czy Polacy są gorsi od Irlandczyków? Czy Polska jest jakimś przeklętym miejscem? Nie. Mam wrażenie, że jakaś klątwa wisi nad Polską, ale w postaci nieudolnych rządów - czerwonych baronów, albo oferm spod znaku PiS - mówi Tusk.
- Nie zostawiajcie nieudolnym, zakompleksionym, sfrustrowanym ludziom losów Polski i naszych dzieci - w ten sposób tak szef Platformy zwrócił się do tych, którzy 21 października nie chcą iść głosować.
Zaiste, wzruszenie odbiera mowę, ale zapewne przebijająca przez patos wypowiedzi bezczelność, wpierw odebrała autorowi tych słów rozum i pamięć.


Pokrótce pozwalam sobie przedstawić „dokonania” Donia i jego najbliższych przyjaciół w okresie III RP. Wtedy, gdy większość Polaków wierzyła w zmiany i lepsze życie po obaleniu „komuny” – ugrupowania takie jak Unia Wolności i Kongres Liberalno-Demokratyczny, zajmowały się uwłaszczaniem dawnych Towarzyszy i gromadzeniem własnych majątków na fali wszelakich prywatyzacji.


I tak to Donald Tusk był jednym z założycieli KLD, a w 1991 roku został wybrany przewodniczącym partii. Oczywiście trafił do sejmu i gorliwie popierał rząd kolegi partyjnego Jana Krzysztofa Bieleckiego. W tym miejscu warto przedstawić jego ówczesnych idoli z rządowego kręgu: Leszek Balcerowicz, Michał Boni, Janusz Lewandowski, Henryk Majewski. Nazwiska mówią same za siebie. Same „czyste sumienia” z „kryształowego ugrupowania” zwanego później przez społeczeństwo nie wiadomo dlaczego - „aferałami”.


Rząd „fachowych prywatyzatorów” przetrwał niecały rok. Odszedł w aurze skandalu i podejrzeń.
Kolejny rząd nie cieszył się już tak wielką sympatią Tuska. Jan Olszewski i jego gabinet był zbyt patriotyczny i niebezpieczny dla komunistycznego świeżo uwłaszczonego koleżeństwa. Dlatego podczas gabinetowych zawirowań w roku 1992, wraz ze swoją partią Pan Donald poparł wotum nieufności wobec rządu mecenasa Olszewskiego. Jest też uwieczniony na słynnym już filmie „Nocna Zmiana” podczas knucia spisku w gabinecie Wałęsy.


Nie minęło dużo czasu a znów jego „aferałowie” rozpoczęli marsz ku władzy. Znów rozpoczęto grabież majątku narodowego. Rząd Hanny Suchockiej został ochoczo wsparty przez KLD i oczywiście samego Tuska. W składzie znów znaleźli się „zaradni inaczej” i „koncesjonowani opozycjoniści” tacy jak: Jerzy Osiatyński, Janusz Lewandowski, Janusz Onyszkiewicz, Jacek Kuroń, Andrzej Arendarski, Jan Krzysztof Bielecki i Jan Maria Rokita.


Kiedy po upadku gabinetu Suchockiej, odbyły się w roku 1993 przyspieszone wybory, partia Tuska nie przekroczyła 5% progu i nie dostała się do parlamentu. Nie zrażony takim obrotem sprawy szybko przystał do „koncesjonowanych opozycjonistów PRL” i został wyniesiony do rangi wiceprzewodniczącego Unii Wolności (dawniej Unia Demokratyczna).


Po następnych kilku straconych latach, spowodowanych rządami bratnich postkomunistów, w 1997 roku, Tusk znów poparł „swoich” tworzących po kolejnych wyborach rząd Jerzego Buzka. I znów znane, promienne twarze „uległych i spolegliwych”: Balcerowicz, Suchocka, Geremek, Wąsacz, Onyszkiewicz oświecały zatroskane o polskie losy oblicze Doanlda.


Po kompletnej klapie gabinetu Buzka, nastały znów lata rządów „komuny”, ale Tusk z chłopca do klaskania, stał się już pełnoprawny liderem nowego ugrupowania nazwanego Platforma Obywatelska. Z grzecznego i układnego klakiera przeistoczył się w krzykacza i buntownika. I taką rolę pełni do dziś, lecz jak widać z mizernym efektem.


Do kogo więc ta mowa, o zmarnowaniu marzeń młodych Polaków, o pazerności i nieudolności?
O jakiej klątwie mówi Tusk?


Szesnaście lat straconych marzeń o wolnej i całkowicie niepodległej Polsce o życiu w normalnym, pozbawionym dawnych ubeków i konfidentów oraz lewych opozycjonistów kraju – to dzieło takich ludzi jak Donald Tusk, przykładnie biernych i wiernych.
Zawsze w bliskim zapleczu włazy, zawsze obok (nie jest on typem bojownika siedzącego okrakiem na barykadzie) – tam gdzie profity i własny interes.

To właśnie te szesnaście lat władzy uwolsko-liberalno-komunistycznych rządów było klątwą – klątwą sowieta i złodzieja.


Ciszej, więc Panie Tusk, ciszej i pokorniej – ludzie nie są idiotami!


Widać, że honor nie jest w cenie.


Być może liberałowie z KLD, pojęcie honoru też już sprywatyzowali lub przehandlowali postkomunistom.


Yarrok

2007-09-27

Dupne debaty dalsze dzieje, i co z tego wynika

Ani JarKacz ani Magister nie chcieli by główną prowadzącą debaty w poniedziałek była Monia O. (tak, to ta Monika co ją kobieta dbająca o zdrową psychikę myje z zapałem;). W końcu wyszło, że poprowadzi ona blok dotyczący polityki zagranicznej. Podobno Urbański
(http://katalog.bip.ipn.gov.pl/showDetails.do?idx=U&katalogId=3&subpageKatalogId=3&pageNo=1&nameId=2454&osobaId=1719&) nalegał, że ona musi. Każdy widać ma ulubieńców medialnych na swoją miarę. Panie Premierze pora się nad tą szumowiną zastanowić, i bynajmniej nie mam na myśli Moni O.

Ważniejsze jednak jest co na temat debaty mówi „pomocnik"...

http://the-real-mustrum.blogspot.com/2007/09/dupne-debaty-dalsze-dzieje-i-co-z-tego.html