Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prawo i Sprawiedliwość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prawo i Sprawiedliwość. Pokaż wszystkie posty

2009-06-25

Chcieliście wydymać Freda...

Nie będę powielał interpretacji decyzji Prawa i Sprawiedliwości w kwestii głosowania nad nowelizacją ustawy medialnej. Faktem jest, że dzięki wczorajszej zgodzie między Platformą Obywatelską a PiS rozpadł się kruchy alians PO z Sojuszem Lewicy Demokratycznej. Dzięki temu możliwe będzie odwołanie ministra Jacka Rostowskiego, który otrzymał dziś celny pseudonim ,,minister kryzys''.

Prawo i Sprawiedliwość miało problem w skutecznej kontroli władzy do której predystynowana jest zwyczajowo opozycja. Wszelkie próby poddania pod ocenę Sejmu dokonań członków rządu Donalda Tuska kończyły się wsparciem Sojuszu dla Platformy, co umożliwiało przetrwanie nawet najbardziej nieudolnym ministrom. Nie będę rozpisywał się w peanach na cześć Kaczyńskiego, bo nie mam twardych dowodów na to, że wczorajszy zabieg, miał na celu wywołanie sytuacji w której znalazła się dziś polska scena polityczna. Pewnym jest jednak, że się to stało i jeśli ów rozwój sytuacji był zaplanowany w biurze Wielkiego Stratega, to było to posunięcie genialne.

Wczorajsza bierność PiS w głosowaniu, umożliwiająca przyjęcie senackich poprawek o potrzebie prezentacji chrześcijańskich wartości w telewizji publicznej, doprowadziła do wrzenia Grzegorza Napieralskiego oraz pozostałych milusińskich lewaków. Napieralski zmarszczył swe demoniczne brwi, Szmajdziński zrobił się czerwony (hehe) a Kalisz jeszcze bardziej spuchł - w szeregach Sojuszu zapanował popłoch. Bo jak to tak - jak można promować chrześcijaństwo w dzisiejszych czasach ponowoczesnych, w których liczą się tylko Prawa Człowieka i inne przepoczwarzenia Manifestu Komunistycznego? Do tego głosując wespół z Ciemnogrodem spod znaku Kaczki??

To policzek w szeroko pojętą lewicę, która tak przykładnie dogadywała się z Platformą. Otóż, dzięki wspólnemu głosowaniu PO oraz PiS, SLD poczuło się wydymane, a wbrew progejowskiej propagandzie szerzonej przez jej członków, dymania nie toleruje - przynajmniej w zakresie czerwonego zadka własnej partii. Tak więc lewica ma poczucie złamania układów politycznych zawartych z Donaldem Tuskiem. Sam Tusk jeszcze wczoraj zapewne czuł spełnienie, ponieważ projekt ustawy niszczącej media publiczne w końcu przeszedł. Do tego z poprawkami, którym z pewnością przyklaśnie katolicki elektorat. Dziś zapewne w Kancelarii Premiera rozpętała się burza a Schetyna prawdopodnie nie raz musiał fundować swemu wodzowi relaksujący masaż skroni.

Okazało się, że Kaczka wydymał wszystkich - lewicę spotkało to drugi raz (po wolcie Tuska), a samego Donka po raz pierwszy, ale na pewno równie mocno zabolało. Wczorajsze złamanie obietnic politycznych przez Premiera rozsierdziło SLD, które pragnie dziś politycznej zemsty. Tymczasem, oczywiście przypadkowo, Prawo i Sprawiedliwość podsuwa świetną sposobność. Już dzisiaj przegłosowany zostanie wniosek PiS o odwołanie Jacka Rostowskiego - pana ,,oczy szeroko zamknięte'' i mistrza ignorancji ekonomicznej. Lider SLD, Grzegorz Napieralski zapowiedział z rana, że jego formacja poprze ów wniosek.

Patrząc z punktu widzenia realnej polityki hipotetyczny plan Kaczyńskiego to arcydzieło strategii. To ucieczka do przodu rozbijająca rodzący się sojusz SLD i PO. Do tego okupiona marnym kosztem, bo sama nowela ustawy medialnej ma zostać podobno zaskarżona do Trybunału Konstytucyjnego - lewacy na pewno tego tak nie zostawią. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że Trybunał ową ustawę zablokuje. Posunięcie to doprowadzi do sytuacji, w której w mściciel Grzegorz Napieralski sam przyniesie Jarosławowi Kaczyńskiemu głowę ministra Rostowskiego na złotej tacy. Po ewentualnym odrzuceniu nowelizacji przez TK koszta takiego rozwoju wypadków poniesione przez PiS się wyzerują.

Realna polityka stawiająca nacisk na pragmatyzm i zgrabne lawirowanie polityczne doprowadziła do kłótni między Sojuszem a Platformą. Doprowadziła wręcz do pojedynku słownego odbytego na oczach obywateli pomiędzy przedstawicielem Polskiego Stronnictwa Ludowego Eugeniuszem Kłopotkiem a panią poseł z Platformy Obywatelskiej Iwoną Śledzińską-Katarasińską. Jeśli na antenie między politykami koalicji ma miejsce taka wymiana retorycznych piorunów kulistych, to strach pomyśleć co obecnie dzieje się w kuluarach sojuszu PO-PSL.

A wszystko to dzięki jednej zmianie frontu ufundowanej sojusznikom przez samego Donalda Tuska, który był pewien, że w ten sposób wygra wszystko i to dzięki walnej pomocy wrogiego Prawa i Sprawiedliwości. Zamiast tego wszystko stracił. Nie będzie sojuszu z lewicą, ludowi sojusznicy już teraz głośno zastanawiają się nad sensem trwania koalicji. Trawestując klasyk - Chcieliście wydymać Freda, to teraz Fred wydymał was.

2009-06-15

Armageddon PiS nadchodzi

Czas zagłady jest blisko, a imię jego Mirosława. Mirosława Masłowska. Liczba jegoż to 7804 głosów w wyborach do europarlamentu, które przyczyną stały się przeogromnej frustrancji a histerii pani poseł, która to trzasnęła drzwiami klubu PiS, wstrząsając formacją Kaczyńskiego w posadach.

Na drugi plan zeszły zatargi wewnątrzpartyjne na lewicy. Podkopujący przewodniczącego Napieralskiego Ryszard Kalisz, został wytłumaczony przez towarzysza Wacława Martyniuka. I to jak celnie. Martyniuk sprawnie zdementował zarejestrowaną w Radiu Zet wypowiedź grubszego kolegi, w której to miał on złorzeczyć na przewodniczącego i życzyć sobie zmiany na jego stanowisku. Towarzysz Wacław stwierdził, że ma informację nt. tej wypowiedzi i poseł Kalisz na pewno nie mógł niczego takiego stwierdzić a tym bardziej czegoś takiego sobie życzyć. Zapytany o to, co w takim razie powiedział Ryszard Kalisz w Radiu Zet, Martyniuk z rozbrajającą szczerością stwierdził, że nie wie. Pozazdrościć umiejętności retorycznych. Ale po cóż międlić po próżnicy - przecież tylko PiS się rozpada, tylko tam są konflikty. Na lewicy bez zmian wszyscy się kochają. Tylko niektórzy szorstką męską miłością.

Nie liczą się również niedawne wypowiedzi polityków Platformy Obywatelskiej. Schetyna postulujący formalne ubarwienie polityczne stanowiska prezydenta, Komorowski odżegnujący się od owej propozycji i Donald Tusk jako potencjalny kandydat na prezydenta będący w centrum tego sporu, to tylko symptomy wartkiej dyskusji od dawien dawna toczącej się wewnątrz PO. To wcale nie walka frakcyjna pomiędzy Schetynescu a żelaznym marszałkiem. Bo w PO konfliktów przecież nie ma.

Nie ma sporu o stanowisko komisarza w ramach Unii Europejskiej. Nie ma dyskusji w kwestii kandydatury na prezydenta. Nie ma konfliktu wokół poparcia dla opcji walutowych. Oczywiście nie ma też walki o przejęcie premierskiej schedy po Tusku. Tak samo w PO nie ma sporów ideologicznych o czym miał okazję się przekonać coraz wyżej podskakujący i wiecznie nieposłuszny Jarosław Gowin, który śmiał poruszyć znowu niewygodną kwestie zapłodnień in vitro. Niezawodny marszałek Komorowski nazwał sprawę eksplozywną a resztę zbył milczeniem. Chwała mu za to, że za ów wybryk nie wychłostał Gowina i nie wywalił na zbity pysk. Jak mawiał Jan Maria Rokita, nim został przez partyjnych współdyskutantów wydymany bez mydła i wyrzucony za burtę - ,,Platforma to partia rozdyskutowana''. Trafił tym powiedzeniem w samo sedno. PO to partia rozdyskutowana i wielonurtowa. Żywą metaforą owego rozdyskutowania mogą być miłujący się Gowin oraz Palikot.

To jedynie owo wstrętne Prawo i Sprawiedliwość jest partią pełną wewnętrznych konfliktów, które właśnie dobijają partię Kaczyńskiego. To tu koncentruje się szczere i z pewnością nieinstruowane zainteresowanie zatroskanych o dobro PiS-u mediów. A wszystko na skutek odejścia pani poseł Masłowskiej. Media od czasu wyborów do PE ustawicznie wieszczą rychły upadek partii, a ich wieszczby okazują się być silnie usankcjonowane, ponieważ szeregi PiSu stopniały dziś o kluczową dla losów tej partii polityczną personę. I jak tu mówić o walce o władzę wewnątrz SLD. Jak tu komentować konflikty ideowe wewnątrz PO? Nie czas żałować róż, gdy płonie las! I to PiS-owski!

Drżą już widocznie zdezorientowani Brudziński oraz Kamiński. Wychynąwszy z politycznego marginesu, Dorn jak zwykle radzi i celnie punktuje nieskończone błędy prezesa oraz kierownictwa. Szeregowi posłowie partii Prawo i Sprawiedliwość bez celu biegają po sejmowych korytarzach, co wraźliwsi łapiąc się poręczy głośno wymiotują. Znaki na niebie i ziemi wróżą porażkę. Astrolodzy i chiromanci wróżą upadek Wielkiego Stratega. Słowa przepowiedni jednoznacznie odczytywane są jako wróżba odnosząca się do małego rycerza Jarosława Kaczyńskiego. Oczy zdezorientowanych polityków PiS nerwowo szukają oblicza przywódcy. Gdzie jesteś Jarosławie, czemu na koń nie wsiadasz??

Tymczasem Wódz w zaciszu swego sejmowego gabinetu patrzy w odbitą w lustrze, pooraną troskami twarz, a w swych czarnych niczym rzeczne kamyki oczach widzi pustkę. Na biurku leży naładowany Glock, którym prezes swego czasu rzekomo wygrażał Donaldowi Tuskowi...

Z sal sejmowych dla TVN24 dezinformował TW Reporter.

2009-06-10

Kaczyński must die

Który to już raz PiSowi wróży się rychły rozpad a Jarosławowi Kaczyńskiemu odejście w niebyt polityczny? Który to już raz część prawej strony blogosfery naiwnie przyłącza się do chóru medialnych szczekaczek i daje się sterować na szkodę naszego stronnictwa? Nie pierwszy i zapewne nie ostatni. O ile nie zdołamy ogarnąć pewnych faktów.

Kilka już razy pisałem o dezinformacji w mediach oraz w polityce, która ma wymusić dezintegrację PiS. Przykładów takich działań mamy od ostatnich wyborów parlamentarnych mnóstwo i jeszcze trochę. Już pod koniec września 2008 roku, gdy powstał słynny konflikt z Dornem a media z dnia na dzien zakochały się w tym polityku forsując jego i ludzi mu podobnych na nową alternatywę dla Prawa i Sprawiedliwości, część bloggerów na czele z moim ulubionym Rybą dała się zawieść za nos dokładnie tam, gdzie chcieli tego ludzie delikatnie mówiąc nieżyczliwi wobec partii Kaczyńskiego.

Pisałem wtedy w polemice z Rybitzkym - ,,Nieistniejące do tej pory w polskiej polityce koło młodych polityków o poglądach stricte prawicowych i patriotycznych, z dobrze przygotowanym i zaprezentowanym programem oraz zapleczem, nie wyrośnie nagle spod ziemi, by zastąpić wadliwych Kaczyńskich, swoimi nieskazitelnymi i doskonałymi w każdym calu ludźmi.'' I tak rzeczywiście jest. Żadna partia prawicowa nie przekroczyła progu kilku procent poparcia. Tylko Prawo i Sprawiedliwość jak na złość podwoiła ilość mandatów w europarlamencie i za cholerę nie chce szczeznąć podług wróżb a przepowiedni Ryby.

Więcej napisałem na ten temat tydzień później, gdy Rybitzky kontynuowal swe tyrady dewaluujące PiS (wymieniam ciągle tego bloggera, ponieważ ze złapanych na ten manipulatorski haczyk tylko jego pamiętam z racji dużej częstotliwości w łapaniu się nań - z resztą z nim chętnie polemizuję). Oto cytat wart przypomnienia - ,,To klasyczna manipulacja pochodząca z tego, co zawsze źródła. Środowiska zawłaszczające sobie dziś Polskę zdały sobie sprawę, że Polakom nie uda się wybić z głów zapotrzebowania na silną, centroprawicową partię. Chcą więc koniecznie doprowadzić do tego, aby tą partią przestało być Prawo i Sprawiedliwość.''

W grudniu 2008 pisałem notkę dedykowaną Rybie, stwierdzając, że ,,polska prawica, a moim zdaniem razem z nią Rzeczpospolita, nie mają interesu w podgryzaniu PiS z dwóch stron przez owe rozłamowe stronnictwa(Polska XXI oraz Prawica RP- przyp. autor). Dlatego też ich istnienie oparte na byciu opozycją do Prawa i Sprawiedliwości jest szkodliwe. Tak samo, nawoływanie do przerzucania swego poparcia z partii Kaczyńskich na formacje Marka Jurka czy Rokity i Dutkiewicza.''

W ten sposób przenosimy się do chwili obecnej, w której zabiegi dezinformacyjne poszły w ruch z okazji niedawno przeprowadzonych wyborów do Parlamentu Europejskiego. Tak jak pisałem kilka dni temu, w mojej ocenie PiS nie przegrał. Niestety również nie wygrał, ale zważając na stałą zawieruchę roztaczającą się wokół tej partii, i tak jest nieźle. Z kolei w ocenie polityków Platformy Obywatelskiej oraz jej mutacji, w partii Kaczyńskiego na pewno szykuje się przewrót a partia ta chyli się ku upadkowi. ,,Widać już, że te napięcia, te ruchy tektoniczne wewnętrzne w PiS są bardzo silne'' - stwierdził Sławomir Nowak w dzisiejszym programie Moniki Olejnik w Trójce.

Sam związek frazeologiczny pt. ,,ruchy tektoniczne'' jest w Platformie Obywatelskiej bardzo popularny i zapewnie starannie wyuczony w PR-owskich gabinetach Nowaka. Jeszcze w kwietniu 2009 roku Bronisław Komorowski użył tego samego sformułowania przy okazji konfliktu Libicki-Czarnecki. Oceniłem to wtedy jednoznacznie - ,,Jeśli foch i wycofanie się z wyborów Libickiego oraz groźby Mojzesowicza w sprawie ustawienia Czarneckiego na ,,jedynce'' w Lublinie to ruchy tektoniczne, to czym w takim razie było odejście Trzeciego Bliźniaka? Wybuchem wulkanu? Uderzeniem asteroidy?''. Po raz kolejny zastosowana tu manipulacja, której jedną ze składowych była wypowiedź wąsatego okularnika z PO, miała zdezintegrować PiS i odwrócić od niego wyborców. Nie udało się. Przetrwaliśmy Dorna, przetrwaliśmy Libickiego.

Powróćmy do obecnej akcji dezinformacyjnej. Nowak kontynuując swą wypowiedź u Olejnik stwierdza nt. PiS - ,, Ta partia buzuje wewnętrznie i widać też po wypowiedziach Jarosława Kaczyńskiego, że puszczają mu nerwy. Myślę, że ciekawym rozmówcą byłby dla niego psycholog''. Pomijając chamski wtręt na koniec, widzimy tu silną potrzebę stworzenia narracji rozpadu i frustracji wodza, o czym świadczą silnie nagromadzone związki frazeologiczne czy odpowiednio sformułowane określenia. Zapytam ponownie - który to już raz ci sami ludzie, z tego samego u gruntu środowiska wróżą dezintegrację Prawa i Sprawiedliwości?

Obecna kampania różni się jednak jej głównym celem. Zaczęło się od niefortunnej w skutkach wypowiedzi Zbigniewa Ziobry, w której krytykuje on pracę głównych speców od wizerunku jego partii. Najwyraźniej obecny konflikt między Ziobrą a specjalistami został stanowczo wyciszony przez Jarosława Kaczyńskiego. Jednak PR-owcy PO i reszta obozu antypisowskiego podchwycili sprawę od razu, prezentując ją, jakby chodziło w niej o konflikt Kaczyński-Ziobro o czym rzekomo miało świadczyć szorstkie potraktowanie świeżowybranego europosła przez prezesa. Śledząc dalej tę fałszywą narrację, postępowe media wywnioskowały, że Kaczyński traci władzę w partii, a Ziobrę ucisza z obawy przed całkowitą jej utratą.

To oczywista bzdura. Prawdziwy konflikt, powtarzam, to niesnaski Ziobro-specjaliści. Kaczyński włączył się weń jako rozjemca (w końcu to jedna z ról przywódcy) i skutecznie owe przekomarzanie uspokoił. Nigdy nie istniał konflikt Ziobro-Kaczyński, a media usiłujące nam to wmówić grają na dezintegrację PiSu na dwa obozy pod przewodnictwem tych polityków. Chodzi też o ostateczne zdeprecjonowanie Jarosława Kaczyńskiego, czego faktem może być niedawny wpis na blogu Piskorskiego, w której stwierdza on, że ,,7 czerwca 2009 skończyła się w PiS dominacja Jarosława Kaczyńskiego.'' Dalej pisze, iż ,,przywództwo Jarosława Kaczyńskiego nie jest już w żadnym razie bezdyskusyjne i niepodważalne. W PiSie na dobre rozpoczęła się dyskusja o tym, co trzeba zrobić i co stanie się z tą partią po definitywnej porażce Jarosława Kaczyńskiego''.

I to jest sedno sprawy. Układ zdecydował. Kaczyński must die. Musi umrzeć - oczywiście w znaczeniu politycznym. Wmawianie nam, że Jerry już jest BE a Ziobro CACY ma służyć zdewaluowaniu wizerunku Jarosława Kaczyńskiego, bez którego Prawo i Sprawiedliwość rozleci się ogarnięta pożarami konfliktów, których ich partycypant Ziobro na pewno nie ugasi. Bez Kaczyńskiego nie ma PiS-u i obie strony konfliktu politycznego dobrze to wiedzą. Nikt ze skonfliktowanych polityków (Szczypińska, Masłowska, Kurski, Ziobro) nie postuluje zmiany na fotelu prezesa, nikt nie widzi sensu w przywództwie Ziobry. Zapewne przypadkiem to jedynie wrogowie partii Kaczyńskiego domagają się zmian w partii a docelowo odsunięcia Kaczora. Dołączając do tego usłużny medialny wrzask i naiwne nawoływania z prawej strony, możemy przed sobą przedstawić ogrom dezinformacji, jaka ogarnęła po raz kolejny scenę polityczno-medialną.

Jednak, jak słusznie stwierdził Triarius w swoim wczorajszym wpisie ,,Jeśli więc taka partia (PO) atakuje tylko jednego ze swych potencjalnych przeciwników - a więc tylko jedną partię spomiędzy całej opozycji - oznacza to, że pozostałych, z takich czy innych względów, nie uznaje za groźnych czy niewygodnych dla siebie przeciwników.'' Sparafrazuję ten cytat i poprowadzę dywagację naprzód - Jeśli więc PO atakuje tylko jednego z prominentnych polityków głównej wrogiej partii - a więc głównie jednego lidera spomiędzy całego kierownictwa - oznacza to, że pozostałych z takich czy innych względów nie uznaje za groźnych czy niewygodnych dla siebie przeciwników''. Dlatego, my, zwolennicy Prawa i Sprawiedliwości powinniśmy tym goręcej wspierać przywództwo Jarosława Kaczyńskiego w Prawie i Sprawiedliwości, im goręcej będą nam to wrogowie tej partii odradzać.

PiS się nie rozpada, rzekome ruchy tektoniczne to zwykłe w polityce damskie fochy co słabszych psychicznie polityków. Partia trzyma się kupy dzięki silnemu przywódcy, którym jest właściwy człowiek na właściwym miejscu. Obecny jazgot medialny to psie zawodzenie wynikające głównie ze strachu bądź wyrachowania. Takie są fakty odarte z dezinformacji.

Apeluję do internetowej prawicy o przemyślenie tej sprawy.

2009-06-08

Rybitzky, czyli nożem w plecy prawicy

Naczelny wbijacz noży w plecy środowiska prawicowego i ekspert od wszystkiego Rybitzky, jak mogliśmy się spodziewać, skrytykował PiS za podwojenie ilości mandatów do europarlamentu we wczorajszych wyborach. Po raz kolejny oparł swoje przemyślenia na kilku błędnych przesłankach i dogmatach medialnych.

Ryba od dawna podgryza Prawo i Sprawiedliwość od strony centrum i ma do tego święte prawo. O ile robi to konstruktywnie. Jednak chciałbym po raz kolejny zachęcić jego i innych bloggerów tworzących swoje notki na podstawie informacji z mediów do sięgania po lepsze źródła informacji a przede wszystkim przesiewanie plotek, fantasmagorii ,,ekspertów'' i celowo tworzonych dogmatów typu ,,PiS to partia starych ludzi''.

W swojej notce pt. ,,PiS, czyli grabiami po głowie'' Rybitzky po raz kolejny daje mi powód do zadumy nad kwestią jego przynależności do naszego prawackiego środowiska, bo nie wiadomo jak to z Rybą jest. Niby w kwestiach historycznych się zgadzamy, jednak gdy przychodzi do podsumowania opinii opisywanego bloggera jeśli chodzi o elektorat czy wizerunek partii, możemy łatwo stwierdzić, że Rybitzky życzy Polsce PiSu który jest bardziej platformerski, cool i trendy niż sama Platforma Obywatelska. Wiele razy wskazywałem na bezsens takich postulatów - nikt nie przegoni w młodzieżowości Donka pykającego sobie w gałę i wciskającego nawet w przemówienia powyborcze słów typu ,,fajnie'' i innych slangowych figur językowych podyktowanych przez Sławomira Nowaka. Takich wodzów nie powinno być w PiSie, a samo Prawo i Sprawiedliwość nie powinno stawać się partią takich ludzi. Nie życzyłbym Rzeczpospolitej, by partia Kaczyńskiego dogoniła PO uderzając razem z nią w takie intelektualne dno.

Co nie znaczy, że jak twierdzi Ryba, PiS nie walczy o młodych ludzi. Targetem Prawa i Sprawiedliwości wśród młodzieży powinni być przede wszystkim studenci oraz młodzież zainteresowana polityką (tacy jeszcze są, naprawdę). Tylko tacy młodzi ludzie będą w stanie odnieść się do merytorycznych argumentów przemawiających za tą partią. Reszcie wystarczy rzucić przed nos kawał kiełasy a pobiegną za nim z wywieszonymi jęzorkami na koniec świata. Jak mniemam nikt nie złamie monopolu Platformy Obywatelskiej na ową kiełbasę wyborczą, więc celowanie w lemingi jest skazane na całkowite pudło. Myślę, że to powinno być jasne.

Wspomniany przeze mnie elektorat umownie nazwany młodzieżą zaangażowaną jest systematycznie indukowany politycznie przez młode kadry polityczne której przedstawicielami w tych wyborach byli np. Marek Migalski we Wrocławiu czy Krzysztof Szczerski w Krakowie. Na podstawie danych ze wspomaganej przeze mnie kampanii Doktora Szczerskiego mogę stwierdzić, że spotkania przedwyborcze pełne studentów UJ, efekciarskie przejazdy busów z telebimami 5x10 metrów i zwykłe kserówki rozdawane przez młodych ochotników przed kościołami, w punktach spotkań studentów, jak stołówki uczelniane, itp. świadczą o dużym zaangażowaniu w ,,docieranie do młodych'' samego Szczerskiego ale i centrali dającej na to pieniądze, co natrętnie neguje Ryba. Gdyby znał przebieg kampanii przedwyborczej PiS i oparł swoje przemyślenia na jakichś faktach, np. takich, jak wymienione powyżej, na pewno zrewidowałby swe stanowisko do czego gorąco go zachęcam. Mit ,,partii starych ludzi'' obalony. Tak samo, jak mit braku skutecznego PR-u skierowanego do młodzieży.

Jeśli chodzi o kolejną legendę ,,o wymieraniu starego elektoratu'', to dał jej skuteczny odpór Kokos w swoim dzisiejszym wpisie. Emerytów przybywa, nie ubywa. To czysta demografia. Rybizkiemu nie udało się sięgnąć po coś tak nieosiągalnego jak suche dane statystyczne dostępne dla każdego od lat.

Przejdę teraz do argumentu o naiwnej wierze Prawa i Sprawiedliwości w siłę niskiej frekwencji. Ryba twierdzi, że politycy PiSu wierzyli, iż w eurowyborach zwyciężą dzięki mobilizacji twardego elektoratu, który uda się do urn w przeciwieństwie do lemingów. Nie wiem na czym oparł tę tezę Ryba, i skąd wie jakie nadzieje i w czym pokładają ludzie z partii Kaczyńskiego. Wiem jednak, że wybory do europarlamentu to wielkie święto dla każdego lewackiego hurraoptymisty w kwestiach europejskich czego dowodem są wspaniałe wyniki Danuty Hübner w Warszawie na które złożyły się głosy eseldowskich lewaków (stąd osłabiony Olejniczak) i lemingów. Tutaj motywacje rozkładają się zgoła inaczej, niż w krajowych wyborach. Należałoby to wziąć pod uwagę w swoich rozważaniach, szczególnie mieniąc się przedstawicielem i znawcą kręgów młodzieżowych.

Jeśli chodzi o kolejny mit dotyczący partii Kaczyńskiego, tzn. cytując Rybitzkiego ,,uwiąd struktur terenowych'' to jako jeden argument obalającym tę tezę podam dane z krakowskiej młodzieżówki Forum Młodych PiS - stan osobowy w minionym roku prawie się podwoił. To przykład na bzdurność tego jednostronnego i krzywdzącego sądu opartego na niekontrolowanej erupcji intelektualnej, niczym więcej. Innym argumentem może być również efekt działań rzekomu zwiędłych struktur jakim jest wciągnięcie w samym Krakowie doktorów Andrzejewskiego (Uniwersytet Ekonomiczny) i wspomnianego wyżej Krzysztofa Szczerskiego z UJ. Panowie nie należą do partii, jednak zostali skutecznie wypromowani odpowiednio przez ludzi Zbigniewa Wassermanna oraz prof. Krzysztofa Legutko i prof. Ryszarda Terleckiego. Takiego uwiądu życzę PiSowi po wsze czasy.

Opisane i obalone przeze mnie mity to niepokojące zjawiska obecne nie od dziś w publicystyce Rybitzkiego. Lekceważenie sukcesów Prawa i Sprawiedliwości i dramatyzowanie pod dyktando mediów to dla niego chleb powszedni. Tak jak dla mnie czerpanie nieskończonej inspiracji z tekstów tego bloggera. Za to wszystko Rybie dziękuję i życzę kolejnych tekstów opartych na wydumaniach i fantazjach, dających mi tyle przyjemności w poddawaniu ich słusznej krytyce.

Pozbądźmy się dogmatyzmu i odrzućmy narzucany nam na siłę ton dyskusji. Porozmawiajmy merytorycznie.

2009-04-16

PiS znów się rozpada

Od kilku dni w mediach kolejni politycy Platformy Obywatelskiej pochylają się nad nieszczęściem, jakie rzekomo spotyka obecnie PiS i jeden po drugim wytykają błędy tej partii, a nawet tworzą pseudoekspertyzy w kwestii list wyborczych do europarlamentu. Co poniektórzy wskazując na tajemnicze ,,ruchy tektoniczne'', wróżą nieuchronny upadek tej partii. Który to już raz?

Bez wątpienia, analizując wnikliwie strategię układania list Prawa i Sprawiedliwości, Bronisław Komorowski wykazuje nietypową aktywność w ramach wtykania nosa w politykę swych oponentów. Skąd to nagłe zainteresowanie? Czy Komorowski w tajemnicy przed kolegami z Platformy zmienił barwy polityczne i stał się tajnym spin doktorem PiSu? Może zachłysnął się nieustannie wypluwanym przez siebie jadem i pod wpływem trucizny zaczął bredzić ku przerażeniu różowych?

Tak samo jak Tusk wydający instrukcje prezydentowi, tak Marszałek Sejmu wtrącający się w sprawy wewnętrzne PiSu robią to, ponieważ po raz enty próbują udowodnić, że politycy z kręgu Prawa i Sprawiedliwości, a docelowo obydwaj Kaczyńscy zbankrutowali politycznie, a razem z nimi całe ugrupowanie. Tym razem z okazji zbliżających się eurowyborów - ostatnie brukselskie głosowania mogły nieco zniechęcić prawe skrzydło i centrum do europosłów PO takich jak Buzek czy Sonik (jak trafnie określił ich Nicpoń - ,,szmaty''), dlatego w imię idei równości a konkretnie wyrównania szans należy osłabić kandydatów PiSu za pomocą propagandy porażki.

Wszystkich szykujących się po raz kolejny na pogrzeb partii Jarosława Kaczyńskiego muszę jednak zmartwić. O, Lemingi! Nie ubierajcie smokingów, nie odpalajcie najlepszych cygar i nie kręćcie wąsa brylantyną! Na socliberalny raj trzeba będzie jeszcze troche poczekać, bo burzyciele, szkodnicy i raeganowskie stonki z PiSu jeszcze nieco poburzą, zaszkodzą i obgryzą. Obecnie kreowane medialne klepsydry oznajmiające wszem i wobec bliski funerał PiS-u to jedynie czarny PR mający przekonać niedobitki nieprzekonanych-nie-mających-polityki-w-dupie, że na tę partię nie warto głosować, choćby nawet (o zgrozo!) komuś odpowiadała. Prawda jest taka, że Prawo i Sprawiedliwość ma się całkiem nieźle i nie zawaham się postawić tezy, że lepiej, niż obrazują to oficjalne sondaże.

Jeśli foch i wycofanie się z wyborów Libickiego oraz groźby Mojzesowicza w sprawie ustawienia Czarneckiego na ,,jedynce'' w Lublinie to ruchy tektoniczne, to czym w takim razie było odejście Trzeciego Bliźniaka? Wybuchem wulkanu? Uderzeniem asteroidy?

Jakiej figury retorycznej panowie z PO by nie użyli, jakiej wróżby, czy przepowiedni nie wygłosiłby Niesiołowski czy Komorowski, jakich obelg nie rzuciłby pewien poseł z Lublina (obiecałem sobie nigdy nie zapisać nazwiska tego pajaca), to i tak nie uda się zakłamać faktu, że PiS radził sobie już w obliczu przegranych wyborów do parlamentu oraz w sytuacji odchodzenia z partii ludzi o dużo większym znaczeniu politycznym, jak wspomniany wyżej Ludwik Dorn czy Kazimierz Marcinkiewicz (ten drugi miał znaczenie przede wszystkim medialne). Porównując tamte ,,zwiastuny upadku partii braci Kaczyńskich'', z obecnymi przetasowaniami politycznymi, możemy w oczywisty sposób stwierdzić, że nie dzieje się nic wielkiego.

Nieszczere intencjonalnie zainteresowanie losem Prawa i Sprawiedliwości to tylko propaganda - stworzone w najdroższym departamencie Rzeczpospolitej pustosłowie. Spokojnie, panowie Platformersi z umoczonego lewa i udawanego prawa - nie potrzebujemy Waszej troski, damy radę bez Was. Na pohybel Wam.

***
Psy szczekają ze strachu - szczekają, a karawana jedzie dalej.

2009-02-02

II Kongres PiS - relacja

Ta notka na pewno nie będzie wyjaśniać oczywistego faktu, że Janusz Palikot nie mógł pojawić się na Kongresie. Nie udowodni też dlaczego premier z wielu względów nie powinien się na nim zjawić. Takie rozważania należy pozostawić tabloidom i co mniej bystrym z obywateli. Moja notka będzie relacją oraz analizą, odnosząca się do merytorycznych treści przekazanych na II Kongresie programowym Prawa i Sprawiedliwości.

Law and Justice's logoImage via Wikipedia


Będąc członkiem krakowskiej młodzieżówki PiS, miałem niepowtarzalną okazję, by zjawić się na Kongresie tej partii, który, może poza meczem Polska - Dania, okazał się być centralnym wydarzeniem minionego weekendu - w wymiarze politycznym być może kluczowym punktem całej zimy 2008/09. Postaram się z perspektywy uczestnika owych wydarzeń zanalizować je i oddać ich atmosferę z pominięciem zakłamującej rzeczywistość optyki medialnej.

Przed kongresem odbyło się kilka paneli dyskusyjnych zorganizowanych w krakowskim Hotelu Novotel. Miałem przyjemność się tam znaleźć i obserwować atmosferę rosnącego napięcia przed weekendem. Ludzie dyskutowali między sobą i drążyli tych co bardziej zorientowanych w tym, co ma zostać powiedziane w czasie Kongresu. Politycy milczeli na ten temat. Ludzie z młodzieżówek biegali, by załatwiać sprawy organizacyjne i doprecyzować plany na następny dzień. W czasie paneli poruszono istotne dla partii kwestie powrotu bezrobocia i palącą sprawę zbliżającego się do Polski kryzysu, stanu polskiego sportu oraz, co ciekawe, praw kobiet w świetle polskich regulacji (zagrywka pod lewicowców?). Każda dyskusja odbywała się w osobnym pomieszczeniu, uczestnikom każdego spotkania rozdano solidne materiały informacyjne. Ja sam, do czego szczerze się przyznam, w trakcie panelu na temat praw kobiet opuściłem salę i razem z kolegami z młodzieżówki udałem się na mecz Polska - Chorwacja. Niestety sportowe spotkanie nie było warte mojej dezercji. Po rozgrzewce, jaką były konferencje w Novotelu, wróciłem do domu z głową pełną przemyślen. Na pierwszy plan rzucała się myśl - PiS wreszcie chwali się programem. Miałem przyjemność obejrzeć dziesiątki stron informacji i analiz, a to przecież jedynie przedsmak tego co miało się zdarzyć!

Następny dzień zacząłem od egzaminu - napisałem go szybko, bo auto, którym miałem udać się do Nowej Huty zajechało pod budynek Uniwersytetu pół godziny po rozpoczęciu pisania. Na szczęście pomimo słabej infrastruktury i beznadziejnych eksperymentów drogowych prezydenta Majchrowskiego, przebrnęliśmy z przyjaciółmi przez Kraków, by znaleźć się w jego ,,sławnej'' na całą Polskę dzielnicy. Kongres odbywał się w pawilonie Targów Krakowskich. Cały dzień miał się rozpocząć od przemówienia Prezesa, po czym nastąpić miała seria panelów dyskusyjnych otwierających wielką rozmowę wewnątrzpartyjną nt. przyszłości programu partii. Sama forma kongresu zasługuje na uwagę - nikt nie powie już, że w PiSie nie ma miejsca na dyskusji. Ta dyskusja ma miejsce nagminnie i sam miałem okazję w takich rozmowach uczestniczyć. To Prawo i Sprawiedliwość jest partią ,,rozdyskutowaną'' jak niegdyś niecelnie określił Platformę Obywatelską Jan Roktia. Jest miejsce na dialog, na odrębność a przede wszystkim na kompromis i konsolidację w ramach partii.

W swoim pierwszym przemówieniu Prezes zaczął od politycznych uników - zaprezentowane przez niego hasła ,,konkurencja - nie wojna'' i ,,czyny, nie cuda'' jasno wskazywały kierunek zmian w partii. Kaczyński chce od swej formacji, by ta uderzała celniej i roztropniej. Co z tego, że do dyspozycji jest cały szereg argumentów - broni w dyskusji, skoro nieraz posługujemy się nimi niewprawnie i łupiemy na oślep niczym rycerz ze zbyt ciężkim mieczem. Jarosław Kaczyński nawoływał do większego realizmu - postępująca lemingoza społeczeństwa jest faktem i o głos owych nieszczęsnych lemingów też należy walczyć. Dlatego były premier z pieczołowitością tłumaczy pojęcie ,,polityki transakcyjnej'' i jej zły wpływ na losy zwykłych Polaków, przede wszystkim młodych ludzi. Zachowuje się niczym nauczyciel w podstawówce, który starannie dobierając słowa, ma na uwadze by każdy, nawet najmniej zorientowany z podopiecznych dobrze zrozumiał o co mu chodzi. Do takich metod trzeba było się uciec i Prezes nie zawahał się po nie sięgnąć. Agresywny język politycznego wojownika należało odłożyć na bok, niech Niesioły i Palikoty pokażą ten język w najbardziej wynaturzonej formie, a okaże się kto w debacie politycznej w Polsce jest największym katem i chamem. Okaże się też kto jest prawdziwą ofiarą tej bezwzględnej ,,dyskusji''. Wojujący Kaczyński przy wymienionych panach to polityczny pacyfista. Merytoryczny i spokojny Kaczyński to przy tych politykach ostoja nadziei oraz rozsądku i rzeczowy partner do rozważań. I o to chodzi - niechaj Niesioły oraz Palikoty same zapracują na upadek Platformy.

Nie zostałem na panelach zaplanowanych na pierwszy dzień kongresu. Wybrałem się za to na wykład Kaczyńskiego (dla wiadomości wszystkich jak zwykle uprzejmych krytyków - ma stopień doktorski), który to odbył się w Collegium Novum Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jadąc na wykład zastanawiałem się nad sprawą Migalskiego oraz nad ryzykiem, jakiego podejmujemy się jawnie demonstrując poparcie dla Prawa i Sprawiedliwości na jednej z sal naszej uczelni. Taką to wolność poglądów zapewnił nam Okrągły Stół - niektórzy ludzie młodzieżówki bali się występować przed kamerami ze względu na represje na uczelniach, my baliśmy się o naszą przyszłość na czerwonym UJocie z powodu zwykłego spotkania z opozycyjnym politykiem. Takie zjawiska powinny dać do myślenia.

Sam Kaczyński podczas swojego, kierowanego głównie do inteligencji krakowskiej wykładu, zwracał uwagę na absurd istniejącego w Rzeczpospolitej monopolu medialnego Gazety Wyborczej i jej pokrewnych wydawnictw. Punktował wady takiego porządku rzeczy i bił na alarm w kwestii skutków inżynierii społecznej od lat uprawianej przez ten ośrodek opiniotwórczy. Widać, że retoryka się zmienia - Prezes przestrzega, apeluje i tłumaczy. Merytoryczna treść jego wypowiedzi została tak dobrze przygotowana, że jedyną odpowiedzią nań może być również merytoryczna riposta - każdy niesiołowaty bądź seneszynopodobny rykoszet na dobrze przygotowane wypowiedzi Jerrego będzie conajwyżej śmiesznym urozmaiceniem debaty. Nie zmienia się światopogląd, zmieniają się środki przekazu i PR. Znów padają gorzkie słowa pod adresem ludzi stosujących w praktyce politykę transakcyjną (na marginesie: termin wykuty przez Roberta Matyję).

Były premier postuluje odbudowę polskiejch elit na gruncie obecnej rzeczywistości. Odrzuca liberalizację szkolnictwa i jako warunek poprawy kondycji naszego społeczeństwa stawia skuteczną walkę z patologiami będącymi efektem nieudolnej transformacji ustrojowej. Jarosław Kaczyński przeprasza inteligentów (w domyśle tych prawdziwych) za to, że mogli poczuć się urażeni ostatnimi działaniami Prawa i Sprawiedliwości. Chodzi oczywiście o wylansowanie słowa wykształciuch. Problem polega jednak na tym, że wielkie salonowe persony uznały, że te przeprosiny są skierowane do nich. Nic bardziej mylnego. Uważam, że chodziło tu o zwykłych inteligentów nie będących gwiazdami, za to urażonych obrzydzeniem wielu Polakom ich grupy społecznej przez źle przeprowadzoną akcję Dorna. Wreszcie Kaczyński wspomina o swych sztandarowych postulatach - chodzi oczywiście o lustrację i dekomunizację. Argumentuje je pod nowym kątem - młodzi ludzie mają prawo do prawdy i do życia w nowym państwie bez postkomunistycznego bagażu. Młodzi ludzie zasługują na życie w państwie, w którym wygrywa lepszy a nie ten, który posiada bardziej znane nazwisko lub obraca się w odpowiednich kręgach. Znów zmiana retoryki - na wielką korzyść dla partii.

Kaczyński kończy wykład - sala reaguje owacjami na stojąco. Z zaproszonej kadry UJ przybył jedynie sam prowadzący - prof. Bogdan Szlachta (mój wykładowca - filozof, człowiek wielkiego formatu). Reszta UJotowców zapewne stała w korkach, zachorowała nagle na filipińską grypę, lub zostawiła w domu włączone żelazko. Powodowało nimi zwykłe chamskie zlekceważenie czy strach przed rzeczową rozmową o stanie rzeczy? Myślę, że to drugie.

Drugi dzień zaczyna się wcześnie. Z kolegami pomagamy przy stanowisku UEN - partii do europarlamentu o polskiej nazwie Unia na rzecz Narodów. Rozdajemy materiały promocyjne i książeczki z krytyką Gazociągu Północnego - kolejny punkt dla PiSu za wspaniałe przygotowanie imprezy. Niedługo potem ogłoszone zostają przemówienia dwóch zagranicznych gości. Chodzi o Davida Francoisa z Partii Konserwatywnej Zjednoczonego Królestwa i o przedstawiciela czeskiej ODS którego nazwiska obecnie sobie nie przypominam. W mowie anglika widać elementy programowe rozbieżne z programem Prawa i Sprawiedliwości, jednak Francois sam podkreśla, że więcej angielskich i polskich konserwatystów łączy niż dzieli. Z ust angielskiego polityka pada obietnica wycofania z legislacji UK traktatu ratyfikującego Lizbonę po wygranych przez konserwatystów wyborach. Trzymam kciuki. Obydwie mowy akcentują podobieństwa owych zagranicznych partii i PiSu. Obydwaj mówcy ostro krytykują Traktat Lizboński. Obydwaj mówią o sojuszu PiSu z ODSem i Konserwatystami z Wielkiej Brytanii w ramach UEN. Miejmy nadzieję, że dzięki niemu partia ta przezwycięży wpływy Cohn-Benditów i innych Schultzów w europarlamencie. A może w ogóle zdelegalizuje tę postkomunistyczną międzynarodówkę?

W pozostałych przemowach przedstawiciele PiSu prezentują swoje poglądy nt. służby zdrowia, wojska i innych kluczowych dla państwa kwestii. Kulminacją jest ostre przemówienie Jacka Kurskiego, którego nasłuchiwałem z pokoju do make-upu (musiałem przez to przejść) w którym to przygotowywano ludzi z młodzieżówek do kończącego Kongres wystąpienia Prezesa. Kurski był ostry, ale rzeczowy. Nie obrażał - punktował. Oczywistym było, że media zareagują w wyćwiczony już sposób. Kurski przecież nie może wypowiadać się w sposób cywilizowany. Dlatego też w telewizji i prasie pełno jest bzdur o tym, jak to niby poseł Kurski po staremu bluzgał na prawo i na lewo (inna kwestia, że moim zdaniem zawsze bluzgał słusznie). W końcu nadeszła pora na wystąpienie Prezesa. Aby pokazać, że PiS to również partia młodych, młodzieżówki zorganizowały ludzi do małej grupy, która miała siedzieć za Kaczyńskim podczas wystąpienia. Od razu się zgłosiłem.

Prezes rozpoczął od osłupiającego zwrotu retorycznego - Kaczyński zaczął od pochwały wolności jednostki oraz wolności gospodarczej. W toku swojego wykładu udowodnił, że przezwyciężenie kryzysu to za mało, by stworzyć prawdziwie wolne społeczeństwo obywatelskie. Postkomunistyczne patologie będą blokować zmiany na lepsze i nie znikną same. Stąd rodzi się potrzeba ,,dalszej walki z układem'' (tak właśnie, z układem) i wszelkiego rodzaju korporacjonizmem dławiącymi obywatelską samodzielność oraz przedsiębiorczość. To był fenomenalny ruch. Mówiąc w ten sposób Kaczyński zdobył sympatię mojego kolegi z UPR prawie siłą zaciągniętego na Kongres. Mówiąc w taki sposób Kaczyński zdobędzie sympatię każdego bystrego młodego człowieka któremu zechce się przez chwilę zastanowić nad tym co prezes PiS ma do powiedzenia.

Jednocześnie Kaczyński odrzucił liberalny dogmat opozycji jednostka - Naród. Stwierdził, że te dwa elementy są naturalnie ze sobą powiązane
a jednostka operująca na łonie zdrowego i bezpiecznego Narodu jest w stanie wybić się na najwyższy stopień niezależności a, co ważniejsze aktywności obywatelskiej. To oszałamiająca zmiana retoryki, w nowy sposób tłumacząca potrzebę zmian postulowanych przez Kaczyńskiego od dawna. Dodając do tego nowe elementy programowe, których nie brak w 216-stronnicowej książce prezentującej program PiS, otrzymujemy w efekcie nowy, wspaniały PR za którym stoi coś więcej - prawdziwy, wewnętrznie zgodny program dla Polski. Pod koniec przemówienia Prezesa byłem pewien, że program pisany w tajemnicy to prawdziwy sukces Kaczyńskiego i jego partii. Moje zadowolenie dało się zobaczyć w telewizji o czym nagminnie informowali mnie znajomi po zakończeniu programu.

Nie pomogły odwracające uwagę od meritum sprawy haniebne zabiegi, na które zwróciłem uwagę (po raz pierwszy i ostatni) na wstępie. Nie pomogło późniejsze wyśmianie programu PiS przez wszelkiego rodzaju tuzy salonowe i medialne. Jarosław Kaczyński, a wraz z nim jego ekipa, uderzyli mocno i celnie - partia Kaczyńskiego przeszła do ofensywy, a energia pierwszego politycznego ciosu zepchnęła większość argumentów wysuwanych przez przeciwników owej formacji. Należy się dlatego spodziewać potoku pomyj, jaki z pewnością poleje się po partii Prawo i Sprawiedliwość. Jak to się mówi uderz w stół a nożyce się odezwą. Jednak żaden alogiczny wywód czy chwytliwy slogan któregoś z polityków koalicji, ani żaden świński ryj w wiadrze, czy inne efekciarskie zagranie nie zmieni faktu, że PiS powraca do formy z nową energią i zapasem argumentów na podorędziu. Trawestując tytuł artykułu mojej koleżanki - bloggerki z serwisu Niepoprawni.pl, Mony - Tuskolandio, trzęś portkami. Bo jest przed czym.
Reblog this post [with Zemanta]

2008-12-18

Jaką drogą idzie blogger Rybitzky?


W odpowiedzi na mój wpis z przedwczoraj bloger Rybitzky w tekście pt. ,,Jaką drogą idzie polska prawica?'' odnosząc się do stawianych przeze mnie tez, poruszył kilka ważnych kwestii. Ważnych o tyle, że stosunek autora do owych zagadnień to emanacja rodzącego się wśród wyborców Prawa i Sprawiedliwości nurtu reformistycznego. Nurtu kierującego partię PiS w złą stronę.

,,Ludzie widzą co się dzieje. Od wyborów panuje w PiS marazm, a przez liderów karmieni są stale tymi samymi, pustymi obietnicami zmian. To nie czarnowidztwo, ani „rozłamowość”, że zaczyna pojawiać się zwątpienie. To po prostu rozsądek, którego brak zaczyna być wyraźnie widoczny u liderów PiS.'' - pisze Ryba.

Owszem, wśród działaczy partii Kaczyńskiego może panować marazm - w końcu PiS nie rządzi, nie odnosi spektakularnych sukcesów na arenie polskiej sceny politycznej a w łamach partii nie przeprowadzono żadnych gruntownych reform, które pozwoliłyby jej zregenerować się i z całą odnowioną mocą ponownie włączyć się do biegu po władzę w Rzeczpospolitej. To prawda. Problem polega na tym, że PiS nie będzie rządził co najmniej do następnych wyborów, nie będzie odnosił spektakularnych sukcesów, dopóki jego jedynym kandydatem na sojusznika w forsowaniu pomysłów legislacyjnych będzie skrajnie wrogie wobec tej partii SLD. Prawo i Sprawiedliwość nie może sobie również pozwolić na głęboką reformę jak np. postulowane przez wielu nierozsądnych ludzi przetasowanie na szczytach władzy tej formacji. W sytuacji ciężkiego konfliktu politycznego, w którym Prawo i Sprawiedliwość znalazło się na pozycji oblężonej twierdzy, potrzebna jest konsolidacja - nie destabilizująca rewolucja.

Być może znalazłby się ktoś, kto nadawałby się na prezesa partii, (w końcu ktoś kiedyś będzie musiał prezesa Kaczyńskiego zastąpić - (wbrew opiniom wielu postępowych defetystów z czasów rządu Jarosława Kaczyńskiego, przywódca kaczystowskich watah ani nie strzela z oczu laserem, ani nie jest nieśmiertelny). Być może ktoś będzie w stanie trzymać w ryzach konkurujące od wczesnych lat 90' nurty polskiej prawicy obecnie zespolone w jednym ciele pt. Prawo i Sprawiedliwość. Być może ktoś będzie się lepiej nadawał do organizacji i synchronizacji działań partii, niż Przemysław Gosiewski. Być może. Jednak w warunkach, w jakich znajduje się teraz owa partia, jej kierownictwo nie może sobie pozwolić na gdybanie i eksperymenty. Należy to wziąć pod uwagę w ocenie działań prezesa PiS oraz jego podwładnych - Rybitzky niestety o tym zapomina.

Musimy operować w ramach faktycznej sytuacji oraz realnych możliwości, a obecnie wachlarz działań dostępny dla prezesa PiS nie jest szeroki. Wystarczy porównać ocenę działań nie mającego dostępu do władzy Jarosława Kaczyńskiego, z oceną działań Prezydenta - tutaj pisowski elektorat jest pewien. Ryba również, w końcu napisał tekst w którym stawia sobie Lecha Kaczyńskiego za najlepszego prezydenta w historii Polski. Lechu ma dostęp do władzy, więc nią dysponuje i imponuje swoimi działaniami swoim wyborcom. Rybitzky musi pamiętać o tym, że Jarosław Kaczyński, a z nim jego ludzie, takich możliwości nie mają.

Jeśli chodzi o opinie terenowych działaczy Prawa i Sprawiedliwości, na początku muszę zaznaczyć, że opinie są różne i nie ma sensu się na nie powoływać. Krakowscy działacze, z którymi mam przyjemność pracować pałają dużo większym optymizmem niż pisowcy z Wrocławia (jak mniemam), o których wspomina Ryba. Jednak jak wiadomo, opinie są subiektywną oceną, więc nie możemy się na nie powoływać, chyba, że chcemy przyjąć taktykę gry autorytetami, która w wykonaniu wyborcy PiS kpiącego sobie z salonowych autorytetków wygląda niestety tragikomicznie.

Postulowane przez Rybitzky'ego zmiany to otwarcie się na salonowe media i poprawa wizerunku partii. Jeśli miałoby się to odbywać za pomocą wymiany Gosiewskiego na Natalię X - która świeci białymi zębami i się ładnie uśmiecha, a nie potrafi wprowadzić dyscypliny w partii, to od razu mówię, że dziękuję. Z resztą nie wiem jak we Wrocławiu, jednak w Krakowie odbywały się szkolenia medialne, nie tylko dla sztandarowych ludzi małopolski ale i dla szeregowych członków młodzieżówki - nie wiem czy Ryba jest na bieżąco z wydarzeniami wewnątrz struktur partii.

Musimy pamiętać, że PiS jest opozycją do Platformy Obywatelskiej - dlatego też nie może dążyć do uPeOwienia. Gdy partia ta straci kontrast w opozycji do Platformy, razem z nim straci głosy przeciwników rządu Tuska. Poza tym w walce na uśmiechy i debilną politykę miłości PO jest i tak nie do przelicytowania. Tej walki PiS nigdy nie wygra, więc postulat wzięcia w niej udziału to błąd strategiczny i zaprzeczenie zasad, o których mówiono w Prawie i Sprawiedliwości, a które, o czym należy pamiętać zobowiązują nadal.

Rzeczywiście, w partii Jarosława Kaczyńskiego jest wiele do zrobienia. Jest wiele błędów do naprawienia i wiele rozwiązań do wprowadzenia. To fakty. Jednak defetystyczna postawa, zakładająca, że będziemy jedynie stać i narzekać w niczym nie pomoże. Już wystarczy krytykantów i oportunistów jak Sikorski czy Mężydło, wystarczy nadambitnych rozłamowców jak Piłka czy Zalewski. Czas na działania, czas na walkę o głosy - PiS ma potencjał, miejmy nadzieję, że go nie zmarnuje. Rybo, więcej optymizmu!

2008-12-16

Panie Marku, Panie Janie, Rybo - nie idźcie tą drogą!

Zakładając nawet, że kolejne secesje w PiS nie były inspirowane z zewnątrz, jak miało to miejsce na prawicy w pierwszej połowie lat 90', to i tak obóz prawicowy nie może sobie pozwalać na takie zjawiska, ponieważ mu się to po prostu nie opłaca.{{Potd/2006-10-10 (en)}}Plankton

Odszedł Marek Jurek, odszedł Ujazdowski. Powstała Prawica Rzeczypospolitej i ruch obywatelski Polska XXI (Mam nadzieję, że nikt nie ma już złudzeń, że ów ruch pozostanie jedynie klubem dyskusyjnym nie angażującym się w walkę polityczną). Obydwa ugrupowania mienią się prawicowymi, a różnią się w swych programach tym, że Prawica RP pozuje na bardziej prawicową niż Prawo i Sprawiedliwość, z kolei Polska XXI chce stworzyć wizerunek nowoczesnej konserwatywno-liberalnej formacji. Dziwnym trafem owe pisopochodne kanapowe środowiska nie pozostały w macierzystej partii, której nie stać było na stanie się, niczym Platforma Obywatelska, partią ,,rozdyskutowaną''. Nie będę po raz kolejny pisał, jaką mam teorię na ten temat - analogia z czasami szafy Lesiaka wydaje mi się być zasadna.

Zasadna o tyle, że oceniając sytuację racjonalnie i nie biorąc pod uwagę przesłanek świadczących o manipulacjach wewnątrz polskiej prawicy, fakt coraz to większego rozdrobnienia ogarniającego prawicową scene polityczną jest po prostu zły. Prawica RP nie zastąpi Prawa i Sprawiedliwości, stanie się co najwyżej następczynią Ligi Polskich Rodzin. Tak samo Polska XXI nie pociągnie za sobą znacznej części wyborców PiS, ponieważ jej program jest na to za liberalny. Zakładając, że rozwój sytuacji pozwoli na zaistnienie tym formacjom (mam na myśli więcej niż 5% poparcia) będziemy mieli na prawicy, zamiast jednej, silnej centroprawicowej partii, trzy mniejsze, różniące się w detalach swoimi programami - osłabiony PiS, słabą Prawicę RP i Prawicę XXI. Rozdrobniona prawica nie będzie w stanie oprzeć się ,,rozdyskutowanej'' Platformie Obywatelskiej, w której znajdzie się miejsce dla każdego, kto nie lubi Kaczorów połączonej sojuszem postkomuszych interesów z Sojuszem Lewicy Demokratycznej (Od razu spieszę z wyjaśnieniem - nie piszę o PO, jako o części prawicowej sceny politycznej, ponieważ stopniowy dryf ku UWolskim korzeniom, wykreśla tę partię z owej systematyki).

Jaki potencjał będzie miała tak podzielona prawica? Owszem, z pewnością zawiążą się doraźne, może nawet nieco trwalsze sojusze w obronie konkretnych ustaw czy projektów, ale nie ma szans na trwałą współpracę. Nie ma szans na stabilną walkę w ramach opozycji, nie ma szans na zdecydowane zwycięstwo którejś z owych partii w wyborach parlamentarnych, nie mówiąc już o wystawieniu wspólnego kandydata do wyborów prezydenckich. Polska prawica, a moim zdaniem razem z nią Rzeczpospolita, nie mają interesu w podgryzaniu PiS z dwóch stron przez owe rozłamowe stronnictwa. Dlatego też ich istnienie oparte na byciu opozycją do Prawa i Sprawiedliwości jest szkodliwe. Tak samo, nawoływanie do przerzucania swego poparcia z partii Kaczyńskich na formacje Marka Jurka czy Rokity i Dutkiewicza.

Środowisko polskiej prawicy musi się ponownie skonsolidować albo skoncentrować wokół jedynej partii mającej potencjał walczyć o władzę w Rzeczypospolitej. Nowa jakość i powiew świeżości jakie rzekomo reprezentują Prawica XXI oraz Prawica RP to tylko medialny oraz wewnątrzśrodowiskowy PR. Pozbawiona ostatniej silnej partii, podzielona prawica nie ma szans na zaistnienie na polskiej scenie politycznej. Nie tędy droga Panie i Panowie. Postkomuniści już teraz zacierają ręce, patrząc na to, jak silny blok prawicy pt. Prawo i Sprawiedliwość, rozrywany kawałek po kawałeczku, stopniowo przeobraża się w polityczny plankton.
...

Post ten dedykuję przede wszystkim bloggerowi Rybitzky'iemu, który okazał się być wyjątkowo podatny na prorozłamową perswazję.


Podobne artykuły
Reblog this post [with Zemanta]

2008-10-06

Alternatywa dla PiS?

Niebywale śmieszny jest fakt, z jaką intensywnością i zapałem wszelkiej maści lewicowa tłuszcza, usiłuje pomóc zagubionym prawicowym oszołomom znaleźć polityczną reprezentację dla ich poglądów w zastępstwie dla złego, zużytego Prawa i Sprawiedliwości i, co rusz chwali swego nowego bohatera Ludwika Dorna, za to, że ten waży się przeciągać kłótnię z Jarosławem Kaczyńskim na oczach całej Polski.

W swoim wcześniejszym artykule podjąłem się analizy, która miała jasno wyłuszczyć kto i jaki interes ma w tym, by ludzie ostatecznie odwrócili się od PiSu na rzecz bliżej nieokreślonej ,,alternatywy''. Faktem jest, że takiej alternatywy w rzeczywistości nie ma. Co nie znaczy, że Polskiej Zjednoczonej Partii Właścicieli Polski nie stać na stworzenie takowej. W obliczu szybko postępującego rozwoju wydarzeń, powstaje nowe pytanie. Czemu służy nagłe ale dziwnym trafem doskonale skoordynowane ogólnopolskie rozbudzanie miłości do Dorna i postpisowskich środowisk rozłamowych? Czemu do niedawna znienawidzony i pogardzany przez media były marszałek Ludwik D. w medialnym przekazie przeobraził się z dnia na dzień w dyżurną ofiarę kaczystowskich watah oraz ostatniego reprezentanta zdrowego rozsądku w partii Ciemnogrodu? Czemu do niedawna zmarginalizowany Jan Rokita, a z nim Marek Jurek, Kazimierz Ujazdowski i cała reszta prawicowego planktonu, będącego w większości skupiskiem bezbarwnych politycznych impotentów, stali się nagle liczącym głosem w politycznym sporze? Czemu ,,niezależne'' media niemal siłą zaciągają dziś tych antypostępowych dzikusów do studiów w swoich radiostacjach, czy salach nagrań i zapewne przypadkiem, wszyscy ci panowie piszą i mówią na łamach owych mediów głównie o rzekomej potrzebie stworzenia nowej opcji politycznej na prawicy?

Otóż, w świadomości politycznej przeciętnego Polaka postanowiono wykuć wyłom i po sprawnym zakodowaniu w niej informacji, że PiS jest partią bez szans na jakąkolwiek przyszłość na prywiślańskiej scenie politycznej, postawiono kolejny krok - wyznaczono alternatywę dla tej partii. Alternatywę w rzeczywistości iluzoryczną. W masowej opinii publicznej ma powstać przekonanie, że jeśli ktoś już koniecznie chce być tym jaskiniowym antykomunistą i oszołomem, to nie powinien dłużej pokładać nadziei w formacji Jarosława Kaczyńskiego. Dziennik i inne zatroskane o dobro polskich obywateli media lansują dziś tezę, że każdy szanujący się prawicowiec, powinien przelać swe zaufanie z PiSu, na drobnicę pokroju ruchu Polska XXi lub Prawicy Rzeczpospolitej. To ma być ta alternatywa, która nie popełni sakramentalnych grzechów, których dopuściło się Prawo i Sprawiedliwość, za to szybko i sprawnie zadba o realizację postulatów polskiej prawicy.

Prawda jest taka, że zarówno bezkształtne środowisko Jana Rokity, jak i anemiczne koło polityczne skupione wokół Marka Jurka, nie są w stanie wywalczyć dla polskiej prawicy czegokolwiek, ba - w manifeście ideowym Polski XXI nie ma żadnej konkretnej informacji o zamiarach przeprowadzenia lustracji, dekomunizacji i innych potrzebnych Rzeczpospolitej przemian. Te środowiska to prawica ugrzeczniona, ubezwłasnowolniona, wykastrowana. I takiej prawicy chcą dla Polski jak zwykle życzliwe dla jej racji stanu polskojęzyczne media. Nawet najzatwardzialsi prawicowcy mają odwrócić się od, zdaniem mediów, awanturniczego, nieporadnego PiSu i oddać swe poparcie Rokicie bądź Jurkowi - ci już zadbają o to, by prawicowe postulaty nie zostały nigdy zrealizowane. A wszystko pod zasłoną nośnych hasełek o potrzebie kompromisu i konieczności poszanowania pluralizmu w demokracji.

To klasyczna manipulacja pochodząca z tego, co zawsze źródła. Środowiska zawłaszczające sobie dziś Polskę zdały sobie sprawę, że Polakom nie uda się wybić z głów zapotrzebowania na silną, centroprawicową partię. Chcą więc koniecznie doprowadzić do tego, aby tą partią przestało być Prawo i Sprawiedliwość. Takie same wybiegi zastosowano w Rosji, kiedy to demokratyczna opozycja osiągneła niepokojąco duże poparcie społeczne i dla ukrócenia tej swawoli, stworzono przy pomocy służb partię o bliźniaczo podobnym programie, jednak znajdującą się pod całkowitą kontrolą Kremla. A wszystko po to, by zabrać prawdziwie opozycyjnej partii jak najwięcej punktów procentowych poparcia.

Rosjanie chwycili haczyk i po raz enty dali się zmanipulować zawłaszczającym ich ojczyznę byłym oficerom KGB przebranym dziś za oligarchów. Czy z Polakami będzie inaczej? Czy byłym funkcjonariuszom WSI oraz różowej elitce uda się sprać polskie mózgi po raz kolejny?