A jednak w Polsce jest antysemityzm. W tym miejscu wypadałoby przyznać rację Janowi Tomaszowi Grossowi oraz Markowi Edelmanowi. Potępić, napiętnować paskudę. Posypać głowę popiołem, uderzyć się w piersi i tak dalej i tym podobnie.
Jedyny problem w tym, że przedstawiciele największych środowisk antysemickich okopali się na pozycjach pozornie sprzyjających Żydom.Pod płaszczykiem miłości bliźniego i walki z ksenofobią, ośrodki głęboko zakonspirowane dopuszczają się znienacka, skrytobójczych ataków i dywersji.Jedyne, co może zrobić w tym momencie czujny obywatel, to wskazać ośrodki zepsucia i nazwać je po imieniu.
Głównymi takimi ośrodkami we współczesnej Polsce są, w co trudni uwierzyć „Gazeta Wyborcza” i „TVN”!Przykłady? Oto one! Nie tak dawno, bo 10. kwietnia, niezwykle błyskotliwa Dominika Wielowieyska zatytułowała swój również błyskotliwy tekst w „GW”: „Lekceważyłam nasz antysemityzm”. Do tej chwili nawet przez myśl nie przeszło mi, że w redakcji „Gazety Wyborczej” może istnieć, choć promil antysemityzmu! A tu taki szok.
Kolejny przykład to organizowane przez szefostwo gazety wycieczki na (zdaniem „GW”) „antysemickie” odczyty Prof. Jerzego Roberta Nowaka. Praktyki te zasługują na szczególne potępienie. Cała sprawa wygląda następująco: typowani dziennikarze, co dzień (lub, co drugi dzień) podążają krok w krok za profesorem, zasiadają w pierwszych rzędach na odczytach i skrupulatnie notują całe wystąpienia. Później obficie relacjonując je na łamach „GW”, czym pomagają rozpowszechniać „niestosowne” idee.
Dodając do tego wieloletnią walkę o skłócenie obu narodowości, przejawiającą się w forsowaniu i promocji wszelkich zmyślonych antypolskich „dyrdymałów” (Strach, Sąsiedzi, „objawienia” Michała Cichego...) i rozbudzania w ten sposób ksenofobicznych nastrojów, nie ulega wątpliwości, że najwyższa pora postawić „gazetowemu” antysemityzmowi tamę!
Podobnie ma się sprawa z telewizją TVN. Tu jest nawet jeszcze gorzej. Wręcz unika się określenia „Żyd” i na wizji ostentacyjnie zastępuje je każdym innym, dowolnym terminem. Czy chodzi o nienawiść do narodowości, czy o przekonanie o obraźliwości słowa „Żyd” - nie wiadomo. Wczoraj rano w rocznicowym programie dotyczącym Powstania w Getcie wystąpił kolejny, któryś tam już potomek rodu Szurmiejów. Pan prowadzący program przedstawił Go „- Żydowski reżyser Dawid Szurmiej” i szybko dodał zwracając się do telewidzów –„ Powiedziałem żydowski, bo mam pozwolenie od Pana Dawida”.
Wprowadzanie reglamentacji terminu „Żyd” tylko za pozwoleniem, jest paskudną ksenofobiczno-antysemicką praktyką i nie może mieć miejsca na antenie ogólnopolskiej telewizji.
Na szczególnie ostre potraktowanie zasługuje też wielokrotnie opisywany na Salonie24 program Wojewódzkiego Jakuba, w którym to rozbawienie „intelektualiści” wtykali polską flagę w psie odchody. Muszę przyznać, że był to okrutnie podły, sterowany z ośrodków antysemickich wybryk mający na celu poprzez obraźliwy dla Polaków czyn, podsycić nienawiść do osób pochodzenia żydowskiego (zarówno Pan Raczkowski jaki i Pan Stelmaszyk otwarcie przyznają się do takiego pochodzenia)
Czarę goryczy przepełniają cykliczne programy Pani Olejnik i jej ostre reakcje w stylu „to jest antysemicka wypowiedź” na każde padające z ust jej rozmówców słowa, takie jak: „Żyd, żydowski, Żydostwo, itp .
Jeżeli więc słowo „Żyd” uznawane jest za synonim antysemityzmu, to mądrość w ustach autorki programu pozostanie na zawsze synonimem galopującej głupoty. Niech już lepiej Pani Monika Olejnik dalej kręci interesujące reportaże ze skupu butelek, zamiast lansować ksenofobiczne postawy.
Oczywiście nie tylko „Gazeta Wyborcza” i TVN hodują w swoich szeregach element antysemicki. Czai się on wszędzie. Jednak to dzięki właśnie takim wielkim korporacjom medialnym ma się on bardzo dobrze.
W najbliższym czasie planuję przesłanie tego to wpisu w formie listu do Panów Edelmana i Grossa z prośbą o reakcję.
Może powstanie kolejna książka, tym razem na temat polskiego antysemityzmu w koncernach medialnych (np. „Strach u Sąsiadów w redakcji”) lub jakaś epokowa „złota myśl”, koniecznie z wplecionym w treść, tak wielbionym przez jednego z adresatów terminem „faszyzm” lub „faszyści”.
2008-04-16
Antysemityzm zakonspirowany w mediach.
Posted by
YARROK
at
22:54
1 comments
Labels: "Gazeta Wyborcza", tvn, żydzi
2007-12-09
Nie tak miało być!
(hp)Ostatnie dwa lata były pełne nadziei. Wraz ze zwycięstwem PiS niemal równolegle powstała gazeta, która podobnie jak PiS, była postrzegana jako element przemian prawicowych. Do głosu zostały dopuszczone osoby, które dotychczas były kojarzone z „niszowymi i ekstrawaganckimi pismami irracjonalnej prawicy”. Czytanie „Dziennika” i początkowo łagodna, dobrze pojęta krytyka rządów była w dobrym tonie.
Wraz z upływem czasu następowały jednak negatywne zmiany. Z jednej strony zaakceptowany przez społeczeństwo POPiSowy model rządów, stawał się coraz bardziej nierealny, a w końcu został zastąpiony przez toksyczne przymierze z Samoobroną i LPRem. Z drugiej strony plotki krążące wokoło zmian personalnych „Dziennika” znalazły w końcu swoje uzasadnienie w oficjalnym oświadczeniu Axel Springer w którym padła deklaracja wymiany całego zespołu redakcyjnego w ciągu dwóch lat.
Rzeczywiście, wraz z postępem czasu zmieniła się polityka pisma, jak i zawarta w niej krytyka. „Dziennik” mimo iż wciąż pozostawał gazetą o charakterze pluralistycznym stopniowo zaczął się przechylać w lewo. Ten proces opisałem zresztą już wcześniej. Opierając się na wypowiedzi Damiana Leszczyńskiego wysnułem przypuszczenie, iż powodem powolnego spaceru „Dziennika” w lewo jest zwyczajna strategia marketingowa właściciela, który chciałby przejąć część lewicowych czytelników „Gazety Wyborczej”. Jedną z licznych konsekwencji tego działania było zamieszanie powstałe wokoło Tomasza Lisa, który za tendencyjnego i stronniczego został uznany nie tylko przez kancelarię prezydenta, ale również przez całe środowisko „Dziennika”.
Spontaniczny sprzeciw redakcji nie zmienił jednak wiele z charakteru jaki przyjęło pismo. Krytyka przyjęła formę maniplujacyjną (maniakalne zapluwanie sobie brody i butów przeciwników) , a łamy „Dziennika” i „Gazety Wyborczej” polem bitwy o prymat w hołubieniu Platformy Obywatelskiej. O ile po gazecie Adama Michnika można było się spodziewać, że nie cofnie się przed używaniem wszelakich środków manipulacyjnych, o tyle druga strona sporu zaskakiwała niestety w bardzo nieprzyjemny sposób. Każdemu numerowi towarzyszył felieton bądź komentarz, który wznosił błogosławieństwa w kierunku PO i obelgi w stronę PiSu. Numer w którym Cezary Michalski, który rozprawiał się z „Gazetą Wyborczą” w felietonie o znaczącym tytule: „Gazeta Wyborcza walczy o wyłączność w byciu gazetą partyjną” (cytuję z pamięci), był moim ostatnim.
„Dziennik” niestety wygrał walkę o tytuł „gazety partyjnej” i został jednocześnie wykiwany przez przeciwnika, który niespodziewanie zmienił strategię na „bardziej obiektywną”.
Wydaje mi się, że Axel Springer nawet jeśli kierował się wyłącznie marketingiem dokonał, mniej lub bardziej nieświadomie, zabiegu, który zdemaskował dużą część polskiej inteligencji. Zabiegu, który dokonała „Gazeta Wyborcza” kilka lat wcześniej, ukazując jak w krótkim czasie można diametralnie przemienić poglądy pospolitego konserwatywno-liberalnego czytelnika, zwiększając jednocześnie jego tolerancję na manipulację i „maniplujację”, zachowując jednocześnie pluralistyczny charakter. Posunął się jednak o jeden krok za daleko udostępniając swoje strony artykułom, które serwowały ostre zarzuty, ale bez pokrycia. O ile dla polskiego czytelnika była do zaakceptowania akcja pani Monkos wokoło wypowiedzi Korwina-Mikke o tyle późniejsze artykuły, którym wystarczały wypowiedzi „anonimowych informatorów” do formułowania agresywnych tez, stają się nie do przełknięcia. Największym błędem „Dziennika” jest utrzymywanie mitu w którym twarz Schetyny staje się objawem powrotu do normalności w sferze administracji, Sawickiej w CBA, Pawlaka w liberalizacji gospodarki, a Putina w kwestii poprawy stosunków z zagranicą. Nie dziwi więc pogarszająca się pozycja „Dziennika” i klęska deklaracji zwiększenia nakładu.
Największe „lody” ukręci na tym niestety „Gazeta Wyborcza” i partia rządząca. Możemy obserwować jak powracamy do rzeczywistości jednej partii i jednej gazety dla której spopielenie „Dziennika” i prywatyzacja mediów publicznych będzie ukoronowaniem „powrotu do normalności”. Społeczeństwo znów jest usypiane, a my stajemy się tymi „niszowymi i ekstrawaganckimi” prawicowymi irracjonalistami. Nie tak miało być!
Pozdrawiam
Matix
Posted by
Matix
at
13:53
0
comments
Labels: "Dziennik", "Gazeta Wyborcza", dziennikarze politycy, Media, Polska, upadek