Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bojkot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bojkot. Pokaż wszystkie posty

2008-04-19

OBCY

Mam wrażenie, że od soboty 12 kwietnia przeczytałem tysiące komentarzy w dyskusji na na kilkuset blogach w różnych portalach, wypowiedzi i spontaniczne reakcje. Pozostaje ślad emocjonalny, średnia empatyczna, która mogłaby być sugestą do interesujących badań aspiracji i postaw naszych rodaków. Akcja Aspiryny była naprawdę spontaniczna, wyraziła odczucia ludzi, którzy widzą zło i nie zamierzają rozgrzeszać swojego sumienia żadnym pretekstem, a w szczególności nie chcą popełniać starego błędu umierających cywilizacji - grzechu zaniechania.

W tekście Apelu znalazło się z pozoru niezbyt precyzyjne sformułowanie o bojkcie obcych nam mediów, które wywoływało wątpliwości, ale człowiek o czystym sumieniu nie musi wciąż zastrzegać, że nie jest wielbłądem.

Prawda, w wystąpieniach publicznych, trzeba uważać, by nie dawać pretekstu ludziom, którzy "mają prawo nie zrozumieć". Dyskusji było dość, by eliminować wszelkie elementy, wskazujące na niemądre resentymenty, szowinizm, zamiar dyskryminacji, albo niechęć do zagranicznego kapitału. Prawicowy charakter Akcji nie budził wątpliwości, wolność gospodarcza jest w tym środowisku pojęciem zupełnie naturalnym.

Pojęcie obcości nabrało w naszej wyobraźni nowego znaczenia, czystego i wypranego z wszelkich szans na brudne skojarzenia, które są natarczywie wszechobecne w insynuacyjnej mentalności życia publicznego.

OBCY jest pojęciem najlepiej odpowiadającym naszemu wrażeniu, gdy otwierając gazetę, albo patrząc w telewizor widzimy, co tam w środku jest.

Czuję obcość, czuję wstręt, czuję obrzydenie, czuję niechęć do ludzi, którzy biorą pieniądze za publiczne uprawianie prostytucji intelektualnej.
Czuję obcość i jest to najłagodniejsze z możliwych do użycia słów.

Czuję tam, w medialnym wnętrzu klimat i nastroje pogardy i nienawiści do wszystkiego, co w Polsce było i jest jeszcze szlachetne i dobre.
Czuję rzetelną i skrupulatną pracę ludzi, którzy dokładają starań, by zniesławić, obrzucić błotem i obciążyć paskudną anatemą wszystko co do tej pory było polskie i szlachetne. Staranna i mrówcza praca setek propagandystów na dziennikarskich etetach, którzy mozolą się, aby samoocena Polaków spadła do zera. Aby Polacy wstydzili się przyznawać do tego, że są Polakami, aby polskość stała się trudną do wyleczenia chorobą.
Nie chcę teraz przedstawiać żadnych argumentów, widzę fakty.

Król jest nagi.

Przekażę tylko symboliczny wyraz takiej idei obcości:
Pani Magdalena Środa, jeden z ideologicznych liderów naszych OBCYCH opowiedzała o swoim marzeniu, aby za dwadzieścia parę lat, polski patriotyzm stał się zapomnianym już, egzotycznym wspomnieniem.

Gdy czytam coś takiego - czuję obcość.
Gdy redaktor Szostkiewicz, zapytany kiedyś przez Jana Pospieszalskiego o rolę patriotyzmu w wychowaniu dzieci, odpowiedział, że On osobiście wstydziłby się z własnym dzieckiem o czymś takim rozmawiać - wtedy czuję obcość.
"Obcość" ma tutaj takie samo znaczenie jakie miało kiedyś słowo ONI w tytule książki Teresy Torańskiej. Dzisiaj jednak wartość tego słowa zmarniała jakoś. [michael]

Dzisiaj "ONI", to już nie to samo, co dawniej.

2008-04-13

Tak, Tak, Tak, Drogi Doktorze! ;)

Ł. Warzechę dociskać trzeba, bo im bardziej chce zdewaluować blogerów o innych, niż jego własne poglądach, tym bardziej on sam zanika.

Dlatego napisałem:

Pisząc poprzednią notkę, zadałem kilka konkretnych pytań Łukaszowi Warzesze. Być może jestem zbyt egocentryczną osobą, jednak po tak daleko idących opiniach, oczekiwałbym odniesienia się do meritum problemu. Nawet zameldowałem się w komentarzach, ale niestety również bez sukcesu :)

Ponawiam więc pytania dot. kondycji "mediów głównego nurtu" wprost:

- gdzie jest zapowiadana parokrotnie "Partia Rydzyka" - nawet padały już nazwy: "Partia Narodowa", jakiś "Ruch" J.R. Nowaka, który zresztą był łaskaw stwierdzić:

Chodzi nam o łączenie i zbliżanie ludzi z bardzo różnych środowisk, ale patriotycznych, łącznie z lewicą patriotyczną typu Tadeusza Fiszbacha.

(źródło)

- czym się różni prześmieszna "modlitwa o deszcz" klubu parlamentarnego w sejmowej kaplicy od zbiorowej wycieczki na dostojne rekolekcje innego klubu w Łagiewnikach? I w tym kontekście - JarKacz od RadSika?

- dlaczego tylko raz i to w wydaniu papierowym jednej gazety pojawiła się informacja o rekomendacji J.Urbana, jakiej udzielił on M.Walterowi w liście do Kiszczaka. Były rzecznik rządu tak określa rekomendowane zadania dla Waltera: "programowanie i realizacja czarnej propagandy, prowadzenie zręcznej kampanii na rzecz zmiany obrazu SB, MO i ZOMO w społeczeństwie". Jakie narzędzia Urban przewiduje dla realizacji tych celów? "Tworzenie własnych programów telewizyjnych, radiowych i reportaży, a także kompletowanie dokumentacji, którą wykorzystywaliby dziennikarze pracujący w odpowiednich środkach masowego przekazu". Z jakich powodów tak odpowiedzialny odcinek miał zostać przydzielony akurat tej, a nie innej osobie? "(...) to najzdolniejszy redaktor telewizyjny w Polsce, który przedstawia tow. Mieczysławowi Rakowskiemu i mnie sporo interesujących koncepcji ogólnopolitycznych i propagandowych".

(źródło)

Czy takie informacje są ważne dla oceny wiarygodności ludzi mediów? Oraz działań tych mediów, które dziwnie korespondują ze wspomnianymi wyżej "kwalifikacjami" jednego z twórców TVN? Dlaczego nie znajdziemy ich na największych portalach?

Celem tego postu nie jest dublowanie poprzedniego. Chciałbym jednak, Panie Łukaszu, dowiedzieć się konkretnie od Pana - czy inicjatorzy "bojkotu" mają podstawy do takiej oceny rynku mediów, czy nie?

Mogę uzupełnić. Ł.W. pisze:

Jeśli ktoś pracuje dla „niemieckiej" gazety, to dyskusja z nim nie ma sensu, bo i tak wiadomo, że reprezentuje „niemiecki interes". Pytanie o to, czy ma rację lub czy przedstawia sensowne argumenty, jest po prostu nie na miejscu. Pracownik „niemieckich mediów" a priori nie może mieć racji ani pisać niczego z sensem.

Warto zapytać: a może jednak a posteriori? O volcie "Dziennika" i jej przyczynach antycypowanych przez jednego z dziennikarzy tego tytułu było w poprzedniej notce. O "Newsweeku" napisałem dawno: Pożegnanie czytelnika z "Newsweekiem". Post Scriptum okazało się prorocze: Czyżby Axel „wzmacniał drugą nogę”...

I pomyśleć, że Cezary Michalski preferował wtedy jeszcze "inny wektor", pisząc, co następuje:

Największy problem pojawia się wówczas, kiedy dziennikarze zamiast kontrolować politykę - bo do tego i tylko do tego mają społeczny mandat - próbują uprawiać swoją własną, do której mandatu od opinii publicznej wcale nie otrzymali. Kiedy w ostatni piątek doszło do spotkania Donalda Tuska z Jarosławem Kaczyńskim i do chwilowego przynajmniej ucywilizowania konfliktu pomiędzy PiS i PO, była jedna gazeta, której się to bardzo nie spodobało. Marek Beylin ostentacyjnie szydził na łamach "Gazety Wyborczej", jak to "premier Kaczyński łaskawie przyjął Tuska, który go o to w świetle kamer poprosił". Beylin nie mógł zrozumieć, "dlaczego Donald Tusk jest tak zadowolony z rozmowy z premierem".

Dla mnie takie pisanie to także nie jest dziennikarstwo, ale zwyczajne szczucie. A premier i lider opozycji są przez publicystę gazety tęskniącej za bezpowrotnie utraconą epoką własnego monopolu traktowani bez mała jak buldogi rozgrywające nielegalny pojedynek w podziemnym garażu. Nie po to cię popieramy - wydaje się mówić do Donalda Tuska Marek Beylin - żebyś uprawiał cywilizowaną polską politykę. Ty masz się pieklić, a Kaczyński ma ci na tym samym poziomie odpowiadać. Cała wasza niedoszła reforma państwa ma się w ten sposób ostatecznie skompromitować.

(źródło)

Prorok jakowyś (odnośnie własnej postawy), czy cuś... Jak w tym kontekście rozumieć teksty Ł.W. o "JarKaczu"? (a nie "DonTusku", czy "RadSiku") To są naprawdę proste pytania. Podobnie, jak te o "zwalczanie chamstwa" okraszone "pałkarzami" i "hunwejbinami" rzuconymi pod adresem ludzi o innych poglądach.

Kto kogo "wyklucza z dyskusji"? Pan, nieodpowiadając na "nie podchodzące" pytania, czy autorzy bojkotu, chcący zwrócić uwagę na patologie w "mediach głównego nurtu"?

(źródło)

... i tego się będę trzymał. Zawsze lepiej, gdy obnażają się sami.