Pokazywanie postów oznaczonych etykietą manipulacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą manipulacja. Pokaż wszystkie posty

2009-10-09

Afera stoczniowa - na stoczniach również kręcono lody?

Do kancelarii Sejmu, Senatu, Premiera i Prezydenta trafiła kilka dni temu kolejna porcja materiałów obciążających rząd Platformy Obywatelskiej. Tym razem sprawa jest związana ze stoczniami - dowiedziała się telewizja TVN24.

Zanim politycy PO oraz posłuszni piewcy polityki miłości rzucą się do relatywizowania sprawy, zanim pojawią się kolejne informacje manipulowane w odpowiedni sposób przez obie strony konfliktu, chciałbym zaznaczyć kilka ważnych kwestii.

Kradzież jest zawsze kradzieżą, złodziej jest zawsze złodziejem, złodziej nie może piastować funkcji publicznych, rząd składający się prawie w połowie ze złodziei może zostać nazwany rządem złodziei a przede wszystkim powinien zostać odsunięty od władzy. Organy kontrolne, jak CBA, do działań operacyjnych używają ustawowych środków oraz metod, wśród których naczelną jest prowokacja nakierowana na zbadanie podatności obiektu operacji na korupcję.

Nie ma o co płakać - należy pogodzić się z tymi oczywistościami.

Wszystkich podatnych na manipulację medialną fanów Donka i spółki proszę bardzo o zapamiętanie tych logicznych korelacji i zastosowanie ich przy ocenie kolejnej już pojawiającej się aferze rządu PO-PSL.

Dziękuję bardzo.

2009-07-02

Sygnał od Ojca założyciela

Salon III RP otrzymał dziś wyraźny sygnał o konieczności przekierowania inwestycji medialnej z wiodącego dziś ugrupowania na rodzącą się obecnie opcję polityczną. Andrzej Olechowski, TW ,,Must'', opuścił dziś szeregi Platformy Obywatelskiej. Polityk nie kryje sympatii wobec Stronnictwa Demokratycznego Pawła Piskorskiego.

Casus Olechowskiego opisał świetnie Aleksander Ścios w tekście pt ,,>>Ojcowska<< kombinacja.'' Okazuje się, że były współpracownik bezpieki był inicjatorem wszelkich ruchów partiotwórczych, których ostateczną (póki co) wersją jest dzisiejsza Platforma Obywatelska. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że w tych działaniach Olechowskiego bardzo często wspierał jego były oficer prowadzący, dziś oficjalnie przebywający w stanie spoczynku Gromisław Czempiński.

Czyżby obecnie nadszedł czas na kolejny etap w tworzeniu partii doskonałej, na którą za kilka lat będą masowo głosować Polacy? Wiele wskazuje na to, że tak, ponieważ sam Andrzej Olechowski od dawna puszcza oczko w stronę środowiska SD a ostatnie informacje medialne zdają się potwierdzać, że Stronnictwo będzie kolejnym ugrupowaniem, w którego promocję zaangażuje się ten polityk. Jak wiadomo, ma on wielką siłę przebicia a jego najnowsza kreacja medialna jako zatroskanego ojca opatrznościowego RP z pewnością trafi do wyobraźni obywateli ze słabą pamięcią polityczną.

Tusk ma powody do obaw. Olechowski nie bez powodu został wykreowany na męża stanu a jego zachowanie (patrz znów tekst Ściosa) zazwyczaj prognozuje najbliższe zmiany na scenie politycznej. Całkiem prawdopodobne jest, że PO przestało być czarnym koniem politycznego wyścigu. Naturalne parcie społeczne spowodowane kryzysem oraz niezadowolenie ze złych decyzji i niefortunnych posunięć rządu w nieodległej przyszłości musi dać ujście w dużym spadku poparcia. Czas stworzyć sztuczną alternatywę, która zapewni ciągłość władzy ludziom dzierżącym ją na zmianę od lat (nie licząc dwóch małych, dwuletnich przerw).

Olechowski niczym szalony marynarz zatapia kolejną szalupę, bym czem prędzej przenieść się na następną, do czasu gdy i ona zacznie nabierać wody. A potencjalna wyporność szalupy o nazwie Stronnictwo Demokratyczne jest wbrew pozorom duża. Ewentualny start wspomnianego polityka w wyborach prezydenckich może mocno zagrozić pozycji marzącego o prezydenturze Donalda Tuska. Nasze media zdolne z dnia na dzień zamieniać miłość w nienawiść podporządkują się gdy tylko zajdzie potrzeba wypromowania Olechowskiego, a razem z nim SD.

Z resztą w ich interesie będzie promocja ugrupowania które jest prężne i może walczyć o wladzę zamiast opcji skompromitowanej latami kryzysu i złych rządów. Dobry wynik prezydencki Olechowskiego da przyspieszenie polityczne Stronnictwu, które z czasem może zająć miejsce Platformy Obywatelskiej, którą wobec takiego rozwoju wypadków czeka los Unii Wolności (również promowanej przez TW ,,Must'' w latach 90-tych).

Andrzej Olechowski zrobił Platformie psikusa i niewykluczone, że ów manewr mogą niebawem powtórzyć pozostali mocodawcy tego środowiska. Bycie w PO przestaje się opłacać - widzą to nawet jej ojcowie-założyciele. Na szczęście dla nich medialna manipulacja i kilka odpowiednich zabiegów może sprawić, że pozostaną nadal wielką siłą na scenie politycznej, dzięki iluzorycznej alternatywie będącej w rzeczywistości jedynie starą jak III RP kontynuacją.

2009-03-17

Obrzydliwa manipulacja tekstem Rewizora o wyborach 2007

Tekst o którym mówimy, znalazł się w oryginale 13 XII 2008r, autorem jest szanowany przeze mnie Rewizor. Niestety widocznie tekst zbyt mocno uderza w dzisiejsze elity i musiał być ośmieszony. Na tę manipulację kopistów dał się nabrać Rybitzky i mam nadzieję Michael Abakus http://abakus.salon24.pl/392236.html. Stąd mój list do Michaela z prośbą o wyjaśnienie.

Poniżej przytaczam prośbę do Michaela Abakusa, oraz fragmenty tekstów obrazujących manipulację bynajmniej nie autora oryginału lecz jego kopisty Mnicha Zarazy. Ponieważ Michaela szanuję za jego teksty i dotychczasową rzetelność mam nadzieję iż otrzymam wiarygodne wyjaśnienie intencji, gdyż, powtarzam, nie posądzam go o taką grę. Mnicha Zarazy kojarzę, ale z tego co pisze Michael :

Powyższy tekst zamieścił mnich zarazy, jako komentarz na blogu aspiracje http://aspiracje.salon24.pl, pisząc, że jest to tekst znaleziony w skrzynce pocztowej. Widać, kolportaż pocztą pantoflową. Było wyraźnie widać ślady wielokrotnego kopiowania; brakujące spacje, ubytki w nie działających linkach. Zrobiłem korektę, sprawdziłem linki.

Nie lepiej było Michaelu sięgnąć do źródła gdzie są oryginalne linki i nie ma ubytków w tekście?

Z samych słów Mnicha Zarazy "dorzucam to co znalazłem w skrzynce" wynika jawna nierzetelność Michaela i niestety manipulacja mnicha. Znalazł w skrzynce???? Jeśli ktoś wysyła do Państwa tekst tej wagi, to się nie podpisuje, a wy go po prostu kopiujecie bez sprawdzenia wiarygodności???

(niżej podaję linki do oryginału i kopii)

Drogi Michaelu

Dałeś się wrobić przez Mnicha Zarazy w pewną manipulację której celu nie rozumiem. Jeśli swój tekst i tekst na którym bazowałeś porównasz z tekstem Rewizora, nie znajdziesz tam odniesień do pochodzenia L.Balcerowicza (Aaron Bucholz).
Może celem takiego "uzupełnienia" tekstu Rewizora było obniżenie jego powagi poprzez zasugerowanie antysemickości autora, co jest tak obrzydliwą zagrywką, że autor tego "dodatku" powinien się z niego wytłumaczyć. Proszę byś w trybie pilnym ustosunkował się do tej jawnej prowokacji.

Oryginał Rewizora: http://niepoprawni.pl/blog/80/jak-zmanipulowano-wybory-2007-roku
"Niestety, nie ma żadnej informacji o włożonym kapitale i o jego pochodzeniu – poza zdaniem, że „jego wyłącznym fundatorem jest prof. L. Balcerowicz”. L. Balcerowicz jest też przewodniczącym pięciosobowej Rady, w której skład wchodzi m.in. były minister i bankowiec Tadeusz Syryjczyk oraz Jan Wejchert współwłaściciel TVN, człowiek najbogatszy z wszystkich ludzi polskich mediów."

Kopia Mnicha Zarazy: http://aspiracje.salon24.pl/392008.html#comment-3638234
"Niestety, nie ma żadnej informacji o włożonym kapitale i o jego pochodzeniu - poza zdaniem, że „jego wyłącznym fundatorem jest prof. Aaron Bucholtz alias L. Balcerowicz”. Aaron Bucholtz alias L. Balcerowicz jest też przewodniczącym pięcioosobowej Rady, w której skład wchodzi m.in. były minister i bankowiec Tadeusz Syryjczyk oraz Jan Wejchert współwłaściciel TVN, człowiek najbogatszy z wszystkich ludzi polskich mediów."

PS. Dotąd jedynie czerwono różowe salony ośmieszały prawicę zarzucaniem jej antysemityzmu.

2008-12-16

Panie Marku, Panie Janie, Rybo - nie idźcie tą drogą!

Zakładając nawet, że kolejne secesje w PiS nie były inspirowane z zewnątrz, jak miało to miejsce na prawicy w pierwszej połowie lat 90', to i tak obóz prawicowy nie może sobie pozwalać na takie zjawiska, ponieważ mu się to po prostu nie opłaca.{{Potd/2006-10-10 (en)}}Plankton

Odszedł Marek Jurek, odszedł Ujazdowski. Powstała Prawica Rzeczypospolitej i ruch obywatelski Polska XXI (Mam nadzieję, że nikt nie ma już złudzeń, że ów ruch pozostanie jedynie klubem dyskusyjnym nie angażującym się w walkę polityczną). Obydwa ugrupowania mienią się prawicowymi, a różnią się w swych programach tym, że Prawica RP pozuje na bardziej prawicową niż Prawo i Sprawiedliwość, z kolei Polska XXI chce stworzyć wizerunek nowoczesnej konserwatywno-liberalnej formacji. Dziwnym trafem owe pisopochodne kanapowe środowiska nie pozostały w macierzystej partii, której nie stać było na stanie się, niczym Platforma Obywatelska, partią ,,rozdyskutowaną''. Nie będę po raz kolejny pisał, jaką mam teorię na ten temat - analogia z czasami szafy Lesiaka wydaje mi się być zasadna.

Zasadna o tyle, że oceniając sytuację racjonalnie i nie biorąc pod uwagę przesłanek świadczących o manipulacjach wewnątrz polskiej prawicy, fakt coraz to większego rozdrobnienia ogarniającego prawicową scene polityczną jest po prostu zły. Prawica RP nie zastąpi Prawa i Sprawiedliwości, stanie się co najwyżej następczynią Ligi Polskich Rodzin. Tak samo Polska XXI nie pociągnie za sobą znacznej części wyborców PiS, ponieważ jej program jest na to za liberalny. Zakładając, że rozwój sytuacji pozwoli na zaistnienie tym formacjom (mam na myśli więcej niż 5% poparcia) będziemy mieli na prawicy, zamiast jednej, silnej centroprawicowej partii, trzy mniejsze, różniące się w detalach swoimi programami - osłabiony PiS, słabą Prawicę RP i Prawicę XXI. Rozdrobniona prawica nie będzie w stanie oprzeć się ,,rozdyskutowanej'' Platformie Obywatelskiej, w której znajdzie się miejsce dla każdego, kto nie lubi Kaczorów połączonej sojuszem postkomuszych interesów z Sojuszem Lewicy Demokratycznej (Od razu spieszę z wyjaśnieniem - nie piszę o PO, jako o części prawicowej sceny politycznej, ponieważ stopniowy dryf ku UWolskim korzeniom, wykreśla tę partię z owej systematyki).

Jaki potencjał będzie miała tak podzielona prawica? Owszem, z pewnością zawiążą się doraźne, może nawet nieco trwalsze sojusze w obronie konkretnych ustaw czy projektów, ale nie ma szans na trwałą współpracę. Nie ma szans na stabilną walkę w ramach opozycji, nie ma szans na zdecydowane zwycięstwo którejś z owych partii w wyborach parlamentarnych, nie mówiąc już o wystawieniu wspólnego kandydata do wyborów prezydenckich. Polska prawica, a moim zdaniem razem z nią Rzeczpospolita, nie mają interesu w podgryzaniu PiS z dwóch stron przez owe rozłamowe stronnictwa. Dlatego też ich istnienie oparte na byciu opozycją do Prawa i Sprawiedliwości jest szkodliwe. Tak samo, nawoływanie do przerzucania swego poparcia z partii Kaczyńskich na formacje Marka Jurka czy Rokity i Dutkiewicza.

Środowisko polskiej prawicy musi się ponownie skonsolidować albo skoncentrować wokół jedynej partii mającej potencjał walczyć o władzę w Rzeczypospolitej. Nowa jakość i powiew świeżości jakie rzekomo reprezentują Prawica XXI oraz Prawica RP to tylko medialny oraz wewnątrzśrodowiskowy PR. Pozbawiona ostatniej silnej partii, podzielona prawica nie ma szans na zaistnienie na polskiej scenie politycznej. Nie tędy droga Panie i Panowie. Postkomuniści już teraz zacierają ręce, patrząc na to, jak silny blok prawicy pt. Prawo i Sprawiedliwość, rozrywany kawałek po kawałeczku, stopniowo przeobraża się w polityczny plankton.
...

Post ten dedykuję przede wszystkim bloggerowi Rybitzky'iemu, który okazał się być wyjątkowo podatny na prorozłamową perswazję.


Podobne artykuły
Reblog this post [with Zemanta]

2008-10-06

Alternatywa dla PiS?

Niebywale śmieszny jest fakt, z jaką intensywnością i zapałem wszelkiej maści lewicowa tłuszcza, usiłuje pomóc zagubionym prawicowym oszołomom znaleźć polityczną reprezentację dla ich poglądów w zastępstwie dla złego, zużytego Prawa i Sprawiedliwości i, co rusz chwali swego nowego bohatera Ludwika Dorna, za to, że ten waży się przeciągać kłótnię z Jarosławem Kaczyńskim na oczach całej Polski.

W swoim wcześniejszym artykule podjąłem się analizy, która miała jasno wyłuszczyć kto i jaki interes ma w tym, by ludzie ostatecznie odwrócili się od PiSu na rzecz bliżej nieokreślonej ,,alternatywy''. Faktem jest, że takiej alternatywy w rzeczywistości nie ma. Co nie znaczy, że Polskiej Zjednoczonej Partii Właścicieli Polski nie stać na stworzenie takowej. W obliczu szybko postępującego rozwoju wydarzeń, powstaje nowe pytanie. Czemu służy nagłe ale dziwnym trafem doskonale skoordynowane ogólnopolskie rozbudzanie miłości do Dorna i postpisowskich środowisk rozłamowych? Czemu do niedawna znienawidzony i pogardzany przez media były marszałek Ludwik D. w medialnym przekazie przeobraził się z dnia na dzień w dyżurną ofiarę kaczystowskich watah oraz ostatniego reprezentanta zdrowego rozsądku w partii Ciemnogrodu? Czemu do niedawna zmarginalizowany Jan Rokita, a z nim Marek Jurek, Kazimierz Ujazdowski i cała reszta prawicowego planktonu, będącego w większości skupiskiem bezbarwnych politycznych impotentów, stali się nagle liczącym głosem w politycznym sporze? Czemu ,,niezależne'' media niemal siłą zaciągają dziś tych antypostępowych dzikusów do studiów w swoich radiostacjach, czy salach nagrań i zapewne przypadkiem, wszyscy ci panowie piszą i mówią na łamach owych mediów głównie o rzekomej potrzebie stworzenia nowej opcji politycznej na prawicy?

Otóż, w świadomości politycznej przeciętnego Polaka postanowiono wykuć wyłom i po sprawnym zakodowaniu w niej informacji, że PiS jest partią bez szans na jakąkolwiek przyszłość na prywiślańskiej scenie politycznej, postawiono kolejny krok - wyznaczono alternatywę dla tej partii. Alternatywę w rzeczywistości iluzoryczną. W masowej opinii publicznej ma powstać przekonanie, że jeśli ktoś już koniecznie chce być tym jaskiniowym antykomunistą i oszołomem, to nie powinien dłużej pokładać nadziei w formacji Jarosława Kaczyńskiego. Dziennik i inne zatroskane o dobro polskich obywateli media lansują dziś tezę, że każdy szanujący się prawicowiec, powinien przelać swe zaufanie z PiSu, na drobnicę pokroju ruchu Polska XXi lub Prawicy Rzeczpospolitej. To ma być ta alternatywa, która nie popełni sakramentalnych grzechów, których dopuściło się Prawo i Sprawiedliwość, za to szybko i sprawnie zadba o realizację postulatów polskiej prawicy.

Prawda jest taka, że zarówno bezkształtne środowisko Jana Rokity, jak i anemiczne koło polityczne skupione wokół Marka Jurka, nie są w stanie wywalczyć dla polskiej prawicy czegokolwiek, ba - w manifeście ideowym Polski XXI nie ma żadnej konkretnej informacji o zamiarach przeprowadzenia lustracji, dekomunizacji i innych potrzebnych Rzeczpospolitej przemian. Te środowiska to prawica ugrzeczniona, ubezwłasnowolniona, wykastrowana. I takiej prawicy chcą dla Polski jak zwykle życzliwe dla jej racji stanu polskojęzyczne media. Nawet najzatwardzialsi prawicowcy mają odwrócić się od, zdaniem mediów, awanturniczego, nieporadnego PiSu i oddać swe poparcie Rokicie bądź Jurkowi - ci już zadbają o to, by prawicowe postulaty nie zostały nigdy zrealizowane. A wszystko pod zasłoną nośnych hasełek o potrzebie kompromisu i konieczności poszanowania pluralizmu w demokracji.

To klasyczna manipulacja pochodząca z tego, co zawsze źródła. Środowiska zawłaszczające sobie dziś Polskę zdały sobie sprawę, że Polakom nie uda się wybić z głów zapotrzebowania na silną, centroprawicową partię. Chcą więc koniecznie doprowadzić do tego, aby tą partią przestało być Prawo i Sprawiedliwość. Takie same wybiegi zastosowano w Rosji, kiedy to demokratyczna opozycja osiągneła niepokojąco duże poparcie społeczne i dla ukrócenia tej swawoli, stworzono przy pomocy służb partię o bliźniaczo podobnym programie, jednak znajdującą się pod całkowitą kontrolą Kremla. A wszystko po to, by zabrać prawdziwie opozycyjnej partii jak najwięcej punktów procentowych poparcia.

Rosjanie chwycili haczyk i po raz enty dali się zmanipulować zawłaszczającym ich ojczyznę byłym oficerom KGB przebranym dziś za oligarchów. Czy z Polakami będzie inaczej? Czy byłym funkcjonariuszom WSI oraz różowej elitce uda się sprać polskie mózgi po raz kolejny?

2008-06-12

Lewicowe pseudonauki (1): Globalne ocieplenie

Wszyscy zdajemy sobie obecnie sprawę, a przynajmniej powinniśmy, że nauka jest bardzo potężnym instrumentarium pozwalającym analizować rzeczywistość w stopniu, o jakim nasi przodkowie jednak mogli pomarzyć. Wielu ludzi traktuje ją stuprocentowo obiektywnie, dogmatycznie, zapominując o kilku sprawach. Pierwsza to dynamika rozwoju. To, że coś zostało opublikowane w Nature czy Science, nie oznacza wcale, że to jest jest prawda. Za parę lat ktoś może zrobić eksperyment i się okaże, iż wnioski z poprzedniego to bujdy na resorach. Tak więc nie ma wcale korelacji między impact factor a prawdziwością wyników. Na przykład była niedawno historia z tym, że stwierdzono, co jest kairomonem odpowiedzialnym za pionowe migracje zooplanktonu. Artykuł się ukazał, rzecz jasna w Nature. Po jakimś czasie wykazano, prowadząc badania na kompleksie Daphnia longispina, że ten związek w żadnym razie tym nie jest, no i badacze napisali do redakcji tegoż Nature sprostowanie. Nauka nie stoi w miejscu, tak więc nie można traktować wyników oraz wniosków jako prawdy objawionej.

Druga rzecz - i to ważniejsza z punktu widzenia tego tekstu - to naciski polityczne. Tak do końca XIX w. nauka miała mecenat prywatny. Istniało bardzo niewiele państwowych laboratoriów jak chociażby Royal Laboratories, gdzie pracował chociażby Humphrey Davy. Później pałeczkę, jeżeli chodzi o badania naukowe przejęły placówki państwowe z bardzo nielicznymi wyjątkami. Pojawiła się wraz z tym możliwość nacisków na badania naukowe ze strony władzy. Nauka czysta mogła zacząć być traktowana jako narzędzie propagandy. Tak też się działo. W Trzeciej Rzeszy na przykład wykorzystywano badania antropologiczne jako dowód wyższości aryjskiej rasy nad wszystkimi innymi. Naziści wymyślili również, że kiedyś istniało państwo obejmujące znaczne połacie Starego Świata, w którym żyli ci Aryjczycy, a potem się rozpierzchli po świecie. Rasie aryjskiej przypisowano wzniesienie wszystkich antycznych zabytków, między innymi egipskich piramid. Sugerowano nawet, iż jej przedstawiciele dotarli do Ameryki Południowej i mieli wpływ na rozwój cywilizacji prekolumbijskich. W ZSRR uznano z kolei, że mendelizm i darwinizm są złe, zatem faworyzowano łysenkizm i biologię miczurinowską po 1948 roku.

Pewnie wielu ludzi myśli, że naciski polityczne na naukę skończyły się wraz z upadkiem nazistowskich Niemiec i Związku Radzieckiego. Są przy tym zbytnimi optymistami. Z tym mamy do czynienia nadal. W tym cyklu kilku tekstów postaram się omówić najważniejsze pseudonauki wynoszone do poziomu nauki. Dzieje się tak, jak w przypadku rasy aryjskiej czy łysenkizmu, za sprawą lewicy. To tejże formacji intelektualnej zależy, aby ludzie w pewne rzeczy wierzyli, aby ludzi było łatwiej manipulować i robić pianę z mózgu. W tym odcinku - globalne ocieplenie.

Czym jest globalne ocieplenie?

Od jakiegoś dłuższego czasu mówi się nam, że działalność przemysłowa człowieka odpowiada za podnoszenie się średniej temperatury na Ziemi, głównie poprzez emisję dwutlenku węgla. Wypadałoby się jednak na początek przyjrzeć kilku podstawowym faktom. Temu efektowi cieplarnianemu, o którym oni tak trąbią, to oni zawdzięczają swoje istnienie. Gdyby bowiem w atmosferze nie było tych gazów cieplarnianych, to średnia temperatura na Ziemi wynosiłaby -18 stopni Celsjusza. Te gazy cieplarniane utrzymują temperaturę na Ziemi.

Samo globalne ocieplenie jest efektem obserwowanych od czasów rewolucji przemysłowej wzrostu temperatury w skali globalnej. Ma to wskazywać jednoznacznie na antropogeniczne pochodzenie tego zjawiska. Wobec tego próbuje się temu za wszelką cenę ograniczyć jego emisję za pośrednictwem porozumień międzynarodowych vide protokół z Kioto oraz próbując przeforsować globalny carbon tax. W przypadku tego ostatniego nic innego jak nowa forma podatku.

Fakty przeczące antropogenicznemu pochodzeniu globalnego ocieplenia

Jakoś ci, którzy tak głośno krzyczą o globalnym ociepleniu, że to skutek industrializacji, jaka się dokonała w ostatnich dwustu latach, zapominają o kilku ważnych sprawach. Po pierwsze, w przeszłości Ziemi zachodziły zmiany klimatu o wiele większe i jakoś nikt ich nie tłumaczy działalnością kosmitów. No cóż, bywało tak, że cała Błękitna Planeta była skuta lodem albo przynajmniej znaczne jej obszary. Dyskutowana jest obecnie hipoteza kuli śnieżnej, no i czy coś takiego mogło mieć miejsce. Kilka razy do czegoś takiego doszło w prekambrze. Pierwsze zlodowacenie miało miejsce niedługo po rozprzestrzenieniu się organizmów przeprowadzających fotosyntezę; świadczą o tym badania geochemiczne i geologicznej pokładów z tamtego okresu. Były również okresy, kiedy temperatura na Ziemi była dużo wyższa niż obecnie. Chociażby taki okres w permie jak czerwony spągowiec. Parowały wtedy moża epikontynentalne, znajduje się niejednokrotnie z tamtego okresu znaczne pokłady soli. Nazwa tego okresu również nie wzięła się znikąd. Okazuje się, że panowały wtedy na całym świecie susze. Nawet zmieniła się roślinność, bo dominujące w przeciwieństwie do widłaków oraz paproci stały się nagonasienne - głównie Voltzia i formy zbliżone. Zmiany dotknęły oczywiście faunę, płazy były stopniowe wypierane przez różne grupy gadów, głównie terapsydy jak na przykład gorgonopsy. Jakoś w jurze nastąpiła transgresja mórz, no i praktycznie cały świat został pokryty przez lasy. Na początku trzeciorzędu palmy występowały nawet na Grenlandii. Owszem rozmieszczenie lądów było inne niż teraz, ale i tak Grendlandia znajdowała się wówczas - jak to można określić - na Dalekiej Północy.

Oczywiście klimat można tłumaczyć tutaj zmianami w precesji osi ziemskiej, innym rozmieszczeniem kontynentów, mórz et cetera. Ale musiały następować zmiany w składzie atmosfery. Siłą rzeczy w karbonie musiała być na przykład większa zawartość tlenu w niej, skoro owady mogły mieć nawet kilkadziesiąt centymetrów wielkości. Taka ważka Meganeura miała 75 cm rozpiętości skrzydeł. A jakie rozmiary mają współczesne. Taki Każdy, kto choć trochę zna się na zoologii, powinien wiedzieć, że owady oddychają za pomocą układu tchawek i opiera się to u nich na procesie dyfuzji. Inaczej mówiąc, gdyby była mniejsza zawartość tlenu, to szereg gigantycznych owadów i nie tylko - również wijów - nie mógłby żyć, po prostu zginęłyby. Jaki jest z tego wniosek. Zmiany w ilości gazów w atmosferze następowały w dawnych epokach geologicznych, temu nawet nie zaprzeczają najwięksi orędownicy global warming. I jakoś odpowiadał za nie ziemski ekosystem, a nie stworzony przez nikogo albo nic przemysł. Gdyby być tutaj konsekwentnym, należałoby uznać, że za zmiany klimatyczne w dawnych epokach geologicznych odpowiedzialne były obce cywilizacje, które tutaj budowały wielkie kompleksy przemysłowe oraz toczyły wojny nuklearne. Przyjąć trzeba było za prawdziwe twierdzenia Ericha von Dänikena. Ewentualnie można by dyskutować z twierdzeniami Michaela Cremo związanymi z Zakazaną archeologią, że cywilizacja istnieje od kilkuset milionów lat. Ale cóż, każdy geolog, geochemik, paleoklimatolog, a nawet zoolog czy botanik naraziłby się na śmieszność twierdzeniem o zmianach zawartości gazów w atmosferze związanym z obcymi cywilizacjami.

Weźmy pod uwagę jeszcze zmiany w okresie, który geologicznie jest najmłodszy, czyli czwartorzędzie. Według nowego podziału epok w dziejach Ziemi jest to część neogeny, ale zostańmy tutaj przy starym. W ciągu czwartorzędu mieliśmy cztery epoki lodowcowe - Günz, Mindel, Riss i Würm, biorąc pod uwagę doliny alpejskie. Między nimi mieliśmy interglacjały, podczas których klimat był dużo cieplejszy niż obecnie. Na przykład w interglacjale Riss-Würm na ziemiach polskich występowało wiele ciepłolubnych roślin, jakich próżno szukać w obecnych czasach. Okazuje się, że te epoki lodowcowe też były poprzedzielane na mniejsze okresy, potwierdzają to badania raf koralowych, otwornic z osadów morskich czy stalaktytów. No i czym to tłumaczyć? Można by znowu użyć argumentu z obecnością cywilizacji pozaziemskich oraz tym, co oni tutaj mieliby robić; orędownicy globalnego ocieplenia, gdyby byli konsekwentni, to z takim argumentem powinni zaraz wyskoczyć - to jedna wewnętrzna sprzeczność ich rozumowania. Wyjaśnienie jest tutaj zgoła inne. Chodzi o zmiany w precesji osi ziemskiej.

Zbliżamy się również do okresu stosunkowo najnowszego, a mianowicie holocenu. Wewnątrz niego wyróżniono następujące okresy, w których klimat był chłodniejszy (borealne), kiedy to formacje roślinne Europy zbliżone były do tajgi oraz atlantyckie, kiedy klimat Starego Kontynentu mógł być dużo cieplejszy niż obecnie. No i tak było. Jakieś 6000 lat przed naszą erą nastąpiło optimum holoceńskie, podczas którego Sahara była pokryta lasami i sawanną, żyło tam mnóstwo gatunków zwierząt związanych obecnie raczej z Afryką subsaharyjską, na terenie północno-zachodniej Afryki istniały gigantyczne jeziora. Podobnie rzecz się miała w Australii, tam istniało na przykład jezioro Mungo, zbiornik wodny bez porównania większy niż Erye. Również w pierwszych wiekach naszej ery klimat był cieplejszy niż jest obecny. Sahara wówczas służyła jako spichlerz Imperium Rzymskiego, a w Afryce Północnej kwitł handel. Później klimat się ochłodził, nastąpiła epoka rena. Przy okazji Hunowie zostali zmuszeni do migracji, co przyczyniło się następnie do upadku Imperium Romanum. Następnie znowu nastąpiło ocieplenie. Tak... za czasów Mieszka I klimat na ziemiach polskich był dużo cieplejszy niż obecny. Potwierdzają to chociażby znaleziska archeozoologiczne. Występowały wówczas na ziemiach polskich sęp płowy (Gyps fulvus), sęp kasztanowaty (Aegypius monachus), ścierwnik biały (Neophron percnopterus). Obecnie te trzy gatunki ptaków drapieżnych zamieszkują głównie Europę Południową oraz Bliski Wschód. W Tatrach gniazdował również jerzyk alpejski (Apus [=Tachymartpis] melba). Obecnie najbliższe stanowiska tego gatunku znajdują się we włoskim Tyrolu. Grenlandia była określana przez Wikingów mianem Vinland, co oznacza w dosłownym tłumaczeniu zielona ziemia. Od końca X wieku oni się tam osiedlali, a część wraz z Leifem Eriksonem dotarła najprawdopodobniej do Nowej Funlandii. Dawało się tam hodować owce. Tak około XIII w. klimat Europy zaczął się ochładzać. Zresztą widoczne jest to na ówczesnych freskach, mieszkańcy są pokazywani jako grubo odziani. Porty na Grenlandii zaczęły zamarzać. Do końca XIV w. Wikingowie zostali zmuszeni do opuszczenia tego lądu. Nastąpiła mała epoka lodowcowa. Zdarzało się wówczas, że Bałtyk na zimę zamarzał i na jego środku stawiano karczmy, a między jednym wybrzeżem, a drugim poruszano się za pomocą zaprzęgów. No i dochodzimy do końca. Jakoś tak na przełomie XVIII i XIX w. mała epoka lodowcowa się zakończyła. Od tego momentu ekologiści od global warming upatrują antropogenicznego globalnego ocieplenia.

Weźmy jeszcze pod uwagę kilka faktów. Przecież wulkany emitują znacznie więcej ditlenku węgla (pozwolę sobie użyć nazwy zalecanej przez IUPAC) niż cały przemysł stworzony przez człowieka. Sam Krakatau w 1884 roku wyemitował podczas wybuchu znacznie więcej tego gazu niż cała cywilizacja. To co uwalnia człowiek to jest mniej niż 1% światowej emisji.

Istnieje jeszcze jeden mocny argument za tym, że globalne ocieplenie nie jest wywoływane przez człowieka. Jak to się dzieje, że czapy lodowe na Marsie się cofają rocznie o kilka kilometrów? Wiele księżyców Jowisza i Saturna zwyczajnie się topi, powstają tam ciekłe oceany. Jak to wyjaśnić? Można to tłumaczyć zwiększeniem emisji promieniowania przez naszą centralną gwiazdę. Jeżeli istnieją zmiany odbywające się w cyklach kilkunastoletnich vide chociażby związane z plamami na Słońcu, to czy nie mogą istnieć inne odbywające się w dłuższych okresach czasu? Zwłaszcza, że my o procesach zachodzących wewnątrz gwiazd jeszcze stosunkowo niewiele wiemy. Od czasów pierwszych badań spektralnych widm dokonanych przez Frauhouffera czy teorii kontrakcji Helmholtza minęło jakieś 150 lat. Tak więc nie możemy wyrokować.

Adwokaci global warming twierdzą jeszcze, iż znacząco wzrośnie poziom mórz po roztopieniu się lodowców. Radziłbym wykonać im taki prosty eksperyment, a mianowcie wrzucić kostkę lodu, do szklanki z wodą w temperaturze pokojowej, sprawdzić poziom słupa wody przed jak i po, a następnie określić jak się zmieni.

Konkluzje

Nie można zaprzeczać, że globalnego ocieplenia nie ma. Są owszem zmiany klimatyczne, jakie wywołują zmiany w składzie flory i fauny, chociaż w tym wypadku nie do końca. Wiele gatunków, które epoki lodowcowe zepchęły do refugiów powraca teraz na obszary, które prawdopodobnie były dawniej przez nie zajmowane, jak chociażby sierpówka (Streptoptelia decaocto) czy dzięcioł syryjski (Dendrocopos syriacus). W każdym razie globalne ocieplenie nie jest wywołane w żadnym razie działalnością człowieka. Wszystko to, co nam mówią, to są kłamstwa nie mające potwierdzenia w rzeczywistości. Po prostu - mówiąc kolokwialnie - nie trzyma się to wszystko kupy. Najgorsze jest w tym wszystkim, że główni adwokaci antropogenicznego pochodzenia globalnego ocieplenia dostają szereg nagród. Al Gore otrzymał z rąk Amerykańskiej Akademii Filmowej Oscara; ot, taki casus pierwszy lepszy z brzegu.

Tak naprawdę celem tej całej awantury z globalnym ociepleniem jest nałożenie podatku węglowego, co będzie ułatwiało monopolizację rynku największym korporacjom. Przy okazji jest to stopniowe wprowadzanie międzynarodowego socjalizmu, czyli ustroju, jaki lewica (w tym ekologiści) sobie szczególnie upodobali. Obok nich ten system - jak widać - upodobały sobie najpotężniejsze korporacje.

Jak widać, wskazywanie na antropogeniczne pochodzenie globalnego ocieplenia nie ma nic wspólnego z troską o stan środowiska naturalnego. Śmiało można zatem mówić również o globalnym ocipieniu.

2008-04-17

Samooczyszczenie rządu fachowców

(kt)Hurra! Donald Tusk w końcu realizuje jedną ze swoich przedwyborczych obietnic. Rząd fachowców ma niebawem zostać poddany z dawna zapowiadanej wielkiej weryfikacji. Nasz wspaniały rząd, niczym zanieczyszczona rzeka, ulegnie samooczyszczeniu.

Tajne źródło w Partii Obietnic, do którego ma dojście gazeta ,,Dziennik'', stwierdza bez ogródek - to będzie rzeźnia! - Owa ,,rzeźnia'', będzie raczej rzezieńką, bo polegać ma na usunięciu kilku osób z grona specjalistów, będących ministrami w rządzie PO-PSL. Pomimo to, niedorozwinięty młodszy brat Gazety Wyborczej, dla zwiększenia nakładu uraczył świat jakże adekwatnym do rzeczywistej sytuacji, godnym ,,Faktu'' nagłówkiem. Według doniesień w.w. tabloidu na celowniku znaleźli się Cezary Grabarczyk, Katarzyna Hall, Bogdan Klich, Barbara Kudrycka i Maciej Nowicki.

Ze wspomnianego koła eksperckiego żaden minister nie opracował ani jednej dobrej ustawy, niektórzy nawet nie próbowali. To prawda - dymisja im się należy. Ale pamiętajmy, że to rząd miłości, jego członkowie to osoby delikatne i wrażliwe (vide Ćwiąkalski). Nic dziwnego, że niektórzy ministrowie nie znieśli presji niezależnych mediów, takich jak TVN czy GW, jakże natarczywie domagających się realizacji przedwyborczych obietnic, oraz ciężaru zobowiązań wobec wiecznie czujnego elektoratu Platformy.

Pani Katarzyna Hall musiała wręcz odreagować stres w typowo kobiecy sposób, zafundowawszy sobie oraz całemu ministerstwu zestawy walizek i garść empetrójek - może znowu kroi się jakiś wypad do Tyńca?

W zaistniałej sytuacji niektórzy politycy PO na wysokich stanowiskach, w obawie przed jakobińskim szałem Donka, przypomnieli sobie o swoich obowiązkach i zaczęli gorączkowo szukać okazji do przypodobania się dyktatorowi. Julia Pitera, niczym Filip z konopii, wyskoczyła z oskarżeniem o zachowania korupcyjne wobec posła swej macierzystej partii. Póki co nie wiadomo, czy jest to kolejne oskarżenie pokroju tych, którymi zwykła szafować pani Julia i czy tym razem rzeczywiście są jakieś podstawy do wytoczenia procesu ale jedno jest pewne. Donald uderzył ręką w stół a nożyce odezwały się błyskawicznie.

Lecz co z tego, skoro na ołtarzu dobrego wizerunku prezydenta z Gdańska poświęca się płotki a prawdziwym grubym rybom, typu Schetyna czy Ćwiąkalski pozwala się dalej harcować. Owa wielka weryfikacja to igrzyska dla mas, takie same, jak wielkie dymisje w rządach komunistów, mające pokazać masom, że na osoby sprawujące najwyższą władzę w kraju jest nałożona jakakolwiek kontrola.

Z dużej chmury mały deszcz. Wilk syty i owca cała. A Polak wspierający PO głupi nadal, pomimo kolejnych szkód.

2008-04-13

Bojkot c.d. czyli niewypał GW

(kt)Ledwo kilka godzin temu przyłączyłem się do apelu bloggerów z Salonu24, który jest w istocie krzykiem o przywrócenie wiarygodnych mediów polskim obywatelom, a oto przed chwilą pojawiła się informacja będąca soczystym przykładem medialnej manipulacji. Na szczęście manipulacji nieudanej.

Od kilku dni całe środowisko dziennikurewskie wrzało. Sensacyjna informacja o współpracy dziennikarki TVP Patrycji Koteckiej z Centralnym Biurem Antykorupcyjnym i szum wokół niej były znakomitą okazją do zbiorowego orgazmu dla wszystkich wrogów owej pani, ergo wrogów PiS (pani redaktor śmiała nie nienawidzić tej oszołomskiej partii).

Jednak cała heca spełzła na niczym, gdyż prokuratura, jak widać jeszcze nazbyt kaczystowska, uznała, że dowody przedstawione przez Gazetę Wyborczą (rzekome zeznania agenta CBA) to za mało, by oskarżyć panią Kotecką. No motyla noga, co za brak szacunku dla autorytetu owej gaziety, co to informatorów ma nawet wśród kolegów kota Kaczyńskiego, a wyroki wydaje jeszcze przed sądem, wyznaczając kogo mamy kochać a kogo nienawidzić.

Julia Pitera, przodowniczka tak doskonale prowadzonej, że wręcz niedostrzegalnej walki z korupcją i pupilka Gazety Wszechwiedzącej, nie kryje zdumienia - Jestem zaskoczona, przecież w artykułach dziennikarze powoływali się m.in. na informacje agenta CBA(...) - zapewne nie tylko ona się dziwi. Setki a może tysiące wrogich agentów wpływu głowią się teraz, gdzie kierownictwo ich służb popełniło błąd, że akurat ten ,,artykuł inspirowany'' nie przyniósł pożądanego skutku i że akurat w tym przypadku prokuratura nie uwierzyła na słowo najwspanialszej z gazet.

Przykro mi mili panowie - czasy się zmieniają, lata dziewięćdziesiąte za nami, a przede wszystkim za wami. W latach 2005-07 przed ciemnym ludem odkryto zbyt wiele wiedzy tajemnej, aby móc nad ową masą nadal utrzymywać całkowitą władzę. Dowodzi tego wyżej wspomniany apel, dowodzą tego również działania prokuratury, która choć raz nie bała się podjąć niekoniunkturalnej decyzji. Dlatego też zalecam większą ostrożność w działaniach operacyjnych prowadzonych na własnym narodzie - dzięki niej może odwleczecie nieco swój nieuchronny koniec.

2008-03-21

Tybetańskie wyżyny hipokryzji

Przez Polskę i Świat przelewa się głośna fala akcji wspierania Tybetu. Hałas jest spory, ale efekty dalekie od politycznego tsunami. Chiny ani na jotę nie zmieniły swej postawy do państwa zajętego w 1949 roku przez Chińską Armię Ludowo-Wyzwoleńczą.

W kraju nad Wisłą, znani i mniej znani dziennikarze wystąpili z apelem do sportowców aby podczas „każdego wywiadu przed i w trakcie Igrzysk wypowiedzieli choć jedno zdanie na temat łamania praw człowieka w Chinach”. Gazeta Wyborcza nawet zleciła sondaż, w którym prawie 70% ankietowanych uznało, że polscy sportowcy powinni w Pekinie wyrażać publiczne poparcie dla Tybetańczyków.

Wielu obserwatorów uważa, że Tybetańczycy zniecierpliwieni bezowocną ugodową polityką Dalajlamy postanowili za przykładem Palestyńczyków zastosować radykalniejsze metody walki o niepodległość. Liczby ofiar zamieszek wznieconych przez mnichów buddyjskich nie są znane. Dla odmiany wiadomo, że parę tygodni temu zginęło ponad 100 Palestyńczyków w wyniku kilkudniowego rajdu armii izraelskiej na terenach okupowanych. Wtedy jednak Gazeta Wyborcza nie zleciła sondażu z zapytaniem czy polscy sportowcy powinni wyrażać w Pekinie poparcie dla Palestyńczyków. A szkoda, bo można by wtedy porównać wyniki, i mieć jakiś osąd popularności idei niepodległej Palestyny i nośności pomysłu wolnego Tybetu.

Gazeta Wyborcza i wielu sygnatariuszy apelu w sprawie „wolności Tybetu i łamania praw człowieka w Chinach” jest zdecydowanymi zwolennikami oddzielenia religii od państwa i polityki. Ich zdaniem prawo do zdawania religii na maturze jest zbędne i anachroniczne, a kościół katolicki i jego przedstawiciele nadmiernie angażują się w sferę polityki. Ktoś pewnie się zdziwi, dlaczego ci wyznawcy sekularyzmu nie mają żadnych oporów we wspieraniu politycznych poczynań buddyjskich mnichów z Tybetu. Najwyraźniej ludzie pokroju Sadurskiego, Wrońskiego, i Bendyka nie zauważają oczywistej niespójności swoich działań. Ich relatywizm nie ma granic, a tolerancja kończy się na widok koloratki.

Wojownicy z plemienia Gazety Wyborczej obijają kościół kijami krytyki nie tylko za udział w polityce. Gdy zaistnieje stosowna okazja, w ruch idzie pałka oskarżenia o brak aktywności w sprawach „bliskich sercu” sekularystom. Ostatnio Tomasz Bielecki w Gazecie Wyborczej zapytuje z wyrzutem „Dlaczego Benedykt XVI milczy ws. Tybetu?”. Widocznie pracownik Gazety Wyborczej rozgoryczony wcześniejszym milczeniem Papieża ws. rajdu wojsk izraelskich postanowił wziąć rzeczy w swoje ręce i przywołać głowę kościoła do porządku. Nie można mu się dziwić. Okazja trafiła się bowiem zacna by w stylu typowym dla moralnych dualistów dołożyć kościołowi. A wszystko to w imię wolności, niepodległości i demokracji. Szkoda tylko, że cierpienie, ból i strata ludzkich istnień jest tylko tłem tego marnego widowiska.

2008-01-18

Połowa Polaków ma skłonności paranoidalne

(kt) tak wynika z najnowszych badań sondażowych, przeprowadzonych przez CBOS na reprezentatywnej próbie badawczej, tj. na 890 dorosłych Polakach.

Jak donosi onet:

"Spośród polityków największym, 72-procentowym zaufaniem, cieszy się premier Donald Tusk. To o 2 punkty więcej niż w grudniu 2007 roku - wynika z najnowszego sondażu CBOS. Tuskowi nie ufa 15 procent badanych - o 1 punkt więcej niż w poprzednim sondażu. 54 procent nie ufa natomiast prezesowi Jarosławowi Kaczyńskiemu,
Na kolejnych miejscach w rankingu zaufania znaleźli się: wicepremier Waldemar Pawlak (57 procent), były minister zdrowia Zbigniew Religa (55 procent), były prezydent Lech Wałęsa (54 procent), marszałek Sejmu Bronisław Komorowski (50 procent), szef MSZ Radosław Sikorski (45 procent).Dalsze miejsca zajmują kolejno: wicemarszałek Sejmu Jarosław Kalinowski (42 procent), sekretarz stanu w Kancelarii Premiera Julia Pitera (40 procent), szef SdPl Marek Borowski (39 procent), prezydent Lech Kaczyński (38 procent), szef SLD Wojciech Olejniczak (36 procent) i prezes PiS Jarosław Kaczyński (31 procent).

Od grudnia 2007 największy wzrost zaufania odnotowały Julia Pitera - wzrost o 12 punktów i minister zdrowia Ewa Kopacz - o 9 punktów (ufa jej 30 procent ankietowanych)CBOS zbadał też poziom nieufności ankietowanych wobec polityków. Tu na pierwszym miejscu jest prezes PiS Jarosław Kaczyński - nie ufa mu 54 procent badanych (spadek poziomu nieufności o 3 punkty procent w stosunku do grudnia 2007).Kolejne miejsca zajmują: prezydent Lech Kaczyński (47 procent nieufności - mniej o 4 punkty procent), Przemysław Gosiewski i Ludwik Dorn (po 45 procent - w przypadku Gosiewskiego wzrost o 1 punkt, a Dorna o 2 punkty procent)Na następnych miejscach w rankingu pod względem poziomu nieufności wobec polityków zajęli: Jan Olszewski (29 procent nieufności - wzrost o 3 punkty), Wojciech Olejniczak (28 procent - spadek o 2 punkty), Lech Wałęsa i Aleksander Szczygło (po 25 procent - w przypadku Wałęsy wzrost o 2 punkty, w przypadku Szczygły w grudniu nie było pomiaru), Marek Borowski (23 procent - wzrost o 1 punkt)Od grudnia 2007 r. najbardziej pogorszyły się oceny Waldemara Pawlaka i Zbigniewa Religi - zaufanie do każdego z nich spadło o 3 punkty
".

Oczywiście, jak widać z w powyższego tekstu, nikt tak nie zatytułował, jak ja wiadomości w onecie, ale osoby, co b-j zorientowane w psychologii natury człowieka, natychmiast to wychwycą.
Nie raz już wielu z Was słyszało, zwłaszcza wśród stałych czytelników moich blogów, ale i może z innych źródeł, o zjawisku PROJEKCJI, czyli rzutowaniu własnych cech osobowości, emocji, skłonności na tzw. "obiekt", czyli innego człowieka, zwłaszcza tego, którego nie darzy się szczególną sympatią. Wiemy także, że nadmierna nieufność może być m.in. wyrazem skłonności paranoidalnych danej jednostki. O tych zjawiskach pisał swego czasu m.in. Jacek Santorski:

“Wielu ludzi, zwłaszcza zmęczonych życiem, zagubionych, potrzebuje kogoś, kto powie jednoznacznie, co jest dobre, a co złe (…). Kto ma skłonność do oceniania innych, wchodzenia w rolę moralisty? Często osoby, które nawet nie zdają sobie sobie sprawy, że demony, z którymi walczą, które demaskują i potępiają, jako zlokalizowane gdzieś “na zewnątrz”, tkwią głęboko w nich samych. Jest to przejaw zjawiska “rzutowania” czy “projekcji”. Przyjrzyj się ludziom, którzy krytykują, potępiają (…).¹

Wiemy także, że od wielu lat prowadzona jest przez środowiska lewicowe i liberalne "kampania" wmawiania społeczeństwu, że Kaczyńscy posiadają chorobliwie skonstruowaną strukturę osobowości. Nieustannie obrzuca się ich epitetami: "oszołom", "wariat", "paranoik" itp. I ci, którzy tę propagandę uprawiają, dobrze wiedzą co robią, bo zdają sobie sprawę, że takie informacje znajdą wśród wielu Polaków podatny grunt, a więc i rezonans. Że takie słowa, wyrażenia przede wszystkim uruchomią emocje, skłonności u tych obywateli, którzy te emocje w sobie noszą. Dlatego też, nie mam najmniejszych oporów w wyciągnięciu następującego wniosku nt. tej grupy badawczej, która deklaruje wysoki stopień nieufności wobec Jarosława Kaczyńskiego: 54% Polaków wykazuje skłonności paranoidalne i łatwo poddaje się manipulacjom mediów.

Przy okazji polecam Państwu mój wpis z 17 lipca 2007 roku: "Jak działa propaganda, czyli współczesna psychuszka".

Pozdrawiam

¹J. Santorski, Ludzie przeciwko ludziom? Jak żyć we współczesnej Polsce, "Świat Książki", Warszawa 2004, s.106.

Z całym szacunkiem dla Redakcji onetu

(kt) ale pragnę zauważyć, że w niniejszych doniesieniach: "PiS: Palikot to "dewiant", który "kąsa Kościół i Lecha Kaczyńskiego" autor artykułu zniekształcił sens słów Jarosława Kaczyńskiego. Błagam, dbajcie o logikę i precyzję wypowiadanych słów. Były Premier powiedział o pośle Palikocie: "Wypowiedzi Janusza Palikota, robiące wrażenie "jakiejś dewiacji indywidualnej", wpisują się w coś niedobrego", a nie: "Palikot to dewiant".

Tak sformułowane zdanie, jakie zostało zawarte w nagłówku wiadomości, zawiera całkowicie odmienny ładunek emocjonalny od tego, jaki wyraził Kaczyński w swoich słowach. Kiedy zobaczyłam wspomniany tytuł, pomyślałam, że pan Premier zagalopował się i wyraził się agresywnie, a w rzeczywistości jest zupełnie inaczej! Owszem, ze słów autora przebija gniew i oburzenie, ale na miłość Boską, gniew to nie jest AGRESJA, tzn. to nie jest ten typ agresji, przy użyciu której wyraźnie przekracza się granice psychologiczne oponenta!

Nie wiem, co mam o autorze tego artykułu myśleć, ale nasuwają się dwa skojarzenia:
  1. albo autor pisał nieuważnie i nie zadbał o precyzję wypowiedzi
  2. albo celowo zniekształcił słowa Premiera, by ukazać go w bardzo niekorzystnym świetle.

Za tą drugą wersją "wydarzeń" przemawiałby fakt, iż autor do artykułu dołączył jakieś stare zdjęcie (niepierwszy raz je widzę) , na którym Premier wygląda na nieprawdopodobnie wzburzonego! A przecież ładunek emocjonalny przytoczonych tu słowa Kaczyńskiego zupełnie nie koresponduje z ładunkiem emocjonalnym Kaczyńskiego na zdjęciu!


Oceńcie sami:





Prośba do Redakcji: proszę dbać o precyzję sporządzanych doniesień, bo w końcu pomyślę, że mam do czynienia z dziennikarzem, który celowo manipuluje emocjami, a co zatem idzie poglądami czytelników. Upraszam więc o większą staranność językową autorów publikacji, zatrudnionych przez portal onetu.

2008-01-16

Polityczny savoir-vivre a zdrowie emocjonalne polityków polskich

(kt) Czym jest savoir-vivre i jakie są jego związki z inteligencją emocjonalną i społeczną polityka, to główny motyw przewodni dzisiejszego posta.

Zacznijmy od definicji savoir-vivr'u.
Z polskiego wydania encyklopedii internetowej, tj. Wikipedii dowiadujemy się:

"Savoir-vivre czyli ogłada, dobre maniery, bon-ton, konwenans towarzyski, kindersztuba; znajomość obowiązujących zwyczajów, form towarzyskich i reguł grzeczności obowiązujących w danej grupie.

Wyrażenie Savoir-vivre pochodzi z języka francuskiego i jest złożeniem dwóch czasowników w formie bezokolicznika. Savoir znaczy wiedzieć, za to vivre znaczy po prostu żyć. Stąd savoir-vivre przetłumaczyć można jako sztuka życia. Wzięte razem, tworzą popularny splot słów, który można rozumieć jako: 1 – znajomość obyczajów i form towarzyskich, reguł grzeczności; 2 – umiejętność postępowania w życiu i radzenia sobie w różnych trudnych sytuacjach.

Zasady savoir-vivre'u dotyczą przede wszystkim kilku głównych dziedzin życia:

- nakrywania, podawania do stołu i jedzenia,
- wyglądu, prezencji (np. postawy, higieny) i właściwego ubioru,
- form towarzyskich (np. w miejscu pracy, w rodzinie, na przyjęciach),
- komunikacji (także telefonicznej i internetowej),
- zachowania się w szczególnych sytuacjach..

Anglicy zawarli złote zasady dobrego zachowania w przewrotnym akronimie "IMPACT" (wstrząs), utworzonym od wyrazów:

- Integrity – prawość,
- Manners – maniery,
- Personality – osobowość,
- Appearance – wygląd zewnętrzny,
- Consideration – wzgląd na innych,
- Tact – takt."

Z kolei z tej samej encyklopedii wynika, iż Inteligencja Emocjonalna, inaczej EQ [ang.] Emotional Quotient , to "kompetencje osobiste człowieka w rozumieniu zdolności rozpoznawania stanów emocjonalnych własnych oraz innych osób, jak też zdolności używania własnych emocji i radzenia sobie ze stanami emocjonalnymi innych osób.

Kompetencje zaliczane do inteligencji emocjonalnej, to zdolności komplementarne w stosunku do
inteligencji racjonalnej, rozumianej jako umiejętności czysto intelektualne, analityczne i abstrakcyjne, mierzone ilorazem inteligencji, i wyrażane wskaźnikiem IQ [ang.] Intelligence Quotient.

Do inteligencji emocjonalnej zalicza się trzy główne grupy kompetencji:

KOMPETENCJE PSYCHOLOGICZNE (relacje z samym sobą)

Samoświadomość: umiejętność rozpoznawania własnych stanów emocjonalnych, wiedza o własnych uczuciach, wartościach, preferencjach, możliwościach i ocenach intuicyjnych, czyli świadomość emocjonalna.
Samoocena: poczucie własnej wartości, wiara we własne siły, świadomość swoich możliwości, umiejętności oraz swoich ograniczeń; umiejętność doświadczania własnej osoby niezależnie od sądów innych ludzi.
Samokontrola: zdolność świadomego reagowania na bodźce zewnętrzne; umiejętność radzenia sobie ze stresem i kształtowania własnych emocji w zgodzie z samym sobą, z własnymi normami, zasadami oraz wyznawanymi wartościami.

KOMPETENCJE SPOŁECZNE (relacje z innymi)

Empatia: umiejętność doświadczania stanów emocjonalnych innych, uświadamianie sobie uczuć, potrzeb i wartości wyznawanych przez innych, czyli rozumienie innych, wrażliwość na odczucia innych; postawa nastawiona na pomaganie i wspieranie innych osób; zdolność odczuwania i rozumienia relacji społecznych.
Asertywność: posiadanie i wyrażanie własnego zdania oraz bezpośrednie, otwarte wyrażanie emocji, postaw oraz wyznawanych wartości w granicach nie naruszających praw i psychicznego terytorium innych osób; zdolność obrony własnych praw w sytuacjach społecznych bez naruszania praw innych osób do ich obrony.
Perswazja: umiejętność wzbudzania u innych pożądanych zachowań i reakcji, czyli wpływania na innych; umiejętność pozyskiwania innych na rzecz porozumienia, zdolność łagodzenia konfliktów.
Przywództwo: zdolność tworzenia wizji i pobudzania ludzkiej motywacji do jej realizacji; zdolność zjednywania sobie zwolenników.
Współpraca: zdolność tworzenia więzi i współdziałania z innymi, umiejętność pracy w grupie na rzecz osiągania wspólnych celów, umiejętność zespołowego wykonywania zadań i wspólnego rozwiązywania problemów.

KOMPETENCJE PRAKSEOLOGICZNE (inaczej kompetencje działania - nasz stosunek do zadań, wyzwań i działań)

Motywacja: własne zaangażowanie, skłonności emocjonalne, które prowadzą do nowych celów lub ułatwiają ich osiągnięcie, czyli dążenie do osiągnięć, inicjatywa i optymizm.
Zdolności adaptacyjne: umiejętność panowania nad swoimi stanami wewnętrznymi; zdolność radzenia sobie w zmieniającym się środowisku, elastyczność w dostosowywaniu się do zmian w otoczeniu, zdolność działania i podejmowania decyzji pod wpływem stresu.
Sumienność: zdolność przyjmowania odpowiedzialności za zadania i wykonywanie zadań; umiejętność czerpania zadowolenia z wykonywanych obowiązków; konsekwencja w działaniu, w zgodzie z przyjętymi przez siebie standardami."

Nierozerwalnie z Inteligencją Emocjonalną związana jest Inteligencja Społeczna. W dużym skrócie można ją określić, jako "zdolność społecznego przystosowania i wywierania wpływu na środowisko, sztuka nawiązywania pozytywnych, obustronnie satysfakcjonujących relacji interpersonalnych w codziennych kontaktach".

Inteligencja społeczna polega na stosownym doborze zachowania i sposobu komunikacji, co w sytuacjach związanych z negatywnymi emocjami bywa trudne. Stosowność w tym wypadku to nie tylko osiągnięcie celu, do jakiego komunikacja jest środkiem, ale przede wszystkim stopień, w jakim odbiorca komunikatu nie zniekształca intencji jego nadawcy. Inteligencja interpersonalna jest więc także umiejętnością radzenia sobie z konfliktami interpersonalnymi i łatwością współdziałania z innymi.Inteligencja społeczna wiąże się z inteligencją emocjonalną, na którą, oprócz umiejętności społecznych, składają się zdolność samokontroli, samokreacji i wglądu we własne emocje."

Po zapoznaniu się z powyższymi definicjami nietrudno zauważyć, iż sztuka życia, jaką jest savoir -vivre, czyli znajomość obyczajów i form towarzyskich, reguł grzeczności umiejętność postępowania w życiu i radzenia sobie w różnych trudnych sytuacjach to znajomość i rozumienie reguł społecznych, które są warunkiem inteligencji społecznej. Z kolei takie cnoty, jak: uśmiech, uprzejmość, życzliwość, dyskrecja, czy grzeczność, to komponenty Inteligencji Emocjonalnej, i są wyrazem takich zdolności, jak: empatia, czy asertywność. Punktualność zaś, jako kolejna zmienna określająca cechy człowieka dobrze wychowanego, w świetle wiedzy klinicznej, rozumiana jest jako przejaw zdrowia emocjonalnego. Człowiek zdrowy "chodzi jak zegarek", jest dobrze zorganizowany, uporządkowany, zdyscyplinowany, w pełni panuje nad swą aktywnością, czyli sprawnie kontroluje i kieruje własnym życiem.

Jak wszystkie te cechy mają się do naszych polskich polityków, zwłaszcza tych, o których ostatnio głośno jest w mediach, tych którzy pełnią istotne i znaczące role w codziennych realiach politycznych? Nie ukrywam, iż od pewnego czasu uważam, że w polskim życiu publicznym dzieje się bardzo źle, a zasady dobrych manier i obyczajów wśród znanych nam postaci widoczne są w stanie szczątkowym. Czy pozostaje to bez związku ze stanem emocjonalnym, a dokładnie Inteligencją Emocjonalną i Inteligencją Społeczną? Spróbujcie ocenić Państwo sami.

Od kiedy zaczęłam systematycznie śledzić i analizować różne wydarzenia polityczno - społeczne w naszym kraju, nie mogę się wręcz opędzić od refleksji, a przy okazji przytaknąć Jackowi Santorskiemu (temu oczywiście z lat 90-tych), że Polacy, w tym politycy stanowią naród rozregulowany. Nie przeczę, że gdy czytałam doniesienia, iż w latach 90-tych 90% społeczeństwa naszego znajdowało się na pograniczu nerwic i cięższych zaburzeń, to liczyłam, że do czasów nam współczesnych będzie już inaczej. Może być tylko lepiej. Nastąpi stabilizacja, Polacy, zwłaszcza ci z budżetówki, będą b-j zadowoleni, ugruntowani, wewnętrznie ustabilizowani, lepiej będą się do siebie odnosić, a politycy różnych opcji politycznych zaczną wreszcie dobrze ze sobą koegzystować. Jednym słowem zapanuje harmonia, spokój, względne zadowolenie, a wśród Polaków znacznie podskoczą wskaźniki ilorazu IE (EQ) oraz IS, czyli inaczej wzrośnie poziom kultury osobistej.

Niestety, konfrontacja rzeczywistości z opisanymi wyżej IDEAŁAMI wnosi ze sobą bardzo przygnębiające wyniki i wszystko wskazuje, że wraz z dojściem do władz Tuska i jego ludzi, nastąpił regres, że historia zatoczyła krąg i cofnęliśmy się do początków lat 90-tych. Widać to nie tylko na podstawie składu rządu oraz stylu uprawianej polityki, przypominającej do złudzenia czasy, kiedy to obalono rząd Olszewskiego, ale także po tym, jak wygląda język życia publicznego, forma przekazów medialnych, zachowania i postawy polityków.

Przykładów na niski poziom kompetencji społecznych znanych nam postaci publicznych, często oficjalnie uznawanych za "autorytety", można by mnożyć, choćby cytując ostatnie wypowiedzi "autorytetu" - profesora/ nie profesora -Bartoszewskiego -, czy naszego drogiego "mędrca" - Lecha Wałęsy.

Kolejnym i jakże niezwykle wyrazistym przykładem wątpliwej kultury tzw. ludzi ze świecznika jest poseł PO - Janusz Palikot. Wszyscy dobrze znamy tego człowieka z jego dziwacznych i ekscentrycznych zachowań: z afiszowania się z koszulką z napisem: "Jestem gejem, jestem z SLD", albo z organizowania konferencji, na której wymachuje na oczach milionów widzów sztucznym penisem, czy nawołuje środowiska kościelne do zniszczenia o. Rydzyka i środowiska "Radia Maryja", tylko dlatego, żeby politycy PO mogli sobie spokojnie porządzić . Czy zachowanie takie oraz równie dziwaczny sposób ubierania się posła, harmonizuje z ogólnie przyjętym wizerunkiem polityka, dyplomaty - z krótko przyciętymi włosami (jak przystało na prawdziwego mężczyznę), schludnym i dobrze skrojonym garniturem, opanowanym zachowaniem i składnym i kulturalnym językiem wypowiedzi? Z całą pewnością nie. Jak już zdążyliśmy zauważyć, poseł Palikot już wielokrotnie wypadał ze swojej roli, i wszystko wskazuje, że zachowania swe będzie dalej utrwalać.

Szczytem dotychczasowych "wystąpień" Palikota był jeden z jego ostatnich wpisów blogowych, w którym napisał: "Muszę postawić te pytania. I wolę zrobić to publicznie, a nie w formie plotek na politycznych korytarzach. Sprawa dotyczy przecież głowy państwa, zaś informacje powielane w dziesiątkach rozmów ? z udziałem najważniejszych polskich polityków ? brzmią bardzo poważnie i niepokojąco. Czy prezydent Lech Kaczyński nadużywa alkoholu? Czy prawdą jest, że jego pobyty w szpitalach mają związek z terapią antyalkoholową? Czy ucieczki do Juraty i czerwone wino to nie środki terapeutyczne, stosowane przezeń w reakcji na problemy w relacjach rodzinnych z bratem i matką? Czy w takiej sytuacji, w takim kontekście, prezydent nie traktuje prowadzonej przez siebie polityki jako formy reagowania na osobiste urazy?". Po czym stwierdza obłudnie, jakby udając, że to co robi, to nie jest zwykła plotka, która jest elementem zakulisowej nieczystej gry politycznej, tylko pytaniem w słusznej sprawie zatroskanego obywatela o stan głowy Prezydenta: "Stawiam te pytania, gdyż w nieformalnych rozmowach stawia je duża część środowiska politycznego, mniej lub bardziej złośliwie, z mniejszym lub większym niepokojem przyglądając się prezydenturze Kaczyńskiego. Ale czym innym jest używanie tych pytań do zakulisowej walki politycznej, w której plotka jest silnym narzędziem, czymś innym zaś publiczne ich postawienie ? w oczekiwaniu na jednoznaczne, formalne stanowisko Kancelarii Prezydenta i opinię lekarzy dbających o zdrowie głowy państwa. Czy doczekamy wyjaśnień?".

W świetle ogólnodostępnej wiedzy psychologicznej, można by tu pokusić się o trzy hipotezy nt. postaw p. Palikota:

1.że mamy do czynienia z człowiekiem, który stracił kontrolę nad sobą i utracił samokrytycyzm, i w związku z tym nie zdaje sobie sprawy z tego co mówi i jakie niesie konsekwencje jego zachowanie; nie zna zasad dobrych manier, zachowuje się, jak człowiek, który wykazuje jakieś zakłócenia na poziomie emocjonalnym (przepraszam za to określenie, ale tak to wygląda z punktu widzenia obserwatora i nie da się tego inaczej określić; zdolność do zachowania się z powszechnie przyjętymi normami społecznymi znajduje się w ścisłej korelacji ze zdrowiem emocjonalnym)

2. że mamy do czynienia z człowiekiem co najmniej zepsutym, zmanierowanym, który stosuje różne nieczyste chwyty PR-wskie w bezwzględnej walce politycznej

3. obie hipotezy są prawdziwe i obie postawy Palikota mają miejsce w rzeczywistości.

Za trafnością hipotezy nr 2 mogą przemawiać najświeższe, czyli dzisiejsze doniesienia:

"Dz": autorem wybryków Palikota jest firma PR
"Dziennik": Jak mówi jeden z członków władz klubu PO, Platforma podejrzewa, że Janusz Palikot od dawna korzysta z usług firmy PR, która wymyśla jego niektóre wybryki. Partia ma sprawdzić ten wątek. Jeśli okażcie, że wpis o prezydencie na blogu był elementem strategii PR, Palikot może zostać wykluczony z klubu Platformy. Zdaniem specjalisty od marketingu politycznego Eryka Mistewicza, Palikot chciał, poprzez kontrowersyjny wpis na blogu, przykryć publikację o sensacjach jego żony.Palikot o początku swej kariery korzysta z usług doradców od wizerunku. – Byłem przy rozmowie, w której chwalił się, że wynajmuje firmę PR, która doradza mu, jak zwrócić na siebie uwagę – mówi Ireneusz Bryzek, do niedawna poseł PO w Lublinie. – Mówił też, że mottem jego działań jest: nieważne, jak piszą, ważne by nazwiska nie przekręcali – dodaje."
http://wiadomosci.onet.pl/1674237,11,item.html


Nie znaczy to jednak, że pierwsze hipoteza także nie jest słuszna, za czym przemawiałyby kolejne doniesienia o Palikocie:

"Palikot sms-em odwołał posiedzenie komisji

Janusz Palikot niespodziewanie odwołał pierwsze, robocze posiedzenie komisji "Przyjazne Państwo" – dowiedział się RMF FM. Oficjalne powody tej decyzji nie są znane. Zdaniem członków komisji, Palikot chce w ten sposób wyciszyć sprawę wpisu na blogu i pytań do prezydenta.Poseł Palikot nie podał powodu odwołania posiedzenia nawet pracownikom Kancelarii Sejmu. Posłom komisji wysłał tylko SMS, że zebrania nie ma. Posłowie z komisji nie mają wątpliwości, że przewodniczący komisji chce wyciszyć sprawę swojego kontrowersyjnego wpisu na blogu. Palikot uniknął także wniosku o swoje odwołanie. - Wniosek o odwołanie przewodniczącego komisji musiałby paść na początku posiedzenia - mówi Paweł Poncyliusz. Poseł PiS jest zdziwiony rejteradą Palikota, który sam niszczy swój ambitny plan – 100 komisji w 100 dni. - Z tych 100 komisji zrobi się tylko 90 - zaznacza Poncyliusz.Dziś komisja miała odbyć aż trzy ważne spotkania – z przedstawicielami Banku Światowego, Narodowego Banku Polskiego i przedsiębiorcami.Pierwsze posiedzenie „Przyjaznego Państwa”, które ma likwidować absurdalne przepisy, odbędzie się najwcześniej za tydzień. Janusz Palikot nie potwierdził jednak tej daty w sejmowej kancelarii."
http://wiadomosci.onet.pl/1674340,11,item.html

Czy wyobrażacie sobie Państwo, że stać by Was było na takie posunięcie, do jakiego uciekł się poseł Palikot? Czy uczynilibyście to u siebie w pracy? Czy wyobrażacie siebie w sytuacji, że jesteście inicjatorami jakiejś akcji, jakiegoś projektu, programu, poruszacie w związku z tym "niebo i ziemię", zawracacie głowę swojemu szefowi, angażujecie do planu całą batalię ludzi, w końcu ustalacie termin spotkania/konferencji/zebrania z ważnymi i znaczącymi osobami, po czym nie stawiacie się w wyznaczonym terminie, a swoich szefów/zakład pracy informujecie zaledwie krótkim, lakonicznym SMS-em: "Zebrania nie ma", nie podając przy tym powodu swej nieobecności?

Dziwna jest ta komisja "Przyjazne Państwo", autorstwa posła Palikota, która dziwnym trafem jakoś mało przyjaźnie odniosła się dzisiaj do przedstawicieli Banku Światowego, Narodowego Banku Polskiego i przedsiębiorców:) A co z drogocennym czasem, energią i przeformułowanymi planami zaproszonych gości, którzy zapewne daremnie nastawili się, przygotowali, a może i specjalnie przybyli do Warszawy na zebranie, organizowane przez tak "poważnego" polityka?

Nieautentyczną personą jest dla mnie także poseł Zbigniew Chlebowski, który w swoim videoblogu w równie przedziwny sposób broni Palikota, atakując przy tym samego pokrzywdzonego - Prezydenta Polskiej Rzeczpospolitej. Zrzuca on WINĘ na Prezydenta za brak pomysłów w zakresie reformy służby zdrowia (bo samemu jest się MIERNYM, NIEZBYT BYSTRYM i MAŁOKREATYWNYM?), po czym dziwi się niebywale, czemu Prezydent jest taki obrażalski, skoro Palikot przeprosił w końcu głowę państwa; gdy tymczasem po przeprosinach, poseł dalej uporczywie Go obraża, ponownie pytając się: czy Lech Kaczyńskich jest alkoholikiem?
Że mamy tu do czynienia z typowym odwracaniem "kota ogonem", czyli odwracaniem uwagi opinii społecznej od oceny działań polityków PO, chyba zdrowo myślący człowiek nie ma wątpliwości. Przy takiej wypowiedzi, można się pokusić o przypuszczenie, że albo Chlebowski sam jest kimś pokroju Palikota, albo najzwyczajniej zachowuje się nieetycznie, czyli manipuluje, daje Polakom do zrozumienia, że ma do czynienia z CIEMNYM LUDEM, który nic nie rozumie, nie potrafi właściwie oceniać faktów, bądź ludem, który nie jest zorientowanym, w bieżących wydarzeniach polityczno - społecznych. O pewnym podobieństwie Chlebowskiego do Palikota mogą świadczyć cytowane już przeze mnie jego słowa: "prezes PiS Jarosław Kaczyński nie wyleczył się z "traumy powyborczej" i wciąż ma "problemy emocjonalne".

Patrząc na te i inne wybryki polskich polityków, zwłaszcza PO, którzy wydawałoby się powinni świecić wzorem dyplomaty europejskiego, zachowywać się zgodnie ze swoją rolą - a więc dbać o wizerunek człowieka poważnego, inteligentnego, dojrzałego, zrównoważonego, odpowiedzialnego, wiarygodnego i kulturalnego - nasuwają się następujące WNIOSKI:

- albo kandydatów do sejmu, senatu i rządu należałoby uprzednio poddawać jakimś testom psychologicznym,
- albo jak najszybciej odsuwać od czynnego życia politycznego w kraju wszystkich tych polityków, które w ewidentny sposób nagminnie łamią powszechnie przyjęte zasady dobrego współżycia społecznego.

Tak nie może być, by miliony Polaków, a zwłaszcza tysiące młodych ludzi przypatrywało się aspołecznym zachowaniom ludzi na świeczniku, a następnie wychodziło w świat z następującym przekonaniem: "Wolno mi kłamać, manipulować, być chamskim, agresywnym, a nawet zachowywać się jak człowiek niepoczytalny, bo to jest najlepsza, a zarazem najkrótsza droga do tego, by zrobić karierę, wspiąć się na wyżyny społeczne. Skoro tak robią znani i "dorośli" politycy, to czemu ja nie miałbym tak samo postępować?".

Tak wygląda sposób na szybką karierę w Polsce XXI wieku. W czasach PRL-u młodych uczono, że do szybkich sukcesów dochodzi się, wstępując do PZPR-u, a w czasach nam współczesnych - stosując nieczystą grę i łamiąc ogólnie przyjęte normy i ZDROWE obyczaje. "Przykład idzie z góry!" , tak powiadają psychologowie, psychiatrzy, czy pedagodzy. Nie dziwi więc, że wszystkie formy zachowania ludzi ze świecznika, przekazywane drogą medialną, przenoszone są na niższe szczeble struktury polskiej społeczności, a język polityków udziela się ich wyborcom, czego nagminne przykłady można zaobserwować na różnych forach internetowych, choćby polityczni.pl, onet.pl, czy Salon24.

Czy wszystko to służy zdrowiu Polaków? Czy savoir - vivre w wydaniu polskich polityków i młodzieży polskiej, identyfikującej się z Donaldem Tuskiem, Zbigniewem Chlebowskim, Januszem Palikotem, Stefanem Niesiołowskim, profesorem Bartoszewskim oraz Lechem Wałęsą to wzory, a zarazem wyraz wybitnej kultury osobistej, Inteligencji Społecznej i Emocjonalnej, czy może czegoś przeciwnego? Na te pytania odpowiedzcie sobie Państwo sami...

2008-01-09

Kto rządzi Polską czyli rozważania etyczno - psychologiczne

Z coraz to większym trudem znoszę coraz to nowsze doniesienia o pracy władz, które zafundowała sobie częśc polskich wyborców. Kiedy patrzy się, jak ludzie odpowiedzialni za śmierć ks. Popiełuszki i wielu innych Polaków, walczących o Wolność, Dobro i Prawdę dla naszego kraju, próbują nam wciskać do głów normy etyczne, uważają się za bardziej etycznych od samego Boga, to skręcają się we mnie wszystkie wnętrzności.

Jakiś czas temu postawiłam diagnozę ludziom wybranych opcji politycznych (głównie PO i LiD -u) i widzę, że byłam bliska rzeczywistości:

"Po stronie lewicy można zaobserwować przewagę jednostek psychopatycznych oraz osobowości zależnych, o nieukształtowanym poczuciu tożsamości płciowej, zatarciu granic psychologicznych".

Osobom mniej zorientowanym w terminologii psychologicznej, pragnę przypomnieć, iż jednym z przejawów zatarcia granic psychologicznych jest zacieranie granic pomiędzy tym, co rzeczywiste, a tym co fantastyczne. Ludzie o niewłaściwie uformowanej osobowości, czy cierpiący na różne postaci psychozy, mają w mniejszym bądź większym stopniu, trudności we właściwym ocenianiu zaistniałych zdarzeń i przyznwaniu im oceny DOBREJ, bądź ZŁEJ. Zwykle mają spore problemy z internalizacją norm etycznych, a w konsekwencji z nazywaniem i rozróżnianiem tego, czym DOBRO, a czym ZŁO jest.

Zjawisko to ma owczywiście swoje korzenie we wczesnym dzieciństwie, kiedy to za formowanie się struktury osobowości dziecka odpowiedzialność biorą rodzice, jako główni nauczyciele wszelkich norm, powszechnie przyjętych i obowiązujących w społeczeństwach cywilizowanych. Zwykle rodzice dzieci zaburzonych albo w ogóle nie stanowią żadnego wzorca dla młodego człowieka, ponieważ w ogóle lub słabo się nim interesują, albo przekazują mu sprzeczne sygnały odnośnie tej samej normy: często czynią tak, że w jednym przypadku za to samo zachowanie nagradzają, innym zaś - karzą; w rezultacie dziecko nie potrafi zaakomodować właściwie przytoczonych tu pojęć (dobro - zło); jest zdezorientowane i ogłupiałe.

Problemy z rozumieniem pojęć etycznych mają także osoby, które wychowały się w tzw. rodzinach, stosujących liberalny styl wychowania, które dają dziecku na życie następujący przekaz: "bierz co chcesz, rób co chcesz, wolno ci robić to na co masz ochotę, daję ci prawdziwą wolność". Oczywiście nie trzeba tu zbytnio wyjaśniać, że typ rodzica liberalnego, to żaden rodzic, bo w ogóle nie interesuje się swoim podopiecznym, a wymyśloną przez siebie metodę wychowawczą stosuje jako wybieg, zwalniający go od trudu wychowywania dziecka. Ostatecznie człowiek, wychodzący w świat z tak liberalnej rodziny, nosi w sobie wyobrażenie, iż DOBREM jest tylko to, co zaspokaja wszystkie jego zachcianki, natomiast ZŁEM - to, co godzi w jego egoistyczne interesy.

W końcu są rodziny, w których rodzice, sami posiadający problemy z rozróżnianiem zła od dobra, uznają się za jedynie słuszne autorytety w zakresie zasad etyki i jednocześnie uznają się za autorów jedynie słusznych norm- zbiorów zasad moralnych. Stawiają się wyżej od samego Boga, a tworząc własny kodeks etyczny, czynią starszliwy młyn w głowach nieukształtowanego dziecka. Z takim przykładem spotkałam się na wspominanych już przeze mnie szkoleniach PTP. Była tam kursantka, której ojciec - ateista i aktywny członek PZPR-u - nakłaniał żonę (a matkę kursantki) do robienia skrobanek w ramach tzw. antykoncepcji (w ówczesnych czasach tzw. pigułki nie były w powszechnym użyciu), a gdy ta przestała być w jego rozumieniu kobietą (w wieku 40 lat zachorowała na raka narządów rodnych, a później zaczęła chorować psychicznie; do dziś jest pod stałą opieką psychiatrów) zaczął dobierać się do swojej córki. Nie trzeba więc chyba dużego wysiłku umysłowego, by stwierdzić, iż u tego pana wyraźnie pozacierały się granice psychologiczne...

Z dzisiejszych wiadomosci dowiadujemy się, iż szef Komisji Etyki Poselskiej - Sławomir Rybicki (PO) na wniosek Napieralskiego (SLD - przypominam środowisko ateistów) wykluczył Beatę Kempę ze składu Komisji Etyki, za nieetyczne zachowanie, bo nazwała ZŁEM postawy posłów SLD i PO domagających się wyjaśnienia śmierci Barbary Blidy, podczas gdy ci pierwsi są odpowiedzialni za ZŁO, jakim było odebranie sobie życia przez Barbarę Blidę! Posłanka uświadomiła im ich własną hipokryzję i zacieranie granic między tym, co na prawdę jest ZŁEM, a co DOBREM. Do mechanizmu "odwracania kota ogonem", czyli zacierania granic pomiędzy tymi pojęciami, dołączył się sam przewodniczący Komisji Etyki!!!

Oto, co dowiadujemy się z ostatnich doniesień:

Kempa wykluczona z komisji etyki

Komisja Etyki Poselskiej zdecydowała o "zwróceniu uwagi" posłance PiS Beacie Kempie w związku z jej wypowiedziami podczas sejmowej debaty nad wnioskiem o powołanie komisji śledczej ws. okoliczności śmierci Barbary Blidy - poinformował szef komisji Sławomir Rybicki (PO). Rybicki dodał, że zwrócenie uwagi Kempie skutkuje jednocześnie wykluczeniem jej ze składu Komisji Etyki. - Może się od tej decyzji odwołać do Prezydium Sejmu. Ma na to dwa tygodnie - dodał szef komisji. Skargę na posłankę PiS do Komisji Etyki złożył sekretarz generalny SLD Grzegorz Napieralski. Ma ona związek z wypowiedzią Kempy, że "środowisko SLD jest moralnie odpowiedzialne" za śmierć Barbary Blidy.
- Wobec bulwersującej wypowiedzi w trakcie sejmowej debaty (6 listopada) nad wnioskiem LiD o powołanie komisji śledczej w sprawie okoliczności tragicznej śmierci byłej posłanki Barbary Blidy, w której posłanka Beata Kempa dokonała oceny, że "środowisko SLD jest moralnie odpowiedzialne za tę tragedię, bo dopuszczało do takich kontaktów, do takiego procederu" - nie można pozostać obojętnym - napisał w skardze Napieralski.W jego ocenie, zachowanie Kempy godzi w dobre imię Sejmu i narusza art. 6 Zasad Etyki Poselskiej - artykuł ten mówi, że poseł powinien unikać zachowań, które mogą godzić w dobre imię Sejmu i powinien szanować godność innych osób.

Kiedy na to wszystko patrzę, ogarnia mnie przerażenie! Strukltura osobowości polityków PO jest bliska strukturze osobowości polityków SLD, a Polską rządzi kto? Liczę na Twą inteligencję Czytelniku Drogi...