Pokazywanie postów oznaczonych etykietą politycy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą politycy. Pokaż wszystkie posty

2008-07-21

Marek Suski - Ludwik Dorn, czyli jak się nie komunikować.

Wczoraj dużym rozgłosem na wielu portalach internetowych "odbił się" wpis Ludwika Dorna o tzw. "ubolewaniu". Jak okazało się autor ubolewał z powodu słów, jakie wypowiedział pod jego adresem Marek Suski w wywiadzie z Żakowskim w Radiu TOK FM (18 lipca): „Ludwik Dorn jako osoba o niezwykłej inteligencji wykazuje pewne cechy autystyczne”.

Pan Ludwik Dorn poczuł się urażony określeniem "autystyczny" i w związku z powyższym napisał obszerny komentarz w blogu na dwóch portalach: Salonie24 i onecie. Stwierdził, że porównanie go do "autystyka", jest określeniem obraźliwym i poniżającym, co nie pohamowało go jednak od napisania Suskiemu riposty w podobnym, a może i jeszcze ostrzejszym tonie:

"Nie komentowałbym w żaden sposób stwierdzeń pana posła Suskiego na mój temat, gdyby był,tak jak ja, szeregowym posłem i szeregowym członkiem partii. Jednakże pan poseł Suski należy do bardzo elitarnego grona najważniejszych i najbardziej wpływowych polityków Prawa i Sprawiedliwości. Jest prezesem okręgowym partii, członkiem ścisłego Prezydium Klubu Parlamentarnego i rzecznikiem dyscypliny klubowej, odpowiada za przygotowanie programu PiS w dziedzinie stosunków i przekształceń własnościowych, a od stycznia jest członkiem Komitetu Politycznego - najważniejszej instancji mojej partii, podejmującej kluczowe i strategiczne decyzje.

Autyzm to ciężka choroba psychiczna o podłożu neurologicznym, skomplikowany zespół upośledzenia rozwoju, w którym istotną rolę odgrywa funkcjonowanie mózgu. Wyrażam ubolewanie, że w gronie kilkunastu osób podejmujących decyzje bezpośrednio brzemienne w skutki dla mojej partii, a przez to, pośrednio, dla mojego kraju, są osoby,którym inteligencja niejako automatycznie kojarzy się z ciężkim schorzeniem psychicznym. Mam nadzieję, że wśród członków PiS nie jestem w tym ubolewaniu osamotniony
."
Odnoszę wrażenie, że mamy tu kolejny przykład na wadliwą komunikację w "rodzinie". Psychologowie twierdza, że główną przyczyną rozpadu różnych związków,są błędy komunikacyjne,popełniane przez obie strony - jeden urazi "ego" drugiego, urażony urazi "ego" pierwszego, pierwszy znów urazi "ego" drugiego, aż temperatura wzajemnej niechęci i wrogości urasta do tego stopnia, że dochodzi do rozpadu związku, czy grupy społecznej. Taką formę komunikacji określa się mianem komunikacji skrzyżowanej .


Z punktu widzenia analizy transakcyjnej Erica Berna "dla zdrowia psychicznego ważne jest pozytywne ocenianie zarówno własnej osoby, jak i otoczenia społecznego. Patologia natomiast charakteryzuje się odmiennym sposobem wartościowania siebie (pozytywnie lub negatywnie) niż innych ludzi bądź przypisywania ujemnego znaczenia zarówno własnej osobie, jak i otoczeniu społecznemu (Harris,1979). Wzory emocjonalne również kształtowane są na podstawie doświadczeń wyniesionych z kontaktów z rodzicami"*.

Jak twierdzą psychoterapeuci: "Transakcje równoległe są źródłem wzajemnej satysfakcji, prowadzą do porozumienia. Natomiast konflikty i dyssatysfakcję wywołują transakcje skrzyżowane. tj. takie, w których dwie osoby komunikują się, aktywizując odmienne stany ego"*. Przykładowo, jeden wypowiada się z pozycji "rodzica", drugi z pozycji "dziecka", albo "dorosłego".

Do czego zmierza tzw. komunikacja/transakcja skrzyżowana? Ano: "W rezultacie transakcje skrzyżowane prowadzą do "gier". "Gra", w ujęciu analizy transakcyjnej, jest interakcją z ukrytą pułapką. Polega na wymianie komunikatów, w której oprócz treści wyrażonych explicite (określanych jako poziom społeczny komunikatu) zawarte są impulsy ukryte (zwane psychologicznym poziomem komunikatu). Uczestnicy "gry" powodowani są motywacją nieświadomą - zmierzają do pokonania przeciwnika i przeżycia satysfakcji z jego upokorzenia. Z pozoru, na poziomie społecznym, "gry" są bez zarzutu, lecz w gruncie rzeczy są nieuczciwe. Polegają bowiem na manipulowaniu partnerem interakcji (Berne, 1987). "Gry" cechuje destrukcyjność; prowadzą one do ostrych konfliktów, dyssatysfakcji, a w rezultacie do przerwania komunikacji".

Moim zdaniem, główną przyczyną konfliktów między politykami i ciągłego rozpadu partii, czy trudności w tworzeniu koalicji, jest stosowanie w kontaktach społecznych komunikacji skrzyżowanej. Proszę się zatem nie dziwić, że Santorski wypowiada się o politykach w następujący sposób: "Dzisiaj jest czas dla innych ludzi. Powyżej pewnego poziomu stresu osoba neurotyczna zaburza się,psychopatyczna zaś mobilizuje i "czuje, że żyje". Dziś nie ma miejsca dla narcyzów "neurotycznych", ale dla "psychopatycznych". Dla nich problem z własnym "ja" nie polega na tym, że trzaskają drzwiami, gdy ktoś ich obrazi.Oni kombinują, jak wrócić na to miejsce przez okno.Godność? Bez przesady.Raczej władza! "**. Oczywiście pod pojęciem "narcyzów neurotycznych" autor miał na myśli prawicę, a pod pojęciem "narcyzów psychopatycznych" - lewicę. Konsekwencją takich, a nie innych zdarzeń wśród polityków, jest później to, że tzw. autorytety w dziedzinie psychologicznej wypowiadają się o nich w taki, a nie inny sposób, a później powielają to w WYPACZONY sposób PO-wcy, SLD-wcy, a ostatnio coraz częściej niektórzy ludzie z PiS-u. Różnica jednak między psychologiem a politykiem, jest taka , że ten pierwszy "diagnozuje" zastany stan rzeczy z myślą o naprawie polskiej rzeczywistości, a "drugi" - używa "etykiet" psychiatrycznych/neurologicznych, w celu poniżenia i niszczenia "partnera" dyskusji.

Niechaj więc opisany wyżej incydent między politykami, posłuży do wyciągnięcia następujących WNIOSKÓW: jedynym i najlepszym PR-em dla polityka jest zmiana stylu komunikacji; chcesz podtrzymać relacje? chcesz zdobyć sympatię innych osób? bądź asertywnym.


Przypisy:

*L. Grzesiuk (red.), Psychoterapia. Teoria. Podręcznik akademicki, Warszawa 2005, s.222 - 223.
** J. Santorski, Jak żyć żeby nie zwariować, Warszawa 1997, s. 28

2008-03-16

Krótka a spontaniczna notka o Kazimierzu Ujazdowskim i Marku Jurku. BRAWO DLA KISIELA!

(kt) Przeczytałam dzisiaj komentarz Kisiela, skierowany do Kazimierza Ujazdowskiego i biję mu WIELKIE BRAWA! Tak właśnie od pewnego czasu odbierałam Ujazdowskiego,Zalewskiego, czy Marka Jurka. Zwłaszcza tego ostatniego, którego słowa miałam możność usłyszeć kilka dni temu w "Rozmowach niedokończonych" oraz w wywiadzie telefonicznym, którego udzielił dla "Radia Maryja". Dziwiłam się, jak ten człowiek, który uważa się za KATOLIKA i twardego obrońcę wartości chrześcijańskich, może tak po niechrześcijańsku odnosić się do Gosiewskiego, czy wypowiadać się agresywnie na oczach tysięcy słuchaczy o niedawnych kolegach z PiS-u. Pomyślałam wówczas, że ten człowiek niczym nie różni się w swej retoryce od polityków PO.

Kolejny raz czuję zażenowanie, gdy kolejny polityk, mając Polaków za głupców, ZAKŁADA MASKĘ człowieka głęboko wierzącego/ praktykującego, używającego słów Biblii, czy autorytetów Kościoła dla KRWIOŻERCZEJ i pozbawionej zasad FAIR PLAY walki o wpływy i WŁADZĘ! Widzę, że ostatnio powoływanie się na słowa Jana Pawła II stało się w niezwykłe modne nie tylko wśród polityków PO i PSL, ale także wśród osób, które jeszcze niedawno deklarowało PRZYJAŹŃ do PiS-u. Czyżby to jedna z technik PR - u? Kolejna fasada, pod która kryją się ogromne pokłady nienawiści, wrogości, pychy i chciwości?

A oto obiecany fragment wypowiedzi Kisiela, skierowanej do Ujazdowskiego i pośrednio także do Marka Jurka:

"Być może Pan tego nie dostrzega,

ale zarówno z Pańskiego tekstu jak i z wypowiedzi Marka Jurka, czy Pawła Zalewskiego przebija żenująca małość. O klasie człowieka/polityka świadczy m.in. to jak odnosi się do dawnych kolegów, sojuszników i jakiej sprawie służy.


Pomijam już to, że Jarosław Kaczyński ma absolutną rację nie ufając różowo-czerwonym i starając się zapewnić nienaruszalność umowy traktatowej (przypominam, że układ PO-LiD-PSL dał sygnał 20 grudnia 2007 r., przegłosowując uchwałę z akapitem o bliskiej rezygnacji z protokołu brytyjskiego, do czego zmierza, a Pan zarzuca PiSowi partyjniactwo!). Skandal Panie Ujazdowski.

Ale to dobrze. Mamy okazję sprawdzić każdego z was. Takie sytuacje są niczym papierek lakmusowy. Niepotrzebnie się Pan trudzi z Dudkiewiczem i Rokitą. Niczym się od platformersów nie różnicie. Jarosław Kaczyński to jednak mądry człowiek, odsiewa plewy od ziarna. "

Panie Kisielu, pozdrawiam.

A Panu Ujazdowskiemu pozwolę sobie przypomnieć cytat z jego strony:
"Forma i metoda mówią nam czasem więcej niż poglądy".

/Stefan Kisielewski/

2008-01-16

Polityczny savoir-vivre a zdrowie emocjonalne polityków polskich

(kt) Czym jest savoir-vivre i jakie są jego związki z inteligencją emocjonalną i społeczną polityka, to główny motyw przewodni dzisiejszego posta.

Zacznijmy od definicji savoir-vivr'u.
Z polskiego wydania encyklopedii internetowej, tj. Wikipedii dowiadujemy się:

"Savoir-vivre czyli ogłada, dobre maniery, bon-ton, konwenans towarzyski, kindersztuba; znajomość obowiązujących zwyczajów, form towarzyskich i reguł grzeczności obowiązujących w danej grupie.

Wyrażenie Savoir-vivre pochodzi z języka francuskiego i jest złożeniem dwóch czasowników w formie bezokolicznika. Savoir znaczy wiedzieć, za to vivre znaczy po prostu żyć. Stąd savoir-vivre przetłumaczyć można jako sztuka życia. Wzięte razem, tworzą popularny splot słów, który można rozumieć jako: 1 – znajomość obyczajów i form towarzyskich, reguł grzeczności; 2 – umiejętność postępowania w życiu i radzenia sobie w różnych trudnych sytuacjach.

Zasady savoir-vivre'u dotyczą przede wszystkim kilku głównych dziedzin życia:

- nakrywania, podawania do stołu i jedzenia,
- wyglądu, prezencji (np. postawy, higieny) i właściwego ubioru,
- form towarzyskich (np. w miejscu pracy, w rodzinie, na przyjęciach),
- komunikacji (także telefonicznej i internetowej),
- zachowania się w szczególnych sytuacjach..

Anglicy zawarli złote zasady dobrego zachowania w przewrotnym akronimie "IMPACT" (wstrząs), utworzonym od wyrazów:

- Integrity – prawość,
- Manners – maniery,
- Personality – osobowość,
- Appearance – wygląd zewnętrzny,
- Consideration – wzgląd na innych,
- Tact – takt."

Z kolei z tej samej encyklopedii wynika, iż Inteligencja Emocjonalna, inaczej EQ [ang.] Emotional Quotient , to "kompetencje osobiste człowieka w rozumieniu zdolności rozpoznawania stanów emocjonalnych własnych oraz innych osób, jak też zdolności używania własnych emocji i radzenia sobie ze stanami emocjonalnymi innych osób.

Kompetencje zaliczane do inteligencji emocjonalnej, to zdolności komplementarne w stosunku do
inteligencji racjonalnej, rozumianej jako umiejętności czysto intelektualne, analityczne i abstrakcyjne, mierzone ilorazem inteligencji, i wyrażane wskaźnikiem IQ [ang.] Intelligence Quotient.

Do inteligencji emocjonalnej zalicza się trzy główne grupy kompetencji:

KOMPETENCJE PSYCHOLOGICZNE (relacje z samym sobą)

Samoświadomość: umiejętność rozpoznawania własnych stanów emocjonalnych, wiedza o własnych uczuciach, wartościach, preferencjach, możliwościach i ocenach intuicyjnych, czyli świadomość emocjonalna.
Samoocena: poczucie własnej wartości, wiara we własne siły, świadomość swoich możliwości, umiejętności oraz swoich ograniczeń; umiejętność doświadczania własnej osoby niezależnie od sądów innych ludzi.
Samokontrola: zdolność świadomego reagowania na bodźce zewnętrzne; umiejętność radzenia sobie ze stresem i kształtowania własnych emocji w zgodzie z samym sobą, z własnymi normami, zasadami oraz wyznawanymi wartościami.

KOMPETENCJE SPOŁECZNE (relacje z innymi)

Empatia: umiejętność doświadczania stanów emocjonalnych innych, uświadamianie sobie uczuć, potrzeb i wartości wyznawanych przez innych, czyli rozumienie innych, wrażliwość na odczucia innych; postawa nastawiona na pomaganie i wspieranie innych osób; zdolność odczuwania i rozumienia relacji społecznych.
Asertywność: posiadanie i wyrażanie własnego zdania oraz bezpośrednie, otwarte wyrażanie emocji, postaw oraz wyznawanych wartości w granicach nie naruszających praw i psychicznego terytorium innych osób; zdolność obrony własnych praw w sytuacjach społecznych bez naruszania praw innych osób do ich obrony.
Perswazja: umiejętność wzbudzania u innych pożądanych zachowań i reakcji, czyli wpływania na innych; umiejętność pozyskiwania innych na rzecz porozumienia, zdolność łagodzenia konfliktów.
Przywództwo: zdolność tworzenia wizji i pobudzania ludzkiej motywacji do jej realizacji; zdolność zjednywania sobie zwolenników.
Współpraca: zdolność tworzenia więzi i współdziałania z innymi, umiejętność pracy w grupie na rzecz osiągania wspólnych celów, umiejętność zespołowego wykonywania zadań i wspólnego rozwiązywania problemów.

KOMPETENCJE PRAKSEOLOGICZNE (inaczej kompetencje działania - nasz stosunek do zadań, wyzwań i działań)

Motywacja: własne zaangażowanie, skłonności emocjonalne, które prowadzą do nowych celów lub ułatwiają ich osiągnięcie, czyli dążenie do osiągnięć, inicjatywa i optymizm.
Zdolności adaptacyjne: umiejętność panowania nad swoimi stanami wewnętrznymi; zdolność radzenia sobie w zmieniającym się środowisku, elastyczność w dostosowywaniu się do zmian w otoczeniu, zdolność działania i podejmowania decyzji pod wpływem stresu.
Sumienność: zdolność przyjmowania odpowiedzialności za zadania i wykonywanie zadań; umiejętność czerpania zadowolenia z wykonywanych obowiązków; konsekwencja w działaniu, w zgodzie z przyjętymi przez siebie standardami."

Nierozerwalnie z Inteligencją Emocjonalną związana jest Inteligencja Społeczna. W dużym skrócie można ją określić, jako "zdolność społecznego przystosowania i wywierania wpływu na środowisko, sztuka nawiązywania pozytywnych, obustronnie satysfakcjonujących relacji interpersonalnych w codziennych kontaktach".

Inteligencja społeczna polega na stosownym doborze zachowania i sposobu komunikacji, co w sytuacjach związanych z negatywnymi emocjami bywa trudne. Stosowność w tym wypadku to nie tylko osiągnięcie celu, do jakiego komunikacja jest środkiem, ale przede wszystkim stopień, w jakim odbiorca komunikatu nie zniekształca intencji jego nadawcy. Inteligencja interpersonalna jest więc także umiejętnością radzenia sobie z konfliktami interpersonalnymi i łatwością współdziałania z innymi.Inteligencja społeczna wiąże się z inteligencją emocjonalną, na którą, oprócz umiejętności społecznych, składają się zdolność samokontroli, samokreacji i wglądu we własne emocje."

Po zapoznaniu się z powyższymi definicjami nietrudno zauważyć, iż sztuka życia, jaką jest savoir -vivre, czyli znajomość obyczajów i form towarzyskich, reguł grzeczności umiejętność postępowania w życiu i radzenia sobie w różnych trudnych sytuacjach to znajomość i rozumienie reguł społecznych, które są warunkiem inteligencji społecznej. Z kolei takie cnoty, jak: uśmiech, uprzejmość, życzliwość, dyskrecja, czy grzeczność, to komponenty Inteligencji Emocjonalnej, i są wyrazem takich zdolności, jak: empatia, czy asertywność. Punktualność zaś, jako kolejna zmienna określająca cechy człowieka dobrze wychowanego, w świetle wiedzy klinicznej, rozumiana jest jako przejaw zdrowia emocjonalnego. Człowiek zdrowy "chodzi jak zegarek", jest dobrze zorganizowany, uporządkowany, zdyscyplinowany, w pełni panuje nad swą aktywnością, czyli sprawnie kontroluje i kieruje własnym życiem.

Jak wszystkie te cechy mają się do naszych polskich polityków, zwłaszcza tych, o których ostatnio głośno jest w mediach, tych którzy pełnią istotne i znaczące role w codziennych realiach politycznych? Nie ukrywam, iż od pewnego czasu uważam, że w polskim życiu publicznym dzieje się bardzo źle, a zasady dobrych manier i obyczajów wśród znanych nam postaci widoczne są w stanie szczątkowym. Czy pozostaje to bez związku ze stanem emocjonalnym, a dokładnie Inteligencją Emocjonalną i Inteligencją Społeczną? Spróbujcie ocenić Państwo sami.

Od kiedy zaczęłam systematycznie śledzić i analizować różne wydarzenia polityczno - społeczne w naszym kraju, nie mogę się wręcz opędzić od refleksji, a przy okazji przytaknąć Jackowi Santorskiemu (temu oczywiście z lat 90-tych), że Polacy, w tym politycy stanowią naród rozregulowany. Nie przeczę, że gdy czytałam doniesienia, iż w latach 90-tych 90% społeczeństwa naszego znajdowało się na pograniczu nerwic i cięższych zaburzeń, to liczyłam, że do czasów nam współczesnych będzie już inaczej. Może być tylko lepiej. Nastąpi stabilizacja, Polacy, zwłaszcza ci z budżetówki, będą b-j zadowoleni, ugruntowani, wewnętrznie ustabilizowani, lepiej będą się do siebie odnosić, a politycy różnych opcji politycznych zaczną wreszcie dobrze ze sobą koegzystować. Jednym słowem zapanuje harmonia, spokój, względne zadowolenie, a wśród Polaków znacznie podskoczą wskaźniki ilorazu IE (EQ) oraz IS, czyli inaczej wzrośnie poziom kultury osobistej.

Niestety, konfrontacja rzeczywistości z opisanymi wyżej IDEAŁAMI wnosi ze sobą bardzo przygnębiające wyniki i wszystko wskazuje, że wraz z dojściem do władz Tuska i jego ludzi, nastąpił regres, że historia zatoczyła krąg i cofnęliśmy się do początków lat 90-tych. Widać to nie tylko na podstawie składu rządu oraz stylu uprawianej polityki, przypominającej do złudzenia czasy, kiedy to obalono rząd Olszewskiego, ale także po tym, jak wygląda język życia publicznego, forma przekazów medialnych, zachowania i postawy polityków.

Przykładów na niski poziom kompetencji społecznych znanych nam postaci publicznych, często oficjalnie uznawanych za "autorytety", można by mnożyć, choćby cytując ostatnie wypowiedzi "autorytetu" - profesora/ nie profesora -Bartoszewskiego -, czy naszego drogiego "mędrca" - Lecha Wałęsy.

Kolejnym i jakże niezwykle wyrazistym przykładem wątpliwej kultury tzw. ludzi ze świecznika jest poseł PO - Janusz Palikot. Wszyscy dobrze znamy tego człowieka z jego dziwacznych i ekscentrycznych zachowań: z afiszowania się z koszulką z napisem: "Jestem gejem, jestem z SLD", albo z organizowania konferencji, na której wymachuje na oczach milionów widzów sztucznym penisem, czy nawołuje środowiska kościelne do zniszczenia o. Rydzyka i środowiska "Radia Maryja", tylko dlatego, żeby politycy PO mogli sobie spokojnie porządzić . Czy zachowanie takie oraz równie dziwaczny sposób ubierania się posła, harmonizuje z ogólnie przyjętym wizerunkiem polityka, dyplomaty - z krótko przyciętymi włosami (jak przystało na prawdziwego mężczyznę), schludnym i dobrze skrojonym garniturem, opanowanym zachowaniem i składnym i kulturalnym językiem wypowiedzi? Z całą pewnością nie. Jak już zdążyliśmy zauważyć, poseł Palikot już wielokrotnie wypadał ze swojej roli, i wszystko wskazuje, że zachowania swe będzie dalej utrwalać.

Szczytem dotychczasowych "wystąpień" Palikota był jeden z jego ostatnich wpisów blogowych, w którym napisał: "Muszę postawić te pytania. I wolę zrobić to publicznie, a nie w formie plotek na politycznych korytarzach. Sprawa dotyczy przecież głowy państwa, zaś informacje powielane w dziesiątkach rozmów ? z udziałem najważniejszych polskich polityków ? brzmią bardzo poważnie i niepokojąco. Czy prezydent Lech Kaczyński nadużywa alkoholu? Czy prawdą jest, że jego pobyty w szpitalach mają związek z terapią antyalkoholową? Czy ucieczki do Juraty i czerwone wino to nie środki terapeutyczne, stosowane przezeń w reakcji na problemy w relacjach rodzinnych z bratem i matką? Czy w takiej sytuacji, w takim kontekście, prezydent nie traktuje prowadzonej przez siebie polityki jako formy reagowania na osobiste urazy?". Po czym stwierdza obłudnie, jakby udając, że to co robi, to nie jest zwykła plotka, która jest elementem zakulisowej nieczystej gry politycznej, tylko pytaniem w słusznej sprawie zatroskanego obywatela o stan głowy Prezydenta: "Stawiam te pytania, gdyż w nieformalnych rozmowach stawia je duża część środowiska politycznego, mniej lub bardziej złośliwie, z mniejszym lub większym niepokojem przyglądając się prezydenturze Kaczyńskiego. Ale czym innym jest używanie tych pytań do zakulisowej walki politycznej, w której plotka jest silnym narzędziem, czymś innym zaś publiczne ich postawienie ? w oczekiwaniu na jednoznaczne, formalne stanowisko Kancelarii Prezydenta i opinię lekarzy dbających o zdrowie głowy państwa. Czy doczekamy wyjaśnień?".

W świetle ogólnodostępnej wiedzy psychologicznej, można by tu pokusić się o trzy hipotezy nt. postaw p. Palikota:

1.że mamy do czynienia z człowiekiem, który stracił kontrolę nad sobą i utracił samokrytycyzm, i w związku z tym nie zdaje sobie sprawy z tego co mówi i jakie niesie konsekwencje jego zachowanie; nie zna zasad dobrych manier, zachowuje się, jak człowiek, który wykazuje jakieś zakłócenia na poziomie emocjonalnym (przepraszam za to określenie, ale tak to wygląda z punktu widzenia obserwatora i nie da się tego inaczej określić; zdolność do zachowania się z powszechnie przyjętymi normami społecznymi znajduje się w ścisłej korelacji ze zdrowiem emocjonalnym)

2. że mamy do czynienia z człowiekiem co najmniej zepsutym, zmanierowanym, który stosuje różne nieczyste chwyty PR-wskie w bezwzględnej walce politycznej

3. obie hipotezy są prawdziwe i obie postawy Palikota mają miejsce w rzeczywistości.

Za trafnością hipotezy nr 2 mogą przemawiać najświeższe, czyli dzisiejsze doniesienia:

"Dz": autorem wybryków Palikota jest firma PR
"Dziennik": Jak mówi jeden z członków władz klubu PO, Platforma podejrzewa, że Janusz Palikot od dawna korzysta z usług firmy PR, która wymyśla jego niektóre wybryki. Partia ma sprawdzić ten wątek. Jeśli okażcie, że wpis o prezydencie na blogu był elementem strategii PR, Palikot może zostać wykluczony z klubu Platformy. Zdaniem specjalisty od marketingu politycznego Eryka Mistewicza, Palikot chciał, poprzez kontrowersyjny wpis na blogu, przykryć publikację o sensacjach jego żony.Palikot o początku swej kariery korzysta z usług doradców od wizerunku. – Byłem przy rozmowie, w której chwalił się, że wynajmuje firmę PR, która doradza mu, jak zwrócić na siebie uwagę – mówi Ireneusz Bryzek, do niedawna poseł PO w Lublinie. – Mówił też, że mottem jego działań jest: nieważne, jak piszą, ważne by nazwiska nie przekręcali – dodaje."
http://wiadomosci.onet.pl/1674237,11,item.html


Nie znaczy to jednak, że pierwsze hipoteza także nie jest słuszna, za czym przemawiałyby kolejne doniesienia o Palikocie:

"Palikot sms-em odwołał posiedzenie komisji

Janusz Palikot niespodziewanie odwołał pierwsze, robocze posiedzenie komisji "Przyjazne Państwo" – dowiedział się RMF FM. Oficjalne powody tej decyzji nie są znane. Zdaniem członków komisji, Palikot chce w ten sposób wyciszyć sprawę wpisu na blogu i pytań do prezydenta.Poseł Palikot nie podał powodu odwołania posiedzenia nawet pracownikom Kancelarii Sejmu. Posłom komisji wysłał tylko SMS, że zebrania nie ma. Posłowie z komisji nie mają wątpliwości, że przewodniczący komisji chce wyciszyć sprawę swojego kontrowersyjnego wpisu na blogu. Palikot uniknął także wniosku o swoje odwołanie. - Wniosek o odwołanie przewodniczącego komisji musiałby paść na początku posiedzenia - mówi Paweł Poncyliusz. Poseł PiS jest zdziwiony rejteradą Palikota, który sam niszczy swój ambitny plan – 100 komisji w 100 dni. - Z tych 100 komisji zrobi się tylko 90 - zaznacza Poncyliusz.Dziś komisja miała odbyć aż trzy ważne spotkania – z przedstawicielami Banku Światowego, Narodowego Banku Polskiego i przedsiębiorcami.Pierwsze posiedzenie „Przyjaznego Państwa”, które ma likwidować absurdalne przepisy, odbędzie się najwcześniej za tydzień. Janusz Palikot nie potwierdził jednak tej daty w sejmowej kancelarii."
http://wiadomosci.onet.pl/1674340,11,item.html

Czy wyobrażacie sobie Państwo, że stać by Was było na takie posunięcie, do jakiego uciekł się poseł Palikot? Czy uczynilibyście to u siebie w pracy? Czy wyobrażacie siebie w sytuacji, że jesteście inicjatorami jakiejś akcji, jakiegoś projektu, programu, poruszacie w związku z tym "niebo i ziemię", zawracacie głowę swojemu szefowi, angażujecie do planu całą batalię ludzi, w końcu ustalacie termin spotkania/konferencji/zebrania z ważnymi i znaczącymi osobami, po czym nie stawiacie się w wyznaczonym terminie, a swoich szefów/zakład pracy informujecie zaledwie krótkim, lakonicznym SMS-em: "Zebrania nie ma", nie podając przy tym powodu swej nieobecności?

Dziwna jest ta komisja "Przyjazne Państwo", autorstwa posła Palikota, która dziwnym trafem jakoś mało przyjaźnie odniosła się dzisiaj do przedstawicieli Banku Światowego, Narodowego Banku Polskiego i przedsiębiorców:) A co z drogocennym czasem, energią i przeformułowanymi planami zaproszonych gości, którzy zapewne daremnie nastawili się, przygotowali, a może i specjalnie przybyli do Warszawy na zebranie, organizowane przez tak "poważnego" polityka?

Nieautentyczną personą jest dla mnie także poseł Zbigniew Chlebowski, który w swoim videoblogu w równie przedziwny sposób broni Palikota, atakując przy tym samego pokrzywdzonego - Prezydenta Polskiej Rzeczpospolitej. Zrzuca on WINĘ na Prezydenta za brak pomysłów w zakresie reformy służby zdrowia (bo samemu jest się MIERNYM, NIEZBYT BYSTRYM i MAŁOKREATYWNYM?), po czym dziwi się niebywale, czemu Prezydent jest taki obrażalski, skoro Palikot przeprosił w końcu głowę państwa; gdy tymczasem po przeprosinach, poseł dalej uporczywie Go obraża, ponownie pytając się: czy Lech Kaczyńskich jest alkoholikiem?
Że mamy tu do czynienia z typowym odwracaniem "kota ogonem", czyli odwracaniem uwagi opinii społecznej od oceny działań polityków PO, chyba zdrowo myślący człowiek nie ma wątpliwości. Przy takiej wypowiedzi, można się pokusić o przypuszczenie, że albo Chlebowski sam jest kimś pokroju Palikota, albo najzwyczajniej zachowuje się nieetycznie, czyli manipuluje, daje Polakom do zrozumienia, że ma do czynienia z CIEMNYM LUDEM, który nic nie rozumie, nie potrafi właściwie oceniać faktów, bądź ludem, który nie jest zorientowanym, w bieżących wydarzeniach polityczno - społecznych. O pewnym podobieństwie Chlebowskiego do Palikota mogą świadczyć cytowane już przeze mnie jego słowa: "prezes PiS Jarosław Kaczyński nie wyleczył się z "traumy powyborczej" i wciąż ma "problemy emocjonalne".

Patrząc na te i inne wybryki polskich polityków, zwłaszcza PO, którzy wydawałoby się powinni świecić wzorem dyplomaty europejskiego, zachowywać się zgodnie ze swoją rolą - a więc dbać o wizerunek człowieka poważnego, inteligentnego, dojrzałego, zrównoważonego, odpowiedzialnego, wiarygodnego i kulturalnego - nasuwają się następujące WNIOSKI:

- albo kandydatów do sejmu, senatu i rządu należałoby uprzednio poddawać jakimś testom psychologicznym,
- albo jak najszybciej odsuwać od czynnego życia politycznego w kraju wszystkich tych polityków, które w ewidentny sposób nagminnie łamią powszechnie przyjęte zasady dobrego współżycia społecznego.

Tak nie może być, by miliony Polaków, a zwłaszcza tysiące młodych ludzi przypatrywało się aspołecznym zachowaniom ludzi na świeczniku, a następnie wychodziło w świat z następującym przekonaniem: "Wolno mi kłamać, manipulować, być chamskim, agresywnym, a nawet zachowywać się jak człowiek niepoczytalny, bo to jest najlepsza, a zarazem najkrótsza droga do tego, by zrobić karierę, wspiąć się na wyżyny społeczne. Skoro tak robią znani i "dorośli" politycy, to czemu ja nie miałbym tak samo postępować?".

Tak wygląda sposób na szybką karierę w Polsce XXI wieku. W czasach PRL-u młodych uczono, że do szybkich sukcesów dochodzi się, wstępując do PZPR-u, a w czasach nam współczesnych - stosując nieczystą grę i łamiąc ogólnie przyjęte normy i ZDROWE obyczaje. "Przykład idzie z góry!" , tak powiadają psychologowie, psychiatrzy, czy pedagodzy. Nie dziwi więc, że wszystkie formy zachowania ludzi ze świecznika, przekazywane drogą medialną, przenoszone są na niższe szczeble struktury polskiej społeczności, a język polityków udziela się ich wyborcom, czego nagminne przykłady można zaobserwować na różnych forach internetowych, choćby polityczni.pl, onet.pl, czy Salon24.

Czy wszystko to służy zdrowiu Polaków? Czy savoir - vivre w wydaniu polskich polityków i młodzieży polskiej, identyfikującej się z Donaldem Tuskiem, Zbigniewem Chlebowskim, Januszem Palikotem, Stefanem Niesiołowskim, profesorem Bartoszewskim oraz Lechem Wałęsą to wzory, a zarazem wyraz wybitnej kultury osobistej, Inteligencji Społecznej i Emocjonalnej, czy może czegoś przeciwnego? Na te pytania odpowiedzcie sobie Państwo sami...

2008-01-09

Kto rządzi Polską czyli rozważania etyczno - psychologiczne

Z coraz to większym trudem znoszę coraz to nowsze doniesienia o pracy władz, które zafundowała sobie częśc polskich wyborców. Kiedy patrzy się, jak ludzie odpowiedzialni za śmierć ks. Popiełuszki i wielu innych Polaków, walczących o Wolność, Dobro i Prawdę dla naszego kraju, próbują nam wciskać do głów normy etyczne, uważają się za bardziej etycznych od samego Boga, to skręcają się we mnie wszystkie wnętrzności.

Jakiś czas temu postawiłam diagnozę ludziom wybranych opcji politycznych (głównie PO i LiD -u) i widzę, że byłam bliska rzeczywistości:

"Po stronie lewicy można zaobserwować przewagę jednostek psychopatycznych oraz osobowości zależnych, o nieukształtowanym poczuciu tożsamości płciowej, zatarciu granic psychologicznych".

Osobom mniej zorientowanym w terminologii psychologicznej, pragnę przypomnieć, iż jednym z przejawów zatarcia granic psychologicznych jest zacieranie granic pomiędzy tym, co rzeczywiste, a tym co fantastyczne. Ludzie o niewłaściwie uformowanej osobowości, czy cierpiący na różne postaci psychozy, mają w mniejszym bądź większym stopniu, trudności we właściwym ocenianiu zaistniałych zdarzeń i przyznwaniu im oceny DOBREJ, bądź ZŁEJ. Zwykle mają spore problemy z internalizacją norm etycznych, a w konsekwencji z nazywaniem i rozróżnianiem tego, czym DOBRO, a czym ZŁO jest.

Zjawisko to ma owczywiście swoje korzenie we wczesnym dzieciństwie, kiedy to za formowanie się struktury osobowości dziecka odpowiedzialność biorą rodzice, jako główni nauczyciele wszelkich norm, powszechnie przyjętych i obowiązujących w społeczeństwach cywilizowanych. Zwykle rodzice dzieci zaburzonych albo w ogóle nie stanowią żadnego wzorca dla młodego człowieka, ponieważ w ogóle lub słabo się nim interesują, albo przekazują mu sprzeczne sygnały odnośnie tej samej normy: często czynią tak, że w jednym przypadku za to samo zachowanie nagradzają, innym zaś - karzą; w rezultacie dziecko nie potrafi zaakomodować właściwie przytoczonych tu pojęć (dobro - zło); jest zdezorientowane i ogłupiałe.

Problemy z rozumieniem pojęć etycznych mają także osoby, które wychowały się w tzw. rodzinach, stosujących liberalny styl wychowania, które dają dziecku na życie następujący przekaz: "bierz co chcesz, rób co chcesz, wolno ci robić to na co masz ochotę, daję ci prawdziwą wolność". Oczywiście nie trzeba tu zbytnio wyjaśniać, że typ rodzica liberalnego, to żaden rodzic, bo w ogóle nie interesuje się swoim podopiecznym, a wymyśloną przez siebie metodę wychowawczą stosuje jako wybieg, zwalniający go od trudu wychowywania dziecka. Ostatecznie człowiek, wychodzący w świat z tak liberalnej rodziny, nosi w sobie wyobrażenie, iż DOBREM jest tylko to, co zaspokaja wszystkie jego zachcianki, natomiast ZŁEM - to, co godzi w jego egoistyczne interesy.

W końcu są rodziny, w których rodzice, sami posiadający problemy z rozróżnianiem zła od dobra, uznają się za jedynie słuszne autorytety w zakresie zasad etyki i jednocześnie uznają się za autorów jedynie słusznych norm- zbiorów zasad moralnych. Stawiają się wyżej od samego Boga, a tworząc własny kodeks etyczny, czynią starszliwy młyn w głowach nieukształtowanego dziecka. Z takim przykładem spotkałam się na wspominanych już przeze mnie szkoleniach PTP. Była tam kursantka, której ojciec - ateista i aktywny członek PZPR-u - nakłaniał żonę (a matkę kursantki) do robienia skrobanek w ramach tzw. antykoncepcji (w ówczesnych czasach tzw. pigułki nie były w powszechnym użyciu), a gdy ta przestała być w jego rozumieniu kobietą (w wieku 40 lat zachorowała na raka narządów rodnych, a później zaczęła chorować psychicznie; do dziś jest pod stałą opieką psychiatrów) zaczął dobierać się do swojej córki. Nie trzeba więc chyba dużego wysiłku umysłowego, by stwierdzić, iż u tego pana wyraźnie pozacierały się granice psychologiczne...

Z dzisiejszych wiadomosci dowiadujemy się, iż szef Komisji Etyki Poselskiej - Sławomir Rybicki (PO) na wniosek Napieralskiego (SLD - przypominam środowisko ateistów) wykluczył Beatę Kempę ze składu Komisji Etyki, za nieetyczne zachowanie, bo nazwała ZŁEM postawy posłów SLD i PO domagających się wyjaśnienia śmierci Barbary Blidy, podczas gdy ci pierwsi są odpowiedzialni za ZŁO, jakim było odebranie sobie życia przez Barbarę Blidę! Posłanka uświadomiła im ich własną hipokryzję i zacieranie granic między tym, co na prawdę jest ZŁEM, a co DOBREM. Do mechanizmu "odwracania kota ogonem", czyli zacierania granic pomiędzy tymi pojęciami, dołączył się sam przewodniczący Komisji Etyki!!!

Oto, co dowiadujemy się z ostatnich doniesień:

Kempa wykluczona z komisji etyki

Komisja Etyki Poselskiej zdecydowała o "zwróceniu uwagi" posłance PiS Beacie Kempie w związku z jej wypowiedziami podczas sejmowej debaty nad wnioskiem o powołanie komisji śledczej ws. okoliczności śmierci Barbary Blidy - poinformował szef komisji Sławomir Rybicki (PO). Rybicki dodał, że zwrócenie uwagi Kempie skutkuje jednocześnie wykluczeniem jej ze składu Komisji Etyki. - Może się od tej decyzji odwołać do Prezydium Sejmu. Ma na to dwa tygodnie - dodał szef komisji. Skargę na posłankę PiS do Komisji Etyki złożył sekretarz generalny SLD Grzegorz Napieralski. Ma ona związek z wypowiedzią Kempy, że "środowisko SLD jest moralnie odpowiedzialne" za śmierć Barbary Blidy.
- Wobec bulwersującej wypowiedzi w trakcie sejmowej debaty (6 listopada) nad wnioskiem LiD o powołanie komisji śledczej w sprawie okoliczności tragicznej śmierci byłej posłanki Barbary Blidy, w której posłanka Beata Kempa dokonała oceny, że "środowisko SLD jest moralnie odpowiedzialne za tę tragedię, bo dopuszczało do takich kontaktów, do takiego procederu" - nie można pozostać obojętnym - napisał w skardze Napieralski.W jego ocenie, zachowanie Kempy godzi w dobre imię Sejmu i narusza art. 6 Zasad Etyki Poselskiej - artykuł ten mówi, że poseł powinien unikać zachowań, które mogą godzić w dobre imię Sejmu i powinien szanować godność innych osób.

Kiedy na to wszystko patrzę, ogarnia mnie przerażenie! Strukltura osobowości polityków PO jest bliska strukturze osobowości polityków SLD, a Polską rządzi kto? Liczę na Twą inteligencję Czytelniku Drogi...

2007-09-10

Mój wyborca jest idiotą czyli politycy i kampania wyborcza (1)

No i mamy na jakiś czas koniec debaty na merytoryczne argumenty /przynajmniej jej marnych resztek jakich dane nam było śledzić przez ostatnie kilka miesięcy/ i początek przestawienia cyrkowego zwanego Kampanią Wyborczą.

Minął weekend...

Sobota, godzina ~15.00. Kazimierz Marcinkiewicz u Justyny Pochanke. O podsłuchach. Genialny przykład słowotoku i krążenia wokół tematu tak, aby nic konkretnego nie powiedziec, ale jednak sprawić wrażenie, ze Kazia podsłuchiwali. Jak ktoś śledził uważnie sprawę podsłuchów u byłego premiera, to na pewno wyłapał taki epizod, w którym to do szefa ABW zgłosił się ważny polityk PiS i chciał inwigilować KAzia. Szef ABW zdecydowanie odmówił. Jaki z tego wniosek? Ano taki, że chłopaki z ABW KAzia nie podsłuchiwali. Ale przecież żyjemy w takich czasach, ze nigdy nie wiadomo, kto kogo może ... ble ble ble

Niedziela, godzina 9.00. Śniadanie z Radiem Zet. Nie wytrzymałam. Wyłączyłam radio. Rokita, który bez względu na polityczne sympatie, zawsze potrafił utrzymywać treść swoich wypowiedzi na przyzwoitym poziomie i potrafił prosto w oczy powiedzieć Monice Olejnik, że on nie będzie komentował demogogicznych wypowiedzi, wczorj pobił samemu siebie. Otóż dowiedzieliśmy się, ze bracia Kaczyńscy pogwałcili Konstytycję. Nie, żeby naruszyli jakiś konkretny artykuł ustawy zasadniczej, co zazwyczaj jest podstawą do posądzania kogoś o niekonstytucyjne działanie. Oni ją pogwałcili, a więc postąpili zgodnie z przepisami, ale niezgodnie z intencją czytaczy Konstytucji w opozycji. Całej opozycji, bo w południe o gwałcie na Konstytucji trąbili wszyscy. Dziś rano, również w Zetce, przyszedł z pomocą prof. Stępień stwierdzajac że Anna Fotyga nie jest ministrem, bo nie złożyła przysięgi. Założę się, że wczoraj o 9.00 rano Jan Maria Rokita biadoląc nad zgwałconą konstytucją, nie miał pojęcia, że sprawy czepić się można akurat z tej strony.

Niedziela, cały dzień TVN24 i kolejne konferencje wyborcze:

Spot reklamowy z łączką puszczony akurat przypadkowo, kiedy na antenę TVN24 na żywo wszedł przekaz z konferencji LiD. Jak kto chce obejrzeć to niech zajrzy na strony LiD, ja gniota reklamować nie będę. Potem przemówienie Olejniczaka i Kwaśniewskiego w konwencji dożynkowo-odpustowej. Był kit bedzie LiD. Towarzysze w łapki plaszczą, ramię w ramie Frasyniuk, Szmajdziński, Kwaśniewski, Osiatyński, Borowski... Usłyszałam za chwilę - listy wyborcze LiD będą najmłodsze w tych wyborach. To Olejniczaj i Napieralski mają po -100 lat, że tak zaniżą średnią?

Giertych. Po piątkowej pacyfikacji Kuskiego /brawa wielkie/ gwiazda mediów w ciagu ostatniego weekendu. Niestety stracił instynkt samozachowawczy i kontakt z rzeczywistością /syndrom Napieralskiego/."Sondaże dają LPR co prawa około 8% poparcia, ale my liczymy wiecej, co najmniej o te 10 punktów procentowych". Taaaak. Kurski kłamie.

Propagandę PiSu przebił w piątek Jarosław Kurski. Wczorajszy dzień, występy goscinne na Podkarpaciu czy wystąpienia w Poznaniu były wyjątkowo mdłe. Ale jestem optymistką i w dalszych cześciach na pewno PiS znajdzie swoje miejsce.

A na koniec moja ulubiona Platforma odtrąbiajaca własny sukces rozwiązania Sejmu. Wszyscy posłowie zagłosowali za samorozwiazaniem, bo mieli dosyć władzy PiSu. Rozumiem, że również ci z PiSu mieli dosyć samych siebie. Tozjawisko zresztą Donald Tusk ładnie wytłumaczył:

"Wielką, taką smutną wiadomość przywiózł niedawno premier Jerzy Buzek. To wiadomość która znana jest dość powszechnie, o tym że ze wszystkich państw europejskich, Polska jest na ostatnim miejscu, zdecydowanie na ostatnim miejscu, jeśli chodzi, posłuchajcie, jeśli chodzi o zaufanie Polaków do samych siebie. Zrobiono badanie we wszystkich krajach Unii Europejskiej, i pytano ludzi: czy macie zaufanie do samych siebie? Pytano Francuzów czy ufają sami sobie, Niemców, Anglików, i okazało się, że nikt tak nie ufa sobie jak Polacy. To jest efekt zatrutej obsesjami, nieufnością, kompleksami władzy PiS-u. Ten efekt jest być może najbardziej piorunujący, że przestaliśmy ufać sobie, ufać we własne siły."
Źródlo: www.platforma.org.pl

2007-09-09

Polityka? Nie, dziękuję - przed chwilą jadłem.

Polityka jest wszędzie. W telewizji, w gazetach, w necie, na ulicy. Bezlitośnie otacza nas i bombarduje niczym dobre Tesco - 24/7. Jeszcze trochę i strach będzie otworzyć lodówkę. Nie wiem jak Wam, ale mi powolutku chce się rzygać. Dlaczego? Już tłumaczę i objaśniam.

Przez ostatnie dwa lata miałem wrażenie, że cały kraj nie zajmuje się niczym oprócz polityki. TVN, TVP, wp.pl, onet.pl etc. wszystkie maja na głownych stronach (w pierwszych minutach programów) politykę. Ten obraził tamtego, X pozywa Y, Kowalski idzie za kratki, a Nowak wypluł kolejny kretyński projekt ustawy, itp. itd. aż do obrzydzenia. Oczywiście sam fakt, że polityka jest w centrum uwagi mediów nie oznacza, całe szczęście, że wszyscy sie tym zajmują. Niemniej można założyć, że jeżeli opiniotwórcze organizacje kładą tak wielki nacisk na politykę to spora liczba Polaków niejako mimochodem zacznie się własnie tym interesować.

I coż jest tak ciekawego i ważnego wynika z polityki, że dziennikarze niemalże łażą za politykami do kibla? Otóż nic. Z bezustannego potoku politycznej paplaniny nie wynika absolutnie nic. Media z zapamiętaniem śledzą każdy, najmniejszy nawet krok naszych posłów i senatorów. Ekscytują się każdym nowym zagraniem, jakby ich pamięć działała góra 6 minut i na śmierć zapomnieli, że coś podobnego działo sie tydzień/miesiąc/rok temu. Swoją drogą ciekawe, czy pamiętają jak się nazywają?

Sęk w tym, że polityczny bełkot nie posuwa kraju nawet o milimetr do przodu. A ludzie zamiast zajmować się czymś sensownym, marnują czas na polityczne pierdoły.

Tutaj dwie uwagi.

1) Nie twierdzę, że nie należy w ogóle zajmować się polityką. Twierdzę tylko, że emfaza kładziona na politykę jest stanowczo zbyt dużych rozmiarów.

2) Możliwe jest, iż warunkiem koniecznym, aby ludzie mogli się w spokoju zajmować pożytecznym sprawami jest właśnie ład polityczny w kraju, który nie sposób wykuć inaczej niż właśnie przez bezustanne interesowanie sie polityką, do momentu w którym dojdzdie ona do jakiegoś znośnego poziomu. Jednakowóż jest to stwierdzenie czysto spekulatywne, a pozatym wpis jest raczej emocjach niz racjonalnej analizie, więc zostawmy narazie pkt. nr 2 w świetym spokoju.

A na coż to ludzie mogliby przeznaczać swój czas i energię jeśli na wpatrywanie się w polityków? Przykładów do naśladowania myślę nie brakuje.

Lubisz sport? Proszę bardzo: siostry Radwańskie. Dwie dziewczyny, które za nic mając sobie mundurki Giertycha, czy program pierwsza praca Millera trenują tenis i zaczyna im całkiem nieźle iść.

A może jednak nosisz okulary i lubisz matmę ? Prosze bardzo: Polska Szkoła Matematyczna może dostarczać przykładów ludzi (Banach, Łukasiewicz, Rejewski), którzy w o wiele mniej komfortowych warunkach niż obecnie zdołali wpłynąć na rozwój myśli matematycznej i logikę (terminy takie jak notacja polska czy przestrzeń polska).

Wolisz fizykę? Stanisław Ulam brał udział w projekcie Manhattan, a następnie stworzył podwaliny pod budowę termojądrowej bomby fuzyjnej (wodorowej) - tzw. konfiguracja Tellera-Ulama. Z bardziej pokojowych wynalazków Ulam ma na koncie teoretyczną podstawę pod budowę jądrowego napędu pulsacyjnego dla statków kosmicznych.

A może jednak astronomię ? Aleksander Wolszczan jest dobrym przykładem człowieka, który patrząc w gwiazdy zauważył coś więcej niż tylko okazję do pocałowania dziewczyny leżącej obok.

Troszczysz się o los biednych? Nie czekaj, aż biurokraci łaskawie ruszą swoje cztery litery. Przeznacz trochę pieniędzy na fundację, albo zgłoś się na ochotnika na pare godzin w tygodniu do organizacji dobroczynnej.

Wymieniać można by prawie w nieskończoność. Sedno tkwi w tym, ze politycy odwracają naszą uwagę od rozwoju własnych produktywnych (mniej lub bardziej) zainteresowań w zamian oferując nic nie wartą papkę. Jednocześnie utrwalają pewne przekonanie, które można krótko streścić tak: "Nie bój się człowieku nic, politycy wszystko zrobią za Ciebie, politycy to remedium na wszystkie twoje problemy, musisz się tylko nami interesować". Nie muszę chyba nikomu tłumaczyć, że to wszytko gówno prawda?

Pragnąłbym żeby wreszcie politycy się odwalili od obywateli i dali nam żyć.

Ale to chyba wszystko mrzonki. Cała szopka i wyścig po stołki zaczęły się od nowa. Do grudnia nie będzie spokoju.

Później zapewne też nie.

Szczelo