Pokazywanie postów oznaczonych etykietą imperializm rosyjski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą imperializm rosyjski. Pokaż wszystkie posty

2009-07-31

Wojskówka na celowniku Rosjan, czyli próba przejęcia PZL Świdnik

Przed południem do opinii publicznej przedostała się informacja, iż BBN podejrzewa rosyjskie służby o próbę wrogiego przejęcia Polskich Zakładów Lotniczych Świdnik za pomocą czeskiej spółki-córki Aero Vodochody z kapitałem na Cyprze. Ustalenia Biura pokrywają się z danymi polskich służb specjalnych. AV dementuje te dane.

Czesi z Aero Vodochodów twierdzą, iż właściciel firmy - Penta Investments ,,nigdy nie miał źródeł rosyjskich''. Za słowami w mediach nie idą ujawniane publicznie dowody potwierdzające brak winy, miejmy jednak nadzieję, że o dalsze informacje zatroszczy się Służba Kontrwywiadu Wojskowego. SKW, czyli dziecko kontrwywiadu WSI rzekomo zdruzgotane reformą Antoniego Macierewicza.

Dlaczego Rosjanie mogliby być zainteresowani PZL Świdnik? Być może ciekawią ich technologie i dane związane z najnowszym śmigłowcem z świdnickiej stajni - PZL SW-4. Jest to lekka maszyna przystosowana do lotnictwa wojskowego oraz cywilnego, której cena rynkowa sięga 750.000 USD a jej kupnem zainteresowały się kraje takie jak Wielka Brytania czy Chorwacja. Jednak, patrząc na historię prototypu śmigłowca, można podejrzewać, że jego plany od dawna leżą w moskiewskich archiwach, bo prace nad projektem rozpoczęły się jeszcze w 1987 roku.

Zatem na czym mogło zależeć Rosjanom? Przyczyną ich zainteresowania mogła być chęć uzyskania wpływu na polski przemysł lotniczy, której najprężniejszym przedstawicielem w dziedzinie śmigłowców jest właśnie ta firma. W świetle drastycznych cięć budżetowych i masowych zwolnień w świdnickiej fabryce, zwerbowany przez Rosje z rozkazu nieudolny zarząd byłby gwoździem do trumny z wolna odradzającego się przemysłu.

Gdyby taki organ nie został rozpracowany, a problemy Świdnika zostałyby zrzucone na karb tradycyjnie postpeerelowskiej niegospodarności w naszych firmach, nawet najsprawniejsza władza dbająca o dobro strategicznych spółek nic nie poradziłaby w tej sprawie, ponieważ sama firma znajdowałaby się już w ,,czeskich'' rękach.

Bez względu na przypuszczalne motywacje strony rosyjskiej, odkrycie prób wrogiego przejęcia to sukces polskich służb (najpewniej SKW), a spalenie akcji w mediach przez BBN to majstersztyk. Samo podejrzenie o uwikłanie we współpracę z FSB to wilczy bilet dla Czechów, szczególnie, że takie informacje nigdy nie pojawiają się w mediach przypadkowo i bez uzasadnienia. To nie są ploty nt. nowego związku Dody, to gra służb na najwyższym szczeblu.

Rosjanie zwiększają swą aktywność w Polsce, czego oprócz opisywanej sprawy, dowodem jest zwolnienie dwóch rosyjskich dyplomatów podejrzanych o szpiegostwo pod koniec kwietnia bieżącego roku. Cała odpowiedzialność za odparcie tej ofensywy spoczywa na barkach oficerów kontrwywiadów wojskowego i cywlinego. Miejmy nadzieję, że w naszych służbach nie zabraknie wystarczająco odpowiedzialnych ludzi, którzy poradzą sobie z tym problemem. Miejmy nadzieję, że sprawa PZL Świdnik, nie zapewni planującemu swą wizytę na 1 września Premierowi Federacji Rosyjskiej Putinowi dodatkowych powodów do zadowolenia.

2009-07-29

Świat potrzebuje Pax Americana

Od czasu gdy na fotelu prezydenckim w Waszyngtonie zasiadł były pacyfista i lewacki działacz Barack Obama, tak jak mogliśmy się spodziewać, polityka Stanów Zjednoczonych pogrąża się w coraz głębszym izolacjonizmie. Jednak nie takiej recepty potrzebuje świat w dobie kryzysu i permanentnego konfliktu politycznego.

Wszyscy wrogowie Stanów Zjednoczonych czekali na zwycięstwo Obamy. Dzięki jego naiwności w polityce zagranicznej i bezmyślnej polityce wewnętrznej nakierowanej na zabawianie tłuszczy i eksperymentowanie z lewicowymi projektami, kraje takie jak Rosja czy Chiny mają obecnie wolną rękę w sprawach, które zawsze stawały się obiektem krytyki Wielkiego Szeryfa, który obecnie zdaje się przemieniać w Wielkiego Zdrętwiałego Szeryfa na emeryturze.

Naszego emeryta nie interesuje już kwestia Czeczenii, w której znowu giną aktywiści niepodległościowi, nie zajmuje go masakra Ujgurów w Chinach (dysydentka z tamtych okolic Rebija Kadir podała, że jednej nocy zaginęło około 10 tys. ludzi), ów emeryt również nie robi sobie nic z faktu, że ChRL-D otacza swym wpływem Europę mieszając się w sprawy wewnętrzne Mołdawii oczekując korzyści politycznych w zamian za wielką pożyczkę tuż przed wyborami w tej postradzieckiej republice.

Wobec braku działań ogarniętego inercją Kraju Wolności Europa oddala się od zamieniającego się obecnie w taki sam socjalny padół naturalnego sojusznika zza Atlantyku, oddając się w zimny uścisk Moskwy. Francję i Niemcy w warunkach aktywnej polityki Stanów Zjednoczonych w regionie możnaby skłonić do spójnej polityki w ramach zachodniego kręgu cywilizacyjnego. W obliczu inercji Białego Domu kraje te staczają się w coraz silniejszą rusofilię.

Ostatnio lewicowy polityk Frank Walter Steinmeier zaproponował wręcz denuklearyzację RFN. Ostatni raz z taki pomysł pojawił się w Planie Rapackiego w 1957 stworzonym przez polskich komunistów i nawet ZSRR nie zgodziło się na takie osłabienie obronności państwa niemieckiego (fakt, że byłoby ono wówczas niekorzystne dla Sowietów). Niemcy bez atomu, z Bundeswehra w której żołnierze otrzymują przydziałowe dwa piwa dziennie i boją się strzelać w Afganistanie, to zniesienie ostatniej przeszkody na drodze do dominacji Rosji w regionie.

I tak jak w Afganistanie grubych, pijanych niemieckich żołnierzy w ich fachu zastępują marines, tak w twardej polityce wobec Federacji Rosyjskiej to Waszyngton zastępował Berlin czy Paryż. Wszystkie ciosy krytyki ostrego kursu uderzały w Biały Dom, za którego osłoną Francuzi czy Niemcy mogli załatwiać swe interesy z Rosjanami. Bo to Jankesi są źli, a dobrzy europejczycy chcą się dogadać. W zamian za ochronę Ameryka otrzymała pacyfistyczne i antyamerykańskie demonstracje w największych europejskich miastach i obojętność lub niechęć wobec inicjatyw wojska USA na całym świecie.

Aktywność Wielkiego Diabła w krajach arabskich odsuwała uwagę od antyarabskich działań we Włoszech czy Francji. Największym złem jest Ameryka, w porównaniu z nim słabe europejskie kraje, podejmujące śmieszne działania to pestka. Szczególnie, że w niektórych już teraz równoważnym kodeksem praw jest Szariat, a w następnych wystarczy spłodzić kilkaset tysięcy muzułmanów więcej, by przejąć inicjatywę. Płonące opony w Paryżu i rytualne zabójstwa religijne w Berlinie to dopiero początek. Bierność Stanów Zjednoczonych tylko ten proces przyspieszy.

Tak samo będzie z procesem pogrążania się Europy w lewicowym bagnie skazującym obywateli na coraz większą kontrolę i coraz mniejszą zdolność do podejmowania samodzielnych działań czy decyzji. Antyamerykańska lewica mimo wszystko triumfuje a pomysły będące fantastyką naukową jeszcze kilka lat temu, zyskują dziś szerokie poparcie w europejskich społeczeństwach. Teraz parasol ochronny jest powoli składany a Europa niedługo zatęskni za status quo gwarantowanym przez potęgę zza Atlanyku. Gdy tylko w Paryżu pierwszy muezin wyjdzie na Wieżę Eiffla, a w Helsinkach powstanie pierwsza rada komisarzy ludowych.

Kraje Europy środkowo-wschodniej potrzebujące wsparcia amerykańskiego, by nie stać się częścią rosyjskiej strefy wpływów oraz kraje, jak Gruzja czy Ukraina, które po latach cierpień chcą się z tej zależności wyrwać, obecnie zostały na lodzie i tylko arcyzręczna polityka ich rządów uchroni je przed dominacją Moskwy. A na cuda w postaci jednomyślnej współpracy rządów owych państw zgodnych z interesem regionu nie ma co liczyć. Partnerstwo Wschodnie to dziś slogan a NATO samo tępiące sobie zęby zamienia się powoli w kółko dyskusyjne dla pacyfistów marzących o samorozwiązaniu organizacji.

Opisywani wyżej Czeczeńcy, Ujgurzy, Mołdawianie, Ukraińcy, Gruzini i Europejczycy z krajów starej i nowej Unii - oni wszyscy potrzebują powrotu Wielkiego Szeryfa. Razem z nimi tego powrotu potrzebuje świat skazany na pastwę fundamentalizmu islamskiego i komunistycznego imperializmu odradzającego się w Pekinie i zależnej od niego Moskwie.

Świat potrzebuje pomocy tępych i ograniczonych Amerykanów co rusz zdobywających nagrodę Nobla, ludzi rzekomo gorszych od młodych emo z europejskich coffee-shopów dywagujących godzinami nt. najlepszego sposobu na samobójstwo.

Świat potrzebuje powrotu Pax Americana.

2009-05-20

10 lat SLD - historia i dziedzictwo

Marek Siwiec na swym blogu słusznie zauważył, że SLD to w rzeczywistości formacja będąca bezpośrednią kontynuacją SdRP. Od siebie dodam więcej. To partia sięgająca korzeniami dużo dalej, anomalia polityczna i sadystyczny żart historii - wrzód, który od tylu lat jątrzy Polskę i nie potrafi uczciwie zdechnąć.

Jeśli spojrzeć wstecz, to rodowód polityczny Sojuszu Lewicy Demokratycznej sięga samych początków tworzenia sowieckiej ekspozytury w Rzeczpospolitej. Stopniowo cofając się od czasów współczesnych w przeszłość, zauważyć możemy delikatną nić ciągłości pomiędzy kolejnymi czerwonymi nowotworami pączkującymi jeden z drugiego na przestrzeni XX wieku. Dostrzec możemy, że owa nić prowadzi bezpośrednio do kłębka jakim w przypadku wszystkich lewackich ruchów na świecie niezmiennie jest Moskwa.

Przenosząc się wstecz od ,,postępowego'' SLD, poprzez ,,nowoczesną'' SdRP, późny i wczesny PZPR, po czym PKWN, a wreszcie obydwa Proletariaty możemy zauważyć, iż pan Siwiec ma słuszność uznając Sojusz za kolejną zmianę makijażu na niezmiennie prostackiej i śmierdzącej, czerwonej facjacie. Oczywiście sam będąc komuchem Marek Siwiec nagromadza więcej eufemizmów w opisie swojej partii. Ja jednak pozwolę sobie zerwać maskę pięknych słówek, by przybliżyć czytelnikom wyżej opisaną bolszewicką japę.

Świętujący 10-lecie istnienia SLD pożyteczni idioci w istocie świętują kolejny etap w istnieniu ruchu komunistycznego w Polsce, występującego tym razem w postaci socjaldemokratycznego przetrwalnika. A mają co świętować. Czerwony nowotwór rozniósł się z życia politycznego na wszystkie dziedziny życia publicznego. Zaczynając od kultury i mediów, kończąc na światopoglądzie szarego obywatela oraz życiu rodzinnym. Wszędzie tam możemy dziś obserwować czerwone przerzuty eseldowskiego i zagranicznego pochodzenia. Ów rak trawi wszystkie te domeny, a szanse na całkowite jego wyplenienia maleją z każdym rokiem. Zaiste jest, co świętować. Wszystko idzie zgodnie z planem.

Nie zmienia tego żałośnie niskie poparcie dla komunistów, które akurat na dziesięciolecie wyniosło 10 procent, o których Siwiec mówi, że to ,,za dużo, by umrzeć, ale i za mało, by żyć''. Należałoby się cieszyć, tym, że lewacki polityk stwierdza iż czerwone truchło chwieje się nad trumną i wystarczy ją ostatni raz kopnąć w czerwoną dupę, a wieko trumny historii zatrzaśnie się nad nią samo. Jednak w rzeczywistości bliska końca jest jedynie stara gwardia, beton, aparatczycy - jakkolwiek ich nazwać. Nawet gdy guz pod tytułem SLD zostanie wycięty, to pozostaną przerzuty w postaci narybku z Krytyki Politycznej, niezwykle płodnych intelektualnie lesbijek i mniej kreatywnych pederastów skupionych w postępowych kręgach, nie wspominając o nawiedzonych ekologach i lewackich organizacjach pacyfistycznych, czy niezawodnym postępowym skrzydle Platformy Obywatelskiej oraz jej bękarcie Stronnictwie Demokratycznym, które mają się do Sojuszu jak rak ma się do AIDS.

Tak więc wspomniany przez Marka Siwca rodowód SLD oraz jego przedłużenie przypomniane przeze mnie to nie jedyna z wątpliwych chlub tej drugiej w historii RP, a na pewno pierwszej antypolskiej partii w Polsce. Kolejną chlubą tej formacji jest wspomniane ogromne dziedzicwo, które z prikazu Polska otrzyma w spadku po ostatecznym zwiędnięciu tej czerwonej poczwary. Świętujcie czerwoni, bo jak każdy rak, wasz komunistyczny nowotwór jest nieśmiertelny i wszystko wskazuje na to, że powoli przejmuje kontrolę nad ciałem Rzeczpospolitej.

2009-05-19

Rosyjska ,,prawda'' historyczna zwycięża

Była korespondentka polskich mediów w Rosji (1990-2004) Krystyna Kurczab-Redlich stwierdziła, iż ,,polska i rosyjska prawda (historyczna) są niekompatybilne''. W czasie, gdy dzięki zabiegom rządu dialog polsko-rosyjski przenosi się na kolejny, do tej pory niewyobrażalny poziom zależności senior-wasal, gdy szala zwycięstwa w walce o uznanie faktów z przeszłości przechyla się powoli na stronę Rosjan, pani Kurczab-Redlich pokazuje, że problem politycznego rozgrywania historii przez Federację Rosyjską jest nadal aktualny.

Ukłony i pląsy nie pomogły. Umizgi Tuska i Sikorskiego spełzły na niczym. Rosjanie nie dość, że nie złagodzili stanowiska w żadnej z istotnych kwestii (poza eksportem mięsa - chwała Ci rządzie PO-PSL), do tego stosując taktykę buta w drzwiach przechodzą do relatywistycznej ofensywy i zakłamują kolejne karty historii Europy. Zastępująca realną politykę dyplomacja uśmiechów zawiodła na całej linii.

Niedawno od rosyjskich historyków dowiedzieliśmy, że w Katyniu co prawda nie zabijały brzozy, a hitlerowcy, lecz na pewno nie czynili tego krasnoarmiejcy oraz enkawudziści, którzy przebywali w katyńskim lesie na wiosnę 40 roku zapewne uczestnicząc w wielkim wyjeździe integracyjnym ze smażeniem kiełbasek i grą w badmintona. O agresji radzieckiej na II Rzeczpospolitą 17 września 1939 roku również kazano nam zapomnieć.

Dziś od byłej polskiej korespondentki dowiadujemy się, że Rosjanie stworzyli specjalną komisję, która zajmie się przeciwdziałaniem próbom fałszowania historii na szkodę interesów Rosji. Jak sama nazwa wskazuje, zadaniem owego tworu będzie dbanie o to, by historia była ustalana zgodnie z interesami Federacji Rosyjskiej. Powstanie swoistego Ministerstwa Prawdy w totalitarnym państwie, którym bez wątpienia jest Rosja postsowiecka, nie powinno dziwić, jednak bierność naszych władz wobec tego zatrważającego zjawiska powinna oburzać opinię publiczną. Nasi demokratyczni przedstawiciele póki co milczą. Zapewne będą milczeć nadal. Rosjanom się nie podskakuje - Od czasów Poznania 56' i Pragi 68' niewiele się zmieniło.

Usystematyzujmy więc nową wersję historii, która dzięki wybitnemu odrętwieniu polskiego aparatu dyplomatycznego może niebawem stać się wersją obowiązującą. Wojna zaczęła się 21 czerwca 1941, wschodnia część bękarta traktatu wersalskiego samoistnie przyłączyła się do ZSRR. Na pochybel faktom. Historia nie jest sumą związków przyczynowo-skutkowych. Jest relatywnym opisem zdarzeń kreowanym przez silniejszego politycznie gracza.

W XXI wieku historię nadal piszą zwycięzcy. Przegrani milczą i mamią swój naród fałszywą suwerennością oraz pozorami realizowania polskiej racji stanu, odsuwając szansę na realne samostanowienie państwa polskiego ad calendas graecas.

2009-05-13

Tarcza antyrakietowa jednak powstanie

Stało się. Barack Obama w zderzeniu z realną polityką poszedł po rozum do głowy. Polska The Times poinformowała wczoraj, że prezydent USA ostatecznie zadeklarował, iż tarcza antyrakietowa w Polsce i w Czechach powstanie.

Przedwyborcze obietnice Obamy i marzycielskie zapatrywania jego wyznawców na przyszłą politykę czterdziestego czwartego prezydenta Stanów Zjednoczonych okazały się mrzonkami. Szorstka rzeczywistość i bezdyskusyjne zagrożenie ze strony Iranu oraz islamskich terrorystów działających na terenie innych państw wymusiły na Baracku Obamie zmianę polityki. Na pewno duży udział miały w tym środowiska wojskowe, które jak to zazwyczaj bywa, najtwardziej ze wszystkich stąpają po gruncie i w sposób naturalny mają największe prawo do oceniania kwestii militarnych.

Możliwe, że najwyższy przedstawiciel amerykańskich władz wreszcie sięgnął po raporty specjalistów potwierdzające potrzebę instalacji elementów BMDS (Ballistic Misssle Defense System) w Polsce i Czechach, które będą chronić USA oraz kraje sojusznicze znajdujące się na kontynencie europejskim. Możliwe, że w świetle ostatnich wydarzeń w Pakistanie (pakistańscy Talibowie powoli przejmują tereny wokół elektrowni atomowych Khusab oraz Gadwal), Obama nareszcie zauważył i docenił niebezpieczeństwo nuklearne ze strony islamskiego terroryzmu. Niewykluczone, że prezydent USA został douczony w dziedzinie geopolityki i w końcu usłyszał o panach takich, jak McKinder czy Spykman, którzy to geostratedzy już pół wieku temu tłumaczyli potrzebę amerykańskiej aktywności w Europie, która zabezpieczy Zachód przed atakami z szeroko rozumianego Wschodu a z samych Stanów Zjednoczonych uczyni twierdzę zachodniej cywilizacji nie do zdobycia z morza oraz z powietrza (koncepcje Heartlandu oraz Rimlandu - zainteresowanym polecam wygooglać te pojęcia).

Abstrahując od wpływu przedstawionych wyżej czynników, pieniążki się jednak znalazły i, choć nie tak wartkim strumieniem, jak przewidywano, mimo wszystko popłyną z Waszyngtonu, zasilając budżet projektu tarczy antyrakietowej w Europie. Polacy mogą z tej okazji otworzyć szampana i zasiąść w fotelach w oczekiwaniu na rozbudowę baz amerykańskich w naszym kraju. Mogą z radością spojrzeć na rosnący niepokój Moskwy, której nie udało się do końca zmanipulować czarnego przedstawiciela USA, oraz narastającą nerwowość rosyjskiego lobby w Rzeczpospolitej, której przedstawiciele już teraz próbują wykoncypować nowe drogi do zablokowania projektu. Nie będę wskazywał palcami - dla trzeźwego politycznie obywatela obserwującego ostatnie wydarzenia będzie jasne o kim piszę.

Nieprzekonanych odsyłam do publikacji moich kolegów z Uniwersytetu Jagiellońskiego pt. ,,Wpływ tarczy antyrakietowej na pozycję międzynarodową Polski''. W 600-stronnicowym dziele studenci mojej uczelni prezentują szeroką analizę i wnioski przemawiające za instalacją elementów BMDS w naszym kraju.

Pan Witold Waszczykowski podczas konferencji promocyjnej wspomnianej książki zapytany o korzyści z instalacji elementów tarczy antyrakietowej w Redzikowie, powiedział mi, że dzięki tarczy Polska zyska dodatkowe zabezpieczenie artykułu 5 Paktu Północnoatlantyckiego w rzeczywistości nie gwarantującego jej konkretnej pomocy miliatrnej w razie ataku. Projekt ów, sprawi również, że Polska przestanie być członkiem sojuszu klasy B a jej głos w NATO będzie dużo silniejszy. Rozmowa z byłym przewodniczącym zespołu negocjującego instalację tarczy miała miejsce w trudnym okresie, gdy losy projektu były jeszcze niepewne a przedstawiciele USA w RP, w tym urzędnicy Konsulatu Stanów Zjednoczonych w Krakowie bali się jakichkolwiek deklaracji.

Dziś ten scenariusz się wypełnia i uważam, że pan Waszczykowski, ludzie mający swój udział w doprowadzeniu projektu do finalizacji oraz wszyscy Polacy mogą być zadowoleni. Panie i Panowie, udało się - tarcza antyrakietowa powstanie. Na szczęście. Dla Polski i dla świata.

2009-03-05

Znów musimy prosić Moskwę?

The flag of the North Atlantic Treaty Organiza...

Papierek lakmusowy kondycji lewackiej międzynarodówki w Polsce - Leszek Miller stwierdził dziś na swym blogu, że Radosław Sikorski musi poprosić Moskwę o zgodę na jego kandydaturę na szefa Paktu Północnoatlantyckiego.

Owa absurdalna wypowiedź prezentuje obraz polityki międzynarodowej jakiej życzą Rzeczpospolitej i NATO postkomuniści z kręgów Leszka Millera a kto za tym idzie kremlowscy włodarze. Polska ma znów przyklęknąć i z tej pozycji konsultować wszelkie ważniejsze decyzje ze swoim seniorem - Federacją Rosyjską. NATO nie ma prawa wystawić innej kandydatury, niźli prorosyjska na żadne wyższe stanowisko w swej administracji - najlepiej, żeby ta sprawa również była konsultowana z Kremlem. Od takiej wizji tylko krok do powrotu czasów stref wpływów w Europie. Tyle tylko, że w latach poprzedzających 89' rok słaba Europa będąca zabawką w rękach dwóch imperiów miała wsparcie ekonomiczne oraz polityczne Stanów Zjednoczonych, które doprowadziło do przesunięcia się żelaznej kurtyny za Bug. Dzięki temu dziś w Paryżu i w Berlinie mogą sobie biegać homoseksualiści w stringach z cekinami a w Warszawie różne lewackie organizacje pacyfistyczne w majestacie prawa mogą oblewać ekskrementami honor polskiego żołnierza.

Jednak dzięki polityce ugodowości Obamy oraz grze w rosyjską ruletkę do której zasiedli wspólnie Miedwiediew, Merkel i Sarkozy, niebawem ów porządek może upaść. Kruszenie się więzi transatlantyckiej ze Stanami Zjednoczonymi wystawia Europę, na początek środkowo-wschodnią, na żer rosyjskich ambicji. Widoczne obecnie symptomy coraz większej prorosyjskości narzucanej przez Brukselę całej Europie, której propagatorem jest m.in. wspomniany Miller, nie wróżą dobrze Polsce, Europie i całej cywilizacji Zachodu. Złotego wieku demokracji nie zakończy jedno wielkie uderzenie ruskiego buta wojskowego - ten wiek kończy się już teraz, kiedy europejskie ,,elity'' krok po kroku ustępują na kolejnych polach dyskursu z Moskwą, kiedy w Unii szerzy się socjalizm a postawy patriotyzmu narodowego są wyśmiewane oraz wyszydzane i przede wszystkim, kiedy naturalny sojusz USA z krajami wolnej Europy upada a na jego miejsce próbuje się ustanowić egzotyczny i chory sojusz Bruksela - Moskwa, mający szanse zaistnieć przy szczególnej bierności lewackiego prezydenta Stanów Zjednoczonych.

Zawężając perspektywę opisywanego przeze mnie zjawiska można spojrzeć na problemy Sikorskiego z otrzymaniem nominacji na szefa NATO jak na wielką próbę sił resztek proamerykańskich, więc w rzeczywistości proeuropejskich administracji (konflikt interesów USA i Europy jest fałszywy - nasze interesy są zbieżne) zmagających się z wielkim frontem lewicowej myśli ,,europejskiej'' wyznawanej przez gromady politycznych idiotów, którym marzy się jedno superpaństwo europejskie, najlepiej od Atlantyku po Ural. Żeby było jasne - popieram w tej sprawie aspiracje Radosława Sikorskiego, polityka którego nie lubię i niezbyt szanuję. Racja stanu Polski musi wznieść się jednak ponad bieżączkę i spory partyjne.

W obliczu całusów słanych z Waszyngtonu do Moskwy i panoszącej się w Europie brukselskiej dyktatury, można odliczać lata jakie pozostały Rzeczpospolitej i innym pomniejszym, nadal suwerennym stronnikom USA na wolność decydowania o swoim losie. Granica stref wpływów znów przesuwa się zza Bugu na zachód. Przynależność do której ze stref będzie mniejszym złem?

Link do artykułu: http://wiadomosci.onet.pl/1928432,11,item.html
Reblog this post [with Zemanta]

2009-03-01

Europa od Atlantyku do Uralu?

The flag of the North Atlantic Treaty Organiza...

Po 89' roku coraz trudniej znaleźć przykłady niezakamuflowanej i otwartej rosyjskiej propagandy mającej zmanipulować społeczeństwa Zachodu. Jednak na początek nowego miesiąca prezydent Federacji Rosyjskiej sprezentował światu koncept, będący kolejną próbą złamania solidarności świata zachodniego. Otóż Dmitrij Miedwiediew oznajmił, iż Rosji marzy się ,,Europa od Atlantyku do Uralu''.

Pomysł jest tyle śmieszny, co przerażający, bo podobny miał już niejaki Włodzimierz Ilijicz Lenin. Poza tym, pomimo oczywistej próby włączenia państw europejskich w kremlowską strefę wpływów oraz jednoczesne odsunięcie ich jak najdalej od Stanów Zjednoczonych, czym w rzeczywistości jest wysunięcie tego pomysłu, nie widać żadnego głosu krytyki ze strony Zachodu. Czyżby Merkel i Sarkozy byli już zajęci omawianiem planów przyszłego podziału władzy między Berlinem, Paryżem a Moskwą? Czyżby prezydent największej potęgi świata, Barack Obama na dobre dał sobie spokój z koncepcją ,,globalnego szeryfa'' i skierował USA na powolny dryf ku nowemu izolacjonizmowi? Nie zapytam o Donalda Tuska, bo wyliczenie tych polityków w jednym zestawieniu jest co najmniej komiczne.

Kraje Europy środkowo-wschodniej już dziś powinny zacząć modlić się i realnie działać, by wizja wielkiego euroazjatyckiego molocha nie została nigdy wprowadzona w życie. Iluzja nieaktualności Paktu Północnoatlantyckiego może skłonić możnych Europy do głębszego przemyślenia pomysłu podsuniętego przez prezydenta Rosji, co nieuchronnie doprowadzi do upadku NATO, a co za tym idzie do rozluźnienia więzi transatlantyckich. Czego, na co wszystko wskazuje, izolacjonista-Obama, marzący o potędze swych państw Merkel i Sarkozy oraz imperialista Miedwiediew szczerze pragną.

Dla Polski i innych krajów byłej radzieckiej strefy wpływów oznaczałoby to utratę ostatniej gwarancji nietykalności ze strony rosyjskiego imperializmu, co z kolei doprowadziłoby do powrotu czasów bilateralnej polityki Rosji i Niemiec w sprawach dotyczących Europy środkowo-wschodniej prowadzonej ponad głowami państw tego regionu. Nie ważne, czy Polska dostałaby się w całości, czy w części w strefę wpływów rosyjskich, bądź niemieckich - w każdej z możliwych opcji Rzeczpospolita na nowo utraciłaby pozycję na którą pracowały pokolenia walczące o niezawisłość naszego kraju. Zamiana NATO na egzotyczną współpracę Europy z Rosją równa się utracie suwerenności m.in. przez Polskę, o losie Gruzji czy Ukrainy nie wspominając.

Jedyne co pozostaje krajom naszego regionu, to lobbować za wzmocnieniem sojuszu transatlantyckiego i utrzymaniem Paktu Północnoatlantyckiego w jego pierwotnej formie w której USA pełniło jedną z głównych ról. Jeżeli podpiszemy cyrograf z Moskwą, nasze państwa, a w dalszej perspektywie również Europę Zachodnią czeka marginalizacja i podporządkowanie partykularnych interesów interesowi Wielkiego Niedźwiedzia, który chyba nigdy nie przestał śnić o światowej rewolucji.

Reblog this post [with Zemanta]

2008-10-28

Odrzucenie Traktatu Lizbońskiego w interesie Europy

W prowadzonej od jakiegoś czasu batalii promotorów i przeciwników Traktatu Lizbońskiego, pojawił się dziś nowy argument za jego przyjęciem. Co ciekawe, przedstawił go obywatel Irlandii - jedynego kraju członkowskiego UE, którego rząd sięgnął po najdemokratyczniejsze z narzędzi politycznych pod tytułem referendum, by zapytać się suwerena o zdanie na ten temat.


Europejskiego matrixa ciąg dalszy

Jak ogólnie wiadomo, naród irlandzki nie zgodził się na ratyfikację tego dokumentu. Powszechnie wiadomo też, że europejska administracja, nie zważając na zasady leżące u fundamentów europejskiej wspólnoty, żąda obecnie od Irlandczyków powtórzenia referendum. I to powtórzenia, które nareszcie przyniesie wynik zadowalający brukselskich urzędników. W tą akcję aktywnie włącza się irlandzki ,,ekspert'' Tim Bourke, który na łamach dziennika "Irish Times" prezentuje opinię, że tylko zjednoczona Traktatem Lizbońskim Europa ma szansę cokolwiek osiągnąć w konflikcie energetycznym z Rosją. Ów specjalista swoją wypowiedzią przygotowuje grunt pod nowe referendum na Szmaragdowej Wyspie, które tym razem MUSI wypaść pomyślnie dla unijnej biurokracji.


Cyrograf Lizboński

Pogląd Tima Bourka jest całkowicie nietrafiony i mam nadzieję, że wynikający, nie ze złych intencji, a jedynie z nieumiejętności analitycznych owego badacza. Otóż Traktat Europejski ma ustanowić na naszym kontynencie nowe reguły legislacji unijnej - reguły, które można śmiało sprowadzić do jednej zasady. A owa zasada to prawo silniejszego. Oczywistym jest, które kraje będą miały najwięcej do powiedzenia w nowej, zreformowanej Unii. Tak samo oczywiste jest, jaką politykę względem Rosji owe państwa prowadzą. Czy przeciętny zjadacz bagietek w ogóle zwróci uwagę na los polskich rafinerii zagrożonych rosyjską dominacja? Powstaje metaforyczne pytanie - czy tym razem, w żywotnej dla interesów całej Europy sprawie, Francuzi będą chcieli umierać za Polskę? Czy Niemcy będą do tego skłonni? Odpowiedzi na to pytanie każdy polski obywatel powinien udzielić sobie sam. Dla mnie sprawa jest jasna - wspólna polityka energetyczna Unii pod przewodnictwem Berlina i Paryża to ugody z Rosją nad głowami Polaków.

Dla Irlandczyków owa kwestia powinna być równie jasna. Czy nieliczący się z ich zdaniem Merkel i Sarkozy nagle zaczną je brać pod uwagę w żywotnych dla Irlandii, a często sprzecznych z interesem Francji i Niemiec, sprawach? O nie, tak samo jak dla Polaków, tak dla irlandzkich obywateli jasnym powinno być, że wprowadzenie Traktatu Lizbońskiego to zjednoczenie okupione zniwelowaniem demokracji. To zgoda na wyższość racji kraju silniejszego, w sytuacji gdy ani Irlandia, ani Rzeczpospolita Polska krajami silnymi nie są. To wasalizacja i zdrada interesu narodowego owych państw.


Plan Kaczyńskiego

Zgoda na ów niewolniczy cyrograf to jednocześnie głupota oraz ignorancja. Przecież powstały projekty, mające potencjał chronić europejską energetykę o niebo lepiej, niż ów Świstek z Lizbony. Już dawno temu proponowany przez ludzi Kazimierza Marcinkiewicza, a dziś prezentowany w nowym opakowaniu przez ekipę Donalda Tuska, proponowany zapis w prawie UE, to remedium na zagrożenie unijnego rynku ropy naftowej i gazu.

Za Wirtualną Polską (9.10.2008): Podstawą proponowanego paktu solidarności energetycznej jest nowa definicja "sytuacji kryzysowej". Obecny zapis, przewidujący reakcję UE w przypadku, gdy wystąpią "znaczące zakłócenia dostaw", czyli 20% unijnego (UE-27) zapotrzebowania na gaz, Polska chce zastąpić regulacją uruchamiającą procedury w razie zagrożenia połowy planowanych dostaw dla pojedynczego państwa członkowskiego, bez względu na obszar czy potencjał ludnościowy.

To realizacja pomysłu Lecha Kaczyńskiego z 2005 roku, który zakładał stworzenie paktu energetycznego w Europie, mającego zapobiec rosyjskiej dominacji w europejskiej energetyce, a co za tym idzie w polityce wewnętrznej i zagranicznej krajów członkowskich. To koniec moskiewskich pogróżek i szantażów. To współpraca na uczciwych i demokratycznych zasadach. To przeciwieństwo Traktatu Lizbońskiego.


Prawo silniejszego czy prawo demokratyczne?

Narody Europy stoją dziś u progu wielkich zmian. Bardzo prawdopodobne, że europejska biurokracja po raz kolejny postąpi wbrew swemu prawu i nakaże obywatelom Irlandii po raz kolejny podejść do referendum. Wtedy o kierunku zmian zadecydują obywatele tego państwa. Losy Europy zależeć będą od małego kraiku, który dawniej był kojarzony jedynie z biedą i ziemniakami, a dziś stawiany jest za wzór mądrej polityki gospodarczej, która doprowadziła do prawdziwego rozkwitu na Szmaragdowej Wyspie. Miejmy nadzieje, że naród irlandzki wybierze zmiany na lepsze, przez co pokaże brukselskiej biurokracji, czym tak naprawdę jest demokracja. Tym samym pokaże czym jest wola narodu i po raz kolejny odrzuci ten bezużyteczny w każdej kwestii ,,dokument''. Zwycięży prawo silniejszego czy prawo demokratyczne? O tym przekonamy się już niebawem.

Reblog this post [with Zemanta]

2008-09-13

Nie pobłażać małpie z brzytwą

Rosyjski filozof Aleksander Dugin na łamach dzisiejszego ,,Dziennika'' odkrył przed czytelnikami tej gazety prawdziwą twarz rosyjskiego giganta. Używając typowego dla rosyjskich dostojników słownictwa stwierdził - ,,(My, Rosjanie - przyp. Jaku) Mamy NATO gdzieś i się go nie boimy''. I bardzo dobrze, Zachód ma teraz wręcz obowiązek również przestać się bać i mieć gdzieś Rosję. Daj Bóg by tak się stało, bo pewnym jest która ze stron na takim układzie najwięcej straci.

Pogróżki kolosa na glinianych nogach

Napędzane przez politykę Putina oraz Miedwiediewa imperialistyczne ciągoty Rosjan znajdują ujście w pogróżkach pana Dugina - Posiadamy broń jądrową i jesteśmy gotowi jej użyć - mówi filozof. Uczony wylicza również inne środki nacisku jakie Rosja może zastosować, między innymi blokadę energetyczną. Dugin przestrzega też Europę, przed pouczaniem Rosji - chodzi głównie o kwestię Gruzji, którą rosyjska administracja chciałaby traktować jako sprawę wewnętrzną, w którą państwa trzecie nie powinny się mieszać. A szczególnie nie powinna się mieszać Europa, która przez tyle lat bała się pisnąć cokolwiek na temat Czeczenii, nie reagowała odpowiednio na karygodne postępki rosyjskich służb, jak zabójstwo Politkowskiej, czy Litwinienki, a teraz, ni stąd ni zowąd, sprowokowana stanowczymi działaniami dyplomacji bloku wschodnio-europejskiego, śmie krytykować rosyjskie władze i protestować przeciwko położeniu przez nie niedźwiedziej łapy na małym państewku na końcu świata. Małym państewku o wielkim znaczeniu strategicznym dla obu zainteresowanych stron.

Rosyjski rewizjonizm - nowy totalitaryzm?

Rosja chce powrotu najlepszych czasów ZSRR, kiedy to Rosjanie mogli pluć całemu cywilizowanemu światu w twarz, robiąc na terenie swojej strefy wpływów, co tylko im się spodoba. I Europa ze swoimi mężami stanu typu Sarkozy, czy Berlusconi ułatwia Wielkiemu Niedźwiedziowi realizację tych imperialnych marzeń. Bo to właśnie najsilniejsi z europejskiej części obozu cywilizacji Zachodu dziś milczą i tylko ci teoretycznie dużo słabsi i najczęściej pomijani w wielkiej polityce ośmielają się mówić prawdę o Rosji. Europa jako całość zachowuje się ambiwalentnie - do mediów wystosowuje się tyrady o obronie demokracji i skandalu, jakim są działania Rosjan w Gruzji, co nie przeszkadza w poklepywaniu się po plecach Sikorskiego i Ławrowa, czy Sarkozego oraz Putina. Owa hańbiąca postawa daje Rosjanom wolną rękę w Gruzji i otwiera drogę do leczenia rosyjskich kompleksów, które świetnie tłumaczy i uzasadnia Aleksander Dugin. Filozof uważa, że po przegranej zimnej wojnie, Rosja chce rewanżu na całym Zachodzie - Wcześniej czy później ten rewanż nastąpi. Jeśli Zachód tego nie pojmie, w Rosji wydarzy się to samo co w Niemczech w 1933 roku - Owa teza rosyjskiego filozofa jest błędna. Kwestia zorientowania się w sytuacji przez Zachód jest drugorzędna, bo scenariusz tego, co stało się w 1933 roku u naszych zachodnich sąsiadów, już dziś zaczyna powtarzać się w Rosji. Świadomość realnego zagrożenia bądź jej brak na ten proces nie wpłynie. Żadne działanie tego procesu nie odwróci, ale z pewnością trzeźwy ogląd sytuacji i twarda oraz skonsolidowana postawa Zachodu pozwoli odpowiednio się przygotować i w dogodnym momencie dać odpór powrotowi imperialnego totalitaryzmu na wschodzie. Jedyne, co Zachód, a ściślej zachodnia Europa musi zrobić, to otworzyć swe szeroko zamknięte dziś oczęta i spojrzeć na fakty. Rosjanie coraz silniej wymachują szabelką i jeśli ktoś im tej szabelki z rączki nie wytrąci, to mogą przy jej pomocy narobić dużo bałaganu.

Małpa z brzytwą

Nie od dziś wiadomo, że rosyjskie pogróżki w większości są pustosłowiem. Najwyższy czas, by zachodni przywódcy przypomnieli sobie o sile i atutach zjednoczonej Europy i, patrząc na interes swoich i sojuszniczych państw, wreszcie stanowczo sięgneli po zdecydowane środki i, wspólnie z potęgą Stanów Zjednoczonych nareszcie zrobili ostateczny porządek z bawiącą się brzytwą małpą znad Wołgi.