Premier Donald Tusk przedstawił dziś wybór dramatyczny stojącyprzed Polską. Cytuję– ,,bronić polskiej pamięci i równocześnie ulepszać relacje z Rosją - to diabelski dylemat''. Tusk odnosi się w ten sposób do kłamstw historycznych dotyczących Polski promowanych w ramach wielkiej propagandowej ofensywy Federacji Rosyjskiej.
Jak wiadomo dylemat, to sytuacja w której stawieni jesteśmy przed wyborem, w którym przedstawiają się nam rozwiązania z których trudno wybrać to właściwe. Dlatego też, wyciskając z PR-owskiego smalcu, którym jak zwykle oblepiona jest wypowiedź Premiera, resztki treści należałoby pominąć nieuzasadnione ,,i'' w jego wypowiedzi, przekształcając odpowiednio zdanie. Otóż, Donald Tusk, premier Rzeczpospolitej odpowiedzialny za stosunki międzynarodowe oraz wizerunek Polski za granicą stawia nasze państwo przed wyborem - Publikacja (rosyjskich historyków - przyp. autor) pokazuje jak trudne stoi przed nami wyzwanie – bronić polskiej pamięci CZY ulepszać relacje z Rosją - to diabelski dylemat. To naprawdę powiedział Tusk.
Możemy być pewni, jak rozwiąże ów diabelski dylemat nasz mąż stanu. Nie zrobi zupełnie nic, dla dobra słupków poparcia. Donald Tusk nie obroni polskiej pamięci ANI nie ulepszy relacji z Rosją. Za to pierwszego września pouśmiecha się do zdjęć z Władimirem Putinem, który jest jedną z twarzy kampanii oszczerstw na temat Polski. W kwestii owych kłamstw, jak sam mówi, rząd podjął działania na niższym szczeblu. - Jest szansa by w tej samej telewizji pojawiali się polscy historycy reprezentujący nasz punkt widzenia -
Czyli wygląda na to, że Tusk wyśle swoich urzędników, by ci na klęczkach przypełzli do rosyjskiej telewizji publicznej, aby ta łaskawie uwzględniła polskie opinie na temat kłamstw Rosjan. Podejrzewa się, że nowy Feliks Dzierżyński polskiej polityki Zbigniew Ziobro jest homoseksualistą - czy te nieśmiałe i całkowicie pozbawione impetu działania nie dają powodów by o to samo nie podejrzewać całej administracji Premiera?
Dla kontrastu chciałbym przedstawić reakcję rządu innego kraju na temat informacji odnośnie ich obywateli. Otóż około tydzień temu szwedzka gazeta o ponętnej nazwie ,,Aftenbladet'' poinformowała, że żołnierze izraelscy handlują organami zabitych w walce Palestyńczyków. Nie trzeba było długo czekać na reakcję - premier Izraela Benjamin Netanyahu stwierdził, że relacje ,,Aftenbladet'' są ,,skandaliczne'' i, co oczywiste, ,,antysemickie''.
Jak widać Netanyahu nie zauważył diabelskiego dylematu który w analogicznej sytuacji gniecie Donalda Tuska i nie daje mu spać po nocach. Najwyraźniej są politycy, którzy bezkompromisowo walczą o interes swojego państwa i nie pozwalają nikomu pluć na swój kraj. Mało tego, zdołali sterroryzować opinię międzynarodową na tyle, by używać oskarżeń o nienawiści do własnego narodu jako ostatecznego argumentu. To jest skuteczna polityka historyczna i są na świecie politycy, którzy są zdecydowani ją prowadzić.
2009-08-25
Diabelski dylemat
Posted by
Jaku
at
16:03
1 comments
Labels: Donald Tusk, polityka zagraniczna, propaganda, realna polityka, rosyjski imperializm
2009-07-28
Czas ucieka, nocnik czeka
Wywiad z Jarosławem Kaczyńskim opublikowany na łamach Gazety Polskiej może budzić wzburzenie. Może wywoływać gwałtowne reakcje i niechęć do przywódcy PiS. Ów wywiad może tak zadziałać głównie na tych którym siła słów w nim zawartych szczególnie zagraża.
Kaczyński się nie patyczkuje. W toku wywiadu prezentuje sprytny i niecny plan zablokowania Platformy Obywatelskiej przy władzy aż do końca kadencji. Jak wiadomo tendencja spadkowa poparcia dla Platformy raczej się nie zmieni i byłby to ewenement na skalę historii III RP, szczególnie, że działania polityków partii rządzącej wydają się tylko intensyfikować ten trend. Dlatego tylko przedterminowe wybory są w stanie utrzymać Platformę na powierzchni. I tylko politykom tej partii na tym utrzymaniu tak zależy.
Środowisko liberałów ma zamiennik w postaci Stronnictwo Demokratyczne, Sojusz Lewicy Demokratycznej dzięki sile PO jedynie traci część elektoratu, Polskie Stronnictwo Ludowe nakradło już do pewnej granicy, na której przekroczenie nawet Platforma nie chce pozwolić, z resztą sondaże wróżą ludowcom ciężką przyszłość. Zostaje jeszcze Prawo i Sprawiedliwość z Jarosławem Kaczyńskim na czele, którym w oczywisty sposób zależy na upadku partii Donalda Tuska. Przyspieszone wybory są na rękę tylko i wyłącznie PO.
Dlatego polityk nazywany czasami pogardliwie Wielkim Strategiem wypowiada się dziś, by ubiec przewidywane próby skrócenia kadencji Sejmu. Jarosław Kaczyński deklaruje, że PiS z pomocą swego brata może zablokować każdą próbę rozpisania wcześniejszych wyborów, po czym razem z pozostałymi partiami stworzyć makietowy, ,,bezpartyjny'' rząd zapewniający ciągłość władzy aż do konstytucyjnego terminu zmiany warty. Wiadomo, że słabnącym lewakom i ludowcom będzie zależało na przedłużeniu swej marnej egzystencji w parlamencie. Dlatego ewentualna propozycja dwóch Kaczyńskich może paść na podatny grunt. Szczególnie, że Pawlakowi coraz mniej po drodze z partią miłości, nie mówiąc już o Napieralskim.
Na miejscu Kaczyńskiego krzyknąłbym - ,,szach mat!'', bo w takim układzie Platforma Obywatelska ma do wyboru utratę władzy i przejście do opozycji bądź trwanie przy niej aż do mizernego finiszu za dwa lata. I tak źle, i tak niedobrze. Jak stwierdził przywódca PiS - ,,Tusk znajdzie się nie ręką w nocniku, lecz z głową''. Czas ucieka, grunt usuwa się pod nogami platformersów a oblicze jaśnie panującego nam Słońca Peru zbliża się coraz szybciej do metaforycznego żółtego zwierciadła.
P.S.: Wiem, że niektórych krew właśnie zalewa, niczym arcymistrza bon-ton Niesiołowskiego obrażonego niskim poziomem wypowiedzi Kaczyńskiego dla Gazety Polskiej. Wyznaję jednak zasadę ,,ogień ogniem zwalczaj'', dlatego dla poprawienia nastroju owych osób chciałbym zaprosić na seans przed PiS TV. Grają dziś krótki film fabularny pt. ,,Rzecznik polskiego rządu udaje się do pracy...''. W rolach głównych rzecznik rządu RP Paweł Graś i jego niemiecki pracodawca Herr Niemiec. Polecam:D
Posted by
Jaku
at
18:49
0
comments
Labels: Donald Tusk, Jarosław Kaczyński, partia obietnic, Paweł Graś, realna polityka, stefan niesiołowski
2009-06-25
Chcieliście wydymać Freda...
Nie będę powielał interpretacji decyzji Prawa i Sprawiedliwości w kwestii głosowania nad nowelizacją ustawy medialnej. Faktem jest, że dzięki wczorajszej zgodzie między Platformą Obywatelską a PiS rozpadł się kruchy alians PO z Sojuszem Lewicy Demokratycznej. Dzięki temu możliwe będzie odwołanie ministra Jacka Rostowskiego, który otrzymał dziś celny pseudonim ,,minister kryzys''.
Prawo i Sprawiedliwość miało problem w skutecznej kontroli władzy do której predystynowana jest zwyczajowo opozycja. Wszelkie próby poddania pod ocenę Sejmu dokonań członków rządu Donalda Tuska kończyły się wsparciem Sojuszu dla Platformy, co umożliwiało przetrwanie nawet najbardziej nieudolnym ministrom. Nie będę rozpisywał się w peanach na cześć Kaczyńskiego, bo nie mam twardych dowodów na to, że wczorajszy zabieg, miał na celu wywołanie sytuacji w której znalazła się dziś polska scena polityczna. Pewnym jest jednak, że się to stało i jeśli ów rozwój sytuacji był zaplanowany w biurze Wielkiego Stratega, to było to posunięcie genialne.
Wczorajsza bierność PiS w głosowaniu, umożliwiająca przyjęcie senackich poprawek o potrzebie prezentacji chrześcijańskich wartości w telewizji publicznej, doprowadziła do wrzenia Grzegorza Napieralskiego oraz pozostałych milusińskich lewaków. Napieralski zmarszczył swe demoniczne brwi, Szmajdziński zrobił się czerwony (hehe) a Kalisz jeszcze bardziej spuchł - w szeregach Sojuszu zapanował popłoch. Bo jak to tak - jak można promować chrześcijaństwo w dzisiejszych czasach ponowoczesnych, w których liczą się tylko Prawa Człowieka i inne przepoczwarzenia Manifestu Komunistycznego? Do tego głosując wespół z Ciemnogrodem spod znaku Kaczki??
To policzek w szeroko pojętą lewicę, która tak przykładnie dogadywała się z Platformą. Otóż, dzięki wspólnemu głosowaniu PO oraz PiS, SLD poczuło się wydymane, a wbrew progejowskiej propagandzie szerzonej przez jej członków, dymania nie toleruje - przynajmniej w zakresie czerwonego zadka własnej partii. Tak więc lewica ma poczucie złamania układów politycznych zawartych z Donaldem Tuskiem. Sam Tusk jeszcze wczoraj zapewne czuł spełnienie, ponieważ projekt ustawy niszczącej media publiczne w końcu przeszedł. Do tego z poprawkami, którym z pewnością przyklaśnie katolicki elektorat. Dziś zapewne w Kancelarii Premiera rozpętała się burza a Schetyna prawdopodnie nie raz musiał fundować swemu wodzowi relaksujący masaż skroni.
Okazało się, że Kaczka wydymał wszystkich - lewicę spotkało to drugi raz (po wolcie Tuska), a samego Donka po raz pierwszy, ale na pewno równie mocno zabolało. Wczorajsze złamanie obietnic politycznych przez Premiera rozsierdziło SLD, które pragnie dziś politycznej zemsty. Tymczasem, oczywiście przypadkowo, Prawo i Sprawiedliwość podsuwa świetną sposobność. Już dzisiaj przegłosowany zostanie wniosek PiS o odwołanie Jacka Rostowskiego - pana ,,oczy szeroko zamknięte'' i mistrza ignorancji ekonomicznej. Lider SLD, Grzegorz Napieralski zapowiedział z rana, że jego formacja poprze ów wniosek.
Patrząc z punktu widzenia realnej polityki hipotetyczny plan Kaczyńskiego to arcydzieło strategii. To ucieczka do przodu rozbijająca rodzący się sojusz SLD i PO. Do tego okupiona marnym kosztem, bo sama nowela ustawy medialnej ma zostać podobno zaskarżona do Trybunału Konstytucyjnego - lewacy na pewno tego tak nie zostawią. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że Trybunał ową ustawę zablokuje. Posunięcie to doprowadzi do sytuacji, w której w mściciel Grzegorz Napieralski sam przyniesie Jarosławowi Kaczyńskiemu głowę ministra Rostowskiego na złotej tacy. Po ewentualnym odrzuceniu nowelizacji przez TK koszta takiego rozwoju wypadków poniesione przez PiS się wyzerują.
Realna polityka stawiająca nacisk na pragmatyzm i zgrabne lawirowanie polityczne doprowadziła do kłótni między Sojuszem a Platformą. Doprowadziła wręcz do pojedynku słownego odbytego na oczach obywateli pomiędzy przedstawicielem Polskiego Stronnictwa Ludowego Eugeniuszem Kłopotkiem a panią poseł z Platformy Obywatelskiej Iwoną Śledzińską-Katarasińską. Jeśli na antenie między politykami koalicji ma miejsce taka wymiana retorycznych piorunów kulistych, to strach pomyśleć co obecnie dzieje się w kuluarach sojuszu PO-PSL.
A wszystko to dzięki jednej zmianie frontu ufundowanej sojusznikom przez samego Donalda Tuska, który był pewien, że w ten sposób wygra wszystko i to dzięki walnej pomocy wrogiego Prawa i Sprawiedliwości. Zamiast tego wszystko stracił. Nie będzie sojuszu z lewicą, ludowi sojusznicy już teraz głośno zastanawiają się nad sensem trwania koalicji. Trawestując klasyk - Chcieliście wydymać Freda, to teraz Fred wydymał was.
Posted by
Jaku
at
10:57
0
comments
Labels: partia obietnic, Prawo i Sprawiedliwość, realna polityka, sojusz lewicy demokratycznej