
2009-06-03
III Rzeczpospolita
Posted by
viilo
at
18:55
0
comments
Labels: III RP, III Rzeczpospolita, Jaruzelski, Kiszczak, Michnik, michnikowszczyzna, Stefan Jarmuła
Nowa afera spirytusowa, czyli piszą celnicy do Rostowskiego
Dnia 20.02.2009r Związek Zawodowy Celnicy PL wystosował do szefa Służby Celnej Jacka Kapicy list otwarty, w którym wskazuje się na nieprawidłowości w Służbie Celnej i niedopełnienie obowiązków przez urzędników tworzących prawo akcyzowe dotyczące alkoholu etylowego.
Brak reakcji skłonił związkowców do skierowania listu do samego Ministra Finansów, pana Jacka Vincenta Rostowskiego. Skala zjawiska pozwala nazwać ujawnione zjawisko nową aferą spirytusową w którą zamieszani są urzędnicy państwowi najwyższego szczebla. Warszawa milczy.
Proceder mieliśmy okazję poznać przy ujawnieniu wcześniejszej afery związanej z przemytem alkoholu. Przemytnik dodaje do spirytusu związki chemiczne pozwalające zakwalifikować powstały roztwór do kategorii spirytusu technicznego, po czym od owego płynu nie płaci na granicy akcyzy. Po kontroli celnej, która jest już formalnością, ów przemytnik strąca szkodliwą substancję z roztworu (czasem skuteczniej, czasem mniej skutecznie) i otrzymany w ten sposób spirytus spożywczy sprzedaje na rynek krajowy. Działalność ta według szacunków naraża budżet państwa na ok. 4mld zł strat rocznie z tytułu nieegzekwowanych akcyzy oraz innych podatków w tym VAT i dochodowego. W liście zwraca się szczególna uwagę na luki prawne oraz brak kontroli nad alkoholem celowo „skażonym” czynnikami z których łatwo go oczyścić i ponownie sprzedać jako spożywczy, a także na niespójne i niedbale napisane prawo akcyzowe. Należy również zaznaczyć, że źle oczyszczony spirytus pozostaje trucizną szkodliwą dla zdrowia spożywających go konsumentów.
Ponadto z nieznanych przyczyn w roku 2005 zlikwidowano nadzór nad wyrobami zwolnionymi od podatku, z kolei w 2006 usunięto komórki operacyjne Służby Celnej. W 2007r. wydano „Instrukcję postępowania pracownika SZNP podczas skażania alkoholu etylowego”, w której jako istotny element nadzoru państwowego, obok prób państwowych, wskazano jako wiarygodne dla celów kontroli, próby pobierane samodzielnie przez kontrolowany podmiot - niezgodnie z polskimi normami, co w praktyce wykluczyło możliwość ich wykorzystania jako dowodu w postępowaniu podatkowym lub karnym. Kto jest odpowiedzialny za te zmiany i czy miał na nie wpływ lobbying czarnego rynku spirytusowego na naszych granicach?
W Izbie Celnej w Krakowie w 2006r rozwiązano grupę, która wykryła co najmniej w dwóch firmach nieprawidłowości przy skażaniu i zużyciu milionów litrów spirytusu oraz ujawniła, jako pierwsza w Polsce, mechanizmy oszustw. Kto usunął ludzi, którzy jako jedni z niewielu przeciwstawili się patologiom we własnym środowisku?
Należy dodać, że na wyposażeniu Służby Celnej i pozostałych służb nie ma tak potrzebnych w walce z przemytem markerów i odczynników wykrywających techniczny alkohol w wyrobach konsumpcyjnych. Autorzy kolejnych listów twierdzą że podobnych mechanizmów, można upatrywać także w sferze rynku paliw, tytoniu oraz gier i zakładów wzajemnych. Wcześniej nieprawidłowości w zakresie paliw sygnalizował już NIK, jak również media szerzej w zakresie spirytusu, paliw i gier losowych. Za uchybienia w prawodawstwie uniemożliwiające pełną kontrolę nad szarą strefą alkoholową Związkowcy z ZZ Celnicy PL obarczają przede wszystkim urzędników Ministerstwa Finansów. Przestrzegają oni przed szukaniem kozłów ofiarnych wśród szeregowych pracowników Służby Celnej. Problem rozpoczyna się dużo wyżej, a milczenie ministra finansów jest znaczące.
W swoich listach do szefa służby celnej i ministra Rostowskiego związkowcy wskazują na:
Aspekty i uregulowania prawne
• Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 22 kwietnia 2004r w sprawie obniżenia stawek podatku akcyzowego stwarzało możliwości matactw. W rozporządzeniu tym nie wymieniono niektórych towarów akcyzowych określonych w ustawie o podatku akcyzowym. Natomiast w poz. 29 załącznika nr 1 oraz załącznika nr 2 zawarto zapis, iż stawka akcyzy na wyroby niewymienione w poz. 1-28 wynosi zero. Trwało to co
najmniej do dnia 23.11.2007r., w którym oficjalnie zwolniono alkohol w kilku wyrobach przemysłowych.
• Związkowcy pytają: Czy w wyrobach przemysłowych w tym w wyrobach akcyzowych ze stawką „zero” i oznaczonych innymi kodami CN niż kod CN 2207, a zawierających alkohol etylowy w ilości powyżej 1,2% , posiadały stawkę 4550 zł/ hl 100% alkoholu etylowego. Związkowcy wskazują, że prawdopodobnie od dnia 1.05.2004r. do dnia 23.11.2007r. obowiązywała stawka „zero” na importowane wyroby zawierające 96% alkoholu etylowego w momencie gdy pobierano opłatę w wysokości 4.550 zł od 1 hl alkoholu etylowego 100% vol.
• §18 ust. 1 pkt 8 Rozporządzenia z dnia 26 kwietnia 2004r w sprawie zwolnień od podatku akcyzowego. Zgodnie z tym przepisem od 24 listopada 2007r. jest zwolniony z podatku akcyzowego alkohol etylowy zawarty w nabywanych wewnątrzwspólnotowo bez określenia obowiązku oraz norm skażania i bez ustalenia warunków gwarantujących przestrzeganie warunków jego zwolnienia. Przepis ten umożliwiał nielegalne przechowywanie na terenie Polski w butlach do 5 litrów alkoholu nieskażonego bez obowiązku zapłaty akcyzy. Przepis pozwala na bezkarne (bez możliwości wymierzenia podatku) przechowywanie na terenie Polski, poza procedurą zawieszenia, wyrobów zawierających 96% alkoholu nieskażonego. Wyrób taki, nawet bez oczyszczenia, może zostać przeznaczony do spożycia i to bez wiedzy osób, którym zostanie podany do konsumpcji.
Działania i decyzje poszczególnych osób
• Błędne interpretacje indywidualne, w których organy udzieliły interpretacji, że obciążenie akcyzowe lub stawka akcyzy od wyrobów akcyzowych klasyfikowanych do kodu CN 38200000 i PKWiU 24.66.33 wynosi „zero”, a nie wskazywały w interpretacjach, że akcyza od zawartego w tych wyrobach alkoholu jest równa obowiązującej w Polsce stawce akcyzy dla alkoholu etylowego oznaczonego w tym wyrobie kodem CN 2207.
• Decyzja o wyłączeniu w połowie roku 2005 m.in. alkoholu skażonego zwolnionego z podatku akcyzowego z nadzoru Służby Celnej. W tym okresie informowano o pojawieniu się na rynku spożywczym alkoholu niewiadomego pochodzenia ze śladami bitrexu i osadu.
Odkażony spirytus
• W ostatnich miesiącach Służba Celna ujawnia hurtowe ilości alkoholu odkażonego, podrabianych wódek gatunkowych oraz nalewek wyprodukowanych z odkażonego spirytusu. Funkcjonariusze celni ujawnili 14 tys. litrów alkoholu w postaci nalewek, w których dopuszczalna ilość alkoholu metylowego została przekroczona 15 razy. Opinia publiczna nie została o tym poinformowana.
• Związkowcy wskazują na brak uprawnień Służby Celnej do czynności operacyjno- rozpoznawczych.
• Alkohol nieskutecznie skażony i nieprawidłowo zużyty oraz wadliwie nadzorowany jest niewątpliwie prawie w całości wykorzystywany do spożycia, chociażby z racji ogromnej różnicy w cenie (4zł/l spirytusu technicznego, z którego wyprodukować można ok. 5 butelek 40% wódki w sumarycznej cenie rynkowej ok. 100 zł, która wypiera z rynku alkohol o wartości akcyzy 45,5 zł)
Ludzie ujawniający ten zbrodniczy proceder już teraz spotykają się z szykanami ze strony swoich dowódców i mniej wrażliwych moralnie kolegów. Ktoś zarabia wielkie pieniądze w zamian za przymykanie oka na pleniący się na granicy przemyt spirytusu. Beneficjentami są również firmy alkoholowe, nabywające ów wątpliwego pochodzenia surowiec do produkcji alkoholu. I niby wszyscy są ukontentowani. Tylko czy w obliczu takich zjawisk możemy w odniesieniu do Polski stosować pojęcie państwa prawa a naszą administrację z czystym sumieniem uznać za transparentną i godną zaufania?
Opisana tu patologia pozwala twierdzić, że III RP pozostaje nadal krajem układów i układzików, w którym mało kto liczy co rusz ujawniane afery, a praktycznie nikt nie walczy o zainteresowanie się nimi przez organy odpowiedzialne za porządek publiczny.
Miejmy nadzieję, że w obliczu bierności ministra Rostowskiego, opozycja bądź jakaś organizacja pozarządowa zwróci uwagę na apele związkowców ze Związku Zawodowego Celnicy PL. Miejmy nadzieję, że komuś uda się w końcu doprowadzić do sytuacji, w której polska granica będzie różnić się od granic meksykańskich tym, że w jej ramach obowiązywać będzie sprawiedliwe prawo na straży którego stać będą uczciwi urzędnicy.
---
Listy można znaleźć na stronie www.skarbowcy.pl
Posted by
Jaku
at
12:57
0
comments
Labels: afera Olewnika, ministerstwo finansów, Rostowski, służba celna
2009-06-02
You can’t teach an old dog new tricks
W blogu FYMa wywiazala sie dzis bardzo interesujaca dyskusja w momencie gdy glos w temacie s24 zabral Platos:
Ja obawiam się jednak, że najsłabszym ogniwem tego miejsca jest jego właściciel. Nie że zły, słaby sprzedajny itd Dopóki jednak S24 jest stosunkowo niegroźny, dopóki internet jeszcze nie wygrywa z mainstreamem, nie wpływa zdecydowanie na wybory polityczne pozwolą mu się bawić w nadredaktora blogów. A potem dadzą mu ofertę nie do odrzucenia...
Czy I Janke znany jest ze swej bezkompromisowości? Ja czytając jego lękliwą publicystykę taką bogu świeczkę diabłu ogarek - bardzo wątpię. Chciałbym się mylić
FYM udzielil mu nastepujacej odpowiedzi:
ja myślę, że trzeba Jankego umacniać, a nie dobijać :) Powiem tak: fechtunku można się nauczyć. A poza tym każdy człowiek ma szansę poprawy :)
Stare anglosaskie przyslowie mowi jednak, ze nie da sie nauczyc starego psa nowych sztuczek. I tak, ze starego smietnikowca stolujacego sie w TokFM nie da sie zrobic psa obronnego. Nie ma tez sensu uczyc go fechtunku, smietnikowiec bez nauki pokaze slabszym kly w obronie wlasnych stolowek, ale predzej podkuli ogon i ucieknie niz z rownym sobie stoczy boj o przywodztwo stada. Podatnosc na lakome kąski o zupelnie obcych zapachach pozostanie na zawsze silniejsza.
"Umacnianie Jankego" to koncept rownie egzotyczny jak umacnianie lewej nogi. Cos mi mowi, ze dzisiejsi umacniacze moga niebawem znalezc sie w sytuacji podobnej do osob ktore chcialy kedys przechytrzyc SB prowadzac z nia dialogi. Jankego nie nalezy umacniac, (salonu) Jankego nalezy uzywac z pelną swiadomoscią grozących konsekwencji.
Nie mam tez pewnosci, czy szanse poprawy nalezy dawac takze komuchom i postkomuchom, no, chyba ze komus nie jest szkoda ani wlasnego zycia, ani zycia kolejnych pokolen Polakow.
Posted by
viilo
at
16:39
2
comments
Labels: FYM, Igor Janke, salon24
2009-05-30
Czy komucha mozna znieslawic?
Przerozni politrucy, czyli mowiac po naszemu funkcjonariusze propagandy dwoją sie i troją ostatnio, a takze od dluzszego czasu by wpoic tluszczy tak zwany szacunek dla komucha. Powiedzmy uczciwie, rzecz nie jest prosta. Bezposredniego przykladu komucha zaslugujacego na szacunek znalezc sie nie da, nie sposob stwierdzic: prosze panstwa, oto tow. XX, uczciwy komunista, godny najwyzszego szacunku. Do tematu trzeba podejsc w jakis inny sposob by ocalic jak najdluzej umowy zawarte w Magdalence przy okraglym bufecie.
Konieczne jest podejscie kreatywne i dlatego dziennikarska smietanka postpeerelu nie ma wyboru i musi ryzykowac wlasnym imieniem i nazwiskiem. Stawka jest wysoka, ale nagrody jeszcze wyzsze. Dobry i dosc bezpieczny jest tzw humanitaryzm, kiedy politrucy podciagają szacunek dla komucha pod ogolny szacunek dla drugiego czlowieka (komuch nasz bliźni, anonimowy autor nie moze atakowac personalnie, itd). Metoda ta nie jest szczegolnie skuteczna albowiem malo kto jeszcze wierzy w humanitaryzm komunizmu i aby metoda przynosila jakies efekty trzeba terrorystyczne grozby z nia zwiazane powtarzac kilka razy dziennie (patrz dzialalnosc I.Janke i zawiadowanej przez niego klubokawiarni sb2024p).
Mądrej głowie dość dwie słowie, dlatego nie widze potrzeby kontynuowania przykladow, inteligentny czytelnik sam juz ma kolejne na podoredziu, a cywilizowac cenzorow tej klubokawiarni nie zamierzam. Mozna ich juz dzis spokojnie w ogolne straty ludzkosci wpisac.
Wracajac do tytulowego pytania i pamietajac o problemach towarzysza Leppera z gwalceniem prostytutek, nalezy stwierdzic, ze jak sie kto uprze to moze znieslawic komucha (inwektywami typu pedofil, wierzacy, prywaciarz, kapitalista...), tylko po co?
Zycze wszystkim udanego, apolitycznego piatkowego wieczoru. Tym dla ktorych piatkowy wieczor juz minal, darz bor za tydzien.
Notatke spisal
Opluwacz Internetowy
(dawniej Zoologiczny... [Antykomunista])
Tradycyjnie wersja raperska dla mlodziezy.
2009-05-27
Pionek bije Królową czyli farsa europejska
Brytyjska Królowa poinformowała dziś, że niezaproszenie jej przez Sarkozego na obchody D-day to ,,afront''. Francuzi odpowiedzieli, że nie im decydować, kto będzie reprezentował Zjednoczone Królestwo a poza tym rocznica lądowania w Normandii to przede wszystkim święto francusko-amerykańskie. Po raz kolejny widać, że wspólnotę europejską łączy jedynie lokalizacja na tym samym kontynencie. Cała reszta Europę dzieli.
Patrząc na sprawę z politycznego punktu widzenia z tych informacji można wyciągnąć dużo więcej niż treść dyplomatycznych komunikatów. Paryż chce wkupić się w łaski Obamy, jednocześnie odsuwając go od Londynu. Ponadto, francuska dyplomacja pragnie zdewaluwoać poświęcenie pozostałych aliantów oraz podnieść do rangi cnoty postawę Francji w latach 40'. Pomijająm ocenę porównawczą wkładu brytyjskiego (przerażające ilości żołnierzy Wysp Brytyjskich podziurawionych ołowiem na odcinku SWORD podczas lądowania) oraz francuskiego (rząd Vichy kontra Wolni Francuzi w małym państewku na krańcu świata). W świetle historycznym w istocie Francja jest jedynie pionkiem który próbuje pokonać Królową przez duże K. Zafałszowywanie historii to nie tylko domena Niemców czy Rosjan. Wróćmy jednak do meritum.
Sądzę, że to naturalne, iż Francuzi próbują wykorzystać obchody rocznicy 6 czerwca do załatwienia politycznych interesów z Barackiem Obamą i zagarnięcia jego sympatii. W końcu to zły George W. Bush i brytyjczyk Tony Blair prowadzili imperialistyczną politykę anglosaską, czas więc, by politycznie poprawni Obama i Sarkozy wprowadzili globalny Ład i Porządek ku chwale rewolucji. A przy okazji załatwili kilka interesów i odciągneli Amerykanów od podłych Brytoli.
Jeszcze raz podkreślam - naturalnym jest, że Francja realizuje swą rację stanu a Brytyjczycy protestują jeśli godzi to w ich interes. Jednak istnienie tego mechanizmu, którego nie udało się wykrzewić wszelkiego rodzaju eurofederastom, świadczy o tym, że pełna integracja europejska jest tworem utopijnym, niemożliwym do zrealizowania w praktyce, bądź prawdopodobnym na krótkim odcinku historycznym jedynie w warunkach totalitaryzmu. Kłótnie i uszczypliwości brytyjsko-francuskie to tylko kolejny przykład. Czy rzeczywiście tego potrzebuje Europa?
Tylko naiwni będą uparcie twierdzić, że Bruksela usunie kłótliwość europejskich polityków i pozwoli wykreować UE na nową potęgę godną współzawodnictwa z USA czy innymi gigantami współczesnego świata. Marzenia lewaków o europejskiej rodzinie realizowane od kilkudziesięciu lat przekuwane na przestrzeni lat w rzeczywistość są oparte u gruntu o błędną tezę, dlatego cała ta inicjatywa prędzej, czy później runie. Problem w tym, że tzw. interesu europejskiego nie ma. Są interesy Francuzów stosujących protekcjonizm, Niemców walczących o przewartościowanie historii oraz Polaków, ostatnio opieszale walczących o swoją, indywidualną rację.
Próby podtrzymywania tego chorego systemu w Europie skończą się katastrofalnie dla jej obywateli i rządów, bądż przyszłego scentralizowanego rządu brukselskiego, któremu już teraz zaczynają rosnąć kły, którymi zdążono się już sprawnie posłużyć np. w kwestii irlandzkiego referendum.
Skoro nawet w najwęższych odcinkach gry dyplomatycznej widać ostrą rywalizację państw europejskich, i to nie na zasadzie Luksemburg versus Belgia a pojedynek dwóch potęg lokalnych, to czego możemy się spodziewać w przyszłości, kiedy integracja według planu (nakazu?) będzie postępować? Tylko totalitaryzm zniweczy różnorodność tradycji, intencji oraz dążeń Starego Kontynentu. Możliwe, że eurokraci już dawno na to wpadli.
Jednak jeśli nie, to czas postawić sprawę jasno. Kończmy tę farsę bo jest ona u gruntu bezsensowna. Farsa polityczna, tak samo jak farsa literacka ma to do siebie, że tworzona bez wyczucia i zbytnio przeciągana zaczyna poważnie frustrować. Prawdopodobnie niebawem Bruksela doczeka się upustu tej frustracji.
Posted by
Jaku
at
21:10
0
comments
Labels: Francja, propaganda, realizm polityczny, Unia, USA, wielka brytania
2009-05-24
Komuch nierychliwy, ale pamietliwy
Mysle, ze mamy do czynienia z kolejna bitwa jaka funkcjonariusze polskojezycznych mediow wytoczyli niezaleznym blogerom. Celem tej wojny jest narzucenie polskim blogerom warunkow blogowania innych niz w cywilizowanym swiecie. Z jednej strony blogerzy niekrepowani wymaganiami redakcji czy wydawnictw - na otwartym dostepnym dla kazdego polu, z drugiej betonowi funkcjonariusze okopani po zeby na swych łamach niedostepnych dla nikogo z ulicy. Fukcjonariusze boja sie depczacych im po pietach blogerow i sa gotowi zrobic wszystko by odwrocic te sytuacje.
Sytuacja blogosfery w krajach demokratycznych jest odmienna. Nie wystepuja tam aroganccy, zaklamani i ciemni lewaccy funkjonariusze chroniacy zlodziejskich zdobyczy i nienaleznych przywilejow. W zwiazku z tym poglady polityczne blogerow nie sa az tak oddalone od siebie i ten brak skrajnej polaryzacji sprzyja rzeczowej dyskusji, niezaleznie od tego czy oponenci uzywaja nazwisk czy pseudonimow.
Wydawalo sie, ze wraz z postepami cywilizacji lagodnieja stosowane przez komunistow metody. Po wymordowaniu metodami militarnymi najbardziej opornych oponentow komunisci ograniczaja terror do metod policyjno-propagandowych itd itp. Jest to poglad bledny, bolszewickie metody lagodnieja wylacznie wtedy gdy to mozliwe i moga powrocic natychmiast, jezeli tylko czerwone swinie uznaja to za konieczne. Ujawnienie Kataryny to powrot do esbeckich metod, do klimatu lat 70/80, powrot natychmiastowy, tak jakby tamta ohyda dziala sie wczoraj, a nie 30 lat temu. Ciaglosc nie zostala przerwana. Jest to przerazajace kiedy z pozoru zaleczona choroba wybucha po latach nagle i ze stara sila. Tak jak Polpot, ktory dokonal swoich zbrodni kilkadziesiat lat po tym jak kostucha przerwala "dzielo" Stalina.
Nie jest to jedyne skojarzenie z SB. Warto przypomniec stara gre w zlego i dobrego esbeka. Przesluchanie prowadza zly i dobry na zmiane. Zly straszy i grozi, az w koncu delikwent zaufa dobremu esbekowi i zareaguje w pozadany przez nich sposob. Zly esbek w nowym scenariuszu to Michalski i Dziennik. Malo kto zauwazyl, ze w roli dobrego esbeka z niekwestionowanym sukcesem wystapil Janke wraz ze swoim s24. W slad za nim pospieszny ideologiczny zwrot wykonuja Sadurski i Swiechowski.
Po ostatnich wydarzeniach Janke jest powszechnie postrzegany jako obronca Kataryny. Nieomal nikt nie widzi, ze wlasnie Janke wygrywa bitwe w ktorej narzuca blogerom warunki blogowania korzystne dla mainstreamu, skutecznie wprowadza u siebie znany z zamierzchlej bolszewii cenzorski zapis "na czlowieka", bo zapis na okreslony utwor, czy tresc juz nie wystarcza. Nie dalej jak wczoraj Janke usunal wpis Lazacego Lazarza, a zastraszony bloger nie mial odwagi zaprotestowac ani w sb2024, ani w znacznie bardziej niezaleznych blogowiskach w rodzaju blogosfery24, czy niezaleznych.
Janke to funkcjonariusz mainstreamu, zolnierz TokFm, pretendujacy do znaczacej pozycji w ukladowym salonie. Powierzone mu zadanie wykonuje w miare skutecznie.
Wersja raperska dla mlodziezy.
2009-05-20
Cenzura szaleje w sb2024
Nasz staly korespondent z frontu walki ideologicznej - Redaktor Ropniak skarzy sie na cenzure w Salonie24. Wycieto mu komentarz u Skalskiego:
u Olejniczaka:
i kilka innych.
Redaktorze Ropniak, radze wykazac wiecej delikatnosci. Przeciez nawet dzieci wiedza, ze taka aluzja do nagana musiala bolesnie zranic cenzora Epherosa z powodow rodzinnych. Podobnie nie nalezy wypominac red Jankemu wojskowego dziadygi obwieszonego sowieckimi medalami.
Nalezy rowniez pamietac, ze im wiekszy cep tym bardziej wrazliwy na wlasnym punkcie.
.
Z ostatniej chwili
Redaktor Ropniak donosi , ze w 10 minut po opublikowaniu tego wpisu jego konto w Salonie SB2024 zostalo zablokowane, a blog i wszystkie komentarze usuniete. Prawdopodobnie komentarz powyzej trafil celnie i zdenerwowal policje polityczna tegoz salonu. Wyglada na to, ze notki i komentarze ktore byly poprawne politycznie i niekwestionowane przez cenzure az do wczoraj, dzisiaj nagle i nieoczekiwanie utracily te wlasciwosci. Salon1984?
W zwiazku z zaistnialą sytuacją informuje, ze od dzis wszystkie akcje dywersyjne, ideologiczne i wywrotowe w klubokawiarni "sb2024 - u Epherosa" bedzie prowadzil dla Listy Obecnosci tajny agent o pseudonimie "Kiciuś".
10 lat SLD - historia i dziedzictwo
Jeśli spojrzeć wstecz, to rodowód polityczny Sojuszu Lewicy Demokratycznej sięga samych początków tworzenia sowieckiej ekspozytury w Rzeczpospolitej. Stopniowo cofając się od czasów współczesnych w przeszłość, zauważyć możemy delikatną nić ciągłości pomiędzy kolejnymi czerwonymi nowotworami pączkującymi jeden z drugiego na przestrzeni XX wieku. Dostrzec możemy, że owa nić prowadzi bezpośrednio do kłębka jakim w przypadku wszystkich lewackich ruchów na świecie niezmiennie jest Moskwa.
Przenosząc się wstecz od ,,postępowego'' SLD, poprzez ,,nowoczesną'' SdRP, późny i wczesny PZPR, po czym PKWN, a wreszcie obydwa Proletariaty możemy zauważyć, iż pan Siwiec ma słuszność uznając Sojusz za kolejną zmianę makijażu na niezmiennie prostackiej i śmierdzącej, czerwonej facjacie. Oczywiście sam będąc komuchem Marek Siwiec nagromadza więcej eufemizmów w opisie swojej partii. Ja jednak pozwolę sobie zerwać maskę pięknych słówek, by przybliżyć czytelnikom wyżej opisaną bolszewicką japę.
Świętujący 10-lecie istnienia SLD pożyteczni idioci w istocie świętują kolejny etap w istnieniu ruchu komunistycznego w Polsce, występującego tym razem w postaci socjaldemokratycznego przetrwalnika. A mają co świętować. Czerwony nowotwór rozniósł się z życia politycznego na wszystkie dziedziny życia publicznego. Zaczynając od kultury i mediów, kończąc na światopoglądzie szarego obywatela oraz życiu rodzinnym. Wszędzie tam możemy dziś obserwować czerwone przerzuty eseldowskiego i zagranicznego pochodzenia. Ów rak trawi wszystkie te domeny, a szanse na całkowite jego wyplenienia maleją z każdym rokiem. Zaiste jest, co świętować. Wszystko idzie zgodnie z planem.
Nie zmienia tego żałośnie niskie poparcie dla komunistów, które akurat na dziesięciolecie wyniosło 10 procent, o których Siwiec mówi, że to ,,za dużo, by umrzeć, ale i za mało, by żyć''. Należałoby się cieszyć, tym, że lewacki polityk stwierdza iż czerwone truchło chwieje się nad trumną i wystarczy ją ostatni raz kopnąć w czerwoną dupę, a wieko trumny historii zatrzaśnie się nad nią samo. Jednak w rzeczywistości bliska końca jest jedynie stara gwardia, beton, aparatczycy - jakkolwiek ich nazwać. Nawet gdy guz pod tytułem SLD zostanie wycięty, to pozostaną przerzuty w postaci narybku z Krytyki Politycznej, niezwykle płodnych intelektualnie lesbijek i mniej kreatywnych pederastów skupionych w postępowych kręgach, nie wspominając o nawiedzonych ekologach i lewackich organizacjach pacyfistycznych, czy niezawodnym postępowym skrzydle Platformy Obywatelskiej oraz jej bękarcie Stronnictwie Demokratycznym, które mają się do Sojuszu jak rak ma się do AIDS.
Tak więc wspomniany przez Marka Siwca rodowód SLD oraz jego przedłużenie przypomniane przeze mnie to nie jedyna z wątpliwych chlub tej drugiej w historii RP, a na pewno pierwszej antypolskiej partii w Polsce. Kolejną chlubą tej formacji jest wspomniane ogromne dziedzicwo, które z prikazu Polska otrzyma w spadku po ostatecznym zwiędnięciu tej czerwonej poczwary. Świętujcie czerwoni, bo jak każdy rak, wasz komunistyczny nowotwór jest nieśmiertelny i wszystko wskazuje na to, że powoli przejmuje kontrolę nad ciałem Rzeczpospolitej.
Posted by
Jaku
at
17:39
0
comments
Labels: imperializm rosyjski, polityczna poprawność, postkomunizm, propaganda, Siwiec, SLD
2009-05-19
Rosyjska ,,prawda'' historyczna zwycięża
Ukłony i pląsy nie pomogły. Umizgi Tuska i Sikorskiego spełzły na niczym. Rosjanie nie dość, że nie złagodzili stanowiska w żadnej z istotnych kwestii (poza eksportem mięsa - chwała Ci rządzie PO-PSL), do tego stosując taktykę buta w drzwiach przechodzą do relatywistycznej ofensywy i zakłamują kolejne karty historii Europy. Zastępująca realną politykę dyplomacja uśmiechów zawiodła na całej linii.
Niedawno od rosyjskich historyków dowiedzieliśmy, że w Katyniu co prawda nie zabijały brzozy, a hitlerowcy, lecz na pewno nie czynili tego krasnoarmiejcy oraz enkawudziści, którzy przebywali w katyńskim lesie na wiosnę 40 roku zapewne uczestnicząc w wielkim wyjeździe integracyjnym ze smażeniem kiełbasek i grą w badmintona. O agresji radzieckiej na II Rzeczpospolitą 17 września 1939 roku również kazano nam zapomnieć.
Dziś od byłej polskiej korespondentki dowiadujemy się, że Rosjanie stworzyli specjalną komisję, która zajmie się przeciwdziałaniem próbom fałszowania historii na szkodę interesów Rosji. Jak sama nazwa wskazuje, zadaniem owego tworu będzie dbanie o to, by historia była ustalana zgodnie z interesami Federacji Rosyjskiej. Powstanie swoistego Ministerstwa Prawdy w totalitarnym państwie, którym bez wątpienia jest Rosja postsowiecka, nie powinno dziwić, jednak bierność naszych władz wobec tego zatrważającego zjawiska powinna oburzać opinię publiczną. Nasi demokratyczni przedstawiciele póki co milczą. Zapewne będą milczeć nadal. Rosjanom się nie podskakuje - Od czasów Poznania 56' i Pragi 68' niewiele się zmieniło.
Usystematyzujmy więc nową wersję historii, która dzięki wybitnemu odrętwieniu polskiego aparatu dyplomatycznego może niebawem stać się wersją obowiązującą. Wojna zaczęła się 21 czerwca 1941, wschodnia część bękarta traktatu wersalskiego samoistnie przyłączyła się do ZSRR. Na pochybel faktom. Historia nie jest sumą związków przyczynowo-skutkowych. Jest relatywnym opisem zdarzeń kreowanym przez silniejszego politycznie gracza.
W XXI wieku historię nadal piszą zwycięzcy. Przegrani milczą i mamią swój naród fałszywą suwerennością oraz pozorami realizowania polskiej racji stanu, odsuwając szansę na realne samostanowienie państwa polskiego ad calendas graecas.
Posted by
Jaku
at
19:03
0
comments
Labels: historia, imperializm rosyjski, partia obietnic, propaganda, Sikorski, Tusk