2007-10-09

Nuda rządzi polityką!

W polityce nuda. Nudzi się Jacek Wakar oglądając spoty wyborcze. Marcinkiewicz wydał pamiętnik polityczny, a potem rzekł: „Pamiętliwość to nuda.” Nudzi się Viktorzbrzeska, że zaczął rysować po kartach do głosowania. Nuda w polityce zbiera duże żniwo. Zebrała całe osiem milionów Polaków przed telewizorami podczas debaty Kwaśniewskiego z Kaczyńskim.

Nuda nie pozwala również spać politykom. Ich spoty wyborcze okrzyczane są nudnymi. I rzeczywiście! Trawa, dużo monotonnej zielonej trawy i nieciekawa maszyna do pisania przejawiająca się w każdym spocie LiD-u. Nudne i zakompleksione ABW atakuje kolejnego zwyczajnego, szarego oligarchę. Znużony Kaczyński odwołuje zawiedzionych podwładnych, którzy w swoim beznadziejnym zapale posunęli się za daleko. PO chce już tylko spokoju. LiD zielonej popgrowskiej łąki.

Nuda trapiąca Polaków nie pozwala Tuskowi i Kwaśniewskiemu debatować w niedzielę. Jest to przecież jedyny moment, gdy utrapieni Polacy wyrywają się z marazmu i przyglądają się najciekawszej części kampanii kiedy to córki polityków urabiają dla ojców i matek wyborców. Już przekonaliśmy się niejednokrotnie, że każdy spontaniczna, lub tak wyglądająca, akcja przyciąga przed telewizor miliony cierpiących nudę wyborców. Są oni nawet w stanie zaakceptować nawet Kononowicza za to, że wyrwał ich z tego stanu. Nie bez przyczyny przecież były prezydent zaatakował honor i wielkość uczelni Rosyjskiej. Dziw bierze, że Putin nie zareagował embargiem na sprowadzanie do Rosji wódki „Wyborowej”.

Nuda rządzi polityką! Nie dziwmy się, że zarówno Kwaśniewski jak i Tusk boją się rozczarowania ponad pięciu milionów Polaków, którzy wolą oglądać „Taniec z gwiazdami” od nudnych twarzy liderów PO i LiD-u. Muszą przecież powoli przyzwyczajać obywateli do tego, że będą pojawiać się coraz częściej na ekranach, czy to w roli opozycji, czy koalicji rządzącej. Nie można tak od razu frustrować i ucinać ulubiony program co ósmego mieszkańca, a broń Boże nie przed wyborami! Potem i na to przyjdzie czas.

Pozdrawiam

Matix

Donek Nagi

- A wie Pani, to wszystko, ta kampania to jest brudna gra PiSu. Najpierw Pan Premier wulgarnie atakuje Pana Tuska, ze to niby nikt wazny, ze sie nie spotka z pomocnikiem, ze to i owo, a potem, gdy PO w delikatny sposob odpowiada, to PiS od razu mowi "ha! z tak agresywnym PO nie ma co robic koalicji"... nieuczciwi sa - i stad o wiele skuteczniejsi!

kobiecy (?) glos z wczorajszego rynszTOKa.
odsluchuje go w duecie z ostatnimi pieniawami Mgr Pijaka.

- Tusk sam pozwolił narzucić sobie reguły przeciwnika.

zupelnie nie na temat tak sobie mysle, ze Golota to niesprawiedliwie przegral z Tajsonem. co z tego, ze tamten byl silniejszy i lepiej sie umial boksowac.

p.s. ta sama milewicz w rynsztoku wypowiadajac sie o rydzykowym antysemityzmie zawahala sie przez sekunde co powiedziec zamiast slowa "podjudzac". cos tam znalazla, ale jad z jej wypowiedzi wyparowal jak mgielka oddechu z ostrza brzytwy.

2007-10-08

DRAMATY W CIENIU DEBATY


- Za to co zrobiliście razem z Nelly, to ja cię do lasu wywiozę i żywcem zakopię normalnie!




- No i z czego się Janek tak śmiejesz?! Kaczyński i Kwaśniewski na debacie, Lepper z Giertychem w TVN-ie, a my tu, k… tkwimy w tym korku. Remontów się Hance zachciało!




- Bronek, nie widziałeś Tuska i Rokity? Od dwóch dni się nie pokazywali…

Zdolności poznawcze Elyt na przykładzie Bartoszewskiego

„Jeżeli w jednej partii zmieścili się i Ryszard Bender, i Antoni Macierewicz, a obok nich również całkiem poważni ludzie, to to wymyka się moim zdolnościom poznawczym. To, co ich, jest tak dalekie od tego, co moje, że już nawet nie próbuję szukać wytłumaczenia dla tych zjawisk.”

A gdzie się ukryły zdolności poznawcze Bartoszewskiego gdy zostawał ministrem w rządzie Oleksego?

Na początku drogi – dwanaście lat temu zasiadał w rządzie Oleksego ramię w ramię z Millerem. Gdzie Bartoszewski podział swój smak?

A co uczynił Bartoszewski w sierpniu 1995 roku gdy od Milczanowskiego powziął informację, że Oleksy jest współpracownikiem, Ałganowa z KGB ? NIC !

całość ...

Rekontra

2007-10-07

Niewidzialny klin.

W 2005 roku, jak wielu innych Polaków szedłem na wybory w nadziei, że po wyborach dojdzie do władzy formacja polityczna rozbita na dwie partie, które jednak wyglądały na wzajemnie uzupełniające się w swoich programach, i mające wspólny program: budowę IV RP, której to hasło, zanim uległo kompletnej dewaluacji, było postawione na przeciw temu co oferowali postkomuniści rządzący od 2001 roku.

Przypominam sobie, jak oglądalem z kolegami wieczór wyborczy; jeden z wspołmieszkańcow az zapienił sie, krzyczeć o `pisowczykach` i że `teraz już będzie koniec!`, gdy na ekranie pojawiły się słupki pokazujące kompletnie zaskakujące zwycięstwo PiSu.

To co działo się w następnych miesiąca nie trzeba streszczać: nieudana próba utworzenia POPiSu, histeria "Gazety Wyborczej", powszechny "Kaczyński Derangement Syndrome", koalicja z LPR i SO, potem spory o lustracje, utworzenie CBA i coraz ostrzejszy język PO, któremu towarzyszyły kontry PiSu, potem sprawa Barbary Blidy, wybory lokalne itp. itp. Podsumowując: dwie partie, które wydawały się sobie bliskie, okazały się być bardziej od siebie odsunięte, niż to się wydawało. Teraz, blisko przedterminowych wyborów, daje się odczuć, że jest jakiś niewidzialny klin, pewne tąpnięcie rozdzielające poglądy polityczne(...)

Ciąg dalszy tutaj.

2007-10-06

Sumo wyborcze, Takanowaka jego mać.

Obejrzałem w piątek wieczorem aranżowane przez propagandzistę TVN24 Rymanowskiego spotkanie Posła Suskiego z Posłem Sławomirem Nowakiem w sprawie nowego spotu Potformy Obrzygatelskiej.
Poseł Suski nie jest niewinnym aniołkiem, ale w starciu z łajdactwem Nowaka wypadł jak "Dobry Wojak Szwejk" w konfrontacji z Reichsführerem SS Heinrichem Himmlerem.
To co pokazuje Nowak, nie jest już pragmatycznym profesjonalizmem, o którym kiedyś mówił Tober Sellinowi przy okazji rozliczenia z liczby zamarzniętych, ale jest profesjonalnym łajdactwem.
Ten spot nadal pozostanie obrzydliwą insynuacją, bez względu na to czy Potforma posłuży się do celów czarnej propagandy politycznej śmiercią czternastu, jedenastu, czy tylko dwóch tysięcy tragicznych ofiar wypadków drogowych. Informacja w Money:
http://www.money.pl/gospodarka/wybory2007/wiadomosci/artykul/po;zmniejsza;liczbe;ofiar;wypadkow;w;spocie,121,0,270969.html
potwierdza zamierzone łajdactwo szefa kampanii wyborczej Potformy Obrzygatelskiej. Jest już tylko świadectwem kolejnego propagandowego tricku, żerującego na śmierci ludzi ginących w wypadkach drogwych, gagiem wykorzystującym własne łajdactwo, jad i nienawiść zdemoralizowanego ze szczętem posła S... Nowaka. Taka Nowaka jego mać.

Nowak jest przykładem szkoły Piotra Tymochowicza w polskiej karykaturze "Public Relations", która w rzeczywistości jest obrzydliwą wersją najgorszych wzorów leninowskiej agitacji i hitlerowskiego profesjonalizmu w czarnej propagandzie. Przy robocie posła Nowaka Völkischer Beobachter NIE jest aż taką paskudną Gadzinówką. Freblówka Josepha Goebbelsa.
To co napisałem wyżej nie jest jakimś wyrachowanym komentarzem, to raczej rejestracja moich odczuć, tak reaguje mój organizm, tak mi mówi empatia, gdy czuję mrowieniem na plecach
skondensowane łajdactwo frontmena kampanii wyborczej PO. Widziałem na własne oczy, jak sprawny techniczne Nowak, potrafi własną niegodziwością ubabrać przeciwnika.

Sprawa jest jasna, Suski uznał w rozmowie za niegodziwe wykorzystywanie śmierci przypadkowych ofiar wypadków drogowych do czarnej propagandy politycznej, nic już nie mówiąc o fałszywej liczbie zabitych. Nowak w mig odwrócił zarzut, obwiniając Suskiego niegodziwą reklamacją.
"Suski jest niegodziwy, bo wykorzystuje do celów propagandowych śmierć ofiar wypadków, protestując przeciw ich wykorzystywaniu do tego celu przez PO!"
Łajdactwo Nowaka ma szansę tylko dlatego, że zdanie opisujące jego wyczyn logiczny musi być skomplikowane.
Sprawa jest jasna, PO zrobiła kolejny obrzydliwy spot, w którym pokazała ponury majak postpeerelowskiej wizji polskiego upadku. Hitlerowska okupacja, albo i łajdacka zbrodnia katyńska nie są często przedstawiane w aż tak ponurych barwach. PO insynuująco obwinia PiS tym koszmarem, prezentując siebie niemal jak wyzwolicielską Armię Czerwoną.
Już widzę pomnik Tuska Trzy Piwa, na Placu Feliksa Dzierżyńskiego (dawniej Placu Bankowym) w Warszawie.

Nie można zaufać partii politycznej, która zamiast prowadzić profesjonalną kampanię wyborczą, w marnej kampanii jest profesjonalnym łajdakiem.

http://sumo.goo.ne.jp/eng/ozumo_meikan/rikishi_joho/rikishi_1035.html
ewentualnie
http://en.wikipedia.org/wiki/Takanowaka_Yuki
Takanowaka jego mać.

Sms "Schowaj babci dowód" i kretynizm jego nadinterpratatorów

Tak się złożyło, że tego nieszczęsnego smsa dostałam dwukrotnie, w obu przypadkach od osób o prawicowych poglądach oraz sympatyzujących z PiSem.

Zupełnie szczerze uznałam go za niezły żart i zupełnie szczerze sie z niego uśmiałam, puszczając dalej do 2 czy 3 osób o podobnym do mojego poczuciu humoru. Wysłałam, skasowałam, zapomniałam.

Wyjechałam sobie na 5 dni w góry, za dala od internetu i zasięgu sieci ORANGE, wracam, a sieć huczy od dramatycznych głosów "poszukiwaczy ukrytej intrygi" po wszystkich stronach politycznej barykady. Chodzi o ten nieszczęsny żarcik. Jedni drugich oskarżają o brudną kampanię i obrażanie elektoratu oraz starszych wiekowych pań, inni uważają smsa za sabotaż. Osoba przyznająca się do pomysłu wycofuje się rakiem, pociągając za sobą lawinę głosów: patrzcie - zastraszyli go.

Kochani Polacy. Litości. Głupie żarty są elementem naszej rzeczywistości, dzięki którym udaje nam się nie zwariować. Rozkładanie ich na czynniki pierwsze i szukanie dziury w całym jest po prostu śmieszne.

Tak przy okazji przypomniał mi się jak kiedyś dostałam taki oto wierszyk z załączoną analizą. Dedykuję tym, co się nieco zapomnieli w interpretacjach akcji: Schowaj babci dowód.

PTASZEK SOBIE FRUNIE Z DALA,
W GÓRZE SŁOŃCE ZAPIE...LA,
ŻABA D..Ę W WODZIE MOCZY,
K...A! CO ZA DZIEŃ UROCZY!!!


Analiza


Wiersz jednozwrotkowy, czterowersowy z rymem sylabowym, z równomiernie rozłożonym akcentem. Podmiot liryczny wyraża swoje głębokie zadowolenie z otaczającego go świata, przepełnia go kwitnący stoicyzm i szczęście, które - człowiekowi żyjącemu we współczesnym zamęcie - może dać tylko otaczająca przyroda. Dla podmiotu lirycznego nawet zanurzona w błękicie wody dupa żaby jest pretekstem do euforii. Zapierdalające inne stworzenia sugerują wczesne lato, kiedy świat zwierzęcy obudził się z otchłani zimy. Puenta liryku jest jednoznaczna i łatwo odczytywalna.

"Ja" liryczne personifikuje słońce. W słowie "zapierdala" oddaje szybkość i złożoność ruchu słońca, które przecież nie jest istota ludzka i nie może "zapierdalać" senso stricte.

Uwagę zwraca użycie wulgaryzmów, których znajomość świadczy o ludowych korzeniach poety i głębokiej więzi ze społeczeństwem. W moim rozumieniu autor chciał się tym utworem odwdzięczyć środowisku, z którego wyrósł, za poświecenie i trud włożony w zapewnienie mu należytego wykształcenia.

Szkoda, ze tak mało w dzisiejszej poezji wierszy o tak pogodnym nastroju!

2007-10-05

I jeszcze raz w sprawie karykatur Mahometa...

Jak donosi "Copenhagen Post", prominentni duchowni islamscy, włączając w to prominentnego szejka Al-Quardawiego, na własne oczy nie widzieli karykatur Mahometa, których to publikacja była pretekstem do zamieszek, inicjatyw na forum ONZ zmierzających do ustanowienia prawa zakazującego obrażania wartości religijnych (domyślnie: islamu) czy konkursu na antysemickie karykatury, pod auspicjami Teheranu.

Więcej tutaj.

Znajdzie się sposób na te wyjazdy…

1 stycznia 2008 roku wchodzi w życie członkostwo Polski w strefie Schengen, "Europie bez granic". Zgodnie z unijnymi przepisami, najpóźniej tego dnia mają zniknąć wszystkie kontrole wjazdowe i wyjazdowe na polskich granicach wewnętrznych Unii, czyli granicach Polski z Niemcami, Republiką Czeską, Słowacją i Litwą. Unijny kodeks graniczny Schengen stwierdza expressis verbis, że granice wewnętrzne w strefie Schengen można przekraczać gdziekolwiek (niekoniecznie na przejściach granicznych), jak i kiedy się komu podoba, bez żadnej formy kontroli.

Tym samym całkowicie zbytecznymi staje się od 1 stycznia 2008 r. około 8 000 strażników garnicznych, obecnie pilnie strzegących zachodnich, południowych i północno-wschodnich granic Ojczyzny przed bliżej nieokreślonym nplem. Co zatem robią strażnicy, którym za niecałe trzy miesiące grozi bezrobocie?

Zastanawiają się, na co wydać odprawę?
Kiedy i gdzie zgłosić się do pracy w policji, w której zbiegiem okoliczności brakuje właśnie około 8 000 funkcjonariuszy?
Co zasiać po powrocie do rodzinnej wsi?

A gdzie tam.

Strażnicy zajnują się rekrutacją nowych strażników. W końcu przecież nigdy nie wiadomo, kiedy Ojczyzna zechce zamknąć granicę na skobel, żeby skończyć z tym bezhołowiem jeżdżenia gdzie kto chce i kiedy chce. Gazeta Wyborcza agituje, by wstępować w szeregi Straży Granicznej: "Tu nie ma zwolnień grupowych, nie ma redukcji etatów i to nawet kiedy się zmienia filozofia pracy. Gdzie tak jest? W straży granicznej."

Zostań pogranicznikiem


Zostań pogranicznikiem! - nawołuje Gazeta. Słowo "pogranicznik" jest rdzennie rosyjskie, zostało przywleczone do Polski ze wschodu po wojnie jako niechlujna kalka językowa. Nie istniało w języku polskim przed 1945 rokiem.

Nie jest zupełnie jasne, po co komu w Polsce jeszcze więcej pograniczników. Zwłaszcza w sytuacji, kiedy w przeddzień wejścia Polski do Schengen jest ich na liście płac SG RP o 8 000 za dużo. SG płaci z budżetu pobory tysięcy niepotrzebnych nikomu strażników stacjonowanych w zachodniej i południowej Polsce. Za chwilę nie będzie wiadomo, co zrobić z tymi ludźmi. Z dnia na dzień zniknie między innymi takie zawsze popularne w sferach pogranicznych zajęcie, jak paranoiczne pilnowanie, żeby turyści w Tatrach i Beskidach pod rygorem grzywny meldowali się w strefie nadgranicznej, co w zamyśle ma im utrudnić ucieczkę za granicę, czyli na Słowację. Zniknie także źródło tajemnej rozkoszy co najmniej dwóch pokoleń pograniczników, czyli straszenie taterników kałachem na ścieżce pod Rysami i pracowite zapisywanie ich personaliów w zeszycie w kratkę. W archiwach musiały się do tej pory uzbierać jakieś szaleńcze sterty tych zeszytów.

Straży oczywiście nie wadzi, że od paru lat zajmowała się na zachodzie i południu zapobieganiem ucieczkom przez praktycznie otwarte granice wewnątrzunijne, czyli czerpaniem wody sitem, i chętnie robiłaby to dalej. Niestety, wredny Bruksel życzenia i marzenia straży waży sobie lekce, i pod pozorem zmiany "filozofii pracy" chce pogranicznikom złośliwie odebrać ich historyczny cel i sens istnienia, czyli zwalczanie przekraczania granicy państwowej przez własnych obywateli nie mających na to miłościwej bumagi od państwa.

Zresztą przecie w straży warto pracować. Kto wstąpi, od razu dostaje 1300 złotych miesięcznie i lornetkę. A jak nie ma mieszkania, to po pierwszych trzech latach pracy dostanie jeszcze dwieście złotych ekstra, żeby sobie coś za to wynajął.

Reklamowy artykuł rekrutacyjny w GW ilustrowany jest zdjęciem z parady Straży Granicznej z okazji ukończonego szkolenia. Pogranicznicy prężą się na placu musztry z bagnetami na broni. Nie jest podane, czy podczas szkolenia ćwiczą tymi bagnetami na wypchanej słomą kukle "przestępcy granicznego". Podano natomiast w podpisie, że sfotografowana parada z pochodniami, czyli fakielcug, miała miejsce w Cieszynie, czyli na już wkrótce całkowicie otwartej granicy wewnątrzunijnej z Republiką Czeską.

Straż Graniczna to jest formacja zasadniczo policyjna, ale jak spojrzeć na pluton na zdjęciu, to aż serce rośnie - wojsko całą gębą! Maskujące mundury jak się patrzy, czapki uszanki, broń maszynowa z nasadzonymi bagnetami, na szyjach fantazyjne zielone apaszki na wzór elitarnych formacji komandosów. Zielone w ramach ciągłości historycznej z zielonymi otokami na czapkach Wojsk Ochrony Pogranicza PRL i zieloną obwódką na banderach jednostek pływających WOP.



Wzruszająca jest ta ciągłość historyczna. Stawiam szwajcarski oficerski scyzoryk Victorinox przeciwko ruskiemu bagnetowi do kałacha, że ani żaden z tych chłopaków, ani żaden z politruków, czy jak tam się teraz w RP ci oficerowie- wychowawcy nazywają, nie wie, skąd się wzięła zieleń jako ich flagowy kolor, symbolizujący ochronę granic Ojczyzny przed osobami zamierzającymi ją opuścić.

Bynajmniej nie od 'zielonej granicy'. W ZSRR umundurowane oddziały NKWD nosiły czapki wojskowe z niebieskim denkiem, zaś podległe NKWD (później MWD, jeszcze później KGB) oddziały graniczne - z jasnozielonym. W ramach ukłonu PRL do samej ziemi przed Rosjanami, milicja dostała więc w PRL niebieskie otoki na czapkach, a Wojska Ochrony Pogranicza - zielone. Ot i cała kombatancka tradycja pograniczników, nie wiadomo dlaczego i po co tak starannie zachowana w RP.

A na razie, zamiast skorzystać z niepowtarzalnej okazji zmniejszenia zatrudnienia w sektorze budżetowym o 8000 osób za jednym zamachem, albo rozwiązania problemów kadrowych policji w drodze przeniesienia służbowego nadliczbowego personelu SG do policji, czyli jednym pociągnięciem pióra w MSWiA, najtęższe umysły pograniczne pilnie usiłują tak wymodzić, ażeby po likwidacji granicy chłopaki dalej miały czego pilnować, Schengen czy nie Schengen.

Stary Wiarus
DISCLAIMER: Any and all of my statements appearing in this blog do not necessarily represent an agreed position of all parts of my mind

Łups! Dostałam ataku śmiechu. Wyniki sondaży. Rolexander lobbystą

Łups! Dostałam ataku śmiechu. Wyniki sondaży. Rolexander lobbystą

Członkostwo w Eurokołchozie

Traktat Reformujący (swoją drogą, jak można reformować coś co nie istnieje?) to po prostu Konstytucja Eurosojuza ante portas. Rozumie to chyba każde względnie myślące dziecko. Nasuwa to jednak tę niezbyt przyjemną myśl: nasza klasa polityczno-medialno-gadająca (ang. the chattering classes) składa się z umysłowych karłów i dzieci, które nie są za bardzo sapiens, lub z oszustów, zdrajców dla których przyrzeczone bądź przywidziane apanaże i korzyści z członkostwa w konstytucyjnie usankcjonowanym Eurosojuzie są ważniejsze niż Polska, polska racja stanu, Naród.
Reszta na:
http://the-real-mustrum.blogspot.com/2007/10/czonkostwo-w-eurokochozie.html

Koncertowy budżet. Komunia. Rosja, mączka i GMO

Koncertowy budżet. Komunia. Rosja, mączka i GMO

MAJA MA MAJA KI

Oswiadczyla, ze nie ma nic przeciw uroczystosciom katynskim - po wyborach.

W rownoleglym wszechswicie w ktorym Magister owe wybory wygrywa...
Maja w skupieniu oczekuje na swoja kolej w uroczystosciach.
Maja wysluchuje powyborczo radosnego Kwacha.
(Odczkawkowujacego liste nazwisk zamordowanych oficerow... po francusku.)

Taki nowy sawuar.
Niewazne.

Skok do wszechswiata innego.
Tu zamiast Kwacha pamiec pomordowanych oficerow bruka Wnuczek.
Maja majaczy, ze tak wlasnie byc ma.

Ktos powinien jej schowac dowod.
Z litosci.

2007-10-04

By siedziało się lepiej! Wszystkim

Platforma Obywatelska wkroczyło w ostatni rozdział, zaplanowanego uprzednio pieczołowicie scenariusza.

Teraz dopiero można powiedzieć, że docierają do wszystkich.
Nie zapomnieli też o osadzonych w Zakładach Karnych.

Z myślą o bardzo licznej grupie swoich wielbicieli z zakładów penitencjarnych, postanowili oddelegować na kilka lat, swoją koleżankę Beatę S. do trudnej i odpowiedzialnej pracy z osadzonymi.

Wydatną pomoc w spełnieniu tego odpowiedzialnego zdania, wnieśli funkcjonariusze CBA, dzięki których staraniom posłanka będzie mogła nieść kaganek myśli liberalnej i wolnościowej, tym którzy tej wolności są chwilowo pozbawieni.



Pragniemy zwrócić Państwa uwagę, na obecną na plakacie wyborczym grupę członków kierownictwa partii. Ich ubytki w odzieży (brak sznurówek i krawatów) sugerują, że również wybierają się do Zakładu Penitencjarnego. Kiedy i na jak długo - to mocno strzeżona tajemnica. Być może znów, uczynni funkcjonariusze CBA będą mogli w jakiś sposób pomóc Platformie Obywatelskiej.
Oczywiście, dla dobra społeczeństwa.
W myśl hasła "By żyło się lepiej! Wszystkim".

Yarrok