2008-10-14

"Polska nie potrafi dbać o takie swoje symbole, jak choćby Lech Wałęsa"

oswiadczyl byl TW Henryk, szerzej znany jako metropolita gnieznienski, arcybiskup Muszynski.

Arcybiskup wystapil w telewizji TVN24.

"Hierarcha twierdzi, że nigdy nie zgodził się na współpracę i ma na to dowód w postaci oświadczenia esbeka, który w latach 80. próbował do zwerbować, a do którego udało się dotrzeć dzięki znalezionej w domu wizytówce. "

Oswiadczenie sb-ka (szczesliwie znaleziona wizytówka!) to dobra rzecz.

TW Henryk moglby postarac sie o jeszcze jedno zaswiadczenie.

Skoro sb-ek napisal ze rejestracja i sama wspolpraca TW Henryka z SB byla fikcyjna, to doprawdy....

Cóż szczesliwie odnaleziononemu sb-kowi szkodzi oswiadczyc ze fikcyjna byla nawet i sama Sluzba Bezpieczenstwa?

Cymes, w koncu TW Henryk dialogowal nie tylko z SB ale i z "judaizmem", na koniec:

Wymachujac zaswiadczeniem od sb-ka ktory zarejestrowal TW Henryka, przyszly Prymas Polski (tfu!) wypala:

Zdaniem Muszyńskiego zbyt łatwo feruje się wyroki z sprawach o współpracę z SB. Tym bardziej, że takie oskarżenia naznaczają człowieka na całe życie. Z żalem zauważył, że chętniej ufa się tym, którzy pisali raporty niż tym, którzy byli niepokojeni przez SB.

2008-10-11

Znowu inscenizacja teatralna panie Aleksandrze?

Wersja kafkowska po doswiadczeniach komunizmu jakby sie troche zbanalizowala i spowszedniala.
Natomiast u Herling-Grudzińskiego widac cos w rodzaju podwojnej gardy z elementami rywalizacji.

Realizujac wersje H-G scene nalezy wypelnic wieloma znamienitosciami. Musi byc Trybunal Konstytucyjny, palestra w osobie Kalisza, prokuratura w osobach Kaczmarka i Nocunia, korpus oficerski reprezentowany przez Dukaczewskiego, Jaruzelskiego i Kiszczaka oraz pomniejszych pulkownikow ze WSI, korpus dyplomatyczny w osobach Sikorskiego i Cioska, dostojnicy koscielni w osobach biskupow Zycinskiego i Pieronka, establishment polityczny reprezentowany przez Palikota, Tuska, Chlebowskiego, Komorowskiego, Schetyne i Niesiolowskiego, byli prezydenci i pogromcy komuny w osobach Walesy i Kwasniewskiego, jak rowniez nieprzebrana liczba sluzby, kelnerow, lokajow oraz zwyklego chamstwa z nagonki w osobach redaktorow Michnikow, Urbanow, Lisow, Jankech, Olejnik, Zakowskich, Paradowskich etc. Talatajstwo to zabiera glos w spektaklu na rowni ze znamienitosciami dla dodania spice.

Wszyscy przechadzają sie dystyngowanie w monstualnych rozmiarow salonie (musi byc rozmiarow hali Dworca Centralnego) wsrod autentycznych antykow i stolow zastawionych dziczyzną, kawiorem, ostrygami i innymi frutti di mare. Kelnerzy serwują najlepszych gatunkow szampany, whisky i koniaki. Bardziej wtajemniczeni (wielonarodowosciowa masoneria?) polewają spod stolu zmrozoną wodke czystą i serwują stamtad golonke na cieplo. (Masoni wyznania niepolskiego spozywają golonke po otrzymaniu dyspensy od dyzurnych biskupow.)

Jedyny dialog jaki pojawia sie na scenie jest wyjety z Herling-Grudzińskiego.
- Żyjesz jeszcze?
- Żyję i czekam, żeby cię wpuścić do Prawa, tę bramę zrobiono wyłącznie dla ciebie.
- Jesteś nienasycony. Ta brama nie służy już do niczego, zrobiono ją niegdyś, byś miał przy czym stróżować. Zamknę ją, ledwie umrzesz, klucz oddam twojemu następcy.
- Jeżeli nikt teraz nie stara się dotrzeć do Prawa, po co ma tu czekać mój następca?
W odpowiedzi slychac cichy chichot

Posluguja sie nim wszyscy obecni, w dowolnych konfiguracjach. W jednej chwili Michnik jest przybyszem, a Dukaczewski odzwiernym, 10 minut pozniej zamieniaja sie rolami. Z niewielkim opoznieniem ten sam dialog moga recytowac na drugim planie tow. Ciosek i rabin Schuldrich, a na trzecim Urban z Komorowskim.

Ilosc permutacji moze nie jest nieograniczona, ale z powodzeniem zapelni trzy akty. Co oznacza, ze poczynajac od III, bedzie sie tym karmic jeszcze IV oraz V Rzeczpospolita.

Jedyny problem to publicznosc. Ci ktorzy mieli "dojscia" od dawna wystepują na scenie, natomiast ci, ktorzy takowych nie posiadają są coraz mniej zainteresowani spektaklem.

2008-10-07

Kiedy IPN uwolni 300 metrów teczek katalogu zastrzeżonego?

Nie bedziemy palic komitetow?

"Zamiast palić komitety zakładajmy własne." W koncu lat 70tych ten bonmocik Jacusia Kuronia mial nawet pewien posmak kontrewolucyjny. Niestety historia dopisala zupelnie odmienny epilog. W totalitarnym panstwie bezprawia zakladanie komitetow musialo skonczyc sie albo calkowitą kleską, albo calkowitą kolaboracją. Mycnikoza miala okazje przecwiczyc oba scenariusze, pierwszy w 81/82, a drugi w 89 roku wybierajac hanbe, zdrade, zaprzanstwo i absolutny serwilizm wobec ekskremy bolszewickiego honoru.
Tak oto skonczylo sie wymachiwanie szabelka wlasnych komitetow.
Widac z tego jasno, ze są w historii momenty kiedy nie ma lepszego wyjscia i ludzie, ktorzy wazą wlasne slowa i nie rzucają ich na wiatr miast zakladac nowe komitety powinni raczej palic stare. Komitety, redakcje, sądy, trybunaly ...

Na najodwazniejszych czai sie jednak tuz za rogiem, niezmiennie od 50 lat, mrozkowy Indyk.

- Moze by tak spalic co?

- Spalic?

- Spalic.

- Spalic ... a bo co na ten przyklad?

- Bo ja wiem ... moze TVN?

- TVN?

- TVN.

- Iii tam ...

2008-10-06

Alternatywa dla PiS?

Niebywale śmieszny jest fakt, z jaką intensywnością i zapałem wszelkiej maści lewicowa tłuszcza, usiłuje pomóc zagubionym prawicowym oszołomom znaleźć polityczną reprezentację dla ich poglądów w zastępstwie dla złego, zużytego Prawa i Sprawiedliwości i, co rusz chwali swego nowego bohatera Ludwika Dorna, za to, że ten waży się przeciągać kłótnię z Jarosławem Kaczyńskim na oczach całej Polski.

W swoim wcześniejszym artykule podjąłem się analizy, która miała jasno wyłuszczyć kto i jaki interes ma w tym, by ludzie ostatecznie odwrócili się od PiSu na rzecz bliżej nieokreślonej ,,alternatywy''. Faktem jest, że takiej alternatywy w rzeczywistości nie ma. Co nie znaczy, że Polskiej Zjednoczonej Partii Właścicieli Polski nie stać na stworzenie takowej. W obliczu szybko postępującego rozwoju wydarzeń, powstaje nowe pytanie. Czemu służy nagłe ale dziwnym trafem doskonale skoordynowane ogólnopolskie rozbudzanie miłości do Dorna i postpisowskich środowisk rozłamowych? Czemu do niedawna znienawidzony i pogardzany przez media były marszałek Ludwik D. w medialnym przekazie przeobraził się z dnia na dzień w dyżurną ofiarę kaczystowskich watah oraz ostatniego reprezentanta zdrowego rozsądku w partii Ciemnogrodu? Czemu do niedawna zmarginalizowany Jan Rokita, a z nim Marek Jurek, Kazimierz Ujazdowski i cała reszta prawicowego planktonu, będącego w większości skupiskiem bezbarwnych politycznych impotentów, stali się nagle liczącym głosem w politycznym sporze? Czemu ,,niezależne'' media niemal siłą zaciągają dziś tych antypostępowych dzikusów do studiów w swoich radiostacjach, czy salach nagrań i zapewne przypadkiem, wszyscy ci panowie piszą i mówią na łamach owych mediów głównie o rzekomej potrzebie stworzenia nowej opcji politycznej na prawicy?

Otóż, w świadomości politycznej przeciętnego Polaka postanowiono wykuć wyłom i po sprawnym zakodowaniu w niej informacji, że PiS jest partią bez szans na jakąkolwiek przyszłość na prywiślańskiej scenie politycznej, postawiono kolejny krok - wyznaczono alternatywę dla tej partii. Alternatywę w rzeczywistości iluzoryczną. W masowej opinii publicznej ma powstać przekonanie, że jeśli ktoś już koniecznie chce być tym jaskiniowym antykomunistą i oszołomem, to nie powinien dłużej pokładać nadziei w formacji Jarosława Kaczyńskiego. Dziennik i inne zatroskane o dobro polskich obywateli media lansują dziś tezę, że każdy szanujący się prawicowiec, powinien przelać swe zaufanie z PiSu, na drobnicę pokroju ruchu Polska XXi lub Prawicy Rzeczpospolitej. To ma być ta alternatywa, która nie popełni sakramentalnych grzechów, których dopuściło się Prawo i Sprawiedliwość, za to szybko i sprawnie zadba o realizację postulatów polskiej prawicy.

Prawda jest taka, że zarówno bezkształtne środowisko Jana Rokity, jak i anemiczne koło polityczne skupione wokół Marka Jurka, nie są w stanie wywalczyć dla polskiej prawicy czegokolwiek, ba - w manifeście ideowym Polski XXI nie ma żadnej konkretnej informacji o zamiarach przeprowadzenia lustracji, dekomunizacji i innych potrzebnych Rzeczpospolitej przemian. Te środowiska to prawica ugrzeczniona, ubezwłasnowolniona, wykastrowana. I takiej prawicy chcą dla Polski jak zwykle życzliwe dla jej racji stanu polskojęzyczne media. Nawet najzatwardzialsi prawicowcy mają odwrócić się od, zdaniem mediów, awanturniczego, nieporadnego PiSu i oddać swe poparcie Rokicie bądź Jurkowi - ci już zadbają o to, by prawicowe postulaty nie zostały nigdy zrealizowane. A wszystko pod zasłoną nośnych hasełek o potrzebie kompromisu i konieczności poszanowania pluralizmu w demokracji.

To klasyczna manipulacja pochodząca z tego, co zawsze źródła. Środowiska zawłaszczające sobie dziś Polskę zdały sobie sprawę, że Polakom nie uda się wybić z głów zapotrzebowania na silną, centroprawicową partię. Chcą więc koniecznie doprowadzić do tego, aby tą partią przestało być Prawo i Sprawiedliwość. Takie same wybiegi zastosowano w Rosji, kiedy to demokratyczna opozycja osiągneła niepokojąco duże poparcie społeczne i dla ukrócenia tej swawoli, stworzono przy pomocy służb partię o bliźniaczo podobnym programie, jednak znajdującą się pod całkowitą kontrolą Kremla. A wszystko po to, by zabrać prawdziwie opozycyjnej partii jak najwięcej punktów procentowych poparcia.

Rosjanie chwycili haczyk i po raz enty dali się zmanipulować zawłaszczającym ich ojczyznę byłym oficerom KGB przebranym dziś za oligarchów. Czy z Polakami będzie inaczej? Czy byłym funkcjonariuszom WSI oraz różowej elitce uda się sprać polskie mózgi po raz kolejny?

2008-09-25

Europaranoje eurokratów.

Łubudubu... Nie tak dawno napisałem notke o absurdalnych teoriach spiskowych, w szczególności tych związanych z 11 Września, wykazując na liczne błędy logiczne w tego typu teoriach, nie mówiąc o tym że są po prostu fałszywe, i typowe dla politycznych ekstremistów.

Jednak wcześniej nie podejżewałbym o takowe paranoiczne myślenie eurokratów, mających uprawnienia do kierowania niektórymi sprawami całego kontynentu, liczącego 450 milionów mieszkańców. czytaj dalej »

2008-09-20

Pani doktor Sural i tak wie najlepiej.


(kt)Pamiętam, jak w latach 90-tych w telewizji puszczano reklamy pasty do zębów, w której wystepowała pani doktor Sural, niby to specjalistką od chorób zębów, która zachwalała reklamowana pastę do zębów. Oczywiście pani doktor Sural nigdy nie istniała, a w jej roli występowała aktorka o aparycji stereotypowej, budzącej zaufanie pani doktor.



Z kolei producent pewnego środka przeciwbólowego bardzo sprytnie uprzedził wszelkie ewentualne oskarżenia o zwodzenie publiczności, poprzez nakręcenie reklamy której akcja dzieje się na planie filmowym, gdzie aktor grający lekarza mówi o tym, jak to na filmie łatwo zwalczyć ból, ale trudno to zrobić naprawdę, i dlatego zaleca reklamowany środek.
 czytaj dalej »

2008-09-19

Ucieczka od siebie

W dzisiejszym wpisie , poświęconym osobie prof. Wolszczana, ks. Artur Stopka pisze:

"Media twierdzą, że prof. Wolszczan w związku z ujawnieniem jego współpracy z esbecją rozważa zerwanie kontaktów z Polską. To się może udać. Ale czy da się zerwać raz na zawsze kontakty z własnym sumieniem?"

Cóż, pytanie trudne i chyba retoryczne, ale postaram się na nie znaleźć odpowiedź.

Zapewne Wolszczan wychodzi z założenia (jakże niezwykle racjonalnego), że jak zmieni położenie w przestrzeni, to uwolni się od siebie, od swego prawdziwego JA. Już na samym wstępie wydaje się, że pan profesor głęboko się myli. To autentyczne ja z paskudną przeszłością, jest jego własnością i będzie podążać za nim, jak cień. Bo jego przeszłość, to właśnie cień.


Właściwie odnosi się wrażenie, że Wolszczan zachowuje się, jak jakiś socjopata, który nie tylko, że nie ma żadnego kontaktu z własnymi uczuciami (a tym samym z uczuciami innych osób ; stąd całkowity brak empatii i z ZIMNĄ KRWIĄ donoszenie na innych, nawet na NAJBLIŻSZE MU OSOBY!), ale ma niedorozwiniętą uczuciowość wyższą i sferę moralną.

Czy on ma sumienie? Ktoś powiedział kiedyś, że psychopaci, najwięksi zwyrodnialcy, to ci, którzy przeżywają przewlekłą utajoną depresję. Dlaczego więc przeciętny Kowalski wraz z samym psychopatą tego nie widzą/nie czują? Bo socjopata tak odciął się od uczuć, a więc i sumienia, że nawet nie wie, że cierpi.Tak je wyparł głęboko do podświadomości, tak je zdusił i zamroził, że gdyby dopuścił do świadomości całe ZŁO, jakie wyrządził innym, zapewne popełniłby samobójstwo. Wypracował sobie zatem latami najbardziej przewrotny mechanizm obronny, by zachować komfort psychiczny i dobre samopoczucie.

Sumienie u Wolszczana zapewne jest głęboko zakopane i zakryte pod grubą warstwą neurotycznej racjonalizacji.Albo w ogóle nie jest rozwinięte dostatecznie, skoro miało się za ojca zatwardziałego komunistę i wieloletniego członka PZPR-u. Czego można spodziewać się po osobowości takich ludzi? Że to ludzie normalni? O prawidłowo ukształtowanej osobowości? Z wykształconą uczuciowością wyższą? Ich intelekt był i jest ograniczony, bo podporządkowany niskim instynktom, popędom i potrzebom, czasami neurotycznym.Totalny egoizm i ślepota emocjonalna.Dla takich ludzi najważniejsze były i są pieniądze, przyjemności zmysłowe i egoistyczne ambicje.

Prof. Kazimierz Dąbrowski - polski psycholog, psychiatra i filozof, twórca teorii dezintegracji pozytywnej oraz pionier ruchu higieny psychicznej, który miał możliwość w czasie II W.Ś. obserwować różnego typu zwyrodniałe postawy nie tylko wśród Niemców, ale i Polaków, w ramach swojej teorii wyróżniał IV poziomy rozwoju osobowości człowieka. Wg autora,najniższy szczebel - tzw. integracji pierwotnej - zajmują jednostki prymitywne (ale niekonieczne niewykształcone, czy upośledzone umysłowo!), bo z ograniczoną emocjonalnością i uczuciowością wyższą. Profesor wyjaśniał: "Integracja pierwotna – jednostka kieruje się swoimi popędami i potrzebami fizjologicznymi. Działania podejmowane automatycznie, zgodnie z nawykami. Brak poczucia odrębności psychicznej. Jednostki przystosowane do aktualnej rzeczywistości. Postawa bezrefleksyjna."1

Na poziomie integracji pierwotnej zwykle znajdują się dzieci, bądź jednostki upośledzone uczuciowo i społecznie, czyli tzw. psychopaci. Wg K. Dąbrowskiego, psychopatia to " zintegrowana na niskim poziomie struktura prymitywnych popędów. Brak konfliktów wewnętrznych "psychopata jest głuchy i ślepy na wyższe wartości. W realizacji swoich ambicji jest silny i realizuje je nie bacząc na innych."2

Przeciwieństwem psychopatów są tzw. psychonerwicowcy (tak często nazywani przez komunistów "wariatami"), zdolni do wielopoziomowego rozwoju. Jak podaje profesor: " Psychonerwicowcy są zahamowani, bojaźliwi, przeżywają lęki i depresje. Są wybitnie wrażliwi na hierarchę wartości. Cechuje ich empatia wobec innych, zdolność rozumienia i współodczuwania z innymi, jednak ze względu na skonfliktowanie wewnętrzne nie potrafią tych postaw wyrażać. Jest „pozytywnie nieprzystosowany” – twórczo, samodzielnie dąży do rozwoju."3

Proszę sobie teraz przyrównać osobowość prof. Wolszczana, prof. Dąbrowskiego oraz wszystkich tych, którzy nigdy w życiu na nikogo nie donosili, zawsze kierowali się w życiu empatią i nie niszczyli cudzego życia, do przytoczonych wyżej definicji. Która z wymienionych tu postaci plasuje się na najniższym poziomie rozwoju osobowości , a która przekroczyła własne ograniczenia i niskie, zautomatyzowane instynkty?


Czy prof. Wolszczan swoje racjonalizowanie na usługach podkorowych popędów skonfrontuje ze swoim sumieniem? Bardzo trudne pytanie. Jeśli w trakcie jego życia wykształciły się w nim zalążki sumienia, to prędzej czy później go dopadnie, bez względu na kraj, który będzie zamieszkiwać. Wybuchnie, jak lawa z uśpionego wulkanu.Dopadnie go w najmniej spodziewanym momencie. Może na łożu śmierci? Kto wie. Natomiast, jeśli ojciec Wolszczana w ogóle nie wypracował u syna nawet zalążków sumienia,to facet pozostanie martwy na zawsze! W każdym razie na pewno nie ucieknie od siebie.

1. http://pl.wikipedia.org/wiki/Kazimierz_D%C4%85browski_(ur._1902)

2.Ibidem

3. Ibidem

2008-09-17

Z okazji rocznicy "wyzwolenia"



Za dzisiejszą Rzeczpospolitą (www.rp.pl)