2008-09-11

O władzy nota krótka

Przepraszam za brak odezwu, przyrzekam się poprawić. Jednak lektura tekstu FYM'a pt. Administracja skłoniła mnie do małej refleksji nt. władzy.

Amerykanie na ich prezydenta i jego urzędników mawiają "Administration". Czym się owa administracja zajmuje? Rządzeniem.

W Polsce na Premiera i jego świtę mówimy "Rząd". Czym się ów rząd zajmuje? Administrowaniem.

Ta różnica nie jest wbrew pozorom ani mała ani jedynie semantyczna. Take heed, caveat emptor i wogóle uważać, moje drogie PełOsiaki i leberały.



Pozdrawiam.

2008-09-09

No i po co to wszystko?

Powinniśmy się już przyzwyczaić, że żyjemy w kraju jaj. Istnieją jeszcze struktury, które powodują, że paradoksy naszej rzeczywistości będą się jeszcze bardziej pogłębiać. Od czasu do czasu dostajemy połajankę z Brukseli, że postępy w zaprowadzaniu jedynego prawdziwego ustroju socjalistycznego są niesatysfakcjonujące. Wszystko musi spełniać teraz standardy i normy ustalane przez centralę. Nie dość, że już wcześniej wprowadzono całą masę głupich przepisów, to teraz ten cały absurd na kółkach będzie jeszcze większy. Można się retorycznie spytać: no i po co to wszystko?

Nie tak dawno temu strajkowali sadownicy, ponieważ ceny skupu owoców ustalone przez zakłady zajmujące się ich przetwórstwem okazały się niskie. Co więc, powinien zrobić właściciel sadu, aby nie być stratnym w wyniku swojej działalności? Oczywiście znaleźć inną furtkę, żeby to sprzedać - na przykład na jakimś targu albo jarmarku. Ale oczywiście są utrudnienia w tym kierunku. Nie można się rozstawić na ulicy i zacząć sprzedawać swoje plony, ponieważ zaraz byłaby wizyta Sanepidu odnośnie warunków przechowywania i sprzedawania. No i po co takie surowe normy sanitarne? Przecież to tylko utrudnia ludziom życie. Istnieje jeszcze jedna furtka w przypadku owoców, a mianowicie przerobienie ich na alkohol, a następnie sprzedanie swoich wyrobów. To też jest nielegalne, ale o tym za moment.

Surowe normy sanitarne zabraniają również sprzedaży mięsa zwierząt po uboju bez żadnych badań między innymi trychinoskopii. Tak samo nie można praktycznie handlować nim na targowiskach. No i po co to wszystko? Przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie kupi zgniłego, cuchnącego mięsa. A poza tym jaki ma interes sprzedawca, wciskając klientowi trefny towar? Przecież jeżeli się to powtórzy kilka razy, to już nikt do kogoś takiego nie przyjdzie nic kupić.

Z mięsem mamy jeszcze inne ceregiele. Otóż, nie można już na własny użytek dokonać uboju świnii. A przecież czyja jest trzoda chlewna? Jest własnością rolnika czy państwa? Odpowiedzieć możemy sobie na to pytanie sami. Przecież brak możliwości uboju świnii na własny użytek to taki sam absurd, jakby nie móc wyciąć drzewa na swojej posesji, a potem uzyskanym drewnem napalić w piecu.

Wróćmy jednak do nieszczęsnych sadowników. Owoce, których nie udało się sprzedać, przecież można by spokojnie przerobić na alkohol. Ze sprzedaży tego można by mieć większe zyski, niż gdyby sprzedawać jabłka, gruszki, śliwki et consortes. Tylko państwo tego zabrania. Na wyrób produktów alkoholowych trzeba mieć koncesję. No i co mamy się potem dziwić, że owoce gniją potem na drzewach, jak nie można z nimi praktycznie nic zrobić? Nie jest to wina wolnego rynku, jak to niektórzy mówią, tylko głupich przepisów.

Często się słyszy jeszcze o pędzeniu bimbru. A przecież dlaczego nie można zrobić w domu wódki, a potem sprzedać niej? Przecież wówczas duże gorzelnie typu Polmos miałyby konkurencję w postaci wielu drobnych wytwórców. Dlaczego zatem państwo ma strzec oligopolu? To jest przecież pozbawione sensu zupełnie jak koncesjonowanie wyrobu papierosów. Już kiedyś pisałem, że gdyby każdy mógł wytwarzać w domu papierosy, a następnie sprzedawać je na wolnym rynku giganci typu Phillipa Morrisa zmuszeni zostaliby do obrony swojej pozycji. Tak samo byłoby i w przypadku napojów wyskokowych.

Ale niestety, żyjemy w krainie pogłębiających się dziwów i absurdu. Musimy się przyzwyczaić, że raczej w najbliższej przyszłośc będzie jeszcze bardziej dziwnie i nonsensownie niż obecnie dzięki zarządcom Priwislanskiego Kraju i Euro-ZSRR. Odwrotu tego trendu na razie nie widać. Zaczynam wątpić, czy w ogóle nastąpi.

Rothbard w Polsce w głębokim komuniżmie

Co tu robił Rothbard (guru liberatrianizmu) w latach 80-tych? Uczyl Kiszczaka reguł wolnego rynku? A potem się wszyscy się dziwią, że komuna jest taka przygotowana. No jak już witali myslicieli wolnorynkowych w połowie lat 80-tych, to chyba nie dziwne, że przygotowani są 30 lat do przodu? Tak sobie szukalam informacji o Austriakach (prehistoria), ale to chyba Kirker dla Ciebie. Ja na to trafiłam przypadkiem. Bardzo mnie interesuje, kim byli ci profesorowie, co tak ochoczo tlumaczyli teksty... (zupelnie serio).

Podróż do Polski

Tłumaczenie: Witold Falkowski

Jeden z tygodni marca 1986 roku spędziłem niezwykle ciekawie, uczestnicząc w konferencji, która odbywała się w hotelu w Mrągowie na pojezierzu w północnej części Polski (dawniejszych Prusach Wschodnich). Konferencja, a właściwie sympozjum poświęcone szerokiemu wachlarzowi zagadnień ujętych w tytule „Ekonomia a przemiany społeczne”, została zorganizowana przez Instytut Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego. Jej sponsorem była grupa angielskich naukowców o przekonaniach konserwatywnych i wolnorynkowych.

Chociaż pod względem gospodarczym – jak zauważył jeden z zachodnich uczestników konferencji – Polska jest „jednym wielkim slumsem” z podupadłymi obszarami wiejskimi, walącymi się miasteczkami i zniszczonymi miastami, to pod względem intelektualnym ten mężny naród cieszy się największą wolnością w całym bloku wschodnim. W żadnym innym państwie należącym do strefy wpływów sowieckich taka konferencja nie mogłaby się odbyć.

Jedynym nałożonym na uczestników ograniczeniem był warunek, żeby tytuły zgłoszonych wystąp1bcb
dował się zawsze któryś z polskich profesorów gotów pospieszyć dwóm dziwakom z pomocą jako tłumacz.

Najbardziej wzruszająca chwila sympozjum miała miejsce w czasie bankietu ostatniego wieczoru, gdy angielski socjolog, który przewodniczył konferencji, po wygłoszeniu podziękowania pod adresem polskich gospodarzy, wzniósł płynący z głębi serca toast za „wolną, niepodległą i katolicką Polskę”. Wszyscy zrozumieliśmy jego intencje i każdy obecny na sali – także protestanci i ateiści – wzniósł kieliszek i ochoczo spełnił toast. Również agent służb rządowych.

Powyższy tekst stanowi rozdział 94 książki Rothbarda Making Economic Sense
**************************************************************************

P.S. Dodam, ze Rothbard to dla mnie zaden rewolucyjny mysliciel, a Misesowi do piet nie dorasta i tu skoncze...

2008-09-08

Łoś w trawie na bagnach w Poleskim Parku Narodowym

Czy w medycynie jest miejsce na demokrację?

Demokracja stała się w obecnych czasach fetyszem. Takie określenia jak demokratyczny czy pluralizm są w sumie pustosłowiem, ale dla wielu osób mają wielką moc przekonywania jako semantyczny wytrych. W sumie demokracja jako taka nie jest zbyt ciekawym systemem, prowadzi do tego, że wszyscy chcą jak najdłużej utrzymać przy korycie, a w efekcie nic konstruktywnego się nie robi. Wielu z nas nie jest nawet świadomym, jak daleko sięgają macki demokracji. Otóż, okazuje się, że nawet w nauce może odgrywać ona pewną rolę. Nam się wydaje, że działać tam powinna instytucja autorytetu epistemicznego, ale okazuje się, że i tam pewne rzeczy można załatwić przez głosowanie.

W 1991 roku WHO po demokratycznym głosowaniu skreśliła homoseksualizm z listy chorób. Od tak po prostu. Oficjalnie mówi się, że mamy orientacje seksualne, a heteroseksualna jest tylko jedną z nich. No i cóż, lewactwo ze swoimi brudnymi butami wlezie wszędzie. A to trąbią o antropogenicznych przyczynach efektu cieplarnego, a to o tym, że homoseksualizm jest jakąś alternatywną normalnością. A przecież to jest zaburzenie. Obecnie szuka się nawet jego przyczyn na poziomie molekularnym i jakoś te poszukiwania nie przynoszą żadnych skutków. Swojego czasu poświęciłem tej kwestii tekst Lewicowe pseudonauki (3): Normalność homoseksualizmu. Tam wyjaśniłem wiele rzeczy, więc zainteresowanych odsyłam do tego tekstu.

Widać, że nawet w medycynie można o czymś zadecydować poprzez głosowanie. Tak więc przejść może nawet największa głupota, jeżeli ktoś będzie starał się ją przeforsować. Możemy przy tej okazji wykonać taki eksperyment myślowy.

Jest taka dziedzina, która nazywa się immunoparazytologia. Zajmuje się ona reakcjami odpornościowymi przy zakażeniach pasożytniczych, czyli mówiąc to językiem niefachowym - jak organizm mający robaki stara się ich pozbyć, a przy okazji jak te robaki starają się oszukać jego system odpornościowy. W tym drugim przypadku mamy do czynienia z procesami immunomodulacji, czyli modyfikowania działalności systemu odpornościowego żywiciela. Tego typu efekty wywołują zarówno mikro- jak i makropasożyty (klasyfikacja mikro- i makro- to w zależności od rozmiarów, te pierwsze to pierwotniaki, a te drugie to robaki - najczęściej przywry, tasiemce, nicienie). Wykorzystują one do tego celu wydzielane przez siebie białka, znane jako antygeny ekskrecji-sekrecji. Na przykład gdyby mysz była uczulona na jakiś alergen, to po zarażeniu - dla przykładu - nicieniem Heligmosomoides polygyrus (ten akurat jest często wykorzystywany w badaniach immunoparazytologicznych), to potem już nie będzie wykazywała tego typu reakcji. Tyle wstępu, teraz ad rem.

Mówi się obecnie, że alergie są plagą. Tak więc jakiś doktorek, nazwijmy go Scheissenstein, może wymyśleć, że jeżeli robaki nie występują w jakiś wielkich ilościach w organizmie, to jest to wręcz zdrowe. Nie można określać tego stanu mianem chorobliwego, jeżeli organizm ma być zabezpieczony przed reakcjami alergicznymi. Tak więc może wygłosić odczyn na spotkaniu WHO, że jeżeli ktoś ma w sobie niewielkie ilości robaków pasożytniczych, to nie jest to żadna choroba. Jako argument może wykorzystać, że zapewne każdy z nas ma w sobie ileś tam larw włośnia krętego, które praktycznie nie wywołują większego uszczerbku na zdrowiu.

Co więc może zrobić WHO. Przegłosować, że choroby pasożytnicze, jeżeli liczebność pasożytów w organizmie żywiciela nie jest zbyt wysoka, nie zasługują w ogóle na takie miano. Oczywiście zaraz zaczęłaby się odpowiednia kampania medialna, żeby ludzi do czegoś takie przekonać, żeby na przykład jak dziecko notorycznie drapie się po tyłku, żeby nie dawać mu mebendazolu czy innych antyhelmintyków (leków zwalczających robaki pasożytnicze) celem pozbycia się okazów Enterobius vermicularis. Tak samo byłoby w wielu innych przypadkach.

No i do jakiego możemy na tej podstawie dojść wniosku. W demokratycznym głosowaniu przejdzie nawet największa głupota, pod warunkiem, że stoi za tym odpowiednio silne lobby. W 1991 roku było laickie lewactwo o zapędach socjoinżynieryjnych. Tutaj mogłoby powstać swoiste lobby immunoparazytologiczne, które chciałoby posłać alergologów na przysłowiową zieloną trawę, a przy okazji zrobić interes na własnych rozwiązaniach - jak kuracje oparte na podawaniu organizmów pasożytniczych (za Ekologią Krebsa rozróżniami pasożytnictwo i chorobotwórczość) wywodzących się ze zwierząt wielokomórkowych, najpewniej nicieni.

A teraz odpowiedzmy sobie na proste pytanie. A czy tak nie było w roku 1991, kiedy to stwierdzono, że homoseksualizm nie jest chorobą? Sytuacja jest analogiczna. Homoseksualizm przecież jest chorobą i to powiązaną z innymi zaburzeniami psychoseksualnymi jak masochizm, sadomasochizm, pedofilia. Dlatego winien być tak traktowany. Stwierdzenie, że homoseksualizm nie jest chorobowy, to absurd w takim samym stopniu, jak uznanie, że glistnica stanowi zjawisko normalne w populacji.

No i do czego doprowadziła nas do tego demokratyzacja? Do tego absurdu na kółkach w postaci ideologizacji nauki tak, aby zgadzała się z jedyną słuszną ideologią głoszoną przez lewicę laicką. Obecnie wymyśla się już choroby psychiczne - przykładem jest wspomniany kiedyś przeze mnie syndrom RWA. Establishment się z tym zgadza, ponieważ jemu to jest na rękę; zwalczany jest w końcu ten wstrętny Ciemnogród. Czy zatem wracają czasy Łysenki i Miczurina?

2008-09-02

Specyfika autoantysemityzmu

Szekspir napisał kiedyś, że są takie rzeczy na świecie, o których się filozofom nie śniło. W dłuższej perspektywie miał rację, ponieważ każde pokolenie uważa pewne rzeczy za niemożliwe, niewykonalne, a potem okazuje się, że ich następcy to realizują. Jednakże nie ogranicza się to tylko do przykładu zwykłego postępu. Czasem mamy do czynienia z pewnymi efektami, które podaje się w wątpliwość, a one istnieją. Co więcej, są niejednokrotnie wykorzystywane.

A teraz przyjrzyjmy się strategiom różnych mniejszości, które walczą o to, żeby mieć prawa. Okazuje się, że najważniejszą rzecz stanowi stworzenie wizerunku uciskanych. Tak teraz działają homoseksualiści, za dwadzieścia lat pewnie stanie się to w przypadku pedofili, a jeszcze w między czasie do gry wkroczą zoofile. Im zależy na udawaniu ofiary z czysto socjotechnicznego punktu widzenia. Opłaca się zatem prowokować, organizując parady równości i inne tego typu demonstracje. Swoją drogą tutaj powinna interweniować policja, bo ulica nie jest od tego, aby jacyś ludzie mający nierówno pod sufitem mogli tam pokazywać swoje glutei maximae. Ale samo zorganizowanie "gejparady" powoduje niesmak. A potem jak są jakieś akty agresji, to homoseksualiści mają dowody na to, jaką to są uciskaną mniejszością. Wtedy ze zdwojoną siłą pewne lobby zaczynają naciskać na to, aby dać im pewne przywileje.

Przejdźmy jednak ad rem. Jest jeden naród na świecie, z którym to trzeba obchodzić się jak z jajkiem. Rzecz jasna, to Żydzi. Bardzo mocno zadbali oni o wizerunek uciskanej mniejszości, która przez dwa tysiące lat musiała znosić prześladowania innych ludów. Również spopularyzowali Holocaust tak, że wydaje się, iż to jedyna rzecz, która wydarzyła się w czasie drugiej wojny światowej. Wszędzie przedstawiciele - jak sami siebie postrzegają - narodu wybranego tropią antysemityzm. Podejrzewam, że znaleźliby go nawet na poziomie fotonów, fononów i elektronów, gdyby tylko chcieli. Jeszcze jedno. Oskarżają oni całe grupy etniczne o antysemityzm. Na przykład wszyscy Polacy ich zdaniem to antysemici; nie ważne czy niemowlę czy starzec, to nie lubi Żydów, ma to wdrukowane w podświadomość. Słuchając takich twierdzeń aż ciężko się nadziwić, jak to w ogóle możliwe, że oni się tutaj od czasów Kazimierza Odnowiciela uchowali, a Najjaśniejsza Rzeczpospolita w XVII nawet nosiła miano żydowskiego raju. Przecież ta cała paplanina, jacy jesteśmy antysemiccy, stanowi oczywisty nonsens.

Antysemityzm się jednak opłaca. Z jednej strony chodzi o pieniądze, które można ściągnąć dzięki szantażowi. Od nas zarządano 65 miliardów dolarów, a Israel Singer, szef JWC, stwierdził jasno w 1996 roku. Jeżeli nie zapłacimy tego haraczu, to będziemy obmawiani i szkalowani. No i w ten sposób przylepiono nam łatkę antysemitów. Takie generowanie zjawiska antysemityzmu jest bardzo opłacalne. Jednakże poza samym przylepianiem łatek istnieje inny mechanizm, o którym warto tutaj wspomnieć.

Jest to autoantysemityzm. Polega na tym, że Żydzi sami przeciwko sobie szczują Gojów. W obecnych czasach mogą odnosić z tego powodu wymierne korzyści, ponieważ organizacje typu ADL czy JWC mogą twierdzić, że w jakimś kraju jest antysemityzm. Nie zdziwiłbym się, gdyby na przykład taki Leszek Bubel okazał się przedstawicielem wiadomej nacji. Takie przypadki już w historii się zdarzały.

Autoantysemityzm istniał również w przeszłości. Mówi się wiele o pogromach Żydów na przykład, że w Kolonii w XII w. palono ich żywcem. Jest to przedstawiane w ten sposób, jakby to była ślepa furia Gojów w żaden logiczny sposób nie do uzasadnienia. Okazuje się, że Żydzi indukowali pogromy na siebie w dawnych wiekach. Przytoczyć tutaj trzeba przykład wielkiego inkwizytora Hiszpanii, dominikanina Tomasa de Torquemady. Otóż, był to maranin, czyli nawrócony Żyd z dawnych muzułmańskich terytoriów na Półwyspie Iberyjskim. Prowadził on jawnie antysemicką nagonkę, gnębiąc przedstawicieli swojej nacji, jak tylko można. Żydzi postrzegali to jako swoistą formę negatywnej eugeniki. Przedstawiciele Gojów robili tylko całą brudną robotę. A Żydzi podali jasno, że czasem trzeba poświęcić część swojej społeczności, aby osiągnąć pewne cele. Richard Nikolaus graf von Coudenhouve-Kalergi, niemiecko-żydowsko-japoński mieszaniec, stwierdził jasno: Europa chciała przez ponad tysiąc lat zniszczyć Żydów, ale tylko ją uszlachetniła, tworząc "duchowy naród panów".

Hannah Arendt twierdziła w książce Eichmann w Jerozolimie, że również Holocaust mógł być efektem autoantysemityzmu. Sama określała tą nieprawdopodobną rzeź jako zabójstwo Kainowe. Żydzi sefardyjscy przecież uważali, że Aszkenazyjczycy to hołota i swołocz. Znana jest wypowiedź Israela Gutmanna, że przed drugą wojną światową osiemdziesiąt procent światowej populacji Żydów to bydło. A co jest dziwne w tym wszystkim? Wielu przedstawicieli ruchu nazistowskiego to byli Żydzi lub pół-Żydzi. Poza tym Sefardyjczycy z USA finansowali Niemców do ataku na Pearl Harbor, czyli w momencie przystąpienia Stanów Zjednoczonych do drugiej wojny światowej. Jakoś nie nalegali, aby zbombardować Oświęcim lub przynajmniej linię kolejową prowadzącą do tego obozu zagłady. Udawali, że problem zagłady Żydów nie istnieje. W 1943 roku Szmul Zygielbojm popełnił samobójstwo, żeby zwrócić uwagę na to ludobójstwo. Za to po drugiej wojnie światowej ten akt Kainowego zabójstwa, stosując określenie Arendt, został skrzętnie wykorzystany przez żydowskie organizacje właśnie ze Stanów Zjednoczonych. Znamy to obecnie pod nazwą przedsiębiorstwa Holocaust. Czy to nie jest akt odrażającej nekrofilii?

Autoantysemityzm pozostaje jednak swoistym fenomenem. Żaden naród nigdy decydował się na zwalczanie samego siebie. Żydzi byli, są i będą żądni władzy. Uważają siebie za swoistych nadludzi przeznaczonych do władania światem. Wystarczy przytoczyć słowa laureata Pokojowej Nagrody Nobla Menachema Begina:

Nasza rasa jest Rasą Mistrzów. Jesteśmy świętymi bogami na tej planecie. Różnimy się od niższych ras ponieważ wywodzą się one od insektów. Faktycznie porównując je do naszej rasy, inne rasy to bestie i zwierzęta, owce w najlepszym przypadku. Inne rasy są uważane jako ludzkie odchody. Naszym przeznaczeniem jest rządzenie ponad niższymi rasami. Nasze ziemskie królestwo będzie rządzone poprzez naszych liderów za pomocą rózgi żelaznej. Masy będą lizać nasze stopy i służyć nam jako nasi niewolnicy.

Zacytowany fragment został umieszczony w wydanych w 1982 roku pamiętnikach prezydenta Jimmy'ego Cartera. Widać, jaki obrali sobie nadrzędny cel. Realizują go z żelazną konsekwencją. Przy okazji stosują makiaweliczną regułę, że cel uświęca środki. Nie widzą zatem nic zdrożnego w poświęceniu części populacji, jeżeli ma zostać osiągnięty. Autoantysemityzm jest zatem mechanizmem stosowanym w celu zwiększenia zakresu i/lub zdobywania władzy. Trzeba również przyznać, że doskonale spełnia to zadanie.

2008-08-29

Szewcy przez internet

W niczym nie umniejszajac trafnosci porownan pana Aleksandra Sciosa proponuje obsade alternatywna.

Ч. Kiszczak za swa nabyta w sluzbie inteligencja niestety nie bardzo nadaje sie do roli prokuratora Scurvy. Tu potrzebne jest klebowisko niespelnionych chuci i ambicji. Co tu duzo mowic, Wojciech Sadurski i nikt inny. Ten, z łaski Lecha Kaczynskiego, zwyczajny profesor prawidel wszelakich, liberal umyslowy, publicysta samorzutny, przyjaciel Michnika, ojciec pięciu jajek... zastepujac Kiszczaka w roli prokuratora wyciagnie spektakl z przeszlosci i pozwoli uniknac epigonskiej nuty.

Nic za darmo, obsadziwszy prok. Scurvy powstal wielki problem z rola Ksieznej.
Dominisia Wielowieyska odpadla w przedbiegach, minimum, chocby absolutne, horyzontow jest tu jednak wymagane.
Olga Lipinska? Troche lepiej, niestety jej wiek spychalby perwersje dramatu w zupelnie niepozadanym kierunku.
Anna Bikont? Jak najbardziej!!! Po na wskros naturalistycznym obsadzeniu prokuratora Sadurskim spektakl z odchodzaca nieco w niepamiec Bikontowa w roli Ksieznej odzyskuje w pelni swoj surrealistyczny blask.

Sajetana zagra Admin jakis, byle nie zaden chlystek, zaden zagwazdraniec klubokawiarniany.
W roli czeladnkow wystapia bloggerzy, moga byc postsolidarnosciowi. Jeden z nich raz po raz wpada notorycznie w glos i emfaze Niesiolowskiego.
W akcie drugim pojawia sie Straznik wyrzucajacy i wrzucajacy jak popadnie czeladnikow do celi.
Straznika obsadzi zaloga Salonu SB2024, zszyje sie bokami 4 zielone mundurki moro i tak otrzymamy POslowianskiego Swiatowida poruszajacego sie z gracja Chochola.

Hiperrobociarz: Bolek zwany kiedys Walkiem
Gnebon Puczymorda: Donald Tusk
Towarzysz X: Ч. Kiszczak
Towarzysz Abramowski: Bronek Gangsta Komorowski
Fiersusienko: I. Janke (jedynie jezeli Wanatowa bedzie grac Ksiezna w zastepstwie)


Na zakonczenie szczodra garsc cytatow w jakiejs mierze uzasadniajaca obsade.

SCURVY zamyślony
... Kim jestem? Boże! Com ja z siebie uczynił! Liberalizm to guano - to najgorsze z kłamstw. Boże, Boże! - jestem cały z gumy, którą na coś niewiadomego naciągają.


SAJETAN spokojnie, twardo
... Skończyły się rozkoszne czasy idej - co to, wicie, można było majonezy żreć, a bolszewikiem ideowym być, aby się w nędzy ostatniej tymiż ideami na glanc pocieszać, że to niby kimś się, w ekskrementaliach gnijąc, mimo wszystko jest.

SCURVY przez sen
l nigdy nie zagrać już w brydżyka - nie móc nigdy mówić z tym poczuciem urojonej ważności: trzy kier lub kontra, nie pójść na kawusię do "Italii"

SAJETAN
Jeden dekret, drugi, trzeci i szlus. Więc czemu, powtarzam, pan tego sam nie zacznie, mając władzę, która ci na gówno w rękach gnije, skurwysynie, a mogłaby kupą piorunów twórczych być. Czemu, rozumiejąc to, nie masz pan odwagi? Żal ci tego głupiego, spokojnego żyćka twego, które dowolnie niski stwór gdzieś głęboko ma? Czy to ze względu na publiczkę ona sobaczą, dla popularności - czy co?


SAJETAN
Czym się zajmuje ten potwór? Jakimiś subtelnościami zupełnych kretynizmów - oto ich tak zwane życie intelektualne, po obowiązkowej gnębicielskiej pracy po biurach i buduarach.
SCURVY
Nie rozumiecie całego uroku znawstwa czegokolwiek bądź u bezpłodnych impotentów takich jak ja - to są otchłanie rozkoszy usprawiedliwienia swego bytu - takie dziamdzianie się w sobie..


SCURVY
... Ale mój codzienny dzionek, który wydarłem ja, mały prowincjonalny burżujek, z nicości wprost, przez naukę prawa, przez długie lata prawomocnego mordowania zbrodniarzy, przez potworne wprost obkuwanie się wszystkim w wolnych chwilach mych cudnych, należy tylko do mnie i nie oddam go dobrowolnie nigdy. Ale z drugiej strony nie wierzę już w to nowe życie, które stworzyć macie wy - oto moja tragedia jak na patelni.

Scurvy przyciska go do piersi i ryczy z emfazą.
To jedno nie - tego jednego mi nie zabierajcie: jestem prawdziwym, liberalnym - w ekonomicznym znaczeniu - demokratą.

KSIĘŻNA wstaje, ociera chusteczką skrwawione usta i mówi
Nudno, panie Robercie. To, co pan mówi, to są frazesy społecznego impotenta bez istotnych przekonań.


FIERDUSIEŃKO z walizą w ręku
Idzie tu, jak pochód nieszczęścia po prostu, jakiś straszny nadrewolucjonista, jakiś hiperrobociarz wprost - to pewnie jeden z tych, co naprawdę rządzą - bo te kukły (wskazuje na szewców) to komedia ino.

PUCZYMORDA
...
Oczy straszne, wywalone.
(robi miny okrutne)
Takim jest i takim bede,
Czym jest dziwkarz, czy też pede,
Socjalista czy faszysta,
Jam w tym serze jako glista.

PUCZYMORDA
... Jestem kontrolerem dekoracyjnych widowisk propagandowych. ...

PUCZYMORDA
... Ja jestem na ich służbie - ja zupełnie się zmieniłem. Zrozum to, kochasiu, i uspokój się. Mocą transformacji wewnętrznej postanowiłem jeść pulardy, langusty, wermuje i papawerdy zakrapiane oblikatoryjnymi fąframi do końca, życia. Jestem cynikiem, aż do brudu między palcami u nóg - przestałem się myć zupełnie i śmierdzę jak zgniła flądra. Chram na wszystko.

PUCZYMORDA
... A ja co? - sirota. Nawet nie wiem, kto jestem - politycznie oczywiście! Życiowo jestem starym błaznem pełnym fazdrygulstwa i gnypalstwa ...

2008-08-26

To mi się coraz mniej podoba

Podaje za: bibula.com

Izraelskie ślady na Kaukazie. Kulisy wojny gruzińsko-rosyjskiej


Informacje o konszachtach Gruzji i Izreala, o tym, że czołowi politycy gruzińscy mają obywatelstwo Izraela, wywołały duże zainteresowanie naszych Czytelników. Do tej pory informacje te pochodziły głównie ze środowisk endeckich. Postanowiliśmy więc zasięgnąć informacji u źródła, czyli na oficjalnych portalach społeczności żydowskiej. Poniżej przedstawiamy ciekawy tekst, który udało się nam wyszperać na jednej z takich stron, a poświęcony interesującej nas kwestii.

Administratorzy konserwatyzm.pl


Minister do spraw integralności terytorialnej mówiący płynnie po hebrajsku. Izraelski sprzęt wojskowy. Szkolenia operacyjne pod okiem izraelskich specjalistów. Ta charakterystyka nie jest bynajmniej opisem militarnej kondycji Izraela, a niewielkiego państwa na Kaukazie, które od dnia 7 sierpnia prowadzi wojnę z Rosją. Wojna gruzińsko-rosyjska tylko pozornie jest konfliktem wyłącznie między tymi dwoma państwami. Pomimo oficjalnego zawieszenia broni na terytorium Kaukazu toczy się strategiczna rozgrywka między zachodnimi i rosyjskimi interesami ekonomicznymi oraz politycznymi w regionie. W tej grze swój pośredni udział ma także Izrael. Rezultaty kaukaskiej wojny mają niemałe znaczenie dla sytuacji geopolitycznej Bliskiego Wschodu.

Izrael z Gruzją łączą przede wszystkim silne więzi ze Stanami Zjednoczonymi. Młoda demokracja gruzińska wzrasta pod czujnym okiem Waszyngtonu, dla którego przychylne państwo nad Morzem Czarnym jest cennym sojusznikiem. Symbiotyczne relacje Gruzji z USA nigdy nie były na rękę Kremlowi. Wymykająca się z rąk hegemonia w rejonie Morza Bałtyckiego, będąca wynikiem członkowstwa Polski, Łotwy, Litwy i Estonii w Unii Europejskiej, była trudna do przełknięcia, jednakże gwarantem pozycji hegemona na Wschodzie była dominacja na Kaukazie. Tymczasem wykształcony na Zachodzie gruziński prezydent Micheil Saakaszwili przeniósł Gruzję na demokratyczną ścieżkę.

Dobre stosunki z USA, a co więcej z NATO, zostały pogłębione poprzez wzmożone relacje z Izraelem. W 2000 roku izraelski przemysł zbrojeniowy odnalazł dobrego kupca w postaci Gruzji. Izraelczycy, gruzińscy imigranci, stali się sprawnymi pośrednikami między dwoma państwami. Pomógł w tym sam minister obrony Gruzji – Davit Kezeraszwili – niegdyś obywatel Izraela, płynnie mówiący po hebrajsku. Interesy w Tbilisi rozwinęli m.in. były izraelski minister Roni Milo oraz jego brat, były dyrektor generalny Przemysłów Zbrojeniowych, którzy reprezentowali renomowany koncern Elbit. Za ich pośrednictwem do Gruzji trafiały zaawansowane technologicznie systemy przeciwrakietowe czy zdalnie sterowane pojazdy bezzałogowe. Wojskowym wsparciem szkoleniowym służyli ponadto gen. Gal Hirsch i mjr Israel Ziv. Intratne transakcje gruzińsko-izraelskie zaczęły słabnąć w 2007 roku. Jednym z powodów stał się kontrakt z Rosją na modernizację bombowców produkowanych w byłych republikach Związku Radzieckiego. Nadmiernie ocieplone stosunki Izraela z Gruzją w zderzeniu z kwitnącym interesem z Rosją mogły zaniepokoić Moskwę. Wkrótce potem wojskowe transakcje z Tbilisi ograniczono do nieofensywnych systemów zbrojeniowych. W związku z otwartym napięciem na linii Gruzja-Rosja sprzedaż Gruzinom samolotów bojowych czy karabinów wydała się niepoprawna politycznie. Mimo to jeszcze w maju 2008 roku rosyjski minister obrony oskarżył USA, współdziałające jego zdaniem z NATO i Izraelem, o udzielanie wojskowego wsparcia Gruzji w celu destabilizacji militarno-politycznej na Kaukazie.

Wycofanie izraelskich inwestycji zbrojeniowych zostało odebrane przez władze gruzińskie jako ogromny cios. Minister do spraw integracji terytorialnej Temur Yakobaszwili ostro skrytykował Izrael mówiąc: Izrael zrobił to na życzenie Rosji. Pomógł terrorystom, Rosjanom. To hańba. Nie wiem, co dostali w zamian; widzę tylko, że Hezbollach nadal otrzymuje rosyjską broń. Wypowiedź Yakobaszwili’ego jest dowodem na nieprawdziwość nadmiernie koloryzowanego mitu o westernizacji armii gruzińskiej. Bez wątpienia Gruzini liczyli na większe poparcie ze strony NATO i Unii Europejskiej, dające Tbilisi coś więcej oprócz wysiłków dyplomacji i pomocy humanitarnej.


Osetia jako pretekst

W okresie poprzedzającym eskalację konfliktu gruzińsko-rosyjskiego Izraelczycy nie deklarowali otwarcie poparcia dla reżimu w Tbilisi. Niemniej jednak pozytywny stosunek Jerozolimy do Gruzji wydawał się naturalny nie tylko ze względu na dwóch żydowskich ministrów w rządzie. Z przymrużeniem oka należy jednak traktować pogłoski o izraelskim spisku przeciwko Rosjanom odegranym za pośrednictwem gruzińskich wojsk.

Bez wątpienia Rosję ostatecznie sprowokowały ćwiczenia wojskowe przeprowadzone wspólnie niedaleko Tbilisi przez gruzińskich i amerykańskich żołnierzy. W tydzień później wojska rosyjskie wkroczyły do Osetii Południowej, broniąc rzekomo zagrożonego bezpieczeństwa Rosjan zamieszkujących ten region. Tajemnicą poliszynela jest jednakże to, iż rosyjski atak odpierano za pomocą czołgów i artylerii wyprodukowanych w Izraelu. Zaatakowana przez Rosję wojskowa fabryka w okolicach stolicy Gruzji produkowała zmodernizowane odrzutowce Su-25, do których technologie zostały zakupione w Izraelu. Za przygotowanie armii gruzińskiej odpowiadają również eksperci NATO, którzy zgodnie z doniesieniami prasy światowej byli aktywnie zaangażowani w logistyczne planowanie gruzińskiej kontrofensywy. Ze strony Izraela, jedynym otwartym poparciem była deklaracja minister Cipi Livni o prawie Gruzji do obrony swojej integralności terytorialnej.

Konfliktogenny ropociąg

Maleńka Osetia Południowa stała się doskonałym pretekstem do walki o miliardy dolarów płynące w kaukaskich rurociągach. Ten najbardziej kontrowersyjny, Baku-Tbilisi-Ceyhan (zwany BTC), powstał w 2006 roku z pomocą amerykańskich dyplomatów. Za jego pośrednictwem w pełni niezależnie od Kremla do Europy dociera ropa wydobywana ze złóż Morza Kaspijskiego. Rurociąg BTC jest groźnym konkurentem dla szlaku Konsorcjum Kaspijskiego, który poprowadzony jest na terytorium Kazachstanu i Rosji. Ropa przepływająca przez przychylną Zachodowi Gruzję stworzyła nowy blok sojuszniczy, którego osią stały się Azerbejdżan, Gruzja, Turcja i Izrael. To właśnie BTC zasila ponad 20 proc. izraelskich zasobów ropy, część której jest następnie eksportowana na rynki azjatyckie z portów w Ejlacie i Aszkelonie. Zagrożeniem dla rosyjskich interesów jest także inicjatywa turecko-izraelska, zakładająca intensywną współpracę energetyczną, której głównym celem jest transport tureckiej ropy na Daleki Wschód przez izraelski port na Morzu Czerwonym.

Obserwując nowy konflikt na Kaukazie z dalszej perspektywy dostrzeże się również amerykański sukces w sprawie budowy tarczy antyrakietowej w Polsce (silnym sojuszniku Izraela w Unii Europejskiej) i radaru do owej tarczy w Czechach. Wschodnioeuropejski system obronny wymierzony bezpośrednio w Iran i Koreę Północną, a pośrednio w Rosję, nie pozostaje bez wpływu na politykę Kremla wobec Gruzji. Graniczący m.in. z Czeczenią reżim w Tbilisi jest kolejnym elementem potęgującym nastroje antyrosyjskie w regionie. Bez wątpienia w obliczu eskalacji konfliktu z Gruzją w skali mikro i rodzącej się „nowej Zimnej Wojny” z USA w skali makro Rosja będzie poszukiwać sojusznika. Może go znaleźć w Teheranie, któremu zamieszanie polityczne na Kaukazie jest jak najbardziej na rękę. Oficjalnie wiadomo, że rosyjska sprzedaż sprzętu wojskowego arabskim sąsiadom Izraela oraz technologii do wzbogacania uranu dla Teheranu jest głównym punktem spornym w relacjach Jerozolimy z Moskwą. Mimo to rząd Izraela zaprzeczył, jakoby decyzja o wstrzymaniu sprzedaży broni Gruzji była częścią umowy z Rosją dotyczącą jej transakcji z Syrią i Iranem.

Agata Pełeszuk
www.jewisch.org.pl
Portal społeczności żydowskiej

2008-08-24

Afgańska klapa


(hs)

Z wpisów blogerów:
ironiczny anglosas
»
Re: Talibowie chcieli zabić premiera 2008-08-23 01:00


ironiczny anglosas Napisał(a):


TYCH BIEDNYCH TALIBOW CHYBA ZNUDZILO TAK DLUGIE
CZEKANIE NA PANA PREMIERA I SOBIE POSZLI DO DOMOW
!!!
.
PS: Z OSTATNIEJ CHWILI :
KOLEGA MI DWONIL ZE NA INTERNECIE JEST FILMIK
POKAZUJACY POLSKI SAMOLOT RZADOWY Z KTOREGO PO
GODZINNYM POSTOJU NA LOTNISKU W KABULU WYCIAGAJA
NA SILE JAKIEGOS FACETA !!!


Juz sie wszystko wyjasnilo
»Re: Talibowie chcieli zabić premiera 2008-08-23 00:33


Ten facet, ktorego z samolotu na sile wyciagali to byl "rudy wytrzeszcz", ktoremu probowali nalozyc kamizelke.
.
.
JA WLASNIE OGLADAM NA ZWOLNIONYCH OBROTACH TEN FILM !
JEMU SCIAGALI KAMIZELKI ! OWINAL SIE NIMI TAK GRUBO ZE W SAMOLOCIE SIE ZAKLINOWAL !!! I TO JEST WLASNIE TA GODZINA POSTOJU SAMOLOTU NA LOTNISKU !!!
POL GODZINY OWIJANIA SIE A NASTEPNE POL GODZINY SCIAGALI MU JE NA SILE !!!

http://forum2.dziennik.pl/read.php?2,299933,page=3