Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żydzi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żydzi. Pokaż wszystkie posty

2009-06-06

Kronika postępującego absurdu: żydowskie roszczenia

Na tym świecie mamy do czynienia z wieloma absurdami. Przykładem są unijne normy na kształt ogórka czy wyrób oscypka. Gdybyśmy do UE nie należeli moglibyśmy się pośmiać jedynie z absurdów europeizmu; tak to jesteśmy stawiani z nimi coraz mocniej twarzą w twarz. Sytuacja jest w tym konkretnym przypadku tragikomiczna. Gdyby nie to, że takie polityczne rozwiązania się pojawiają, śmiało mogłoby się to stać kanwą filmu takiego jak Brazil Terry'ego Gilliama.

Są jednak absurdy dla nas o wiele bardziej niebezpieczne. Od 1996 roku organizacja o nazwie JWC domaga się od nas 65 miliardów dolarów zadośćuczynienia. Inaczej mamy być szkalowani i poniżani jako naród na tle międzynarodowym. Sytuacja ta jest absurdalna. Rząd Polski powinien albo nie przejmować się w ogóle tą organizacją, albo wysłać do niej list z informacją, iż jej żądania są istnym absurdem na kółkach.

Dlaczego? Zwroty majątków w przypadku osób narodowości żydowskiej dotyczą góra 70 tysięcy osób. W ramach reprywatyzacyjnej winno się tak zrobić. Przyjąć należy tutaj bezwzględne kryterium własności - wszystkich, których ustrój komunistyczny wywłaszczył po 1946 mają mienie odzyskać, niezależnie od przynależności etnicznej. Moim zdaniem zwroty powinny odbywać się w naturze. Do tego państwo powinno utworzyć fundusz reprywatyzacyjny, który zajmowałby się wypłacaniem odszkodowań. Pieniądze z tego funduszu przekazywane poszkodowanym przez reżim komunistyczny powinny pochodzić od kar spłacanych przez członków PZPR, ZSL i SD w rocznej racie np. 10 tysięcy złotych aż do ich śmierci. Oni są za nacjonalizację i kolektywizację bezpośrednio odpowiedzialni. A zaznaczam, że komunistyczni aparatczycy mają z czego...

Poza tym Jewish world Congress to są Żydzi sefardyjscy. Na ziemiach polskich żyli natomiast Aszkenazyjczycy. Ci ostatni byli pogardzani przez Sefardyjczyków i uważani za ludzi niższego sortu w narodzie żydowskim. Tak było przed wojną. Israel Gutman napisał swego czasu, iż znaczna część narodu żydowskiego to zwykła hołota. Żydzi sefardyjscy również nic nie zrobili, żeby ratować przedstawicieli swojej nacji zabijanych w obozach zagłady. Więcej, część z nich nawet do ataku na Pearl Harbor robiła z Hitlerem i nazistami interesy. Również na masowej zagładzie swoich ziomków. Później nic nie dały, ani raport Pileckiego, ani samobójcza śmierć Szmula Zygielbojma. Można nawet dojść do wniosku, że Żydzi sefardyjscy potraktowali Holocaust jako formę negatywnej eugeniki w najgorszej wersji postulowanej przez Madisona Granta, czyli eksterminację ludzi uznanych za niezdatnych. Zwróciła na to uwagę Hannah Arendt - skądinąd Żydówka - w książce Eichmann w Jerozolimie. Określiła tam Szoah jako morderstwo Kainowe, które na zawsze odbije się cieniem w historii narodu żydowskiego.

A co się dzieje obecnie? Ci Sefardyjczycy, którzy nie kiwnęli palcem w bucie, aby ratować swoich rodaków, domagają się odszkodowań o horrendalnej wielkości. Zostało to określone przez Normana Filkensteina jako przedsiębiorstwo Holocaust. A teraz spójrzmy na to wszystko. Ci Żydzi w USA z pomordowanymi nie mają nic wspólnego poza przynależnością etniczną. Nic nie zrobili, żeby ich ratować. A teraz domagają się pieniędzy... Czy takie zarabianie na śmierci milionów ludzi nie jest najniższego lotu nekrofilią?

Samo żądanie odszkodowań (od nas chcą 65 miliardów dolarów) jest absurdalne. Chyba, że przyjmiemy kolektywną regułą dziedziczności majątku w narodzie. Możemy przy tej okazji wykonać eksperyment myślowy, który wykaże nonsensowność takiego kolektywistycznego dziedziczenia. Wyobraźmy się, że zmarł bezpotomnie Polak zamieszkały na przykład w Argentynie. Teraz wyobraźmy sobie, co byłoby, gdyby jakaś organizacja polonijna na przykład z Australii albo USA, zażądała tego majątku. Rząd Argentyny powiedziałby "nie"; w końcu majątek przeszedłby na tamtejszy skarb państwa. To dlaczego Żydów mamy traktować według jakiś odrębnych reguł i traktować całą nację jak jeden superorganizm?

Zwykła logika nakazuje odmówić żydowskim organizacjom płacenia jakichkolwiek roszczeń przezeń wysuwanych. Rząd Polski, jeżeli jest rozsądny, a nie zadżumiony polityczną poprawnością czy filosemityzmem, powinien odmówić.

2008-09-02

Specyfika autoantysemityzmu

Szekspir napisał kiedyś, że są takie rzeczy na świecie, o których się filozofom nie śniło. W dłuższej perspektywie miał rację, ponieważ każde pokolenie uważa pewne rzeczy za niemożliwe, niewykonalne, a potem okazuje się, że ich następcy to realizują. Jednakże nie ogranicza się to tylko do przykładu zwykłego postępu. Czasem mamy do czynienia z pewnymi efektami, które podaje się w wątpliwość, a one istnieją. Co więcej, są niejednokrotnie wykorzystywane.

A teraz przyjrzyjmy się strategiom różnych mniejszości, które walczą o to, żeby mieć prawa. Okazuje się, że najważniejszą rzecz stanowi stworzenie wizerunku uciskanych. Tak teraz działają homoseksualiści, za dwadzieścia lat pewnie stanie się to w przypadku pedofili, a jeszcze w między czasie do gry wkroczą zoofile. Im zależy na udawaniu ofiary z czysto socjotechnicznego punktu widzenia. Opłaca się zatem prowokować, organizując parady równości i inne tego typu demonstracje. Swoją drogą tutaj powinna interweniować policja, bo ulica nie jest od tego, aby jacyś ludzie mający nierówno pod sufitem mogli tam pokazywać swoje glutei maximae. Ale samo zorganizowanie "gejparady" powoduje niesmak. A potem jak są jakieś akty agresji, to homoseksualiści mają dowody na to, jaką to są uciskaną mniejszością. Wtedy ze zdwojoną siłą pewne lobby zaczynają naciskać na to, aby dać im pewne przywileje.

Przejdźmy jednak ad rem. Jest jeden naród na świecie, z którym to trzeba obchodzić się jak z jajkiem. Rzecz jasna, to Żydzi. Bardzo mocno zadbali oni o wizerunek uciskanej mniejszości, która przez dwa tysiące lat musiała znosić prześladowania innych ludów. Również spopularyzowali Holocaust tak, że wydaje się, iż to jedyna rzecz, która wydarzyła się w czasie drugiej wojny światowej. Wszędzie przedstawiciele - jak sami siebie postrzegają - narodu wybranego tropią antysemityzm. Podejrzewam, że znaleźliby go nawet na poziomie fotonów, fononów i elektronów, gdyby tylko chcieli. Jeszcze jedno. Oskarżają oni całe grupy etniczne o antysemityzm. Na przykład wszyscy Polacy ich zdaniem to antysemici; nie ważne czy niemowlę czy starzec, to nie lubi Żydów, ma to wdrukowane w podświadomość. Słuchając takich twierdzeń aż ciężko się nadziwić, jak to w ogóle możliwe, że oni się tutaj od czasów Kazimierza Odnowiciela uchowali, a Najjaśniejsza Rzeczpospolita w XVII nawet nosiła miano żydowskiego raju. Przecież ta cała paplanina, jacy jesteśmy antysemiccy, stanowi oczywisty nonsens.

Antysemityzm się jednak opłaca. Z jednej strony chodzi o pieniądze, które można ściągnąć dzięki szantażowi. Od nas zarządano 65 miliardów dolarów, a Israel Singer, szef JWC, stwierdził jasno w 1996 roku. Jeżeli nie zapłacimy tego haraczu, to będziemy obmawiani i szkalowani. No i w ten sposób przylepiono nam łatkę antysemitów. Takie generowanie zjawiska antysemityzmu jest bardzo opłacalne. Jednakże poza samym przylepianiem łatek istnieje inny mechanizm, o którym warto tutaj wspomnieć.

Jest to autoantysemityzm. Polega na tym, że Żydzi sami przeciwko sobie szczują Gojów. W obecnych czasach mogą odnosić z tego powodu wymierne korzyści, ponieważ organizacje typu ADL czy JWC mogą twierdzić, że w jakimś kraju jest antysemityzm. Nie zdziwiłbym się, gdyby na przykład taki Leszek Bubel okazał się przedstawicielem wiadomej nacji. Takie przypadki już w historii się zdarzały.

Autoantysemityzm istniał również w przeszłości. Mówi się wiele o pogromach Żydów na przykład, że w Kolonii w XII w. palono ich żywcem. Jest to przedstawiane w ten sposób, jakby to była ślepa furia Gojów w żaden logiczny sposób nie do uzasadnienia. Okazuje się, że Żydzi indukowali pogromy na siebie w dawnych wiekach. Przytoczyć tutaj trzeba przykład wielkiego inkwizytora Hiszpanii, dominikanina Tomasa de Torquemady. Otóż, był to maranin, czyli nawrócony Żyd z dawnych muzułmańskich terytoriów na Półwyspie Iberyjskim. Prowadził on jawnie antysemicką nagonkę, gnębiąc przedstawicieli swojej nacji, jak tylko można. Żydzi postrzegali to jako swoistą formę negatywnej eugeniki. Przedstawiciele Gojów robili tylko całą brudną robotę. A Żydzi podali jasno, że czasem trzeba poświęcić część swojej społeczności, aby osiągnąć pewne cele. Richard Nikolaus graf von Coudenhouve-Kalergi, niemiecko-żydowsko-japoński mieszaniec, stwierdził jasno: Europa chciała przez ponad tysiąc lat zniszczyć Żydów, ale tylko ją uszlachetniła, tworząc "duchowy naród panów".

Hannah Arendt twierdziła w książce Eichmann w Jerozolimie, że również Holocaust mógł być efektem autoantysemityzmu. Sama określała tą nieprawdopodobną rzeź jako zabójstwo Kainowe. Żydzi sefardyjscy przecież uważali, że Aszkenazyjczycy to hołota i swołocz. Znana jest wypowiedź Israela Gutmanna, że przed drugą wojną światową osiemdziesiąt procent światowej populacji Żydów to bydło. A co jest dziwne w tym wszystkim? Wielu przedstawicieli ruchu nazistowskiego to byli Żydzi lub pół-Żydzi. Poza tym Sefardyjczycy z USA finansowali Niemców do ataku na Pearl Harbor, czyli w momencie przystąpienia Stanów Zjednoczonych do drugiej wojny światowej. Jakoś nie nalegali, aby zbombardować Oświęcim lub przynajmniej linię kolejową prowadzącą do tego obozu zagłady. Udawali, że problem zagłady Żydów nie istnieje. W 1943 roku Szmul Zygielbojm popełnił samobójstwo, żeby zwrócić uwagę na to ludobójstwo. Za to po drugiej wojnie światowej ten akt Kainowego zabójstwa, stosując określenie Arendt, został skrzętnie wykorzystany przez żydowskie organizacje właśnie ze Stanów Zjednoczonych. Znamy to obecnie pod nazwą przedsiębiorstwa Holocaust. Czy to nie jest akt odrażającej nekrofilii?

Autoantysemityzm pozostaje jednak swoistym fenomenem. Żaden naród nigdy decydował się na zwalczanie samego siebie. Żydzi byli, są i będą żądni władzy. Uważają siebie za swoistych nadludzi przeznaczonych do władania światem. Wystarczy przytoczyć słowa laureata Pokojowej Nagrody Nobla Menachema Begina:

Nasza rasa jest Rasą Mistrzów. Jesteśmy świętymi bogami na tej planecie. Różnimy się od niższych ras ponieważ wywodzą się one od insektów. Faktycznie porównując je do naszej rasy, inne rasy to bestie i zwierzęta, owce w najlepszym przypadku. Inne rasy są uważane jako ludzkie odchody. Naszym przeznaczeniem jest rządzenie ponad niższymi rasami. Nasze ziemskie królestwo będzie rządzone poprzez naszych liderów za pomocą rózgi żelaznej. Masy będą lizać nasze stopy i służyć nam jako nasi niewolnicy.

Zacytowany fragment został umieszczony w wydanych w 1982 roku pamiętnikach prezydenta Jimmy'ego Cartera. Widać, jaki obrali sobie nadrzędny cel. Realizują go z żelazną konsekwencją. Przy okazji stosują makiaweliczną regułę, że cel uświęca środki. Nie widzą zatem nic zdrożnego w poświęceniu części populacji, jeżeli ma zostać osiągnięty. Autoantysemityzm jest zatem mechanizmem stosowanym w celu zwiększenia zakresu i/lub zdobywania władzy. Trzeba również przyznać, że doskonale spełnia to zadanie.

2008-07-04

Architekci nowego socjalistycznego świata

Podczas swojego przeszło siedmioipółmiesięcznego pobytu na Salonie24 miałem okazję wdawać się w dyskusję z przedstawicielami różnych opcji politycznych. Szczególnie zwróciła moją uwagę ta jakże postępowa współczesna lewica. Wstydzi się ona swoich korzeni, no i nic dziwnego; inaczej oszaleliby jak Lady Makbet. Zarzucali mi oni przy tej okazji, gdy im przypominam, czym tak naprawdę jest nazizm, że samozwańczo redefiniuję pojęcia. Część lewicowych blogerów zarzucała mi, że prawicę redukuję do bliżej nieokreślonego ultrakonserwatywnego libertarianizmu, a wobec tego 99.999% ludzkości, jaka żyje i kiedykolwiek żyła, była lewicowa. Natomiast to lewactwo miałem - w ich mniemaniu - traktować jako swoisty monolit. Nic bardziej mylnego. Lewica też jest na swój sposób różnorodna. Pierwsza rzecz to na ile sposobów można rzeźbić jednostkę, a przy okazji całe społeczeństwo, wmuszając w nie rzeczy dla niego nienaturalne. To jest jedna sprawa. A druga polega na tym, że wśród tej intelektualnej formacji istnieje pewna hierarchia społeczna. Może się to wydawać zwyczajnie mówiąc dziwne... a bo lewica taka zawsze egalitarna i (z wyjątkiem faszyzmu) traktuje ją jako bluźnierstwo... Po prostu, tak jak wielu ludzi nie zdaje sobie istnienia z praw biologii, chemii i fizyki, jakim podlegają, tak samo jest i w tym przypadku. Omówmy zatem, jak to się przedstawia.

Najlepiej przedstawił to dobrze znany Włodzimierz Iljicz Lenin. Wyróżnił on mianowicie w obrębie komunistów dwie klasy - uświadomionych i pożytecznych idiotów. Pierwsza, wie doskonale, po co to robi, jest przy tym do bólu cyniczna. Druga z kolei myśli, że walczy o wolność dla ciemiężonych i nie zdaje sobie sprawy, po co to wszystko robi. To wszystko można przenieść na całość lewactwa, bo stosuje się to nie tylko w stosunku do komunistów. Większość lewicowców, z którymi się rozmawia, to są właśnie pożyteczni idioci. Bezwolne kukły w czyichś rękach... Istnieje jednak stosunkowo nieliczna grupa, która jest uświadomiona i wie doskonale, po co to wszystko jest robiona. Część prawdopodobnie widzi w głoszeniu idei lewicowych jedynie sposób na robienie pieniędzy. Przecież ile to zespołów rockowych deklarowało przywiązanie do anarchosocjalizmu i trockizmu, a robiło przy tym pieniądze, o których elektorat konserwatystów w postaci klasy średniej mógł niejednokrotnie pomarzyć. Jeszcze część prawdopodobnie widzi się już w roli poganiaczy niewolników. Istnieje jednak trzecia grupa, która jest najważniejsza. Bez niej bowiem ten domek z kart budowany od epoki Oświecenia dawno zawaliłby się.

Są to architekci nowego socjalistycznego świata.

Oni doskonale wiedzą po co to wszystko robią. To są inżynierowie społeczni, których marzeniem jest zbudowanie nowego totalitaryzmu, tym razem w barwach tęczowych, mimo że mającego bardzo dużo wspólnego z czerwonym i brunatnym. Ich największym sukcesem jest wsadzenie nas do klatki i powiedzenie, że mamy więcej wolności. Zupełnie jak z jakimś karasiem złocistym albo skalarem. Czy taka ryba jest świadoma obecności akwarium? Nie - na tej samej zasadzie ludzie zaczynają traktować pewne rzeczy jako normalne. To jest ich największy sukces. Sterowanie omamionymi masami, które gnają przed siebie na śmierć jak lemingi, nie jest już potem specjalnie trudne. Teraz będą mogli zbudować ten nowy socjalistyczny świat. Będzie on prawdziwym piekłem, którego symbolem mogłaby być tęczowa swastyka. Starcy i niepełnosprawni będą poddawani eutanazji. Część ludzi zostanie wysterylizowana, możliwe jeszcze, że wprowadzi się chińskie rozwiązanie dotyczące jednego dziecka. Za myślozbrodnię jak naśmiewanie się z homoseksualistów, zapewne jakiś Oświęcim albo Kołyma. Do tego wysokie podatki i powszechna inwigilacja, a jak przyjdzie co do czego, to nawet kontrolowanie tego, co myślą ludzie tak, aby społeczna maszyna chodziła, jak architekci sobie życzą. Dodam, że ten ostatni wariant nie jest aż tak mocno nieprawdopodobny. Przecież elektronika poczyniła gigantyczne postępy, tak samo o mózgu wiemy zdecydowanie więcej niż w czasach pierwszych totalitaryzmów.

Kim są ci architekci?

To też jest dosyć złożona grupa. Nie są oni monolitem. Składają się z kilku mniejszych grupek, które - powiedzmy - dysponują tą samą wspólnotą interesów w postaci budowy nowego socjalistycznego świata w skali kontynentalnej, jeżeli nie światowej. Poniżej postaram się je omówić.

Do projektantów nowego socjalistycznego świata zalicza się masoneria. Od XVIII w. marzy ona o budowie oświeconego państwa, w którym triumfować będą prawa rozumu, przynajmniej w założeniu. Z tego powodu szerzy ona internacjonalizm. Od dwóch stuleci opowiada się za budową Stanów Zjednoczonych Europy, a od jakiegoś czasu nawet globalnej republiki. Postulatem masonerii jest też emancypacja kobiet. Ostatnimi czasy do szeroko pojętego, modnego w kręgach współczesnych intelektualistów, wolnomyślicielstwa dołączono pojęcie sprawiedliwości społecznej. Wiedząc, jak masoneria broniła tegoż wolnomyślicielstwa (w rzeczywistości będącego przykładem skrajnego konformizmu), należy się spodziewać, iż zapowiadane przez nich globalne państwo będzie repetą z ZSRR paleontologicznego (tzn. wybudowanego na terenie dawnej carskiej Rosji). Dlaczego masonerię wiązać należy z lewactwem? To ona je stworzyła i pozwoliła siać zniszczenie; jest z nim w pewien sposób sprzężona. Bezpośrednio czuwała nad wieloma przedsięwzięciami lewicy, jak rewolucją francuską czy październikową. Animatorzy obydwu byli masonami bardzo wysokich stopni wtajemniczenia. Dla przykładu Lenin miał trzydziesty, a Trocki był nawet wyżej od niego - posiadał trzydziesty trzeci. Widać na tym przykładzie, jak bardzo masoneria chce zniszczyć tradycyjne społeczeństwo, a ludzi sprowadzić do poziomu niewolników. Siłą rzeczy musi być związana z formacją polityczną, jaka te postulaty spełnia. Masoni zapewne funkcjonują w lewicowych partiach, doskonale wiedząc, po co to wszystko jest czynione. Pełnią funkcję zbliżoną do królowych u owadów społecznych, które wydzielają feromony i sterują - obok innych rodzajów architektów - całym przedsięwzięciem.

Lewica jest generalnie internacjonalistyczna, przynajmniej tak przedstawia się większa część jej odłamów. Ale do architektów nowego socjalistycznego świata można zaliczyć przedstawicieli pewnej grupy nacyjnej. No właśnie, a jakiej? Rzecz jasna chodzi tu o - jak to określił Coudenhouve-Kalergi - duchowy naród panów, czyli Żydów. Można się tutaj zastanawiać, a z jakiego to niby powodu? Szowinizm żydowski jako jedyny da się pogodzić z różnymi internacjonalistycznymi poglądami typu socjalizm czy komunizm. Wynika to z tego, że po powstaniu Bar Kochby, które zakończyło się fiaskiem w 135 r. n. e. Żydzi zostali rozproszeni po całym Imperium Rzymskim i swojego państwa nie mieli. Zmuszeni byli funkcjonować jako diaspora. W efekcie nie wytworzyły się u nich normalne uczucia patriotyczne, ergo: wszelkie ruchy o charakterze rewolucyjnym bardzo przyciągały nich. Przecież nawet część jakobinów była Żydami. Ilu komunistów przecież miała takie pochodzenie. Nie lepiej jest we współczesnych lewicowych partiach. Pewnie paru sterników ma pochodzenie bardzo odpowiednie. Dodam, że z punktu widzenia żydowskiego szowinizmu lewicowe myślenie w kategoriach społeczno-gospodarczych jest bardzo korzystne. Aborcja, eutanazja, homozwiązki, a później również eugenika, prowadzą rzecz jasna do depopulacji. Szeroko pojęty socjal przyczynia się do zepsucia społeczeństwa oraz jego postępującej degeneracji, w wyniku czego pewne projekty kulturowe można realizować, w wyniku czego niszczyć autochtonów, a samemu przejmować władzę. Istnieje również łącznik między Żydami a masonami w postaci loży B'nai-B'rith, który również może wykazywać znaczne wpływy.

Mało kto wiąże międzynarodowe korporacje z internacjonalistycznym socjalizmem. Co więcej, takie połączenie wydaje się sprzeczne. A jednak. Najpotężniejszy kapitał wyciąga największe zyski z wszelkich regulacji - od płacy minimalnej począwszy, a skończywszy na koncesjach. Uniemożliwia to bardzo skutecznie rozwój wszystkich, którzy są od nich mniejsi. Międzynarodowe korporacje mogą mieć również pewien cel w ustanawianiu prawa dotyczącego kwestii obyczajowo-społecznych. Bardzo wygodna może być z ich punktu widzenia legalizacja aborcji, ponieważ to pozwoli przetrzebić na dłuższą metę klasę średnią. Dodam, że wiele partii lewicowych jest po cichu finansowanych przez wielkie korporacje, więc muszą tańczyć tak, jak im tamci zagrają.

Ostatnia klasa architektów nowego socjalistycznego świata zapewne ma swoją siedzibę w Moskwie na Łubiance. Są to wysoko postawieni funkcjonariusze służb wywiadowczych. Wspominali o tym dysydenci. Na przykład Władimir Bukowski twierdził, iż w 1986 roku socjaliści zachodnioeuropejscy spotkali się sowieckimi komunistami w sprawie budowy zjednoczonej Europy oraz dalszej współpracy pomiędzy nimi. Wspomniany przeze mnie dysydent nigdy nie wykluczał, że w konstrukcji Stanów Zjednoczonych Europy bierze udział radziecki wywiad. Poza tym w wielu partiach lewicowych zarówno przed jak i po wojnie działali radzieccy agenci, którzy mieli wpływ na ich politykę, obsadę kadr et cetera. Pod tym względem zapewne niewiele się zmieniło.

Widać, architektów nowego socjalistycznego świata, tej lewicowej elity, jest kilka klas. Co więcej, one się wzajemnie ze sobą przenikają, mimo wszystko nie tworzą monolitu. Łączy ich wszystkich jeden wspólny cel, a mianowicie budowa antyutopii, jaką będzie nowy socjalistyczny świat, coś w rodzaju ogólnoświatowego (na początek obejmującego tylko znaczne połacie Eurazji) ZSRR neontologicznego.

Jak im się to uda można tylko zapytać, chyba zdając sobie sprawę o drodze w Nicość: quo vadis homine?

2008-06-24

O aborcji z innej strony

Nie tak dawno temu całą Polskę obiegła wiadomość, o tym, że pewna nastolatka imieniem Agata zaszła w ciążę w wieku 14 lat. Najpierw znana nam wszystkim gazeta stwierdziła, że to wynik gwałtu. Osobiście wtedy w to wątpiłem, bo znając zachowania co poniektórych dziewczyn bądź słuchając na ich temat, to często okazuje się to kłamstwem. Okazało się, że miałem rację, iż to był efekt łóżkowych ekscesów, a nie gwałtu. Dochodziło do swoistego odbijania piłeczki między środowiskami pro-life a pro-choice. Co do tych drugich, wypowiadała się między innymi Wanda Nowicka, która nawet swojego syna nie umiała dobrze wychować, więc nikt jej nie dał patentu, aby mogła wypowiadać się w tak ważkich sprawach. Ostatecznie aborcja została dokonana.

Sam osobiście uważam obecną ustawę za zgniły kompromis, za takie uchylone drzwi dla filoaborcjonistów, które w razie czego można bez problemu sforsować. A teraz oni powiedzieli nastolatkom, że mogą uprawiać seks do woli, bo w razie czego to się wyskrobie i nie będzie problemu. Taka prawda.

Wykonajmy przy okazji taki eksperyment myślowy.

A wyobraźmy sobie, że Agata jest Żydówką, no i że zaszła w ciążę. Czy w takim wypadku znana nam wszystkim gazeta zrobiłaby z tego taki szum medialny. Na moje oko nie. Żydowskim szowinistom nie będzie zależało na tym, aby było jednego przedstawiciela ich rasy mniej. Nawet gdyby została zgwałcona, to by urodziła, bo byłby jeden Żyd na świecie więcej. A tak... jak można wyeliminować wstrętnego Polaczka, to czego tego nie zrobić?

No i mamy tutaj całą logikę rozumowania. Przecież to może być wygodne narzędzie w rękach części rasistów i darwinistów społecznych, żeby eliminować mniejszości etniczne. Hitler w 1943 roku zalegalizował aborcję dla nie-Aryjczyków przez cały okres jej trwania, a dla Niemców przepisy antyaborcyjne zostały jeszcze bardziej zaostrzone. Zakładano, że w ten sposób szybciej będzie można powiększyć Lebensraum. Inny tego typu przypadek to Margaret Sanger, założycielka Planned Parenthood (dodam, że ta organizacja patrzy jeszcze miło na eugenikę). Widziała ona w aborcji przede wszystkim sposób na ograniczenie ilości Murzynów. Tak samo, dlaczego żydowscy szowiniści marzący o Judeopolonii nie mieliby chcieć zalegalizować w Polsce aborcji? Przecież Żydzi to naród o etyce grupowej, gdzie nikt by Żydówce nie pozwolił się wyskrobać, choćby aborcja była przez całe 9 miesięcy trwania ciąży dozwolona. A Polacy? Przecież widać, jak nas komuna zatomizowała, a sytuacja rodziny jest wręcz tragiczna. Łatwo przewidzieć, co by się stało. Byśmy się zaczęli wyludniać w tempie Rosji albo Ukrainy... tak to by się skończyło, niestety. A wiadomo, przecież następuje w pewnym momencie zastępowanie ludności, nietrudno przewidzieć przyszły bieg zdarzeń.

Tak więc aborcja jest wygodnym narzędziem w rękach rasistów i wszelkiej maści szowinistów na tle etniczno-narodowościowym. De facto jej zwolennicy są kryptorasistami bądź kryptosocjaldarwinistami, bo argumenty jakie stosują można by odnieść również do masowej sterylizacji lub wręcz planowej eksterminacji danej grupy w społeczeństwie. Może też to być instrument, aby dana grupa po pewnym czasie stała się na danym czasie dominantem.

Problemu aborcji nie można rozważać tylko w kategoriach moralno-etycznych. Trzeba również patrzeć, kto może z legalizacji wynieść potencjalne korzyści.

2008-04-16

Antysemityzm zakonspirowany w mediach.

A jednak w Polsce jest antysemityzm. W tym miejscu wypadałoby przyznać rację Janowi Tomaszowi Grossowi oraz Markowi Edelmanowi. Potępić, napiętnować paskudę. Posypać głowę popiołem, uderzyć się w piersi i tak dalej i tym podobnie.

Jedyny problem w tym, że przedstawiciele największych środowisk antysemickich okopali się na pozycjach pozornie sprzyjających Żydom.Pod płaszczykiem miłości bliźniego i walki z ksenofobią, ośrodki głęboko zakonspirowane dopuszczają się znienacka, skrytobójczych ataków i dywersji.Jedyne, co może zrobić w tym momencie czujny obywatel, to wskazać ośrodki zepsucia i nazwać je po imieniu.

Głównymi takimi ośrodkami we współczesnej Polsce są, w co trudni uwierzyć „Gazeta Wyborcza” i „TVN”!Przykłady? Oto one! Nie tak dawno, bo 10. kwietnia, niezwykle błyskotliwa Dominika Wielowieyska zatytułowała swój również błyskotliwy tekst w „GW”: „Lekceważyłam nasz antysemityzm”. Do tej chwili nawet przez myśl nie przeszło mi, że w redakcji „Gazety Wyborczej” może istnieć, choć promil antysemityzmu! A tu taki szok.

Kolejny przykład to organizowane przez szefostwo gazety wycieczki na (zdaniem „GW”) „antysemickie” odczyty Prof. Jerzego Roberta Nowaka. Praktyki te zasługują na szczególne potępienie. Cała sprawa wygląda następująco: typowani dziennikarze, co dzień (lub, co drugi dzień) podążają krok w krok za profesorem, zasiadają w pierwszych rzędach na odczytach i skrupulatnie notują całe wystąpienia. Później obficie relacjonując je na łamach „GW”, czym pomagają rozpowszechniać „niestosowne” idee.

Dodając do tego wieloletnią walkę o skłócenie obu narodowości, przejawiającą się w forsowaniu i promocji wszelkich zmyślonych antypolskich „dyrdymałów” (Strach, Sąsiedzi, „objawienia” Michała Cichego...) i rozbudzania w ten sposób ksenofobicznych nastrojów, nie ulega wątpliwości, że najwyższa pora postawić „gazetowemu” antysemityzmowi tamę!

Podobnie ma się sprawa z telewizją TVN. Tu jest nawet jeszcze gorzej. Wręcz unika się określenia „Żyd” i na wizji ostentacyjnie zastępuje je każdym innym, dowolnym terminem. Czy chodzi o nienawiść do narodowości, czy o przekonanie o obraźliwości słowa „Żyd” - nie wiadomo. Wczoraj rano w rocznicowym programie dotyczącym Powstania w Getcie wystąpił kolejny, któryś tam już potomek rodu Szurmiejów. Pan prowadzący program przedstawił Go „- Żydowski reżyser Dawid Szurmiej” i szybko dodał zwracając się do telewidzów –„ Powiedziałem żydowski, bo mam pozwolenie od Pana Dawida”.

Wprowadzanie reglamentacji terminu „Żyd” tylko za pozwoleniem, jest paskudną ksenofobiczno-antysemicką praktyką i nie może mieć miejsca na antenie ogólnopolskiej telewizji.
Na szczególnie ostre potraktowanie zasługuje też wielokrotnie opisywany na Salonie24 program Wojewódzkiego Jakuba, w którym to rozbawienie „intelektualiści” wtykali polską flagę w psie odchody. Muszę przyznać, że był to okrutnie podły, sterowany z ośrodków antysemickich wybryk mający na celu poprzez obraźliwy dla Polaków czyn, podsycić nienawiść do osób pochodzenia żydowskiego (zarówno Pan Raczkowski jaki i Pan Stelmaszyk otwarcie przyznają się do takiego pochodzenia)

Czarę goryczy przepełniają cykliczne programy Pani Olejnik i jej ostre reakcje w stylu „to jest antysemicka wypowiedź” na każde padające z ust jej rozmówców słowa, takie jak: „Żyd, żydowski, Żydostwo, itp .
Jeżeli więc słowo „Żyd” uznawane jest za synonim antysemityzmu, to mądrość w ustach autorki programu pozostanie na zawsze synonimem galopującej głupoty. Niech już lepiej Pani Monika Olejnik dalej kręci interesujące reportaże ze skupu butelek, zamiast lansować ksenofobiczne postawy.

Oczywiście nie tylko „Gazeta Wyborcza” i TVN hodują w swoich szeregach element antysemicki. Czai się on wszędzie. Jednak to dzięki właśnie takim wielkim korporacjom medialnym ma się on bardzo dobrze.

W najbliższym czasie planuję przesłanie tego to wpisu w formie listu do Panów Edelmana i Grossa z prośbą o reakcję.

Może powstanie kolejna książka, tym razem na temat polskiego antysemityzmu w koncernach medialnych (np. „Strach u Sąsiadów w redakcji”) lub jakaś epokowa „złota myśl”, koniecznie z wplecionym w treść, tak wielbionym przez jednego z adresatów terminem „faszyzm” lub „faszyści”.

2008-03-05

Mendy „wyborcze” – kłamstwa o Bułak-Bałachowiczu.

Od początków swojego istnienia Gazeta Wyborcza prezentowała nurt, mówiąc najprościej – anytypolski. Nie ma w tym stwierdzeniu ani grama przesady. Począwszy od 1989 roku i pamiętnych wyborów parlamentarnych starają się obrzydzić Polakom historię, zdeptać autorytety i tak zakręcić faktami, aby przeciętny czytelnik zgłupiał i wyrobił w sobie poczucie winy z powodu polskiej narodowości.

Gazeta założona pierwotnie w celu podtrzymywania na duchu narodu w przeddzień ostatecznej rozprawy z komunizmem, de facto kreowała nowe autorytety o słabych charakterach i brudnych życiorysach, nie rzadko nawet mianując komunistycznych zbrodniarzy, ludźmi honoru. Wpierw przez wiele lat „puszczała oko” do uwłaszczonej nomenklatury komunistycznej, czerpiąc pełnymi garściami z ich dobrodziejstw. Później gdy postkomuna osłabła i strącono ją na margines polityczny, gazeta Michnika za sojuszników dobrała sobie wszelkiej maści antypolsko nastawionych Żydów, nie rzadko też z bolszewickimi korzeniami. Trudno się temu właściwie dziwić, zwarzywszy na pochodzenie i rodzinne tradycje kierownictwa Agory. Dziś Gazeta Wyborcza spełnia rolę swoistego „NeoKomiternu”. Stara się skupiać tzw. żydokomunę z całego świata i w imię internacjonalistycznych idei przeprowadza dywersje intelektualną. Mięliśmy już rewolucyjne odezwy w obronie „demokracji” za czasów rządów PiS, kłamstwa i absurdy związane z rzekomym prześladowaniem pederastów, na skutek różnych preparowanych informacji nagonki na duchownych i ludzi związanych z ruchem narodowym oraz wielu innych porządnych ludzi, których winą wobec „GW” było głoszenie wszem i wobec prawdy o tych, których spadkobiercami są „neokominternowcy”. Szczytowym osiągnięciem redakcji był niegdyś cykl tekstów o „zbrodniach AK” na żydach polskich, wyprodukowanych przez niejakiego MIchała Cichego.

Filosemicko-antypolskie pranie mózgów stosowane w „Gazecie Wyborczej” powoduje, że nawet normalny dziennikarz przekraczając drzwi redakcji staje się bezwolnym janczarem i agresywnym łańcuchowym dwunogiem szczutym na wszelkie przejawy Polskości. Jednego nie można odmówić gadzinówce - konsekwencji w działaniu. Z hasłem „Żyda-biją” Gazeta Wyborcza rozwiązuje na swój sposób wszelkie problemy współczesnej Polski oraz prostuje zawiłości jej historii. Wydawało się, że nic nie jest w stanie mnie już zadziwić i poruszyć w działaniach NeoKomiternu z Czerskiej. A jednak....


Miesiąc temu bydgoska macka Gazety Wyborczej piórami Marcina Kowalskiego i Aleksandry Lewińskiej wysmarowała wyjątkowo paskudny paszkwil na generała Stanisława Bułak-Bałachowicza. Sprawa dotyczyła kontrowersji związanych z nadaniem jednej z ulic w Bydgoszczy imienia bohaterskiego Generała. Tej polskości dla „GW” było za dużo. W sprawę aktywnie zaangażowała się Agora, tygodnik Midrasz oraz Forum Żydów Polskich, nie licząc podłej jakości „historyków”.Wszyscy razem stwierdzili, że nie może patronem ulicy być człowiek „mający żydowską krew na rękach” i podnieśli lament.
Kim był ów Generał zacna część Polaków wie. Nieugięty bojownik o Niepodległość, odważny i zdecydowany dowódca, bezwzględny dla wrogów Ojczyzny, Patriota i Człowiek wielkich zasług. (życiorys)

Tę postać, już jaskiniowa, sowiecka (peerelowska) żydo-komuna starała się wymazać z kart historii. Na szczęście wtedy się nie udało. Teraz do boju z mitem Generała przystąpiła Gazeta Wyborcza podejmując kolejną próbę, w imię hasła „Żyda-biją”. Nie ulega wątpliwości, że agorowy NeoKomitern postępuje inteligentniej niż siermiężni betonowi towarzysze z epoki stalinizmu. Już nie próbują wymazywać z pamięci, bo i sposobów na to nie mają, ale tworząc kłamstwa i insynuacje starają się niszczyć wizerunek Generała.

Całość zarzutów wobec Bułak-Bałachowicza oparta została na wymysłach zaczerpniętych z „historycznych bajek” Natalii Morozowej i Leginowa Władiena (widać kto zacz) – ponoć historyków kremlowskich (?!). Kolejny raz, jak dawniej „towarzysze ze wschodu” przyszli z pomocą „towarzyszom z Polski” w rozprawie z naszą historią. Powoływanie się na sowieckich czy też Rosyjskich historyków w kwestiach dotyczących dziejów kresów wschodnich (szczególnie w okresie międzywojennym) jest czystą głupotą bądź, jak w przypadku kręgów związanych z Gazetą Wyborczą celowym ogłupianiem czytelniczej masy (trochę tak jakby nakazać Żydom obiektywne pisanie o historii mordów na Palestyńczykach).
Sowieci mający na sumieniu milionowe zbrodnie na Białorusi i Ukrainie z radością i ulgą przystają na zaproszenie do zrzucenia win na Polskich Panów i Polskie Wojsko. To wie każdy nawet średnio inteligentny człowiek.

Duet „naukowców” z Kremla wynalazł i zainstalował w Gazecie Wyborczej niejaki Andrzej Witkowicz. Jest to podobno historyk. Szukałem „gadziny” w internecie, szukałem dzieł naukowych jego pióra. Nic. Jedynie co znalazłem, to preparowane na zamówienie głupoty o Generale Bułak-Bałachowiczu zamieszczone w wyborczej i ich przedruki w Midraszu i na Forum Żydów Polskich. Dużo się „pan historyk” nie napracował w tej dziedzinie, ale wyspecjalizował szalenie. Wszędzie to samo, jeden fragment jakby żywcem zaczerpnięty z książki Kosińskiego. Ma być przykładem okrucieństwa żołnierzy Bułak-Bałachowicza.
Mimo ewidentnych okrucieństw tam opisywanych, aż po oczach bije naiwność oraz bezmierna głupota twórców tych preparowanych opowieści i śmiech bierze górę nad przerażeniem. Nie mogąc sobie odmówić przytoczenia fragmentu, niniejszym to czynię: (...) zaczęły się najdziksze zabójstwa i tortury. Mosiejowi Cieśli oderwano nos, a potem powieszono go (ale Cieślę czy nos?!). Puterman, u którego zarąbano szablami całą rodzinę, zwariował i zaczął tańczyć, a potem został rozstrzelany (czyżby działalność artystyczna tak pochłonęła okrutników, że czekali do końca występu aby zabić nieszczęśnika). Jefremowi Polakowi najpierw odrąbano rękę, a potem z żywego zdarto skórę. Ilia Finkelsztejn spalony żywcem. Wszystkie kobiety i dziewczynki w mieście, aż do 9-letnich dzieci, zgwałcono (czyżby sprawdzano metryki i ustalono dolny wiek kandydatek?)". W kolejnym fragmencie dotyczącym innego „mordu” Witkowicz podaje, że gwałcono dziewczynki powyżej 10 roku życia. Albo brak konsekwencji, albo mataczenie w zeznaniach (może zmiana „zainteresowań” u domniemanej, zbrodniczej bandy?).
Rzecz jasna, nie jest moją intencją nabijanie się z ludzkich nieszczęść, tylko z głupoty i perfidii „twórców scenariusza” tego taniego horroru – tego nawet w Bollywood by nie kupili!

Andrzej Witkowicz prawdopodobnie pozazdrościł Janowi Grossowi popularności i postanowił odegrać kolejne „Wejście Judejskiego Smoka” również kosztem historii Polski. W komentarzu nazywa Generała „bandytą, awanturnikiem zasługującym na potępienie”. Wiarygodnych dowodów rzecz jasna nie przedstawia, same tylko produkowane przez sowietów zmyślone historyjki. Oczywiście dużo większą popularność zdobywają w świecie ci, którzy kreują historię a nie beznamiętnie ją badają. Szczególnie w świecie Michnika i Gazety Wyborczej. Pan Witkowicz szczyci się współpracą z centro-lewackim LeMonde i to dlatego zapewne odnosi sukcesy na łamach agorowej gadzinówki. Przecież to w LeMonde współpublikującymi są takie tuzy żydo-komunistycznej myśli jak: Karol Modzelewski, Aleksander Smolar, David Mandel, Immanuel Wallerstein – serdeczni towarzysze, towarzyszy z Gazety Wyborczej. Ostatnie już zdanie o Andrzeju Witkowiczu (napisałem na jego temat dużo więcej, niż on sam napisał w dziedzinie historii). Naukowcom wybacza się nawet najbardziej krytyczne oceny osób historycznych. Krytyczne ale nie kretyńskie!

Każdy mający podstawową wiedzę historyczną, zdaje sobie sprawę z zawiłych dziejów naszych kresów wschodnich. Ze skutków wrogiej działalności wielu Żydów, którzy kolaborowali z Sowiecką Armią przeciw Rzeczpospolitej. W okresie wojny Polsko-Bolszewickiej wykonano wiele wyroków śmierci na sowieckich agentach i kolaborantach, w większości pochodzenia żydowskiego. W późniejszych latach, już w okresie pokoju zamykano takich do więzień za działalność komunistyczną (czytaj antypolską). Taki los spotkał m.in. Ozjasza Szechtera – ojca Adama Michnika, którego z więzienia „wybawiła” bratnia Armia Czerwona.

To szczególnie Żydzi kresowi prezentowali nastroje antypolskie i nieopisaną wręcz wrogość do tradycji, wiary i polskiej historii. Ukrywali bandy sowieckich dywersantów i szmuglowali broń. Z utęsknieniem oczekiwali wkroczenia czerwonoarmistów i rozprawienia się z wszelką polskością na tych ziemiach. Sami też niejednokrotnie dokonywali mordów i pogromów na ludności Polskiej.
Właśnie przeciw wyrzutkom i zdrajcom, a nie ludności cywilnej walczył Generał Stanisław Bułak-Balachowicz. Rozgniatał, wycinał i niszczył bolszewię i żydo-komunę. A to ich, jak widać do dziś boli.Chwał mu za to i wieczna pamięć, a agorowej bolszewii hańba!


P.S. Szczególnie rozbawiła mnie Pani Bella Szwarcman-Czarnota z redakcji żydowskiego miesięcznika "Midrasz". W komentarzu dla „GW” napisała - Patronem ulicy zostanie człowiek, mający żydowską krew na rękach (...) Droga Pani, czy nie bardziej właściwym działaniem dla tak wybiórczo ukierunkowanego miesięcznika, zamiast wyszukiwania domniemanych (bez żadnych dowodów) śladów na rękach bohaterów, było by zgłębianie życiorysów wybitnych przedstawicieli Wybranego Narodu, choćby takich jak: Jakub Bermann, Józef Różański (Goldberg) Julia Brystygierowa, Anatol Fejgin, Bill Gebert, Salomon Morel i ich wkład w „zacieśnianie” stosunków Polsko-Żydowskich. Skoro Pani już musi, to może na ich rękach Pani znajdzie ślady krwi? Tylko, że to nie będzie żydowska krew.
Swoje „dwa zdania” na temat postaci Generała zamieścił też w osobnym komentarzu sam autor Marcin Kowalski. Właściwie prócz wodolejstwa pisanego pod dyktando „Ojca Redaktora” nie ma tam nic. Typowe gazetowe opluwanie i bzdury. Uwagę moją zwróciło, jako jedno z całego tekstu, następujące zdania: Jest tyle wspaniałych i jednoznacznie pozytywnych postaci, że nie warto podejmować tak ryzykownej decyzji (to o próbie nadania ulicy imienia Bułhak-Bałachowicza).
Racja, Michnik, Geremek, Kuroń, Jaruzelski i Kiszczak ciągle czekają... zaplusowaliście Kowalski!

----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Poniżej link do strony "O Generale"
http://general.blox.pl/html

2008-01-12

Dziś dał głos Pan Tomasz Gross!

Dziś dał głos Pan Tomasz Gross! Ale się rymnęło - ale to dobrze, bo rymowanki też będą. Otóż autor bestsellerów science-fiction powiedział, że jest przeciw sądzeniu za słowo pisane.

Powiedział to w kontekście głośniej sprawy, zbadania przez prokuraturę jego najnowszej książki „Strach”. Nic tylko przyklasnąć. Pierwszy raz temu Panu udało się powiedzieć coś z sensem. Choć zgadzam się z jego zdaniem tylko połowicznie, bo uważam, że owszem wsadzanie do paki za pisanie głęboko przemyślanych, popartych dowodami autorskich przemyśleń jest łamaniem podstawowych praw obywatelskich, ale już pisanie zmyśleń i oszczerstw osadzonych na gruncie historycznym, mających na celu skłócenie obywateli jest ze wszech miar szkodliwe i powodujące tylko niepotrzebne zamieszanie.
Ale w imię poprawności politycznej, lepiej wsadzać wszystkich a już tych, którzy w swoich opracowaniach używają słowa „Żyd” w szczególności. Wszystko jedno w jakim kontekście, dla bezpieczeństwa w imię zrozumiałej prewencji.

Dziś dał głos Pan Tomasz Gross! I to co powiedział – to święte słowa. Niezależnie od wyznania i poglądów (dla ateistów również). Mniemam, że tą wypowiedzią naraził się wielu swoim mocodawcom i sympatykom. Bo cóż wynika z tej wypowiedzi? Wynika, że Grossom i Singerom wytrąci się oręż z rąk. Taki samobój - Panie Gross!
Korzystając z okazji i mimo wszystko choćby pięciu minut docenianej przez „tamtą” stronę wolności słowa, pozwalam sobie zamieścić krótki wierszyk. Tak ot, o sytuacji polsko-peerelowskiej, poprawności politycznej, w końcu jednak wątpiąc, czy mądre słowa Pana Grossa zostaną wprowadzone w życie.
Działo się to w mieście Łodzi
Na Piotrkowską Adam wchodzi
I spotyka tam kolegę
Też takiego, co był szpiegiem
Tamten Go pozdrawia sucho:
„Część Adamie – duże ucho!”
Adam spojrzał do lusterka
Małżowina jest niewielka
„Choć na ucho przymiar kładę
O czym mówił koleś-agent?
Jakie duże, jakie ucho?
Oj, nie ujdzie mu na sucho!"
Tak Go pochłonęła sprawa
Że zapytał Bronisława
Który synem jest rabina
W czym tkwić może tu przyczyna
Bronek bystrym okiem łypnął
Faję nabił, brodę szczypnął
Sprawa nie jest nadzwyczajna
Ale spytam się Blumsztajna
Może razem z Sewerynem
Odnajdziemy tę przyczynę
Po usilnych starań chwili
Bronek z Sewkiem ogłosili
Sprawa będzie rozwiązana
I wezwali wnet Adama
Spojrzał Bronek prosto w oczy
„Trzeba proces mu wytoczyć
Tylko proces – mi się zdaje”
Po czym znowu nabił faję
„Chciała Cię pomówić gnida
A ten kto pomawia żyda
Jest niegodny, a gra przy tem
Atysemityzmu płytę
Sprawa będzie „rozdmuchana”
Mam poparcie Edelmanna
I Schudricha i Łuczywo
Siedzieć pójdzie jako żywo!
Wnet do boju prawnik ruszy,
„Że co, żydzi - wielkie uszy?!”
Pamiętajcie przeto mili
Byście też nie popełnili
Tego błędu co ten z Łodzi
Bo Wam mocno to zaszkodzi
Przypną antysemityzmu łatę
I za Wami zamkną kratę
Cenna rada się tu przyda
Nie odzywaj się do Żyda”
(Yarrok, 2006)

Pozdrawiam mocno Pana Eli Barbura, właśnie pzred chwilą przeczytałem jego wpis "Drugi strzał" . Wstrząsające i tragiczne! ;)