Czasem się zastanawiam, jaka jest największa głupota obecnej epoki. Mam różnych faworytów. Ekologizm, feminizm, internacjonalizm, demokratyzm, gloryfikacja "postępu" rozumianego jako światopoglądowa progresja... to są jednak tylko nieliczne z nich. Są one owszem szkodliwe i niebezpieczne, ale nie jest to połowa możliwej szkodliwości innej ideologii. To jest pacyfizm. Powiedziałbym nawet dosadniej: ten pogląd powinien startować w konkursie na największe głupstwo wszystkich epok od kamienia łupanego aż po dzisiejszy dzień. A dlaczego? Jest to bowiem pogląd zakładający myślenie życzeniowe i wywodzący się antropologicznego pozytywizmu. Wynika również z niezrozumienia historii oraz natury oddziaływań między państwami.
Wystarczy popatrzeć na zamierzchłe dzieje. Mamy tam różne wojny od niepamiętnych czasów. Z tego wynika zatem, że konflikty zbrojeniowe są nie do uniknięcia. Kiedyś znowu dojdzie do wojny, a my nawet nie wiemy kiedy to może nastąpić. Pacyfizm jest zatem nie do obrony, jeżeli się weźmie samą historię. Spojrzeć na tą kwestię należy również z innej strony. Co należy zatem przeciwstawić temu idealizmowi? Pragmatyzm w postaci militaryzmu. Si vis pacem, para bellum - na to też trzeba zwracać uwagę. Tutaj ujawniają się inne kwestie. Państwa bowiem mają swoje interesy geopolityczne. Będą zatem na danym obszarze dążyły do dominacji. Ich interesy będą ścierać. Doprowadzi to ostatecznie do konfliktu zbrojeniowego, no i kto na tym wyjdzie zwycięsko? Państwo bez silnej armii albo zostanie podbite przez sąsiadów, albo bardzo mocno terytorialnie okrojone. Wówczas może stać się de facto czyimś protektoratem; kto inny będzie rozdawać mu karty. Tak więc posiadanie silnej i potężnej armii daje szansę na to, że dłużej w danym miejscu będzie panować pokój. Silnego nie opłaca się atakować, ponieważ można przegrać lub doświadczyć pyrrusowego zwycięstwa. Zniszczenia i straty w ludności mogą bardzo mocno osłabić państwo i uczynić je podatnym na atak jeszcze innego sąsiada. Pamiętać jeszcze tutaj należy o innej zasadzie. Wojna jest przedłużeniem dyplomacji - tak mawiał von Clausevitz. Jeżeli inne państwa mają u nas do załatwienia jakieś interesy i bardzo im na tym zależy, istnieje duże prawdopodobieństwo, że doprowadzą do wojny w danym odcinku czasu. Należy to mieć na baczności i dbać o silną armię. Na razie rozważamy sytuacje, kiedy nasze państwo będzie zagrożone. Wyobraźmy sobie sytuację, kiedy nasi przeciwnicy są bardzo słabi. Co wówczas należy zrobić? Należy ich napaść - albo ich podbić, albo zagarnąć znaczne ziemie i w ten sposób doprowadzić do marginalizacji. Jakiś pięknoduch może się tutaj burzyć: jak to, przecież to wszystko niehumanitarne, nieludzkie...! Taka osoba nie bierze jednak pod uwagę, że w przyszłości role mogłyby się odwrócić. To my moglibyśmy stać się ofiarą państw ościennych. Tak więc tego typu wojna, stanowi tak naprawdę uprzedzenie ataku. Oddziaływania na poziomie międzypaństwowym to tak naprawdę czysty darwinizm. Są silniejsi oraz słabi, a ci pierwsi bezwzględnie wykorzystują tych drugich. Kiedyś ktoś zadał mi pytanie, co bym zrobił, jakby Niemcy nagle nie mieli armii. Odpowiedziałem, że odebrałbym im należność - resztkę Pomorza i Łużyce. Mój interlokutor był oburzony, gdy usłyszał taką odpowiedź. Moja reakcja na to była następująca: Niemcy w nieco innych uwarunkowaniach zrobiliby dokładnie to samo z nami. Tak samo, gdyby na skutek najazdu Chińczyków upadła Rosja, a wszystkie organizmy państwowe na wschód od nas uległyby dekonstrukcji, nalezałoby tam wrócić i ustanowić Rzeczpospolitą między dwoma morzami.
Jak spojrzymy na historię Polski ostatnich dwudziestu lat, okazuje się, że żaden rząd nie rozumiał tych prostych zasad niezmiennych od tysięcy lat istnienia cywilizacji. Morał z tego taki, że byliśmy rządzeni przez zwykłych quislingowców. Władzę wykorzystywali oni do tego, żeby napchać sobie mocno kieszenie. Nic nie robiono w kierunku tego, aby nasz kraj liczył się na świecie. Więcej, z jednego protektoratu wciągnęliśmy się w następny. Kiedyś była Moskwa, ojczyzna wszystkich partyjnych według Moczara. Teraz mamy Brukselę. Wedle naszych elit politycznych, ojczyznę pięknoduchów nie rozumiejących prawideł wyżej przeze mnie wyjaśnionych. Za to są w tej Unii Europejskiej państwa, które je doskonale rozumieją.
Zdaniem quislingowca Bartoszewskiego jako brzydka panna bez posagu mieliśmy się ładnie uśmiechać. Tak wyglądała w zasadzie przez minione dwadzieścia lat polityka zagraniczna Polski. Do wszystkich mizdrzyliśmy się i nikt nas jako poważnego partnera nie mógł nawet traktować. Z mięczakami bowiem się nie dyskutuje, tylko mówi im się, co mają robić. Elity polityczne w Polsce zapomniały, co jest tak naprawdę podstawą prowadzenia jakiejkolwiek polityki zagranicznej. A to stanowi nic innego jak silna armia. Nie sztuka mieć kordon ładnie uśmiechających się dyplomatów do wszystkich stąd do Timbuktu. Jak się nie ma potężnej armii, nie jest się traktowanym przez nikogo poważnie. Tak cały czas z nami jest. Dla krajów takich jak Francja, Wielka Brytania, Stany Zjednoczone, a nawet lilipuci Izrael jesteśmy nic nie znaczącym państwem typu Bhutanu czy Lesotho. Nie mamy co się tutaj łudzić, tak po prostu jest. A przecież nasze państwo jest dosyć duże, zamieszkane jest przez prawie 40 milionów ludzi... a silniejsza od nas militarnie jest taka Białoruś Łukaszenki. Jego czołgi spokojnie dotarłyby do Warszawy. Za ten katastrofalny stan rzeczy odpowiadają wszystkie rządy od 1989 roku.
Zapomniano również w jakim newralgicznym miejscu w Europie Polska się znajduje. Kiedyś był satyryczny rysunek Mleczki, na którym Bóg stwierdził: "A Polakom zrobię żart. Umieszczę nich między Niemcami a Rosjanami". Przez tysiąc lat obydwa te państwa chciały nas podbić. Znajdowaliśmy się między Scyllą i Charybdą. Historia się jednak nie skończyła. W ciągu kilkudziesięciu lat nie odpłynęliśmy gdzieś bardzo daleko od Rosji i Niemiec. Dryf kontynentów tak szybko nie postępuje. Może od wschodniej strony mamy teraz szereg niepodległych państw - Litwa, Białoruś, Ukraina. Jak długo jednak ten stan rzeczy będzie się utrzymywać. Pamiętać musimy też, że Białoruś jest tak naprawdę autonomiczną prowincją Rosji. Nie wiadomo też, jak się potoczy historia z Ukrainą. Bardzo prawdopodobne, że też wróci pod rosyjską kuratelę. Tak więc nie ma czegoś takiego, jak strefa buforowa. Za Bugiem mamy żywioł wszechruski. Za Odrą - z kolei Niemcy, które nie zrzekły się pretensji do swoich dawnych zachodnich ziem takich jak Śląsk, Pomorze czy Wielkopolska. Co należy zatem zrobić, żeby zapobiec atakowi tych dwóch sił, być może jednoczesnemu i kolejnemu rozbiorowi Polski (lub realizacji projektu Mitteleuropy)? Należy tutaj mieć silną armię, która będzie zdolna wyrzucić z terenów Najjaśniejszej Rzeczypospolitej agresorów. Więcej, gdy będziemy mieć takową, oni zaczną z nami inaczej rozmawiać. Teraz jesteśmy traktowani przezeń jak popychadło. Wówczas będa musieli patrzeć na nas, jak na kraj zdolny wyrządzić im wymierne szkody.
Jak zatem należy zorganizować armię? Jej trzon powinni stanowić zawodowcy w liczebności od trzystu tysięcy do pół miliona. Liczba ta powinna zostać zapisana w konstytucji, aby jakimś reformatorom nie przyszło do głowy w przyszłości ograniczać liczby żołnierzy. Obecne 120 tysięcy, a w praktyce 90 tys. nie jest w stanie stawić czoła agresorom, choćby dysponowało najlepszym sprzętem. Armia kilka razy bardziej liczebna dopiero może coś wskórać.
Uważam, że do poboru w takiej formie, jak to się do niedawna odbywało, należy zrezygnować. Zamiast tego, powinno się zwiększyć dostęp cywili do broni palnej. Powołana powinna zostać armia obywatelska, w której służyłby każdy dorosły mężczyzna do 50 roku życia. Dwa razy w roku - w lecie i w zimie - regionalny oddział musiałby odbyć tygodniowe ćwiczenia w terenie. Czy w takiej sytuacji ktokolwiek by nas chciał zaatakować? Musiałby się liczyć z niesamowitym oporem.
Powinniśmy wyposażyć się również w pewne rzeczy, które obecnie decydują o tym, kto jest duży i silny. Wyposażyć się zatem należy w broń masowego rażenia - atomową, biologiczną i chemiczną. W tym celu Ministerstwo Obrony Narodowej powinno powołać stosowną agencję, która by się takimi projektami zajmowała. Pamiętać jeszcze należy, że nie ma bardziej pacyfistycznego narzędzia niż bomba atomowa. Wyposażenie się w broń tego typu oddali groźbę wojny. Inaczej również będą patrzeć na nas inne państwa. Nie będziemy państwem znaczącym tyle, co Bhutan, tylko dużym graczem w regionie. Inni będą musieli się z nami liczyć, widząc że jesteśmy potężni.
Tego planu jednak nie można zrealizować w warunkach demokratycznych. Gdyby w Polsce powstała licząca się partia konserwatywna i zająknęła się o takim projekcie, usłużne wobec państw ościennych media dorobiłyby jej wizerunek "faszystów". Poza tym zaczęto by znowu straszyć "tym niedobrym atomem", "zimą nuklearną" i podobnymi rzeczami. W każdym razie wizerunek takiego projektu zostałby tak mocno skarykaturyzowany przez różne Tusk Vision Network, że nikt by głosu na "faszystów" nie oddał. Wybory wygrałaby jakaś partia, której siedzenie pod butem Berlina, Moskwy, Brukseli... można by jeszcze kilka stolic państw podać... bardzo się podoba. Nie ma co zatem liczyć na demokrację. Ewentualnie można by czekać aż ludzie pójdą po rozum do głowy, jednak to jest jeszcze większym myśleniem życzeniowym niż pacyfizm. Autorytaryzm wydaje się tutaj konieczny.
Silna armia jest podstawą, jeżeli państwo ma się utrzymać na powierzchni. Pamiętać jeszcze należy o Czerwonej Królowej. Inni też zaczną się zbroić, kiedy my zwiększymy wydatki w tym kierunku - przy założeniu, że postępują pragmatycznie. (Po obecnych zlewaczałych ekipach w Europie nie można się tego spodziewać). Tak więc, jeżeli się zacznie, to nie można być w tyle. Inaczej rywalizację można przegrać, a tego konsekwencje są z reguły bardzo przykre.
Quislingowcy, którzy rządzili Polską przez ostatnie dwadzieścia lat, nie byli w stanie tych prostych zasad zrozumieć. Przyzwyczaili się do kłaniania się większym od siebie, zamiast dążyć do tego, aby im dorównać. Nie chcę być złym prorokiem, ale w przyszłości za ich destrukcyjną działalność przyjdzie nam drogo zapłacić...
2009-09-06
Militaryzm formą pragmatyzmu
Posted by
Kirker
at
23:50
0
comments
Labels: armia, konserwatyzm, militaryzm, pacyfizm, polityka międzynarodowa, Polska, pragmatyzm, quislingowcy
2009-08-24
Demokracja, socjalizm i lewicowość
Odbywa się dużo dyskusji na temat kształtu naszego systemu demokratycznego. Jedni bronią ordynacji proporcjonalnej, a inni chcą wprowadzenia okręgów jednomandatowych, no i bezustannie spierają się, co będzie lepsze. Moim zdaniem dyskusja ta toczy się nadal w jednej płaszczyźnie światopoglądowej. To tak jak ze słynnym hasłem Solidarności "socjalizm tak, wypaczenia nie". Tam system z państwową własnością środków produkcji i świadczeniami ze strony państwa został uznany za dobry, a komunizm za jego dewiację. Tak samo jest z demokracją. Ordynacja l'Hondta uważana jest za zboczenie, natomiast jak będą jednomandatowe okręgi wyborcze to wszystkie problemy znikną. Ale nadal mamy tutaj do czynienia z bałwochwalczym kultem bożka Demosa. Obydwie strony zakładają, że lud jest sam w stanie wybrać taką władzę, jaka będzie dążyć. Zarówno jedni jak i drudzy uważają, że ten zbiorowy suweren nie doprowadzi do stagnacji i stopniowego rozkładu. Dyskusja nadal się toczy w ramach demokratyzmu.
Najwybitniejszy myśliciel antyku, Arystoteles ze Stagiry, wyróżnił kiedyś trzy rodzaje sprawowania władzy oraz ich dewiacje. Pierwszym miała być monarchia. Zboczeniem miała być tutaj tyrania. Drugi typ stanowiła arystokracja; tutaj z kolei wypaczeniem stawała się oligarchia. Ostatni rodzaj to politea. Zakładała ona, że wszyscy są mądrzy, ergo mogą oni mieć wpływ na władzę. No i co miało być dewiacją tej ostatniej? A była to demokracja. Arystoteles zdawał sobie sprawę z pułapek tego systemu, no i nie bez kozery jemu oponował.
Dlaczego demokracja jest systemem, który nie jest się w stanie sprawdzić? Ludzie tylko jako jednostki mogą działać w pragmatyczny i racjonalny sposób. W przypadku większej grupy nie działa tutaj prawo superpozycji. Gdyby tak było, to skoro jednostka może działać logicznie, to i zbiorowość będzie w stanie. A tak zwyczajnie nie jest! Mamy tutaj do czynienia z emergentną sumą. Owszem, w tym tłumie trafią się jednostki o inteligencji ponadprzeciętnej. Jednakże tłum będzie zwyczajnie głupi. I czy taka zbieranina jest w stanie o czymkolwiek decydować? Wiadomy fakt stanowi, że nie. Tłum będzie podatny zatem na działanie demagogów, którzy będą w stanie przekonać go do największych głupot. Na ten paradoks zwrócił już Platon. Zauważył on, że gdy staną obok siebie lekarz trzymający lek oraz demagog z trucizną, to ludzie wybiorą tego drugiego. Obecnie widzimy wielką sprawność wszelkich populistów. Wystarczy na przykład obiecać drugą Irlandię, a już pójdą ludzie i zagłosują na taką partię. Trzeba ludziom wmówić krainę mlekiem i miodem płynącą, to oni takich ludzi wybiorą. To jest proste i logiczne. Mało kto przecież zagłosuje na ludzi twardo stąpających po ziemi, którzy stwierdzą, iż będzie krew, pot i łzy.
Niektórzy prawicowi publicyści (jak na przykład Łukasz Adamski czy Tomasz Cukiernik) po zwycięstwie PO w październiku 2007 roku zachłysnęli się, że o to Polacy odrzucili socjalizm i wybrali wolny rynek. Mylili się, ponieważ nie zauważyli prostej prawidłowości. Abstrahuję już tutaj od obiecywania drugiej Irlandii, która w swoim populizmie zbliżała się do gierkowszczyzny. Demokracja jako taka stopniowo prowadzi do socjalizmu. A dlaczego? Jedną z plag demokratycznych był przymus szkolny. Demokraci doszli bowiem do wniosku, że ludzie muszą umieć, co nieco czytać i pisać, żeby potem móc na danego delikwenta zagłosować. To już doprowadziło do zwiększenia się rozmiarów sektora publicznego. Państwo przestało pełnić swoje wcześniej założone funkcje jak stanowienie i egzekucja prawa, zapewnianie bezpieczeństwa wewnętrznego i zewnętrznego oraz podstawowa infrastruktura. Pojawił się zatem jeden z elementów socjalizmu. Poza tym ten system zwalnia ludzi z odpowiedzialności za ich czyny. Ludzie, podobnie jak wszystkie obiekty w przyrodzie, dążą do najniższych możliwych stanów energetycznych. Z tego zatem względu socjalizm jest bardzo wygodny. Poza tym pojawią się lobby, którym będzie on bardzo na rękę. Z jednej strony będą wielcy wytwórcy przemysłowi, którzy będą dążyli do zwiększania ilości regulacji rynku takich jak płaca minimalna, przepisy antymonopolowe, koncesje, licencje, pozwolenia na prowadzenia działalności gospodarczej. Z drugiej strony będą pewne grupy robotników oraz związki zawodowe, które będą się domagać praw pracowniczych. One będą lobbować za tym, żeby było jak najwięcej socjalizmu. Ludzie, jacy z kolei będą myśleć, że im będzie lepiej, też będą głosowali na partie socjalistyczne. Później dojdzie do następnego paradoksu. Oponenci ugrupowań socjalistycznych zaczną przejmować od nich postulaty. Odbędzie się to celem pozyskania wyborców. Zadziała tutaj klasyczny mechanizm zapadkowy. Jeżeli jedni zaczną obiecywać Państwo Boże na ziemskim padole, to automatycznie wszyscy w niedługim czasie będą tak czynić. Tutaj nietrudno przytoczyć przykłady, które to potwierdzają. Bismarck, który był przecież konserwatystą, wprowadził w 1883 roku państwowe ubezpieczenie emerytalne, a cztery lata później - zdrowotne. Zrealizował część postulatów swoich ideologicznych przeciwników tylko dlatego, żeby nie dopuścić ich do władzy. Całkiem niedawno kilku członków Partii Konserwatywnej skrytykowało NHS za nieudolność. Dostali za to burę od przywódców partii, ponieważ po dojściu do władzy torysi nie planują nic z państwową służbą zdrowia robić. W warunkach demokratycznych po prostu prawica i lewica przestały się od siebie różnić pod względem konstrukcji państwa. Po prostu mamy do czynienia z lewicą i lewicą tak naprawdę (ten pleonazm jest celowym zabiegiem!). Po prostu jedni są pobożni, a drudzy ateistyczni. Na naszym rodzimym podwórku pierwszą funkcję spełnia na przykład PiS, a drugą SLD. Obok tych dwóch kast mamy jeszcze całkowicie bezidowych w postaci obecnie rządzącej koalicji PO i PSL.
Socjalizm jest pierwszym elementem lewicowości, który jest w warunkach demokratycznych forsowany. Szybko bowiem znajdowane są inne proletariaty niż te wyznaczane przez majątek, pochodzenie czy wykonywany zawód. Są mianowicie różne dziwadła, umysłowi kalecy oraz im podobne indywidua, które chcą być traktowani tak samo jak reszta, mimo różnych dysfunkcji. Ideolog lewicy, Gramsci, stwierdził, że obyczajowość można wywrócić tak samo jak gospodarkę. No i z czym zaczynamy mieć do czynienia? Po prostu partie lewicowe stwierdzają, że należy pewnych ludzi "wyzwolić". No i czynią to przy głośnym akompaniamencie współczesnych demagogów w postaci mass-mediów. Ci robią ludziom pianę z mózgu, a potem głosują na partię postulującą progresywne postulaty światopoglądowe. Należy jeszcze pamiętać, że socjalizm wcześniej doprowadził do społecznego zepsucia. Przecież nie trzeba już starać się wychować dzieci - jest bowiem państwowa szkoła i takowe ubezpieczenie. Nie grozi śmierć w przytułku bądź pod płotem - bo jakiś ZUS lub podobny mu byt wypłaci na starość emeryturę. Wszystkie normalnie istniejące więzy społeczne zastąpione zostały przez biurokrację, co prowadzi do atomizacji społeczeństwa. W takich warunkach liberalizm obyczajowo-światopoglądowy może zapuścić korzenie. No i tak się dzieje. Przy tej okazji również partia wcześniej konserwatywna zaczyna takie postulaty przejmować. Chodzi tutaj znowu o tani populizm, bo ludzie mogą się obrazić i nie zagłosować. Jaki jest tego wszystkiego finalny skutek. Wszystkie główne partie polityczne stanowią po pewnym czasie jedną magmę. Jakie są bowiem różnice między CDU a SPD w Niemczech czy między Partią Socjalistyczną a UMP we Francji? Znalazłoby się coś dopiero na piętnastnym miejscu po przecinku, a tak to wszyscy popierają rozbudowany sektor państwowy oraz obyczajowe zepsucie.
Tak się bowiem kończy demokracja. No i czy takie społeczeństwo nie zostanie w niedługim czasie wchłonięte przez coś większego? W starożytnych Atenach zabawy z demokracją skończyły się po bitwie pod Cheroneją, kiedy zostały one podbite przez Macedonię. Tego typu państwo jest po prostu słabsze i po pewnym czasie po prostu niezdolne do żadnej konkurencji. Gdyby zostało ono zaatakowane, mieszkańcy byliby pewnie tak zniewieściali, że nawet nie broniliby się. Pozwolić bowiem rządzić lewicy, to jak dać małpie żyletkę. Po jakimś czasie przyjdzie ktoś większy i zwyczajnie się takim państwem pożywi.
Dziwię się zatem, że część konserwatystów popiera demokrację i tak chętnie dyskutuje, jak by ją ulepszyć. Czy nie widzą, że to jest droga donikąd. Co bowiem zna konserwatyzm? Hierarchię i autorytaryzm. Dla mnie jako konserwatysty oczywistym faktem jest, że na czele państwa musi stać charyzmatyczna jednostka. Samo pojęcie władzy ludu to czysta abstrakcja; takie rzeczy w naturze nie występują. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że na ten całkowicie sztuczny konstrukt myślowy daliśmy się nabrać...
Posted by
Kirker
at
12:53
0
comments
Labels: demokracja, konserwatyzm, lewicowość, prawica, socjalizm, zepsucie
2009-07-10
Suma wszystkich strachów
Swojego czasu obejrzałem film Suma wszystkich strachów. Zaczyna się, jak podczas wojny sześciodniowej w 1967 roku zgubiono bombę atomową. Została ona następnie odnaleziona przez grupę pracującą na rzecz faszystów, którzy chcieli doprowadzić do konfliktu zbrojeniowego między Rosją a Stanami Zjednoczonymi. Zostaje ona zresztą zdetonowana na stadionie w Baltimore... Tyle o fabule. Pada tam jednak pewna ciekawa kwestia. W rozmowie między spiskowcami jeden z nich mówi, że dzisiaj faszyści, naziści, nacjonaliści i konserwatyści pracują razem.
Lewica zwykła ganić prawicę za wiarę w myślenie w kategoriach teorii spisku. Na rodzimym podwórku przykładem jest atakowanie oczywistego faktu, że Polską rządzi swoista superstruktura związana z dawnym wywiadem cywilnym i wojskowym - tak odbija się nam brak dekomunizacji. Lewica również zwykła do alternatywnej prawicowej rzeczywistości zaliczać sugerowanie, że gdzieś się mogli mieszać Żydzi i masoni. A przecież Wielki Wschód Francji swojego czasu wręcz się przyznał, że gdyby nie jego usilne starania, to nie udałoby się w 1973 roku na terenie tego kraju zalegalizować aborcji. Wspominanie o przedsiębiorstwie Holocaust czy projektach Judeo-Polonii też jest przezeń wyśmiewane. Z drugiej strony ci sami lewicowcy zwykli o wszystko, co złe, osądzać wielkie korporacje oraz zarzucać im różne dziwne rzeczy. Sami też bardzo mocno wierzą w jeszcze inną teorię spiskową.
Otóż oni uważają, że nacjonaliści, szereg ruchów faszyzujących lub wręcz faszystowskich oraz konserwatyści są ze sobą w zmowie. Ich zdaniem funkcjonuje tutaj zakulisowy układ, jaki nakazuje wręcz konserwatystom bronić faszystów. Najgłośniej było o tego typu rzekomych "praktykach", kiedy czasopismo Templum Novum opublikowało teksty Leona Degrelle'a. Zostało ono okrzyknięte wówczas mianem "faszystowskiego". Prawicy konserwatywnej nie poraz pierwszy zarzucono wspieranie de facto narodowej lewicy. Mamy tutaj zatem do czynienia ze swoistą sumą wszystkich strachów. Dlaczego tak się dzieje?
Po pierwsze poszczególne szczepy socjalistycznej lewicy siebie wzajemnie nie znoszą. Komuniści czy socjaldemokraci uważają się za całkowitą antytezę faszystów czy też narodowych socjalistów. Czy oni się jednak tak mocno od siebie różnią? Przecież narodowa lewica to tak naprawdę socjalizm z pewnymi naleciałościami - zespół poglądów czasem określanych mianem populizmu. Stanowi pozszywane różne kawałki ze sobą wynikające z różnych przesłanek, a zatem w ogóle do siebie nie pasujących. Socjaliści sensu stricto oraz populiści walczą zatem o ten sam elektorat. Z tego powodu wynikają wszelkie tarcia między nimi. Komuniści czy socjaldemokraci są zatem skłonni zarzucać swoim wyśnionym największym wrogom współpracę z ich całkowitą antytezą, czyli konserwatystami.
Lewica również musi ludzi czymś straszyć. Kampanię strachu np. przed nielegalnymi imigrantami zarzucają prawicy. W rzeczywistości mamy tutaj do czynienia z klasycznym mechanizmem projekcji. Przenoszą swoje grzechy na ideologicznych przeciwników, próbując ich skarykaturyzować. Lewica straszy o wiele częściej i popada przy tym w straszliwą paranoję. Wszędzie widzi na przykład "klerykalizm", "nacjonalizm", "oszołomstwo", których się śmiertelnie boi. Bez przerwy też o nich pisze, nie zwracając uwagi na to, że wcześniej uznała zwolenników tychże za głupców lub słabo wykształconych. Na rodzimym podwórku widać to na przykład na przykładzie WybGazu, który się tym etatowo zajmuje. Czytając też takie indywidua jak Środa, nie można nie zwrócić uwagi na ich paranoiczne lęki. Oni śmiertelnie się boją czegoś, co na początku lat dziewięćdziesiątych określili "partią Polaka-katolika". Z tego to powodu zajmują się polowaniem na konserwatystów. Z tej antyklerykalnej i antynacjonalistycznej paranoi wynika fakt wiązania ich z faszyzmem.
Trzeci powód jest poszukiwania tego spisku jest jeszcze bardziej oczywisty. Wykreowano wizerunek faszyzmu jako najwyższej formy reakcji tudzież prawicowego ekstremizmu. Na tej zasadzie lewica może wnioskować, że w ogóle dziwnie byłoby, gdyby konserwatyści nie współpracowali z faszystami. Z tego powodu imputują im współpracę. Poza tym na zasadzie dychotomicznego rozumowania, że oni są przeciwwagą dla brunatnych, wsadzają zresztą konserwatyzm, nacjonalizm, faszyzm do jednego wora.
Lewica jeszcze grzmi, że często przedstawiciele ruchów konserwatywnych, nacjonalistycznych czy wręcz faszyzujących pojawiają się razem np. na kontrmanifestacjach do publicznych orgii urządzanych przez pedałów. To dla nich jest wystarczającą obserwacją, żeby wnioskować na temat jakiegoś zakulisowego układu między przedstawicielami prawicy konserwatywnej i narodowej lewicy. Nie zwracają oni uwagi, że na takie kontrmanifestacje przychodzi sporo przypadkowych ludzi, którzy ze sobą nie sobą blisko związani. Szukanie między nimi nici powiązania nie ma zatem żadnego logicznego uzasadnienia poza paranoiczną mentalnością.
Ostatni argument wywodzi się z historii. Lewicowcy mianowicie próbują tutaj wnioskować na zasadzie indukcji. Przed wojną zdarzało się, że konserwatyści współpracowali z ruchami faszystowskimi. Przykładowo Carl Schmidt wstąpił do NSDAP. Na tej podstawie próbują udowodnić, że ta współpraca trwa nadal po dziś dzień. Przy tej okazji wypada również zwrócić uwagę na to, że argument indukcyjny z historii nie jest do końca prawdziwy. Przecież wielu konserwatystów miało problemy z nazistowską władzą. Poza tym zapominają oni, że polityka się swoimi prawami rządzi. To, że partia konserwatywna w pewnych aspektach głosowałaby identycznie jak jakaś faszystowska, nie oznacza, że muszą one ze sobą blisko współpracować. Częstym argumentem jest też wyciąganie tego, że konserwatyści poparli w głosowaniu nazistów. W przypadku lewicy jest on co najmniej dziwny, ponieważ oni zwykle redukują pragmatyzm polityczny do absurdu, głosując w celu uzyskania doraźnych korzyści sprzecznie ze swoimi poglądami.
Lewicowa spiskowa teoria dziejów sugerująca powiązanie konserwatystów i różnych odłamów lewicy narodowej jest zatem z gruntu fałszywa. Świadczy ona tylko o tym, jak bardzo "jaśnie oświeceni" potrafią się zapędzić w dorabianiu gęby swoim ideologicznym przeciwnikom.
Posted by
Kirker
at
15:42
0
comments
Labels: faszyzm, konserwatyzm, Lewica, narodowa lewica, teoria spisku
2009-06-23
"Coś" i lewicowość
Stacja naukowa na Antarktydzie. Pewnego dnia zjawia się helikopter. Strzelec oddaje od czasu do czasu serie do psa, który ucieka. Helikopter następnie ląduje, a strzelec zostaje zastrzelony przez badaczy z amerykańskiej stacji. Pies się dziwnie zachowuje. Okazuje się również, że helikopter nadleciał z norweskiej stacji badawczej. Tam badacze nie znajdują żywej duszy. Natrafiają jedynie na szczątki obcego w bryle lodu w wannie. Nie przypominał żadnego znanego im ziemskiego organizmu. Więcej, po dalszych poszukiwaniach wychodzi na jaw, iż Norwegowie znaleźli obcego w warstwie lodu mającej 90 tysięcy lat. Po jakimś czasie znaleziony wcześniej pies zabija wszystkie w zagrodzie w której został zamknięty, wypuszczając wypustki. Obcy zaczyna następnie wchłaniać wszystkich członków załogi po kolei. Okazuje się, że to istota bardzo ekspansywna, której nawet pojedyncze komórki wykazują daleko posuniętą autonomię...
Tak zaczyna się słynny film Coś (w oryginale The Thing) Johna Carpentera. Bardzo przyzwoity horror science-fiction. Można podejść do niego całkowicie bezrefleksyjnie, potraktować jako dobrą rozrywkę. Niekoniecznie jednak. Refleksje mogą być różnego typu: czy istnieją żywe istoty w innych światach? Nie wykluczone jest pójście w inną stronę. Czy nie istnieją obecnie byty tak ekspansywne jak kosmita z Coś i jak one wpływają na nasze życie?
Odpowiedź tutaj dosyć szybko rzuca się w oczy. Takim ekspansywnym bytem zbliżonym mocno do obcego z obrazu Carpentera jest lewica. Dlaczego? Wykazuje ona ogromną zdolność mutacji. Od 1789 roku, kiedy się pojawiła, aż ciężko zliczyć, ile tego wszystkiego było. Liberalizm demokratyczny, socliberalizm, socjalizm, anarchizm, komunizm, faszyzm, nazizm, w końcu obecna socjaldemokracja. Wydają się one wszystkie być krańcowo odmienne. Wyjaśnijmy sobie to zatem.
Czasem lewica przejmowała pewne elementy narodowe. Tak zrodził się na przykład faszyzm będący w rzeczywistości odmianą ludowego populizmu. Dlaczego do tego doszło? Ponieważ ideologia lewicowa nijak przystawała do rzeczywistości, musiała się zatem do niej w jakiś sposób dopasować. Tak też było z komunizmem. Zakaz pornografii czy godzina policyjna dla nieletnich kojarzą się często właśnie z tym systemem; dziwne, że mało kto wiąże z tym dozwolonej aborcji, rozwodów, państwowego ateizmu oraz takowej własności wszystkich przedsiębiorstw. Skąd się one wzięły? Były to elementy wtórne. Pierwotnie bowiem w ZSRR wolno było wszystko za wyjątkiem krytyki władzy. Obyczajowością mało kto się tam przejmował. Część komunistów uważała nawet, iż bardzo dobrze się dzieje, że zwalczana jest ta "burżuazyjna kultura" i wszystko, co się z nią wiąże. Dopiero po 1927 pojawiły się wszystkie restrykcje natury obyczajowej. Komuniści wykazywali również pewien koniunkturalizm. W czasie wojny ojczyźnianej uaktywniona została cerkiew - trzeba było bowiem bojowego ducha narodu budzić wszystkimi możliwymi środkami. Jedyny prezydent PRL Bolesław Bierut chodził na procesje w Boże Ciało. O co w tym wszystkim chodziło? To był zwykły koniunkturalizm władzy. Dlaczego na przykład Mussolini, ateista, który pisał paszkwile na temat Kościoła i Hierarchii, później uczynił katolicyzm religią państwową Włoch? Dlaczego on,socjalista, redaktor naczelny Avanti!, przejął część postulatów narodowych i konserwatywnych? Więcej, tutaj można mówić o pewnym zdrowym rozsądku starszej generacji lewicy, która potrafiła pewne szkodliwe elementy z programu wyeliminować. Obecni socjaliści czy socjalliberałowe są pozbawieni piątej klepki i do takiego aktu nie są w ogóle zdolni.
Lewica również z reguły jak coś zepsuje, to postępuje na dwa sposoby. Pierwszy to mówienie, że tezy są dobre, tylko że niedobrzy ludzie wcielali je w życie. Taką argumentację do tej pory można usłyszeć na temat komunizmu. Marks i Engels niby chcieli dobrze, tylko źli Lenin i Stalin wszystko wypaczyli. Drugi to odżegnywanie się od tego, co wyprawiała poprzednia generacja. Tak dosyć szybko rozwiązano kwestię nazizmu i faszyzmu. Wskazanie dychotomii faszyzm/nazizm-komunizm to był jeden krok; w końcu Lenin uważał, że faszyści reprezentują najwyższą formę reakcji. Tak więc skoro komuniści są lewicowi, to faszyzm na zasadzie przeciwieństwa to ruch prawicowy. Znaczne znaczenie miała również ucieczka wielu nazistów do SPD, a także udział w tworzeniu partii zielonych; w NRD przeszli nawet na stronę... komunistów. To oni stworzyli mit ultraprawicowego ruchu nazistowskiego. W rzeczywistości nazizm jest nurtem radykalnej lewicy, który obecnie przez lewicę jest odrzucany jak zgniłe jajko. Oni twierdzą, że są teraz inni i takich ideałów nie wyznają, ergo nazizm musi być prawicowy. Lewica współczesna powoli zaczyna przerzucać komunizm na stronę prawicy, czasem nazywając ten ustrój czerwonym konserwatyzmem (sic!). Wynikać to wszystko ma z tego, że współczesna oświecona lewica ma inny stosunek do wielu kwestii niż starsza generacja, zatem tamci to musieli być jakąś zakamuflowaną prawicą... Nieprawda. To tylko przykład znacznego polimorfizmu lewicy, który może mylić niezorientowanych w politycznych nurtach oraz ich ewolucji.
Lewicowcy często jak coś popsują, zaczynają realizować postulaty swoich przeciwników. Przykładem był NEP. Nacjonalizacja wszystkiego, co tylko dało się temu poddać, zakończyła się masowym głodem i kanibalizmem. Wobec tego Lenin przywrócił pewne elementy gospodarki wolnorynkowej. Za taki NEP można uznać "konserwowanie się" komunizmu opisany wyżej. Ciekaw jestem również, czy obecni lewicowcy mają resztki piątej klepki oraz czy albo kiedy oni pójdą po rozum po głowy? Pewne zjawiska jak aborcja, eutanazja, panoszenie się wszędzie seksualnych dewiantów są bardzo mocno szkodliwe w skali społecznej...
Jedno jest pewne. Potwór z filmu Coś w końcu pokazywał swoją drapieżną i niszczycielską naturę. Tak samo będzie z lewicą. Jej projekty budowania Królestwa Bożego na ziemskim padole zawsze muszą skończyć się totalnym kataklizmem.
2009-06-10
Bilans rządów "miłości"
Dzień 21 października 2007 roku pamiętam dosyć dobrze. Poszedłem wtedy na wybory, zagłosowałem na Ligę Prawicy Rzeczypospolitej z nadzieją, że wreszcie uda się przełamać pięcioprocentowy próg wyborczy i wprowadzić do parlamentu trochę nowej krwi. Oczywiście, zamiast około 10%, jak wcześniej zakładali dostali tylko 1,3% poparcia. Wiadomo, odczułem trochę moralnego kaca, z drugiej strony zagłosowałem zgodnie z przekonaniami. Tego dnia stała się rzecz o wiele groźniejsza. Do władzy w Polsce dorwała się partia w założeniu konserwatywno-liberalna znana nam wszystkim jako PO. Widząc, kto wygrał wybory, wiedziałem, że do władzy doszli bezideowi grandziarze. Teraz po niecałych dwóch latach rządów widzę, że się nie myliłem ani o jotę.
Zacznijmy od tego, co miało być największym atutem PO, na który nabrała się część osób o wolnorynkowych przekonaniach. Chodzi tutaj o ekonomiczny liberalizm. Miało być uproszczenie życia przedsiębiorcom, podatki trzy razy 15% (PIT, CIT, VAT) et consortes. Co się natomiast dzieje?
Uproszczenie i obniżenie podatków okazało się być propagandową mrzonką. PO wcale nie ma w ogóle zamiaru zmniejszać fiskalizmu w Polsce. Ostatnio zaproponowali podniesienie podatku VAT - podstawowej stawki z 22% na 23% oraz na pewne usługi, w tym hotelarskie (w tym przypadku z 7% do 22%). Co to oznacza? Do Polski nie będzie się opłacało w ogóle przyjeżdżać na wczasy. Ludzie zaczną wybierać zagranicę z powodu niższych cen tych usług (mimo, że w euro!). Nie mówię już, ile pensjonatów i hoteli z tego powodu upadnie... Poza tym podnoszenie podatków pośrednich jest pozbawione sensu, ponieważ zmniejsza konsumpcję, a co za tym idzie - wpływy do budżetu państwa. To jednak nie pierwszy przypadek u obecnego (nie)rządu. W zeszłym roku chcieli podnieść akcyzę na paliwa, tak samo już wiadomo, że wzrosną ceny papierosów i alkoholi. No i takie to mamy ograniczanie fiskalizmu... Poza tym od zawsze PO trąbiło o liniowej stawce podatku dochodowego od osób fizycznych. Tylko wygrali wybory, to oni o tym zapomnieli. Dalej będziemy mieć podatkową progresję. PO również ani myśli rozprawić się z podatkiem Belki od transakcji giełdowych.
Gdyby PO było partią choć w najmniejszym stopniu liberalną ekonomicznie, dążyłaby do tego, żeby Polska w UE mogła prowadzić niezależną politykę celną i fiskalną. Przecież to dzięki UE VAT na większość towarów i usług wynosi 22%, bo taką oni ustanowili podstawową stawkę. Nie możemy również samodzielnie decydować o zmniejszaniu taryf celnych, ponieważ tutaj też istnieją unijne obwarowania. Powinien już być dawno wystosowany dokument dotyczący utrzymania niezależności w tych kwestiach. Niestety, PO upaja się mitami o wolnym rynku w UE - a mamy tam centralne sterowanie rodem z komunizmu. Jak kiedyś stwierdził Janusz Korwin-Mikke, UE to strefa szalejącej biurokracji.
Jak jesteśmy przy UE, powinni również wywalczyć co najmniej okres przejściowy, po którym tamta biurokracja w Brukseli mogłaby narzucać swoje normy dotyczące ochrony środowiska oraz sanitarne. Piszę "co najmniej", ponieważ taka partia - w założeniach konserwatywno-liberalna - walczyć powinna w ogóle o ich zniesienie, a przy okazji autonomię państw członkowskich w tym zakresie. Niestety, rzucają im się w oczy debilizmy takie jak unijne normy na rozmiar jabłek, krzywiznę ogórków bananów, przechowywanie odchodów zwierząt itd. Tak samo niedługo samochód będzie można naprawiać tylko i wyłącznie w serwisie firmy, która jest jego producentem. To też unijny wymysł, o którym jest zadziwiająco cicho. Jak zaznaczyłem wyżej, partia deklarująca się jako liberalna pod względem ekonomicznym, powinna z takimi rzeczami walczyć, uważając je za absurdy na kółkach.
PO miała ułatwiać życie przedsiębiorcom. Pracuje komisja "Przyjazne państwo" i jakoś nic się nie dzieje w tym zakresie. Przykład stanowi tutaj podniesienie stawki VAT. Więcej, PO wprowadziło takie zmiany w prawie budowlanym, że bez zgody urzędnika nie można na swojej ziemi nawet altanki postawić czy zrobić kapitalnego remontu swojego domu. Nie szykuje się również żadne uproszczenie prawa geologicznego. Dzięki PO mamy już 300 rodzajów działalności gospodarczej związanym ze wszelkimi pozwoleniami, koncesjami i licencjami. Taka partia powinna dążyć do ich ograniczenia. Wyciera sobie jednak swoimi własnymi założeniami tyłek. Nie tak dawno temu wprowadzono aż 30 pozwoleń na usługi około-medyczne, takie jak na przykład salony masażu. Co się dzieje w związku z tym, mamy znowu rozmnożenie biurokracji.
Liberalizm ekonomiczny PO, hucznie przez nich ogłaszany, mamy zatem rozliczony. Platforma Obywatelska okazała się być partią zwyczajnie socjalistyczną. Teraz pora się rozprawić z ich tzw. łagodnym konserwatyzmem. Abstrahuję już od tego, że przywódca tej partii, Donald Tusk, konserwatystą na pokaz stał się dopiero w 2005 roku, kiedy bierzmował się i wziął ślub kościelny. Wcześniej był to zagorzały antyklerykał i ateista, obnoszący się z tym, sprzeciwiał się również wprowadzaniu przepisów antyaborcyjnych.
Już na początku rządów PO wystąpiła z projektem refundacji zapłodnienia in vitro. Podchodząc od strony liberalizmu ekonomicznego, to projekt najzwyczajniej w świecie socjalistyczny. SLD by się czegoś takiego nie powstydziło. Oni powinni dążyć, aby stopniowo zmniejszać ilość zabiegów refundowanych albo w ogóle sprywatyzować służbę zdrowia czy ubezpieczenia. Równie dobrze jak refundacji zapłodnienia in vitro mogliby się domagać, żeby to samo czyniono w przypadku chirurgii plastycznej. To jedna rzecz. Secondo: nie mają oni żadnych dylematów moralnych dotyczących IVF, jak powstawanie zarodków w tysiącach sztuk?
Janusz Palikot swojego czasu chciał dyskusji na temat eutanazji. Zdaję sobie sprawę, że zostało to podjęte jako temat zastępczy celem maskowania nieróbstwa obecnego gabinetu. Można zatem podejrzewać, iż była to zagrywka na poziomie jego wygłupów - jak czytanie pracy doktorskiej prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego czy paradowanie z gumowym fallusem. Jednak samo podjęcie tego tematu wskazuje nie na żaden konserwatyzm światopoglądowy, tylko zwykły libertynizm. Można podejrzewać na podstawie pewnych przesłanek, że libertyńskie przekonania w PO są na porządku dziennym. Przecież Jarosław Gowin powiedział kiedyś, że to go w tej partii uwiera.
Jakkolwiek jestem zwolennikiem totalnej prywatyzacji szkolnictwo, zniesienia bolszewickiego przymusu szkolnego oraz odpowiedzialności rodziców za swoje dzieci, zdaję sobie sprawę, że w obecnych demokratycznych warunkach przeprowadzenie takiej operacji byłoby niewykonalne. Jestem zatem zmuszony popierać jakiś model oświaty państwowej z programem ustalanym przez MEN. A co robi PO w tej dziedzinie? Psuje to, co nie zdążyły zepsuć wcześniejsze gabinety. Obecna minister edukacji, Katarzyna Hall, w ogóle nie myśli, jak posprzątać stajnię Augiasza, jaką w ostatnich latach stało się polskie szkolnictwo. Nikt nie dba o to, aby zwiększyć efektywność edukacji, zadbać o porządek w szkołach, które stały się swoistymi ludzkimi zoo czy zwiększyć wymagania programowe. Obecnie mamy do czynienia z pogłębianiem chaosu, jaki zapanował w polskim szkolnictwie dzięki Wittbrodtowi, Handke czy Łybackiej.
Partia tego pokroju powinna bronić niepodległości państwa oraz dbać o jego międzynarodową pozycję. Co natomiast robi PO? Prowadzi dyplomację tak, jak wszystkie wcześniejsze gabinety za wyjątkiem rządu Kaczyńskich, czyli "politykę brzydkiej panny bez posagu", jak to ongiś określił Władysław Bartoszewski. Ta godna jest jedynie Vidkuna Quislinga. PO jednomyślnie głosowała za kasacją Państwa Polskiego, czyli za traktatem lizbońskim.
Na tej podstawie nie trudno określić zresztą, co to za ugrupowanie. To zwykła lewicowa partia, która z prawicą nie ma nic wspólnego poza na siłę przypinanym szyldem. Niczym się nie zajmuje - poza rozmnażaniem biurokracji i wprowadzaniem kolejnych prawnych kuriozów, nawet deklaruje, to że nie ma zamiaru kompletnie nic robić. Mimo to ludzie te rządy "miłości" - po pobiciu aktorki grającej w spotach PiS wypada ten wyraz pisać w cudzysłowie - popierają. Joseph de Maistre powiedział kiedyś, że naród ma taki rząd, na jaki zasługuje. Oby w tym przypadku się mylił...
Posted by
Kirker
at
14:25
0
comments
Labels: edukacja, gospodarka, konserwatyzm, Lewica, PO
2008-06-23
Król kier
Październik 1918 roku. Niemcy wycofują się z francuskiego miasteczka, uprzednio je zaminowując. Uciekli z niego praktycznie wszyscy mieszkańcy. Do miasta wkroczyć ma pułk żołnierzy brytyjskiej. Wysyła na zwiad jednego z nielicznych żołnierzy władających językiem francuskim - z zawodu ornitologa. Ten dostaje się na jego teren i wkracza na teren szpitala psychiatrycznego. Jego pensjonariusze uznają to za swoisty znak, no i opuszczają teren zakładu, a następnie zajmują opuszczone nisze po normalnych mieszkańcach...
Tak się zaczyna film Król kier. Dostrzegalna jest pewna analogia z zacytowaną przeze mnie w poprzednim tekście wypowiedzią przedstawiciela skrajnej lewicy...
więcej tutaj
Posted by
Kirker
at
15:52
2
comments
Labels: katoagresja, konserwatyzm, syndrom RWA, ultraprawica, zoologiczna prawicowość
2008-06-10
Poranne myśli lewaka
Wczoraj czytałem pewną dyskusję na shalomie24. Chociaż tam już nie pisuję, bo dwa razy zostałem wywalony za ultraprawicowe poglądy, to lubię sobie poczytać. Znany tam trockista o ksywie Maruti napisał, że płód znaczy dla niego tyle, co wołowina, że można nim handlować, wniosek taki, że nawet spożywać; towarzysz już się nie cofa nawet przed kanibalizmem. To zainspirowało mnie do napisania tekstu.
Jakie mogą być myśli takiego lewaka? Oczywiście, że wszystko to, co robi to dla zbudowania lepszego świata, żeby zapanowała wolność, równość, braterstwo, najlepiej od bieguna do bieguna. Kiedyś słyszałem, że część frakcji lewackich uważa, że rewolucja francuska się jeszcze nie skończyła i że jej koniec nastąpi dopiero wtedy, gdy w najmniejszej wiosce w Somalii zapanują nowe postępowe wartości.
Co on sobie może myśleć podczas porannego golenia, ale tak szczerze. No i wykonajmy tutaj taki eksperyment myślowy.
Lewak staje i się zaczyna golić. Potem uruchamia strumień myśli, no i czy będzie to tak:
Boże, jakim ja jestem podłym skurwysynem, popierając aborcję, eutanazję, eugenikę. Dobrze, że nie żądzę, bo zabrałbym dzieci rodziców, z upośledzonych zrobiłbym mydło i abażury do lamp oraz nawóz, część wysterylizowałbym, a resztę poddał indoktrynacji. Po prostu kraj spłynąłby krwią; wszyscy moi oponenci z tej prawicy wylądowaliby w zakładach dla obłąkanych. Kurwa... co ja robię, może rzeczywiście dobrze, że nie rządzimy, bo przyszliby jacyś faceci i wylądowałbym w dole z wapnem za to, że nie byłem odpowiednio mocno lewicowy.
Przy okazji płynie łezka, zacina się przy goleniu.
A państwowa edukacja, oświata, system opieki zdrowotnej, ubezpieczenie... jak mogę tak stać i wpieprzać ludziom kity. Tak samo o tym, że pedalstwo jest normalne... niech się dobry Bóg nade mną zlituje!
Lewaków rzadko takie akty skruchy dotykają. Musi się wydarzyć wojna albo ich rządy, to wtedy część widzi, że w to, co wierzyła, to jeden wielki stek bzdur. Pluje sobie potem w twarz, że była wstrętnymi totalniakami - de facto politycznymi dziwkami, jakie dały się zrobić mocno w balona.
W rzeczywistości jest tak:
Ja w żadnego Boga nie wierzę, to bzdury wymyślone przez pasterzy z Bliskiego Wschodu, ta cała Biblia to stek kłamstw, najlepiej byłoby palić to na stosach, podobnie jak inne nieprawomyślne książki... A kościoły wyburzyć, majątki kościelne znacjonalizować, wszystkich klechów to kamieniołomów zagonić. A aborcja, eutanazja, eugenika - jakież do dobrodziejstwo. Tylko będzie mniej downów, paralityków no i innych bezwartościowych odpadów. Co więcej, ludzi będzie mniej, łatwiej będzie można ich kontrolować i mówić im co mają robić. Co do dzieci? Heh, odebrać rodzicom, te downy i inne niedorobione, to zabić i przerobić na mydło, abażury i nawóz. Po co to ma żyć i obciążać system opieki zdrowotnej. Tak samo staruchów - przecież po cholerę nam oni z tymi wszystkimi dolegliwościami, niech robią z nimi to, co z downami. A prawica... dobrze będzie, jak ich wszystkich zabijemy, tak samo pozbędziemy się ze swoich szeregów utajonych prawicowców. Faszyzmu nie można tolerować w żadnej postaci; przecież to totalitaryzm! Wsadzimy ich do kamieniołomów razem z klechami, a część może przerobimy na mydło. Co do gospodarki; część sektorów przydałoby się znacjonalizować, a w ogóle... po jakiego chuja my tolerujemy ten krwiożerczy kapitalizm. Przecież to jak konserwatyzm totalitaryzm... o jeszcze rolnictwo skolektywizować. Co więcej, będziemy mogli lepiej chronić środowisko naturalne. A homoseksualiści. A przecież oni są normalni, w rzeczywistości to trzeba lać pałą tych skurwieli z NOP-u; a najlepiej to by ich razem z klechami i resztą prawicy zagonić do kamieniołomów.
To są myśli typowego lewaka. Przeciętnemu wyborcy takich lewicowych watah, które chcą niszczyć ludzi i ich okradać, należałoby postawić pytanie: czy wie kogo popiera i co popiera? że ludzie, na których głosuje, najchętniej widzieliby go w jakimś komsomole albo jako niewolnika, któremu będą mówić, co ma jeść, jak ma mówić i co. Oczywiście zaśmiałby się; nie zdaje sobie sprawę, że zachowuje się, jakby w głowie zamiast mózgu, miał lampy elektronowe jak w pierwszych komputerach elektronicznych.
Nawet taki krytyk systemów totalitarnych jak Orwell był kiedyś zdeklarowanym stalinistą. Musiał jednak zobaczyć okropieństwa wojny domowej w Hiszpanii, co sami republikanie wyprawiali. Tak więc lewactwo i jego sympatycy pewnie nie prędko się z niego wyleczą, bo skutki swoich poczynań zauważą dopiero, gdy ich samych dotkną.
No i wtedy się obudzą z ręką w nocniku.
Posted by
Kirker
at
13:46
1 comments
Labels: konserwatyzm, lewactwo, lewaki, Maruti, prawica, ultraprawica, zoologiczna prawicowość
2008-06-02
Metody zwalczania lewactwa
Na Saloonie24 wiele postów poświęciłem zjawisku społecznemu znanemu szerzej jako lewactwo. Zacząłem tam również uchodzić za czołowego lewakologa. Jaki może być wniosek z tych moich licznych gadół, taki najkrótszy i najbardziej dobitny. Otóż, wszędzie gdzie lewactwo dorwie się do koryta, w niedługim czasie jest syf, malaria i korniki!. Jak to jest, że w Europie Zachodniej ludność autochtoniczna wymiera i ten proces przybiera coraz bardziej na sile? W KRLD ludzie umierają z głodu; 70 lat temu na Ukrainie jedli nawet buty i rzemienie. W Wenezuali Hugo Chavez nie potrafi wytłumaczyć ludziom, jak to jest, że nie mogą sobie mięsa w sklepie kupić. Tego typu hocki klocki to jest efekt działań lewactwa. Stanowi ono niszczycielską siłę, przy której siedem plag egipskich to jest nic. Jaki może być z tego morał?
Lewactwo należy zwalczań wszystkimi możliwymi środkami. To jest choroba społeczna porównywalna do bąblowicy wywoływanej przez tasiemce Echinococcus granulosus czy Echinococcus multilocularis. Z tego powodu, zwalczając lewactwo, należy czynić to szczętnie, porządnie i dokumentnie. Wiadomo, jak się bąblowca źle wytnie, doprowadzając do jego rozlania się, to pacjent po jakimś czasie umrze, bo cysty rozwiną się w wielu innych narządach. Tak samo tutaj, lewacy mogą wrócić silniejsi, zupełnie jak w Wietnamie.
Metody Pinocheta i Franco
Pewnie mało kto zastanawiał się, dlaczego może jeździć na wakacje do Hiszpanii. Z tego też powodu nie wie komu to dobrodziejstwo zawdzięcza i nawet sobie z tego nie zdaje sprawy, jak to się stało. A może tak czynić dzięki nikomu innemu jak caudillo Franco. W 1936 roku republikanie - anarchiści, socjaliści, komuniści, trockiści i liberałowie - zaczęli dokonywać mordów. Jeszcze można oglądać tam mury klasztorów poszczerbione nabojami. W Hiszpanii armia się zbuntowała. Po trzech latach wojny domowej republikanie ostatecznie przegrali, ich resztki toczyły wojnę partyzancką jeszcze przez jakiś czas. Franco zdołał uporać się z lewactwem. Część została rozstrzelana, a część wtrącona do więzień i kamieniołomów. Po pewnym okresie, po wprowadzeniu liberalnych reform, kraj stanął na nogach. Dzięki temu można jeździć sobie do Hiszpanii na wakacje. Gdyby nie caudillo cała Europa teoretycznie mogłaby ulec sowietyzacji, wówczas ZSRR rozciągałby się prawdopodobnie od Gibraltaru po Tokio.
Nieco inaczej potoczyły się losy w Chile. Tam w 1970 roku wybory prezydenckie wygrał kandydat Frontu Ludowego, niejaki Salvador Allende. Rozpoczął się epizod komunistyczny. Nacjonalizowano kopalnie oraz inne przedsiębiorstwa. Rozpoczęto kolektywizację rolnictwa. Temu wszystkiemu towarzyszyły dziesiątki tysięcy morderstw; Allende odpowiada za śmierć około 70 000 ludzi. Po trzech konserwatyści i część chadeków obudzili i zaapelowali do dowódcy armii, Augusto Jose Pinocheta Ugarte, aby zrobił porządek. W krótkim czasie tak się stało. W 1973 armia się zbuntowała, Allende popełnił samobójstwo, strzelając sobie w swoim pałacu z AK47 w głowę. Stadion narodowy w Santiago de Chile został zamieniony w więzienie, gdzie zostali osadzeni wszyscy, którzy przez trzy lata niszczyli kraj. Część z nich została następnie wyrzucona z helikopterów do Oceanu Spokojnego. El Presidente wprowadził również reformy gospodarcze, korzystając z pomocy ekonomistów ze szkoły chicagowskiej, między innymi Miltona Friedmana i Josepha Stiglera. Dzięki temu Chile wygląda zupełnie inaczej niż inne kraje Ameryki Południowej.
Doprowadzenie do walk wewnątrz frakcji
Lewactwo jest bardzo ciężko ze sobą skłócić, co może wydawać się paradoksalnie. Oni jednak idą ze sobą łapka w łapkę, nie ważne czy są liberałami klasycznymi, komunistami czy anarchistami. Można jednak wywołać, odpowiednio manipulując walki wewnątrz frakcji, w wyniku których oni się sami spacyfikują w dopychaniu się do koryta. Czasami sprzyjają temu warunki, jak na przykład w czasie wojny domowej w Hiszpanii stalinowscy komuniści zaczęli mordować całą resztę. Metoda ta nie zawsze jest skuteczna, bo trzeba lewactwo chwilowo dopuścić do koryta.
Ośmieszanie i mówienie prawdy prosto w oczy
Lewactwo ma kurzą pamięć. Dla nich Hitler czy Stalin to już nie lewica, a bo nie byli proekologiczni i mieli mocno w poważaniu prawa pracownicze. Uważają, że ich formacja się zmieniła. Trzeba jednakże przypominać im, co wyprawiali i za śmierć ilu ludzi odpowiadają i że tak naprawdę są tacy sami jak faszyści czy komuniści. Z drugiej strony powinno się ośmieszać idee lewicowe wszędzie, gdzie się da, tak aby ludzie nie głosowali na lewactwo, a prawica mogła zasiadać w parlamencie przez długie kadencje.
Zaprowadzenie ładu anarchokapitalistycznego
Możliwość najbardziej futurystyczna. Teoretycznie można by postąpić, jak nam nakazują libertarianie, czyli zdemontować państwo i przekształcić je w małe jednostki polityczne, jak proponują to uczynić Hans Hermann Hoppe czy Jesus Huerta de Soto. Następny aksjomat anarchokapitalizmu (i libertarianizmu w ogóle), to niechęć do przymusu i naruszania wolności. Ergo: można przyjąć, że lewactwo narusza wolność prawicy, i wyrzucić je z naszych posesji, niech się osiedlą, gdzie indziej i tam niech sobie budują Państwo Boże na ziemskim padole. Wyszłaby wówczas nierealność wszystkich lewackich wymysłów. Oni by się tam powybijali i pozdychaliby z głodu, doprowadziliby do regresu materialnego ludności oraz depopulacji. Po jakimś czasie po prostu lewactwo zniknęłoby z powierzchni Ziemi, a prawicowość (i to zoologiczna) stałaby się tryumfatorem.
Lewactwo przyczyniło się do zniszczeń w skali niebywałej. Można się zastanawiać, dlaczego ono jeszcze istnieje. Niestety, wielkie korporacje mają interes w socjalizmie, a poza tym ludzie dają się robić w konia przez różne marks-media...
a mało kto myśli o zwalczaniu tej nawały niszczącej naszą cywilizację!
Posted by
Kirker
at
13:43
0
comments
Labels: konserwatyzm, lewaki, prawica, zoologiczna prawicowość
2008-05-26
Lewicowość nazizmu
Swojego czasu obejrzałem film Top Secret. Amerykański gwiazdor jedzie tam na koncert za żelazną kurtynę do NRD. Ale jak to historyczne już państwo zostało ukazane. Abstrahuję już od całej absurdalności tego filmu, między innymi w postaci systemów uzbrojenia, nie przystających raczej do środka zimnej wojny. Funkcjonariusze paradują tam w nazistowskich mundurach, a na ich piersiach dopatrzeć się można Krzyży Żelaznych. Dostrzegalne jest tam podobieństwo obydwu totalitaryzmów - komunizmu i nazizmu. Nieświadomie najpewniej ukazali oni sedno sprawy, że to identyczne ideologie przynależące do tego samego nurtu i wyrastające z tego samego pnia. Czy przypadkiem lewicujące Hollywood nie pokazało lewicowości odłamu myśli politycznej, który - niesłusznie - na całym świecie jest uważany za skrajnie prawicowy. Nazizm to lewica. Dlaczego?
Pojawia się tutaj do rozwiązania pewien podproblem. Co mianowicie można nazywać mianem prawicy? Jest to formacja konserwatywna obyczajowo i liberalna gospodarczo. Cała reszta to jest lewica. Pewnie zaraz ktoś mi przypomnie, że obecnie ten cały podział prawo-lewo jest do niczego, no i należy opierać się na dwuosiowych przedstawieniach. Tylko, że jak wyjaśnić naturalny wręcz tropizm klasycznych liberałów do socjalistów i komunistów? Ale mniejsza z tym.
Zacznijmy od kwestii gospodarczych. Nazizm pierwotnie posturował nacjonalizację trustów. Później Hitler złagodniał i się dogadał z wielkim kapitałem. Prowadził jednak etatystyczną politykę. Członkowie NSDAP i SS poprzejmowali wiele mniejszych zakładów i fabryk. Co więcej, robotnicy zaczęli dostawać węgiel. Wprowadzono plany czteroletnie, mieliśmy zatem do czynienia z klasyczną gospodarką centralnie sterowaną. W wielu wypowiedziach naziści wskazywali na swój antykapitalizm. Psioczyli nawet na typową dla człowieka dietę - Hitler bowiem chciał narzucić wszystkim Niemcom wegetarianizm.
Lewicowcy przywołują jeszcze związek z wielkimi korporacjami jako dowód na prawicowość nazizmu. Niestety, nie rozumieją, że to oni za pomocą wszelkich regulacji je wspomagają, prowadząc do utrwalenia monopoli i/lub monopolizacji rynku. Ale to temat na oddzielny artykuł.
Teraz kwestie obyczajowe. Nazizm, podobnie jak inne odłamy lewicy, dążył do wprowadzenia nowej tradycji. Był z gruntu antychrześcijański, dążył do narzucenia nowej nordyckiej religii opartej na pogańskich, staroskandynawskich kultach. W tym opierał się na zrodzonym w okresie cesarstwa volkizmie. Traktował społeczeństwo jak swoistą maszynę, w której można różne części wymieniać i zamieniać. Z tego powodu dopuszczał eutanazję i eugenikę, a po 1943 roku - dla nie-Aryjczyków - aborcję. Ideałem dla nazistów był człowiek pracy - chłop lub robotnik. Goebbels nawoływał wręcz na wielu wiecach do zniszczenia tradycyjnego burżuazyjno-arystokratycznego społeczeństwa. Był przy tym bardzo podobny w retoryce do Nowej Lewicy. Żeby było ciekawiej, rozwinęła się w tamtym okresie właśnie sztuka zbliżona do socrealistycznej przedstawiająca właśnie ludzi prostych. Abstrahuję już od tego, że nazizm - podobnie jak stalinizm czy współczesna lewica - miał aspiracje do poprawiania nauki. Mechanika kwantowa czy teoria względności były tam ideami żydowskimi i komunistycznymi; z tego powodu były odrzucane. W latach trzydziestych naziści zorganizowali mnóstwo wypraw do Azji Środkowej, chcąc udowodnić związek... Niemców i Tybetańczyków. Chcieli napisać na nowo historię, która miałaby się zaczynać od tego, że istniało kiedyś państwo zamieszkane przez Aryjczyków jakie obejmowało znaczne połacie Starego Świata. Pod względem naginania nauki na własne potrzeby i jej ideologizacji, nazizm nie odbiegał od reszty lewicy.
Nazizm również dążył do współpracy z innymi nurtami lewicy. Po tym jak Franco wygrał wojnę domową w Hiszpanii, Hitler pluł sobie w twarz. Uważał, że należało pomóc republikanom zakładając, że dałoby się z nich zrobić z nich dobrych narodowych socjalistów. Do władzy Hitler doszedł tylko dzięki Stalinowi, który uniemożliwił sojusz KPD i SPD.
Lewicowcy często się nie zgadzają z twierdzeniem, że nazizm jest lewicowy. Twierdzą, że rasizm dyskwalifikuje narodowy socjalizm jako odłam lewicy. W tym momencie wykazują się ogromną niewiedzą. Chyba wszyscy się zgodzą, że Stalin był lewicowy. No to był on rasistą, antysemitą i imperialistą. Wymordował całe narody. Prawdopodobnie Wielka Czysta miała przyczyny w nienawiści Stalina do Żydów, podobnie jak rzekomy spisek lekarzy na Kremlu w 1948 roku. Dążył również do panowania nad światem. Również Kinsey - gloryfikator wszelkich dewiacji - był rasistą, nie cierpiał Żydów i Murzynów.
Inny rodzaj argumentacji, to wymordowanie frakcji domagającej się realizacji części głęboko socjalistycznych postulatów związanej z Ernstem Roehmem i SA. To była zwyczajna wojna wewnątrz partii. Hitler chciał się pozbyć w ten sposób opozycji na własnym poletku i nie ma to nic do kwalifikacji "prawo-lewo". To, że Stalin wyrzucił w 1928 roku Trockiego z ZSRR, nie świadczy o tym, że jeden był prawicowy, a drugi lewicowy; nikt przy zdrowych zmysłach tak nawet nie pomyśli.
Zmiażdżenie związków zawodowych... a czy one w ZSRR istniały? czy mamy z nimi do czynienia w ewidentnie lewicowej KRLD? Wysokie kompetencje związków zawodowych lub ich występowanie nie są i nie mogą być wyznacznikiem lewicowości.
Lewica wypomina również konserwatystom, że poparli nazistów. Raczej byli postawieni pod ścianą, bo nie chcieli dopuścić do rządów komunistów. Mało kto zauważa, że naziści chcieli się z czarnymi rozprawić po socjalistach i komunistach. Zatem - jak zwykle po lewej stronie - kulą w płot...
Najciekawszy argument, z jakim się spotkałem, został zastosowany przez klasycznego liberała Quasiego. Wiązał się on z umiejscowaniem Adolfa Hitlera w Political Compass. Muszę go poinformować (pod warunkiem, że jeszcze czyta mój blog, a katofundamentalistami jest raczej zainteresowany), że lokalizacja jest błędna, bo jak zrobiłem ten test, opierając się na założeniach nazizmu, to w skali ekonomicznej otrzymał -5,56.
Wypada stwierdzić, że nazizm jest lewicą i to taką najbardziej typową: utopijną i chcącą przemodelować człowieka. Podrzucanie go prawicy jest intelektualnym szalbierstwem, odsuwaniem od siebie zgniłego jajka. Lewica jednak nie umie uderzyć się w pierś i przyznać się do tego, że odpowiada za śmierć kilkuset milionów ludzi. Zamiast tego woli ukrywać fakty i - wzorem nazistów - pisać historię na nowo.
Posted by
Kirker
at
15:20
0
comments
Labels: konserwatyzm, lewactwo, nazizm, prawica, zoologiczna prawicowość