Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gospodarka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gospodarka. Pokaż wszystkie posty

2009-09-05

Klejnoty w koronie

Oglądając filmy, zwykłem zwracać uwagę na różne rzeczy. To są drobiazgi, które przeciętny widz praktycznie całkowicie omija. Wiąże się to z moim większym lub mniejszym zdziwieniem. Swojego czasu obejrzałem film przygodowy Alan Quatermain i zaginione Miasto Złota. Co mnie tam zaskoczyło? Otóż, jak bez żadnych większych oględzin skał można określić z jakiej odległości zostały one przetransportowane?! Istnieje nawet specjalna gałąź nauki, petroarcheologia, która się takimi sprawami zajmuje... No i zdziwienie.

Nie trudno mi być zdziwionym w innych sytuacjach. Czasem słyszy się wypowiedzi polityków pretendujących do miana prawicowych, które wręcz zaprzeczają ideowym założeniom prawicy. Nie muszą to być partie w zachodniej Europie, które tylko zasiadają po prawej stronie w parlamencie. Tam wiadomo, że od kilkudziesięciu lat w kwestiach obyczajowych i ekonomicznych dominującą siłą jest lewica. Przechodząc ad rem, spotkałem się z bardzo ciekawą definicją klejnotów w koronie. Dzisiaj prezydent Lech Kaczyński na spotkaniu z górnikami na Śląsku powiedział, że sprzeciwia się prywatyzacji górnictwa węgla kamiennego oraz energetyki. Te sektory zostały określone mianem klejnotów w koronie. Zaiste ciekawym przypadkiem jest definiowanie tych jako państwowej własności. A ten tryk był zwyczajnie populistyczny. Trzeba bowiem postraszyć ludzi prywatyzacją i dzikim kapitalizmem, jaki rzekomo panuje w Polsce od dwudziestu lat...

Abstrahuję w tym momencie od tego, że takie zjawisko jak ultrakapitalizm w Priwislanskim Kraju zwyczajnie nie występuje. Czy polityk konserwatywny powinien chwalić istnienie państwowej własności w gospodarce? Prawica powinna przecież dążyć do usunięcia państwa z gospodarki, ergo prywatyzacji wszystkich państwowych przedsiębiorstw. To różne szczepy etatystycznej lewicy, czy to narodowej, czy internacjonalistycznej, dążą do tego, żeby państwowa własnośc w sektorach produkcyjnych istniała. Więcej, domagają się oni tego, żeby było jej jak najwięcej. Dla nich państwo nie będące właścicielem kopalni, stoczni, hut, kopalni, elektrowni, rafinerii, wytwórni broni na swoim obszarze jest bananową republiką. Swoją drogą dziwne, czy do takiego grona zaliczyliby na przykład USA, gdzie nawet zakłady zbrojeniowe są w rękach prywatnych. Nikt jakoś w tym jedynym współcześnie istniejącym supermocarstwie z tego tytułu nie rozpacza. Polityk prawicowy powinien dążyć do tego, aby wszystkie środki produkcji znalazły się w rękach prywatnych. Lech Kaczyński pozujący na konserwatystę czerpie zatem z typowo lewicowej, socjalistycznej mitologii. Czy nasz prezydent nie potrafi sobie wyobrazić, co byłoby gdyby te wszystkie przedsiębiorstwa były prywatne?

Więcej, popiera tutaj działania szkodliwe. Górnictwo węgla kamiennego przecież w obecnym kształcie jest bankrutem. Wszyscy dołożyliśmy do niego kilkanaście miliardów złotych. Sama Kompania Węglowa wygenerowała w zeszłym roku ćwierć miliarda złotych strat. Ponieważ nasza energetyka oparta jest na węglu, to musieliśmy sprowadzać ten surowiec z RPA, ponieważ nie opłacało się z tutejszych kopalni. Sprawdza się przy tej okazji stare przysłowie, że gdyby na Saharze panował komunizm, to musieliby sprowadzać tam piasek. Utrzymywanie państwowych kopalni poza tym kosztuje nie tylko nas wszystkich jako podatników. Pośrednio obniża konkurencyjność przedsiębiorstw działających na terenie Polski na rynkach światowych. A dlaczego? Przecież jak drogi jest węgiel, to jaki ma być prąd elektryczny? To jest bardzo prosta zależność.

Z drugiej strony energetyka. Obecnie mamy w zasadzie energetyczny monopol. Skutkuje to wyższymi cenami za prąd elektryczny. Gdyby natomiast sprywatyzować ten sektor, te spadłyby, ponieważ na rynku pojawiłaby się konkurencja. Mniejsze ceny za prąd elektryczny spowodowałyby intensywny rozwój wielu gałęzi gospodarki. Na teren Polski opłacałoby się wynosić produkcję. Do tego należałoby znieść koncesje na drobną energetykę - zarówno wytwórczą, jak i przesyłową. Koncesjonowaniu powinny podlegać dopiero wielkie elektrownie - jak hydroelektrownie na rzekach czy siłownie jądrowe. Wówczas rozwiązany zostałby problem bezpieczeństwa energetycznego, na który wszelkiej maści etatyści tak bardzo lubią się powoływać.

Pamiętać jeszcze należy o ogólnych zależnościach dotyczących państwowych przedsiębiorstw. Są one z reguły dwa razy droższe niż firmy prywatne. Tak samo przynoszą często straty, więc państwo zmuszone jest do nich dopłacać czy też je regularnie oddłużać. Jeżeli przynosi ono zyski, to wynika to z monopolistycznej pozycji na rynku. Tak to już jest. Prywatyzacja zatem stanowi konieczność. Im szybciej zostanie ona przeprowadzona, to tym lepiej tak naprawdę dla nas wszystkich.

Wypowiedź prezydenta RP należy zatem potraktować jak faux pas, podobnie jak w przypadku aborcji u trzynastolatki. (Podobną wpadkę ponad dwa lata temu zaliczyła jego żona). Czy zatem należy Kaczyńskich w ogóle rozpatrywać jako polityków prawicowych, narodowych konserwatystów - jak są postrzegani przez zachodnich komentatorów. To umiejscowienie Kaczyńskich na scenie politycznej wynika jednak z punktu siedzenia. Ponieważ owi komentatorzy znajdują się na lewo od nich, to będą postrzegali ich jako prawicowych. Rafał Aleksander Ziemkiewicz w Czasie wrzeszczących staruszków napisał, że reprezentują oni tak naprawdę lewicę laicką. Musieli tylko sobie wyszukać inny elektorat, co spowodowało stosowanie takiej narodowo-konserwatywnej maski. Można było w ten sposób zagospodarować powstałą niszę ekologiczną i jakoś trzymać się na tym politycznym Olimpie. W kontekście tego, co wyżej pisałem, należy się zastanowić, czy projekt Polski solidarnej jest prawicowy. W każdym razie na gruncie ekonomicznym tego nie można o nim powiedzieć.

W tym momencie ktoś mi może zarzucić, że popieram złodziejską prywatyzację w stylu KL-D i piekłoszczki Unii Demo-Wolności. Nie ważne jak, ważne żeby stało się prywatne. Uważam jednak inaczej. Prywatyzacja powinna odbywać się na międzynarodowych przetargach, na których przedsiębiorstwa byłyby sprzedawane za maksymalną możliwą cenę, jaką można za nie uzyskać. Osobiście nie chciałbym zatem, żeby się zajmowała obecna ekipa. Przypadek prywatyzacji stoczni w Gdynii i Szczecinie jest tutaj wystarczająco dobitny. Powołany powinien zostać specjalny urząd, który by się zajmował tego typu sprawami. Do tego określić należy okres jego działania, po którym wszystkie państwowe przedsiębiorstwa znajdą się w rękach prywatnych. Jak powinno się prywatyzować wielkie monopolistyczne molochy? W przypadku górnictwa należy rozbić obecne holdingi takie jak Kompania Węglowa czy Jastrzębski Koncern Węglowy, a następnie prywatyzować każdą kopalnię jako osobną spółkę. Podobnie należy poczynić w przypadku energetyki. PGE, Tauron, Energę, Eneę podzielić również należy na mniejsze. Pozwoli to zarobić więcej na ich prywatyzacji.

Prawica powinna dążyć do tego, aby państwo nie prowadziło działalności gospodarczej ani nie zajmowało się tak zwanymi funkcjami socjalnymi. Nazywanie klejnotami w koronie państwowych przedsiębiorstw zakrawa zatem na śmieszność.

2009-06-10

Bilans rządów "miłości"

Dzień 21 października 2007 roku pamiętam dosyć dobrze. Poszedłem wtedy na wybory, zagłosowałem na Ligę Prawicy Rzeczypospolitej z nadzieją, że wreszcie uda się przełamać pięcioprocentowy próg wyborczy i wprowadzić do parlamentu trochę nowej krwi. Oczywiście, zamiast około 10%, jak wcześniej zakładali dostali tylko 1,3% poparcia. Wiadomo, odczułem trochę moralnego kaca, z drugiej strony zagłosowałem zgodnie z przekonaniami. Tego dnia stała się rzecz o wiele groźniejsza. Do władzy w Polsce dorwała się partia w założeniu konserwatywno-liberalna znana nam wszystkim jako PO. Widząc, kto wygrał wybory, wiedziałem, że do władzy doszli bezideowi grandziarze. Teraz po niecałych dwóch latach rządów widzę, że się nie myliłem ani o jotę.

Zacznijmy od tego, co miało być największym atutem PO, na który nabrała się część osób o wolnorynkowych przekonaniach. Chodzi tutaj o ekonomiczny liberalizm. Miało być uproszczenie życia przedsiębiorcom, podatki trzy razy 15% (PIT, CIT, VAT) et consortes. Co się natomiast dzieje?

Uproszczenie i obniżenie podatków okazało się być propagandową mrzonką. PO wcale nie ma w ogóle zamiaru zmniejszać fiskalizmu w Polsce. Ostatnio zaproponowali podniesienie podatku VAT - podstawowej stawki z 22% na 23% oraz na pewne usługi, w tym hotelarskie (w tym przypadku z 7% do 22%). Co to oznacza? Do Polski nie będzie się opłacało w ogóle przyjeżdżać na wczasy. Ludzie zaczną wybierać zagranicę z powodu niższych cen tych usług (mimo, że w euro!). Nie mówię już, ile pensjonatów i hoteli z tego powodu upadnie... Poza tym podnoszenie podatków pośrednich jest pozbawione sensu, ponieważ zmniejsza konsumpcję, a co za tym idzie - wpływy do budżetu państwa. To jednak nie pierwszy przypadek u obecnego (nie)rządu. W zeszłym roku chcieli podnieść akcyzę na paliwa, tak samo już wiadomo, że wzrosną ceny papierosów i alkoholi. No i takie to mamy ograniczanie fiskalizmu... Poza tym od zawsze PO trąbiło o liniowej stawce podatku dochodowego od osób fizycznych. Tylko wygrali wybory, to oni o tym zapomnieli. Dalej będziemy mieć podatkową progresję. PO również ani myśli rozprawić się z podatkiem Belki od transakcji giełdowych.

Gdyby PO było partią choć w najmniejszym stopniu liberalną ekonomicznie, dążyłaby do tego, żeby Polska w UE mogła prowadzić niezależną politykę celną i fiskalną. Przecież to dzięki UE VAT na większość towarów i usług wynosi 22%, bo taką oni ustanowili podstawową stawkę. Nie możemy również samodzielnie decydować o zmniejszaniu taryf celnych, ponieważ tutaj też istnieją unijne obwarowania. Powinien już być dawno wystosowany dokument dotyczący utrzymania niezależności w tych kwestiach. Niestety, PO upaja się mitami o wolnym rynku w UE - a mamy tam centralne sterowanie rodem z komunizmu. Jak kiedyś stwierdził Janusz Korwin-Mikke, UE to strefa szalejącej biurokracji.

Jak jesteśmy przy UE, powinni również wywalczyć co najmniej okres przejściowy, po którym tamta biurokracja w Brukseli mogłaby narzucać swoje normy dotyczące ochrony środowiska oraz sanitarne. Piszę "co najmniej", ponieważ taka partia - w założeniach konserwatywno-liberalna - walczyć powinna w ogóle o ich zniesienie, a przy okazji autonomię państw członkowskich w tym zakresie. Niestety, rzucają im się w oczy debilizmy takie jak unijne normy na rozmiar jabłek, krzywiznę ogórków bananów, przechowywanie odchodów zwierząt itd. Tak samo niedługo samochód będzie można naprawiać tylko i wyłącznie w serwisie firmy, która jest jego producentem. To też unijny wymysł, o którym jest zadziwiająco cicho. Jak zaznaczyłem wyżej, partia deklarująca się jako liberalna pod względem ekonomicznym, powinna z takimi rzeczami walczyć, uważając je za absurdy na kółkach.

PO miała ułatwiać życie przedsiębiorcom. Pracuje komisja "Przyjazne państwo" i jakoś nic się nie dzieje w tym zakresie. Przykład stanowi tutaj podniesienie stawki VAT. Więcej, PO wprowadziło takie zmiany w prawie budowlanym, że bez zgody urzędnika nie można na swojej ziemi nawet altanki postawić czy zrobić kapitalnego remontu swojego domu. Nie szykuje się również żadne uproszczenie prawa geologicznego. Dzięki PO mamy już 300 rodzajów działalności gospodarczej związanym ze wszelkimi pozwoleniami, koncesjami i licencjami. Taka partia powinna dążyć do ich ograniczenia. Wyciera sobie jednak swoimi własnymi założeniami tyłek. Nie tak dawno temu wprowadzono aż 30 pozwoleń na usługi około-medyczne, takie jak na przykład salony masażu. Co się dzieje w związku z tym, mamy znowu rozmnożenie biurokracji.

Liberalizm ekonomiczny PO, hucznie przez nich ogłaszany, mamy zatem rozliczony. Platforma Obywatelska okazała się być partią zwyczajnie socjalistyczną. Teraz pora się rozprawić z ich tzw. łagodnym konserwatyzmem. Abstrahuję już od tego, że przywódca tej partii, Donald Tusk, konserwatystą na pokaz stał się dopiero w 2005 roku, kiedy bierzmował się i wziął ślub kościelny. Wcześniej był to zagorzały antyklerykał i ateista, obnoszący się z tym, sprzeciwiał się również wprowadzaniu przepisów antyaborcyjnych.

Już na początku rządów PO wystąpiła z projektem refundacji zapłodnienia in vitro. Podchodząc od strony liberalizmu ekonomicznego, to projekt najzwyczajniej w świecie socjalistyczny. SLD by się czegoś takiego nie powstydziło. Oni powinni dążyć, aby stopniowo zmniejszać ilość zabiegów refundowanych albo w ogóle sprywatyzować służbę zdrowia czy ubezpieczenia. Równie dobrze jak refundacji zapłodnienia in vitro mogliby się domagać, żeby to samo czyniono w przypadku chirurgii plastycznej. To jedna rzecz. Secondo: nie mają oni żadnych dylematów moralnych dotyczących IVF, jak powstawanie zarodków w tysiącach sztuk?

Janusz Palikot swojego czasu chciał dyskusji na temat eutanazji. Zdaję sobie sprawę, że zostało to podjęte jako temat zastępczy celem maskowania nieróbstwa obecnego gabinetu. Można zatem podejrzewać, iż była to zagrywka na poziomie jego wygłupów - jak czytanie pracy doktorskiej prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego czy paradowanie z gumowym fallusem. Jednak samo podjęcie tego tematu wskazuje nie na żaden konserwatyzm światopoglądowy, tylko zwykły libertynizm. Można podejrzewać na podstawie pewnych przesłanek, że libertyńskie przekonania w PO są na porządku dziennym. Przecież Jarosław Gowin powiedział kiedyś, że to go w tej partii uwiera.

Jakkolwiek jestem zwolennikiem totalnej prywatyzacji szkolnictwo, zniesienia bolszewickiego przymusu szkolnego oraz odpowiedzialności rodziców za swoje dzieci, zdaję sobie sprawę, że w obecnych demokratycznych warunkach przeprowadzenie takiej operacji byłoby niewykonalne. Jestem zatem zmuszony popierać jakiś model oświaty państwowej z programem ustalanym przez MEN. A co robi PO w tej dziedzinie? Psuje to, co nie zdążyły zepsuć wcześniejsze gabinety. Obecna minister edukacji, Katarzyna Hall, w ogóle nie myśli, jak posprzątać stajnię Augiasza, jaką w ostatnich latach stało się polskie szkolnictwo. Nikt nie dba o to, aby zwiększyć efektywność edukacji, zadbać o porządek w szkołach, które stały się swoistymi ludzkimi zoo czy zwiększyć wymagania programowe. Obecnie mamy do czynienia z pogłębianiem chaosu, jaki zapanował w polskim szkolnictwie dzięki Wittbrodtowi, Handke czy Łybackiej.

Partia tego pokroju powinna bronić niepodległości państwa oraz dbać o jego międzynarodową pozycję. Co natomiast robi PO? Prowadzi dyplomację tak, jak wszystkie wcześniejsze gabinety za wyjątkiem rządu Kaczyńskich, czyli "politykę brzydkiej panny bez posagu", jak to ongiś określił Władysław Bartoszewski. Ta godna jest jedynie Vidkuna Quislinga. PO jednomyślnie głosowała za kasacją Państwa Polskiego, czyli za traktatem lizbońskim.

Na tej podstawie nie trudno określić zresztą, co to za ugrupowanie. To zwykła lewicowa partia, która z prawicą nie ma nic wspólnego poza na siłę przypinanym szyldem. Niczym się nie zajmuje - poza rozmnażaniem biurokracji i wprowadzaniem kolejnych prawnych kuriozów, nawet deklaruje, to że nie ma zamiaru kompletnie nic robić. Mimo to ludzie te rządy "miłości" - po pobiciu aktorki grającej w spotach PiS wypada ten wyraz pisać w cudzysłowie - popierają. Joseph de Maistre powiedział kiedyś, że naród ma taki rząd, na jaki zasługuje. Oby w tym przypadku się mylił...