Pisałam o tym niżej. A tu w necie już się biorą za demaskowanie manipulatorów. To dobrze. Nauczą się na przykładach w internecie jak inni mogą robić zamieszanie i kręcić :-)
Mam wyjątkową słabość do Pana Antoniego Macierewicza, z tego powodu nie mogę się powstrzymać, żeby nie napisać, że ,,Antoni Macierewicz nie musi przepraszać współtwórcy TVN Mariusza Waltera za słowa o jego związkach z wojskowymi służbami specjalnymi PRL. We wtorek Sąd Okręgowy w Warszawie oddalił powództwo Waltera wobec b. weryfikatora WSI.
Sąd uznał, że udzielając w 2007 r. wywiadu "Rzeczpospolitej", w którym padły kwestionowane przez Waltera stwierdzenia, Macierewicz działał jako osoba urzędowa - szef komisji weryfikacyjnej WSI - oraz że mówił o urzędowym dokumencie, jakim był raport z weryfikacji WSI, który korzysta z domniemania prawdziwości.''
2009-04-27
:-) Jaką zdolną mamy młodzież. Macierewicz po raz trzeci wygrał z ITI
Posted by
politynka
at
18:46
0
comments
Labels: grypa, Macierewicz, swine flu
Obama roznosi świńską zarazę? Czy świńska zaraza to europejski komunizm?




To wszystko wina Obamy. Ten złapał ,,swine flu'' od Sarkozyego. Jak wiadomo swine flu to europejska odmiana świńskiego wirusa, który wyciekł był koło siedziby WHO (Światowej Organizacji Zdrowia) w Genewie. Wirus dopadł Barosso (stąd ten świński wygląd), od Barosso przeszedł na Sarkozyego. Z kolei Sarkozy zaraził świńskim wirusem Obamę, a ten, Bogu ducha winnego, archeologa Solisa (nie mylić z serialowym mężem Ewy Longorii - gotowej na wszystko :-) ), który zmarł następnego dnia jak mu tylko Barack rękę uściskał.
,,The first case was seen in Mexico on April 13. The outbreak coincided with the President Barack Obama’s trip to Mexico City on April 16. Obama was received at Mexico’s anthropology museum in Mexico City by Felipe Solis, a distinguished archeologist who died the following day from symptoms similar to flu, Reforma newspaper reported. The newspaper didn’t confirm if Solis had swine flu or not.''
WHO chyba nie poda mediom hasła: Nie ściskajcie się z czerwonymi, to nie złapiecie świńskiego wirusa. A może napisze stosowne oświadczenie ...
A tu ciekawostka. Polacy nie dają się nabierać na bzdety o wirusie, więc tzw.media usuwają wątki o sondzie zrobionej dla własnego portalu. Kliknijcie w tytuł wątku nad informacją "Świńska grypa to wynalazek przemysłu farmaceutycznego" albo w napis ,,Dalej'' i wyjdzie pusta strona. Świńska zaraza zżera mózgi redaktorów?
Posted by
politynka
at
16:08
0
comments
2009-04-26
2009-04-23
Bruksela ocenzuruje internet
Nie od dziś wiadomo, że elity Unii Europejskiej są w stanie złamać dane słowo bądź każdą zasadę stojącą im na drodze do osiągnięcia swych celów. Wynik pamiętnego referendum w Irlandii został zignorowany - głosowanie ma odbyć się jeszcze raz. Zapewne, po intensywnej indoktrynacji proeuropejskiej, która już teraz ma miejsce, w następnym głosowaniu niesforna trzódka z Zielonej Wyspy zagłosuje odpowiednio.
Eurokraci dobrze wiedzą, że źródłem siły kontestatorów unijnych regulacji i wizji przyszłości jest wewnętrzne oddolne zorganizowanie. Naród irlandzki zagłosował przeciwko Traktatowi Lizbońskiemu m.in. dzięki szerokiej kampanii informacyjnej zorganizowanej w internecie przez tamtejszą opozycję i organizacje wolnościowe. W Polsce widać to zjawisko na blogach. Jesteś eurosceptykiem i chcesz poczytać teksty ludzi o podobnych poglądach - gdzie zaglądasz? Na Gazetę.pl? Wolne żarty. Blogi internetowe i serwisy łączące nasze środowiska jak Niepoprawni.pl, itp. to nasza siła. To całkowicie niekontrolowana forma obywatelskiej aktywności znajdująca się poza zasięgiem wszelkiej odgórnej władzy, w tym brukselskiej. Tak przynajmniej było do chwili obecnej.
Brukselscy urzędnicy wysunęli ostatnio projekt zdolny nieodwracalnie zmienić oblicze sieci w Europie. Otóż, projekt ów zakłada ustanowienie ,,paczek internetowych'' jako nowej formy dystrybucji sieci w internecie. Tłumacząc z brukselskiej nowomowy, eurourzędnicy pragną zapewnić obywatelom krajów członkowskich dostęp do wszystkich słusznych i zdaniem urzędników interesujących stron w internecie. I do żadnych ponad to.
Owe paczki internetowe to nic innego jak lista adresów, które dostawca internetowy udostępni swoim klientom. Dostęp do stron spoza listy będzie zablokowany. Wniosek jest taki, że żadna strona powstała bez wiedzy bądź zgody dostawcy nie będzie miała racji bytu, gdyż poprostu zabraknie jej na liście dostępnych stron www. Koniec małych domowych stron o Twoim kocie, koniec darmowych ogłoszeń, koniec niekontrolowanych serwisów społecznościowych, koniec wolnego dostępu do światowej sieci. Dzisiaj Europa, jutro Eurokołchoz.
Ponadto ów projekt ,,warunkowego dostępu do internetu'' zmienia wpisy dotyczące obowiązków dostawców internetowych oraz praw obywateli korzystających z internetu. Zmiany dotkną zapisów o wolności dostępu do sieci i jej zawartości zmieniając ich treść na mały akapit o obowiązku informowania swoich klientów przez dostawcę o wszelkich limitacjach oraz blokadach jakie ma zamiar wprowadzić. Nowomowa europejska nazwała tę zmianę wzmocnieniem ,,transparencji''. Ja nazwę tę zmianę wzmocnieniem kontroli i stopniowym wprowadzaniem terroru na skalę całego kontynentu. Nazwę tę zmianę stekiem bzdur który to już raz wprowadzanych bez oglądania się na prawa obywatelskie, bez informowania europejskiej opinii publicznej pod płaszczykiem konsmetycznych zmian. O nie, to nie będzie kosmetyczna zmiana. To będzie zmiana dzięki której wolność słowa w internecie się skończy.
Sól w oku Brukseli - wolny internet, może niebawem zostać zniewolony. Zniewolony dla każdego - bez względu na poglądy. Nie wolno nam przyglądać się biernie kneblowaniu sieci i coraz większemu ograniczaniu wolności obywatelskiej. Młode pokolenie nie pamięta czasów komuny, dobrowolna zgoda na europejski dyktat będzie doskonałą okazją do zaobserwowania czerwonego totalitaryzmu w praktyce. Na Waszym podwórku, w Waszych domach.
Jeszcze można coś zrobić, dlatego też naszym obowiązkiem jest działać. Głosowanie odbędzie się 5.05.2009r. Nie pozwólmy, aby ten dzień stał się datą, w której skończyła się wolność słowa i dostępu do informacji w Europie. Dane zawarte w tym tekście musimy rozprzestrzeniać na wszelkie możliwe sposoby. Nie dajmy się zwieść dezinformacji i europejskiej propagandzie. Wykorzystajmy oręż, którego jeszcze nie zdążono wytrącić nam z rąk - przekazujmy tę informacje w każdy możliwy sposób, w każdym możliwym kierunku. Nie dajmy się zniewolić!
***
Polecam stronę z której dowiedziałem się o całej sprawie: http://www.blackouteurope.eu/
Zachęcam do zapoznania się z jej treścią, póki nie została jeszcze ocenzurowana.
Posted by
Jaku
at
14:37
11
comments
Labels: propaganda, totalitaryzm, Unia
2009-04-20
Demoralizacja, destabilizacja, kryzys, normalizacja
Pocieszające jest to, że lata demoralizacji w PRL się nie udały do końca. Smutne jest to, że w III RP szybko udało się nadrobić straty.
Posted by
politynka
at
11:23
0
comments
2009-04-17
Dupek Stanu
Polityka jest trudnym przedsięwzięciem, bardzo trudnym, wymagającycm anielskiej cierpliwości oraz nad podziw wielkiej klasy intelektualnej.
Powiedzmy, chodzi o klasę AAA.
Zdarzają się tacy ludzie, gdy trafią do polityki, stają się mężami stanu.
Gdy mają klasę AAA, oczywiście.
Przykładami takich osobistości był Napoleon Bonaparte, może Winston Churchill albo Margaret Thatcher, Ronald Regan albo Karol Wojtyła.
Szczególnie Karol Wojtyła, albo jego znakomity protektor Stefan Wyszyński, byli niewątpliwie osobami o klasie osobowości AAA.
Gdy ktoś tej klasy nie ma, gdy brakuje mu choć jednej literki A, staje się dupkiem stanu
Oczywiście, szanse ludzi z prawdziwą klasą, są w polityce minimalne. Przytłaczająca liczebna przewaga dupków stanu najniższych autoramentów, jest prawie nieprzekraczalną barierą dla rzetelnych i naprawdę wartościowych ludzi.
Mało który z nich chce się taplać w takim błocku.
Najtrudniejsi są jednak ludzie z klasą AA. Niby wszystko w porządku, bardzo dobrze wykształceni, sprawni, aktywni ludzie z poczuciem misji, przystojni i fotogeniczni, dowcipni, pełni charyzmy. Mają w sobie coś.
Ale brakuje im tej jednej literki A. Tak jak Ludwik Dorn, albo Marek Jurek. Brak tej jednej literki, niby nic, maleńki uszczerbek, drobiazg, jakaś małostkowość.
wartym solidnego eseju.
Polega ona na niezrozumieniu strategicznej struktury misji politycznej, które prowadzi do zakłócenia priotytetów pomiędzy własną misją, a misją organizacji. Misja organizacji składa się z wielu odrębnych priorytetów, które jak włókna w węźle gordyjskim, wiążą się w strategiczny splot, przenikając się, budując relacje, różne struktury i porządki składające się na hierarchie pomiędzy tymi włóknami.
Marek Jurek zachowywał się w czasie konfliktu, który doprowadził do jego wyjścia z PiS, jak człowiek nagle pozbawiony inteligencji, działający w amoku. Było tak, ponieważ okazało się, że jego osobista misja, w sposób oczywisty pierwsza na jego liście, przesłoniła mu wszystkie inne cele partii, pozbawiła zrozumienia wszelkich innych priorytetów.
TAK MOŻE BYĆ.
W osobistej relacji pomiędzy Markiem Jurkiema, a Jarosławem Kaczyńskim, tak może być. Może ustąpić albo jeden, albo drugi, mogą także obaj okazać cierpliwość i odłożyć sprawę na później, albo wybrać rozwiązanie kompromisowe.
To jest ich sprawa.
TAK BYĆ NIE MOŻE.
Wtedy pojawia się konieczność, zmuszająca obu, zarówno Marka Jurka jak i Jarosława Kaczyńskiego do ustąpienia przed wynikiem analizy, uznania hierarchii priorytetów oraz podporządkowania osobistych aspiracji strategicznej racji stanu.
Dupkowie tego nie potrafią.
Jeden z nich wykluczył możliwość analizowania efektwności podjętego działania, z uwzględnieniem "innych priorytetów".
To był Marek Jurek
Konsekwencje dzisiaj są widoczne.
Pisze o tym Foxx w tekście "Politycy(?)"
http://blogmedia24.pl/node/12458
Rozpełzła się inicjatywa i dorobek około 60 polityków, tworzących, kiedyś dość zwarte ugrupowanie, dzisiaj...
Podobna jest kategoria problemu Ludwika Dorna, nieco tylko inna jest sytuacja Marcina Libickiego, choć kontekst, niby wyraźnie inny...
TO PROBLEM DO KTÓREGO CZĘSTO WRACAM - HASŁO w google:
- BOLSZEWIZATOR, który jak sekator rozcina inicjatywy i niszczy zorganizowane ludzkie działania. Jest to jak dywersja przy budowie wieży Babel. Wystarczyło pomieszać ludziom języki, aby utracili zdolność porozumiewania się. To wystarczyło, by budowa wieży Babel nie doszła do skutku.
Na tym polega ten mały uszczerbek, jedno brakujące "A", które często prowadzi do niebezpiecznych zaślepień.
To jest trochę tak, jak na okręcie konflikt kapitana ze sternikiem, który nagle odmawia współpracy w skomplikowanych manewrach pomiędzy rafami, w czasie sztormu, ponieważ jest akurat jego czas na przegląd techniczny maszynki sterowej.
Lewica nie ma takiego problemu, bo tam u nich nikt nie musi myśleć samodzielnie. Tam jest "Ordnung muß sein". Dlatego u nich jeden Hitler, Stalin albo Tusk wystarczy, pełna komitywa, konfliktów brak.
A kto się wychyli, tego w łeb.
albo naśladują ruchy swoich oficerów prowadzących.
[To jest a propos dziwnego głosowania parlamentarzystów europejskich, wybranych w Polsce, a głosujących w sprawie pamięci rotmistrza Witolda Pileckiego.]
*) Nie piszę "polskich" europalamentarzystów, bo to nie byłoby przyzwoite.
Posted by
michael
at
16:05
0
comments
Labels: Dorn, Dupek Stanu, Libicki, Marek Jurek, Mąż Stanu, PO pulizm, postpolityka, totalitaryzm
Aaron Russo - Ameryka: Od Wolności do faszyzmu. Obama na smyczy Brzezińskiego. I najśmieszniejsze: prezydenci USA modlą się do SOWY
Interesujący film o amerykańskim systemie monetarnym, podatkowym i łamaniu praw obywatelskich. "Ameryka: Od Wolności do faszyzmu" jest filmem dokumentalnym z 2006 roku. Jego obejrzenie wyjaśni wiele o obecnym kryzysie, jego źródłach i przyczynach. Producentem jak i reżyserem jest śp. Aaron Russo (zm. 27.08.2007). Urodził się w rodzinie sefardyjskich Eskimosów, organizował kocerty gwiazd rocka, swego czasu był gwiazdą z drugiego planu hollywoodzkiego świata i jako producent sfinansował filmy ,,The Rose'' z Bette Midler, ,,Nieoczekiwana zamianę miejsc'' i ,,Nauczycieli''. Wiele razy wypowiadał się o złamaniu prawa przy ustalaniu prywatnego banku Federal Reserve Bank jako emietenta dolara amerykańskiego, hucpie z 11 września, niekonstytucyjności podatku dochodowego od zarobków zwykłych ludzi, Klubie Bilderberga i całej reszcie marzącej o nowym porządku światowym.
Tu wywiady z Aaronem Russo z polskimi napisami: 7 części
Oglądalność tych filmów w necie jest dość duża, ale nie ma czemu się dziwić. Amerykanie dopiero odkrywają, że Federal Reserve Bank (Bank Rezerw Federalnych), jest prywatnym bankiem i ma tyle wspólnego z państwem, co firma przesyłkowa Federal Express. Wyraził to w tym samym znaczeniu lewicowy kongresmen Dennis Kucinich: Federal Reserve No More "Federal" Than Federal Express! w czwartej minucie swojego wystapienia. Tu filmik do obejrzenia. Na stronie internetowej wikipedii w języku angielskim nie ma o tym ani słowa. Na polskiej stronie Wikipedii też. Jest za to przyjemny opis producentów amerykańskich pieniędzy.
,,Bank Rezerw Federalnych w Nowym Jorku został oficjalnie otwarty 16 listopada 1914 r. pod dyrekcją Benjamina Stronga Jr, zatrudniał wówczas 7 strażników oraz 85 pracowników, pozyskanych głównie z lokalnych banków. W pierwszym dniu, bank przyjął 100 milionów dolarów. Benjamin Strong pełnił funkcję dyrektora, aż do swojej śmierci w 1928 r.
W ciągu kolejnych lat bank dynamicznie się rozwijał zatrudniając coraz większą liczbę pracowników. W połowie lat 20. siedzibę banku przeniesiono na Wall Street, gdzie stoi do dnia dzisiejszego. 25 metrów pod ulicami Manhattanu wybudowano skarbiec. W 1927 r. w sejfach banku znajdowało się aż 10% światowych pieniędzy ulokowanych w złocie. W 2003 r. w ciągu jednego dnia bank przeprowadził operacje opiewające na sumę 1,8 biliona dolarów co jest sumą prawie czterokrotnie większą niż wynosi PKB Polski. Obecnym dyrektorem banku jest Timothy F. Geithner, który pełni tę funkcję od 2003 r.''
Ciekawostką jest chyba to, że wymieniony wyżej Timothy Gartner przeszedł z prywatnego banku prosto do administracji Obamy. Jednym słowem q***two polityczne ogarneło cały świat.
Obama na smyczy Brzezińskiego
,,Można zacząć się bać. Historyk Webster Tarpley przedstawia swoje hipotezy rozwoju wydarzeń światowych, po objęciu urzędu prezydenta USA, przez Baracka Obamę. Tarpley sugeruje, iż to m.in. Polska ze swoją 'tarczą antyrakietową', jest istotnym elementem rozgrywek politycznych pomiędzy USA oraz Chinami.
Obecna sytuacja polityczna przypomina nieco historię o 'złym' i dobrym gliniarzu. Bush 'zły' gliniarz, da po pysku, przydusi i przyprze do ściany. Obama 'dobry' gliniarz, da papierosa i kilka słów nadziei. Niestety przesłuchiwany zapomina, że zarówno 'dobry', jak i 'zły' gliniarz pracują dla tego samego komisariatu...
Jeśli chodzi o Busha, dostaliśmy już w pysk i opluto elementarną przyzwoitość. Teraz czas na papierosa.
Cóż mamy tarczę i jak to z tarczami bywa, czasem ktoś czymś do nich strzela.''
Opis Obamy przedstawiony w wywiadzie przez Tripleya pasuje jak ulał do ryżego premiera Tuska. Dobrze byłoby znać z imienia i nazwiska osobę, która prowadzi na smyczy Tuska. I Obama, i Tusk, i Brown, i kilku innych demokratycznie wybranych polityków to lewicowe marionetki. Stosują te same metody ogłupiania ludzi, co raczej nie może być przypadkowo zbieżne.
I najśmieszniejsze: prezydenci USA modlą się do SOWY
,,Film wezwanie do przebudzenia'' zawiera większość teorii spiskowych jakie wymyślono w świecie zachodnim. Brakuje teorii spiskowych o polityce rosyjskiej i arabskiej, ale to niesitostny szczegół dla twórców filmu, bo ich zamiarem jest dotarcie do opinii amerykańskiej, a celem wstrząśniecie i obudzenie Amerykanów. Chyba nawet się udało. Amerykanie kupują więcej broni w tym roku.
Najciekawszą informacją w tej części jest fascynacja polityków z samego szczytu tajemnicą, okultyzmem i niezłymi praktykami - ceremonią oddawania czci SOWIE. Amerykańscy prezydenci biegają na golasa po lesie, kłaniają się wielkiej sowie i mają dostęp do guzików, które odpalają rakiety. To nie jest śmieszne i wygląda na to, że film wzywający Amerykanów do przebudzenia nia jest mistyfikacją, chociaż kto wie... Popatrzcie na tę część filmu.
Wygląda na to, że albo USA się rozpadną w miarę bezboleśnie, albo będą mieli wojnę domową. Nie wygląda to zbyt dobrze. Są nawet tacy, jak Gerald Celente, którzy twierdzą, że 2012 roku USA będą w bardzo złej kondycji ekonomicznej.
Jak to się ma wszystko do Polski? Kryzys u nas jeszcze się na dobre nie rozpoczął, ale jest spora szansa, że wypadki w innych krajach będą na tyle absorbujące, że decydenci światowi zapomną sobie o Polsce, i polski rząd z braku dostępu do danych twardego dysku i poleceń, zwyczajnie padnie. Na jesień chyba trzeba sobie kupić konserwy, zboże, groch i zapas świeczek. A może przesadzam?
Posted by
politynka
at
11:24
4
comments
2009-04-16
PiS znów się rozpada
Bez wątpienia, analizując wnikliwie strategię układania list Prawa i Sprawiedliwości, Bronisław Komorowski wykazuje nietypową aktywność w ramach wtykania nosa w politykę swych oponentów. Skąd to nagłe zainteresowanie? Czy Komorowski w tajemnicy przed kolegami z Platformy zmienił barwy polityczne i stał się tajnym spin doktorem PiSu? Może zachłysnął się nieustannie wypluwanym przez siebie jadem i pod wpływem trucizny zaczął bredzić ku przerażeniu różowych?
Tak samo jak Tusk wydający instrukcje prezydentowi, tak Marszałek Sejmu wtrącający się w sprawy wewnętrzne PiSu robią to, ponieważ po raz enty próbują udowodnić, że politycy z kręgu Prawa i Sprawiedliwości, a docelowo obydwaj Kaczyńscy zbankrutowali politycznie, a razem z nimi całe ugrupowanie. Tym razem z okazji zbliżających się eurowyborów - ostatnie brukselskie głosowania mogły nieco zniechęcić prawe skrzydło i centrum do europosłów PO takich jak Buzek czy Sonik (jak trafnie określił ich Nicpoń - ,,szmaty''), dlatego w imię idei równości a konkretnie wyrównania szans należy osłabić kandydatów PiSu za pomocą propagandy porażki.
Wszystkich szykujących się po raz kolejny na pogrzeb partii Jarosława Kaczyńskiego muszę jednak zmartwić. O, Lemingi! Nie ubierajcie smokingów, nie odpalajcie najlepszych cygar i nie kręćcie wąsa brylantyną! Na socliberalny raj trzeba będzie jeszcze troche poczekać, bo burzyciele, szkodnicy i raeganowskie stonki z PiSu jeszcze nieco poburzą, zaszkodzą i obgryzą. Obecnie kreowane medialne klepsydry oznajmiające wszem i wobec bliski funerał PiS-u to jedynie czarny PR mający przekonać niedobitki nieprzekonanych-nie-mających-polityki-w-dupie, że na tę partię nie warto głosować, choćby nawet (o zgrozo!) komuś odpowiadała. Prawda jest taka, że Prawo i Sprawiedliwość ma się całkiem nieźle i nie zawaham się postawić tezy, że lepiej, niż obrazują to oficjalne sondaże.
Jeśli foch i wycofanie się z wyborów Libickiego oraz groźby Mojzesowicza w sprawie ustawienia Czarneckiego na ,,jedynce'' w Lublinie to ruchy tektoniczne, to czym w takim razie było odejście Trzeciego Bliźniaka? Wybuchem wulkanu? Uderzeniem asteroidy?
Jakiej figury retorycznej panowie z PO by nie użyli, jakiej wróżby, czy przepowiedni nie wygłosiłby Niesiołowski czy Komorowski, jakich obelg nie rzuciłby pewien poseł z Lublina (obiecałem sobie nigdy nie zapisać nazwiska tego pajaca), to i tak nie uda się zakłamać faktu, że PiS radził sobie już w obliczu przegranych wyborów do parlamentu oraz w sytuacji odchodzenia z partii ludzi o dużo większym znaczeniu politycznym, jak wspomniany wyżej Ludwik Dorn czy Kazimierz Marcinkiewicz (ten drugi miał znaczenie przede wszystkim medialne). Porównując tamte ,,zwiastuny upadku partii braci Kaczyńskich'', z obecnymi przetasowaniami politycznymi, możemy w oczywisty sposób stwierdzić, że nie dzieje się nic wielkiego.
Nieszczere intencjonalnie zainteresowanie losem Prawa i Sprawiedliwości to tylko propaganda - stworzone w najdroższym departamencie Rzeczpospolitej pustosłowie. Spokojnie, panowie Platformersi z umoczonego lewa i udawanego prawa - nie potrzebujemy Waszej troski, damy radę bez Was. Na pohybel Wam.
***
Psy szczekają ze strachu - szczekają, a karawana jedzie dalej.
Posted by
Jaku
at
22:50
0
comments
Labels: partia obietnic, Prawo i Sprawiedliwość, propaganda

