Podroze ksztalcą, nawet te wirtualne. Przed chwilą wirtualny jumbo jet umiescil calą moją rodzine na wyspie gazeta.pl sterczacej wulkanicznie i samotnie gdzies na srodku Oceanu GWna, gdzie zabukowalismy pietnastominutowy pobyt w celu znalezienia towarzysza Adamka. Towarzysza Adamka, mowiąc prawde, nie znalezlismy, ale czas spedzony na wyspie nie byl calkiem stracony albowiem natknelismy sie na nową Paniom Redaktor. Pani nazywa sie Anna Węglarczyk co kazdy niedowiarek moze sprawdzic bukujac dwusekundowy pobyt pod adresem http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80276,6801536,Kogo_tym_razem_obrazi_Brüno_.html
Ucieszylo nas niezmiernie, ze jest jeszcze w tym calym Oceanie instytucja popierajaca politykie prorodzinnom. Z rozrzewnieniem wspominamy (rodzinnie) naszego dawnego idola cwiecinteligencji tow. Adamka - Redaktora Bartosza. Niestety z naszego przydlugiego pobytu na Wyspach Szczesliwych nie wynika jasno kim jest Pani Ania dla Pana Bartosza. Babką, tesciową, corką? Osobiscie mamy nadzieje, ze jest to Ciotka Redaktora Bartosza i jako taka bedzie sie pojawiac regularnie, lecz nie czesciej niz co cztery tygodnie.
2009-07-11
Polityka prorodzinna
Posted by
viilo
at
03:56
0
comments
Labels: Anna Węglarczyk, Bartosz Węglarczyk, Węglarczyk
2009-07-10
Suma wszystkich strachów
Swojego czasu obejrzałem film Suma wszystkich strachów. Zaczyna się, jak podczas wojny sześciodniowej w 1967 roku zgubiono bombę atomową. Została ona następnie odnaleziona przez grupę pracującą na rzecz faszystów, którzy chcieli doprowadzić do konfliktu zbrojeniowego między Rosją a Stanami Zjednoczonymi. Zostaje ona zresztą zdetonowana na stadionie w Baltimore... Tyle o fabule. Pada tam jednak pewna ciekawa kwestia. W rozmowie między spiskowcami jeden z nich mówi, że dzisiaj faszyści, naziści, nacjonaliści i konserwatyści pracują razem.
Lewica zwykła ganić prawicę za wiarę w myślenie w kategoriach teorii spisku. Na rodzimym podwórku przykładem jest atakowanie oczywistego faktu, że Polską rządzi swoista superstruktura związana z dawnym wywiadem cywilnym i wojskowym - tak odbija się nam brak dekomunizacji. Lewica również zwykła do alternatywnej prawicowej rzeczywistości zaliczać sugerowanie, że gdzieś się mogli mieszać Żydzi i masoni. A przecież Wielki Wschód Francji swojego czasu wręcz się przyznał, że gdyby nie jego usilne starania, to nie udałoby się w 1973 roku na terenie tego kraju zalegalizować aborcji. Wspominanie o przedsiębiorstwie Holocaust czy projektach Judeo-Polonii też jest przezeń wyśmiewane. Z drugiej strony ci sami lewicowcy zwykli o wszystko, co złe, osądzać wielkie korporacje oraz zarzucać im różne dziwne rzeczy. Sami też bardzo mocno wierzą w jeszcze inną teorię spiskową.
Otóż oni uważają, że nacjonaliści, szereg ruchów faszyzujących lub wręcz faszystowskich oraz konserwatyści są ze sobą w zmowie. Ich zdaniem funkcjonuje tutaj zakulisowy układ, jaki nakazuje wręcz konserwatystom bronić faszystów. Najgłośniej było o tego typu rzekomych "praktykach", kiedy czasopismo Templum Novum opublikowało teksty Leona Degrelle'a. Zostało ono okrzyknięte wówczas mianem "faszystowskiego". Prawicy konserwatywnej nie poraz pierwszy zarzucono wspieranie de facto narodowej lewicy. Mamy tutaj zatem do czynienia ze swoistą sumą wszystkich strachów. Dlaczego tak się dzieje?
Po pierwsze poszczególne szczepy socjalistycznej lewicy siebie wzajemnie nie znoszą. Komuniści czy socjaldemokraci uważają się za całkowitą antytezę faszystów czy też narodowych socjalistów. Czy oni się jednak tak mocno od siebie różnią? Przecież narodowa lewica to tak naprawdę socjalizm z pewnymi naleciałościami - zespół poglądów czasem określanych mianem populizmu. Stanowi pozszywane różne kawałki ze sobą wynikające z różnych przesłanek, a zatem w ogóle do siebie nie pasujących. Socjaliści sensu stricto oraz populiści walczą zatem o ten sam elektorat. Z tego powodu wynikają wszelkie tarcia między nimi. Komuniści czy socjaldemokraci są zatem skłonni zarzucać swoim wyśnionym największym wrogom współpracę z ich całkowitą antytezą, czyli konserwatystami.
Lewica również musi ludzi czymś straszyć. Kampanię strachu np. przed nielegalnymi imigrantami zarzucają prawicy. W rzeczywistości mamy tutaj do czynienia z klasycznym mechanizmem projekcji. Przenoszą swoje grzechy na ideologicznych przeciwników, próbując ich skarykaturyzować. Lewica straszy o wiele częściej i popada przy tym w straszliwą paranoję. Wszędzie widzi na przykład "klerykalizm", "nacjonalizm", "oszołomstwo", których się śmiertelnie boi. Bez przerwy też o nich pisze, nie zwracając uwagi na to, że wcześniej uznała zwolenników tychże za głupców lub słabo wykształconych. Na rodzimym podwórku widać to na przykład na przykładzie WybGazu, który się tym etatowo zajmuje. Czytając też takie indywidua jak Środa, nie można nie zwrócić uwagi na ich paranoiczne lęki. Oni śmiertelnie się boją czegoś, co na początku lat dziewięćdziesiątych określili "partią Polaka-katolika". Z tego to powodu zajmują się polowaniem na konserwatystów. Z tej antyklerykalnej i antynacjonalistycznej paranoi wynika fakt wiązania ich z faszyzmem.
Trzeci powód jest poszukiwania tego spisku jest jeszcze bardziej oczywisty. Wykreowano wizerunek faszyzmu jako najwyższej formy reakcji tudzież prawicowego ekstremizmu. Na tej zasadzie lewica może wnioskować, że w ogóle dziwnie byłoby, gdyby konserwatyści nie współpracowali z faszystami. Z tego powodu imputują im współpracę. Poza tym na zasadzie dychotomicznego rozumowania, że oni są przeciwwagą dla brunatnych, wsadzają zresztą konserwatyzm, nacjonalizm, faszyzm do jednego wora.
Lewica jeszcze grzmi, że często przedstawiciele ruchów konserwatywnych, nacjonalistycznych czy wręcz faszyzujących pojawiają się razem np. na kontrmanifestacjach do publicznych orgii urządzanych przez pedałów. To dla nich jest wystarczającą obserwacją, żeby wnioskować na temat jakiegoś zakulisowego układu między przedstawicielami prawicy konserwatywnej i narodowej lewicy. Nie zwracają oni uwagi, że na takie kontrmanifestacje przychodzi sporo przypadkowych ludzi, którzy ze sobą nie sobą blisko związani. Szukanie między nimi nici powiązania nie ma zatem żadnego logicznego uzasadnienia poza paranoiczną mentalnością.
Ostatni argument wywodzi się z historii. Lewicowcy mianowicie próbują tutaj wnioskować na zasadzie indukcji. Przed wojną zdarzało się, że konserwatyści współpracowali z ruchami faszystowskimi. Przykładowo Carl Schmidt wstąpił do NSDAP. Na tej podstawie próbują udowodnić, że ta współpraca trwa nadal po dziś dzień. Przy tej okazji wypada również zwrócić uwagę na to, że argument indukcyjny z historii nie jest do końca prawdziwy. Przecież wielu konserwatystów miało problemy z nazistowską władzą. Poza tym zapominają oni, że polityka się swoimi prawami rządzi. To, że partia konserwatywna w pewnych aspektach głosowałaby identycznie jak jakaś faszystowska, nie oznacza, że muszą one ze sobą blisko współpracować. Częstym argumentem jest też wyciąganie tego, że konserwatyści poparli w głosowaniu nazistów. W przypadku lewicy jest on co najmniej dziwny, ponieważ oni zwykle redukują pragmatyzm polityczny do absurdu, głosując w celu uzyskania doraźnych korzyści sprzecznie ze swoimi poglądami.
Lewicowa spiskowa teoria dziejów sugerująca powiązanie konserwatystów i różnych odłamów lewicy narodowej jest zatem z gruntu fałszywa. Świadczy ona tylko o tym, jak bardzo "jaśnie oświeceni" potrafią się zapędzić w dorabianiu gęby swoim ideologicznym przeciwnikom.
Posted by
Kirker
at
15:42
0
comments
Labels: faszyzm, konserwatyzm, Lewica, narodowa lewica, teoria spisku
Polska scena polityczna ciąży ku dwupartyjności
SD zabiega o poparcie lewicy dla oficjalnie hipotetycznej kandydatury Andrzeja Olechowskiego na prezydenta. Scenariusz tworzenia nowej, bardziej liberalnej Platformy jest konsekwentnie realizowany.
Jak przewidywałem wespół z wieloma obserwatorami sceny politycznej Olechowski włączył się w pracę w ramach Stronnictwa Demokratycznego. Stał się członkiem jej rady programowej, jednocześnie pozostając poza partią, co zapowiada kontynuację od dawna przyjmowanej przez tego polityka roli szarej eminencji. Tyle, że tym razem współtwórca Platformy Obywatelskiej zagra na deskach teatru politycznego wraz z Piskorskim oraz innymi politykami kreującymi się na prawdziwych liberałów walczących z wypaczeniami widocznymi w ramach obecnego obozu władzy.
Nie od dziś ludzie związani z kręgami SD krytykują Platformę za zbyt małą stanowczość w liberalizacji oraz europeizacji państwa. Ich zdaniem, Platforma Obywatelska zapomniała o szczytnych ideach postępu, nowoczesności oraz społeczeństwa obywatelskiego - sam Olechowski nazwał to ,,ukąszeniem IV RP''. Wyciskając z tych frazesów konkretne informacje, możemy stwierdzić, że Ojca założyciela PO trapi zbytnia uległość jego dziecka wobec złego PiS-u, widoczna nieraz we wspólnych głosowaniach tych partii.
Wszystko wskazuje na to, że w III RP czas na zmianę warty. Dzisiejsza wypowiedź Piskorskiego, który stwierdził, iż ,,SLD ma poważny dylemat, czy wystawić słabego kandydata na prezydenta, czy wesprzeć kandydata obywatelskiego Andrzeja Olechowskiego'', może świadczyć o miejscu na scenie politycznej w które planuje się wepchnąć na początku walki o władzę reaanimowane SD.
Zabiegi o poparcie lewicy dla Olechowskiego (zdaniem Piskorskiego skuteczne) świadczyłyby o szukaniu targetu wśród młodych wykształconych pozbawionych ,,ukąszenia IV RP''. Taki target występuje także poza naturalnym lewicowym siedliskiem. W Platformie znajdzie się wielu takich ludzi tolerujących Gowina i całe jego skrzydło, tylko ze względu na pragmatyzm polityczny. Chodzi o Polaków, którzy nie są sierotami po POPiS-ie a od początku szukali w Platformie Obywatelskiej realizacji postulatów unowocześniania, europeizacji oraz walki z ciemnogrodem. Myślę, że o tę część elektoratu Stronnictwo Demokratyczne również zechce walczyć.
W mojej ocenie SD może liczyć na liberałów światopoglądowych z SLD oraz liberałów sensu stricte z PO. Postkomunistyczny beton głosujący na SLD nie wystarczy do utrzymania tej partii w Sejmie, tak samo konserwatywne skrzydło Platformy nie uchroni tej partii przed marginalizacją, szczególnie, że w kuluarach rozchodzą się plotki o możliwym mariażu tego stronnictwa z Prawem i Sprawiedliwością. Oczywiście, jeśli ów sojusz się nie powiedzie, to całkiem możliwe, że ludzie Gowina stworzą wraz z odpryskami z PiS-u nową formację, która zastąpi ekipę Kaczyńskiego ale nie będzie w stanie zwyciężyć z nowym liberalnym molochem powstałym z liberalnych elektoratów PO oraz SLD. Dlatego walka o konserwatystów z PO powinna być jednym z priorytetów polityków Prawa i Sprawiedliwości - mam nadzieję, że wspomniane przeze mnie plotki się niebawem potwierdzą.
Rozumując dalej, naturalną koleją rzeczy będzie zwrócenie się przez PiS o wsparcie do sejmowej kurtyzany o wdzięcznej nazwie Polskie Stronnictwo Ludowe, do czego może posłużyć konserwatysta Wojciechowski i jego zsolidaryzowane z PiS-em PSL ,,Piast''.
Taki rozwój wypadków oznaczałby stopniowe ciążenie polskiego systemu politycznego ku dwupartyjności i ponownemu tworzeniu się dwóch silnych bloków - ludowo-konserwatywnego oraz liberalnego. Jeśli moje prognozy się potwierdzą, to niechybnie tak się stanie. Czy byłby to zły scenariusz dla Rzeczpospolitej?
Posted by
Jaku
at
14:43
0
comments
Labels: andrzej olechowski, paweł piskorski, Platforma Obywatelska, polskie stronnictwo ludowe Piast, stronnictwo demokratyczne
2009-07-07
Dura lex, sed lex!
Pewne obrazki są nam bardzo dobrze znane. Kiedy jakiś gabinet nawet przebąkuje o zmniejszeniu przywilejów jakiejś grupy zawodowej, to zaraz przyjeżdżają do stolicy członkowie różnych związków zawodowych. No i co oni tam robią? Palą opony, rzucają kamieniami i petardami w policjantów. Tak samo dzieje się, gdy jakaś grupa pracująca w sektorze publicznym uważa, że mało zarabia... Abstrahuję już od tego, że państwo nie jest na przykład od służby zdrowia czy górnictwa węgla kamiennego. To powinno zostać sprywatyzowane. Mamy tutaj do czynienia z innym zjawiskiem.
Czy to jest dopuszczalne, żeby rzucano kamieniami czy petardami w policjantów? Przecież to grozi utratą zdrowia, a nawet życia funkcjonariusza porządku publicznego! Co zatem powinno się zrobić? Jest jeden bardzo prosty sposób. Wystarczyłoby, żeby kilku stróżów prawa przyjechało z AK47, a następnie oddało strzały w powietrze. Ze znacznym prawdopodobieństwem można określić, że wówczas taka demonstracja momentalnie rozbiegłaby się. Jeżeli by to nie pomogło, a wywołało tylko jeszcze większą wściekłość zgromadzonego tłumu, należałoby po prostu pociągnąć serią po tłumie. Jeżeli ktoś zginie, to mówi się trudno. Trzeba było nie rzucać kamieniami, petardami czy też płonącymi oponami w przysłowiową "glinę". Nie po to płacimy podatki na ostrą amunicję, żeby ona zalegała w magazynach na komisariatach. W skrajnych przypadkach trzeba ją użyć. Nie może być bowiem tak, że gdy chce się sprywatyzować jakąś fabrykę bądź kopalnię, to przyjeżdżają sobie jej pracownicy wraz z przedstawicielami związków zawodowych oraz rzucają sobie petardami.
Tak samo głośno było swojego czasu o tym, że rolnicy swojego czasu rozstawiali barykady. Tamowanie ruchu drogowego jest niedopuszczalne. Przecież taka swoista zapora nie powinna się utrzymać pięć minut. Przyjechać powinna policja i takie coś zdemontować, a rolników rozpędzić. Niestety, władze w Priwislanskim Kraju są notorycznie pozbawione cojones, więc ze strachu przed elektoratem takich rzeczy nie robiła. Więcej, ponieważ tych barykad wraz z obecnymi na nich rolnikami nie pozbywano się z drogi, świadczy to o nieudolności takiej władzy.
Przy tej okazji warto rozważyć również jeszcze inny przypadek, który może wydawać się całkowicie odmienny od wyżej wymienionych. Tamte są bowiem w pewien sposób motywowane względami ekonomicznymi. Związki zawodowe śmiertelnie obawiają się bowiem prywatyzacji. Prywatny właściciel może odmówić finansowania biura albo - o zgrozo! - zakazać działalności takich oto organizacji na terenie swojego zakładu. Z tego to powodu organizują burdy w stolicy. Omawiany teraz przypadek należy do tej samej kategorii, choć przyczyny jego zaistnienia nie mają ze zmniejszaniem rozmiarów państwa do rozsądnych rozmiarów wiele wspólnego.
Częstą plagą są bowiem pseudokibice. Co się dzieje niejednokrotnie po meczu, nieważne w tym momencie, czy wygranym, czy przegranym przez daną drużynę. Ze stadionu wylewa się na ulice ciżba, która niszczy wszystko na swojej drodze. Często nawet przed meczem "kibole" umawiają się na urządzenie sobie bitwy, zabierają również ze sobą odpowiedni sprzęt, czyli kije do baseballa, siekiery, noże itp. Jakie jest zatem wyjście z takiej sytuacji? Nie widze innego rozwiązania niż zwyczajnie do rozszalałego tłumu strzelać. Przyjechać powinna policja z karabinami i automatami oraz taką watahę, zanim zdąży wyrządzić poważniejsze szkody, zwyczajnie ostrzelać. Wówczas byłby święty spokój. Opisana sytuacja, jak wyżej, wydarzyłaby się może dwa albo trzy razy. Potem już po wszystkich meczach piłki nożnej w kraju byłby niespotykany spokój. Panowałby bowiem strach, co może się wydarzyć w razie jakiejś burdy na stadionie, która przeniosłaby się na ulice. Tylko dlaczego nikt czegoś takiego nie zrobi? Ponieważ bałby się oskarżeń o "faszyzm". Różne lewicowe pseudoautorytety, dla których przestępca musi mieszkać w hotelu trzygwiazdkowym omyłkowo nazwanym więzieniem, właśnie takim "argumentem" posłużyłyby się. Ale to są ostatnie osoby, które można by posądzać o zainteresowanie jakimkolwiek ładem i porządkiem w państwie.
Z tego też powodu nie dziwi mnie miękkość władzy w tym zakresie w zachodniej Europie zdominowanej przez progresywną lewicę laicką. We Francji swojego czasu różne śniade przybłędy z Afryki i Bliskiego Wschodu urządzały burdy, paląc samochody, niszcząc sklepy itd. A co zrobiła policja? Takich, co dali się złapać, to chwytano. Nikomu nie przyszedł do głowy stary sprawdzony sposób, a mianowicie zwyczajnie ciżbę ostrzelać. Ze dwa razy by tak zrobiono, no i zamieszki momentalnie ustałyby.
Jednym z zarzutów, może być okrucieństwo czy nieprzestrzeganie jakiś tam wyimaginowanych "praw człowieka". Nikt nie każe się tym ludziom robić burdy na ulicach. Dokonali takiego wyboru, no i ponieśli jasno określone konsekwencje. Dura lex, sed lex!
To, że lewica pozbawiona jest piątej klepki, nie trzeba tłumaczyć. Gdyby bowiem takową posiadała, nie nazywałaby się "lewicą". Oni jeszcze nie mają cojones. To zwykła banda eunuchów. Z tego to powodu różne bandy związkowe będą mogły bezkarnie obrzucać policjantów petardami oraz kamieniami. Również pseudokibicom przyzwolą na sianie spustoszenia oraz burdy na ulicach. Teoretycznie również nielegalni imigranci będa mogli palić samochody i niszczyć każdą napotkaną rzecz na swojej drodze. Ich to jednak nie obchodzi. Ład i porządek w państwie to dla nich rzeczy drugorzędne w porównaniu z "postępem", "wyrównywaniem szans" i innymi hasełkami.
Posted by
Kirker
at
13:53
1 comments
Labels: eunuchy, imigranci, porządek, prawo, pseudokibice, zoologiczna prawicowość, związki zawodowe
2009-07-04
Psychopaci są wśród nas czyli jak chronić wolność
„Psychopaci są wśród nas”, to książka kanadyjskiego psychologa prof. Roberta Hare’a, z którą powinien zapoznać się każdy wyborca, zanim zadecyduje na jaką partię, czy polityka zagłosuje.
Współczesny polityczny psychopata potrafi zaskakiwać - uwodzić, zniewalać i działać znienacka. Jedną z najmniej spodziewanych jego cech jest ujmująca powierzchowność. Miły, czarujący, sympatyczny, z nieustannym, słonecznym uśmiechem na twarzy. Zwykle nie zobaczysz u niego smutnej, poważnej, czy zagniewanej miny. Zna się doskonale na psychologii pozytywnej i otacza się wianuszkiem speców od PR - u. Ubiera się nienagannie i odwołuje się do skojarzeń pozytywnych. Daje nadzieję na raj i stan wiecznego haju. Wokół niego jest tęczowo - wesoło i kolorowo. Spontaniczny i wyluzowany, zakumpluje się i z Tobą. Jest niczym Super Brat, z którym możesz i napić się piwka, zapalić trawkę, pograć w piłkę, czy posłuchać nagrań ukochanego Jacksona. Otaczają go sami swojscy i dobrzy ludzie, którzy potrafią robić to co przeciętny niezadowolony wyborca - czasem zakląć, obrazić znienawidzonego polityka, rzucić mięsem armatnim a i dostarczyć darmowych scenek pornograficznych. Na zawołanie „widza” wyciągną wibratora, pomachają nim z ekranów, a i napiją się za jego zdrowie z małej piersióweczki.
Wielki Brat Polityczny ma również cechy dobrego hipnotyzera, przez co nie musi, nieustannie zaglądać do naszych domów, zakładać w nich kamer, czy również podsłuchów. Dzięki ujmującej i urokliwej powierzchowności, oszałamia i zniewala nasze umysły - potrafi sprawić, że to my go nieustannie obserwujemy, stawiając go na scenie poppolityki. Choć ma przemożną wolę władzy i dominacji, to nie on narzuca nam swoją władzę, lecz to my go wybieramy na swego pana.
Biada temu, kto zdradzi go, czy nie spełni jego marzeń, czy życzeń.Potrafi zmienić się nie do poznania!Zrzuca swą maskę i odsłania oblicze - oblicze potwora niczem z trillera. Jest wówczas mściwy i pamiętliwy. Wyzwie, ubliży, nazwie Hitlerem.Przyjemność czerpie z poniżania innych, sprytnie skrywając własny w tym udział.
Psychopata polityczny, to człowiek systematyczny. Dążąc do władzy, obmyśla strategie idługofalowe plany, wprowadza w błąd i manipuluje, nie mając przy tym żadnych skrupułów.Oto najczęściej spotykane u niego cechy:
- jest wygadany i powierzchownie czarujący;
- ma wyolbrzymione poczucie własnej wartości;
- jest patologicznym kłamcą;
- bardzo umiejętnie manipuluje ludźmi;
- jest pozbawiony skrupułów;
- daje wyraz płytkiej uczuciowości;
- jest bezduszny i pozbawiony empatii;
- odmawia przyjęcia odpowiedzialności za własne postępowanie.
Podejmując zatem w przyszłości politycznych wyborów, miejmy na uwadze i tę oto wskazówkę:
„W czasach, gdy liczy się prosty i łatwy przekaz, gdy ważniejsza jest zabawa, niż historyczne i kulturowe „archaizmy”, gdy „polskość to nienormalność”, a publiczna debata przypomina prewerbalną fazę mowy dziecka kilkuletniego - pamiętajmy o czyhających niebezpieczeństwach. O niebezpieczeństwie nie tylko utraty naszej kultury, ale i utraty tożsamości i niezależności. Pamiętajmy: psychopaci są wśród nas…”
Posted by
Venissa
at
15:20
0
comments
Labels: polityków czar
2009-07-03
Make me one with everything w sieczce postintelektualnej
Redaktor Klopotowski nie zawiodl i tym razem. Wlasciwie nic ujac ze wczesniejszych stwierdzen, ale zawsze mozna nieco dodac.
Wreszcie Pan Redaktor zajal sie doswiadczeniem religijnym i widzi to nastepujaco: "Doświadczenie religijne jest źródłem życia. Jest też zasadniczo takie samo w każdej kulturze, która nadaje mu jedynie formę właściwą dla danego miejsca i czasu." A zatem doswiadczenie buddysty, ktory osiaga przebudzenie jest zasadniczo takie samo jak doswiadczenie katoliczki przyjmujacej na Wielkanoc komunie, jedynie forma rozni te doswiadczenia.
Zniweczylo to moje przekonanie wyniesione z poprzednich odcinkow, ze doswiadczenia te moga byc rozne ze wzgledu na rozna ilosc wycofanych ekranow. Panta rei, nie wiadomo czego sie trzymac, i jak ja z tym wytrzymam?
Skoro juz jestesmy przy ekranach to warto zapytac Pana Redaktora jak to jest, ze polska religijnosc ludowa pozostaje niezmieniona od stu lat mimo tak poteznych odkryc naukowo-technicznych jak kombajn bizon, maluch i powszechna obfitosc sznurka do snopowiazalki? Czemuz ten szalony postep nie wycofal ekranow?
Jedno z dwojga, albo Jung sie myli, albo Pan Redaktor źle przeczytal Junga.
Nie bardzo rozumiem dlaczego kardynał Ratzinger mialby przekonywac miliard buddystów i miliard taoistów, ze że poza Jezusem nie ma zbawienia. Przeciez ani buddysci, ani taoisci nie wierza ani w zbawienie, ani w zycie pozagrobowe, a zatem stwierdzenie kardynala musi byc dla nich neutralne swiatopogladowo: jezeli ktos jest wyznawca Chrystusa, to dla niego nie ma zbawienia poza Jezusem. Zwlaszcza buddysci znani sa z tolerancji i nietoczenia wojen religijnych.
Ech te ekrany, Redaktorze Klopotowski.
Nie rozumiem rowniez skad Pan Redaktor wzial po miliardzie buddystow i taoistow. Dominujaca religia w Indiach jest hinduizm. Liczbe byddystow w swiecie ocenia sie ponizej 400 mln (http://www.vaughns-1-pagers.com/religion/religion-followers.htm). W kwestii wyznawcow taoizmu sa tacy, ktorzy twierdza, ze kazdy nowonarodzony Chinczyk jes taoista, statystyk nie ma, z moich rozmow z Chinczykami w Kanadzie wynika, ze olbrzymia ich wiekszosc wychowanych w komunizmie deklaruje sie jako niewierzacy, sa nawet tacy ktorzy nie spotkali sie z koncepcja, z pojeciem boga w trakcie nauki historii, nie sa tez taoistami. Cytowana tabela wspomina o 400 mln chinskich uniwersistow(?). Ani Indie, ani Chiny nie sa krajami jednej religii jak Polska. A Pan Redaktor nie wiedziec czemu dokonuje projekcji z polskiego ekranu.
Tak jak Jung doswiadczal wlasnej jazni, ktora dla nie byla dla niego li tylko konstrukcja teoretyczna, tak niektorzy buddysci doswiadczaja przebudzenia. Niestety Redaktorowi Klopotowskiemu nic podobnego nigdy w zyciu sie nie przytrafilo i to wlasnie sprawia, ze jego pisanina w tym temacie nigdy nie przekroczy poziomu new age i tasm z muzyka relaksacyjna.Tym dwom sprawom Pan Redaktor sluzy, wszystkim innym bez watpienia szkodzi.
Posted by
viilo
at
20:31
3
comments
2009-07-02
Sidorowicz i ja o homoseksualistach
Władysław Sidorowicz - profesor psychiatrii z Wrocławia - we wczorajszym i dzisiejszym wpisie blogowym poruszył temat homoseksualizmu. Właściwie oba jego teksty należy uznać za komentarze polemiczne z artykułem Roberta Biedronia: " Ekstaza homofobów".
Profesor wspomina m.in.:
"Zabieram głos w tej sprawie, bo przez wiele lat praktyki lekarskiej mialem kontakt z homoseksualistami. Problem braku pociągu do płci przeciwnej to nie był jedyny ich problem. Równie ważny, a może i trudniejszy w próbach pomocy, był problem wysuniecia się seksualności przed inne potrzeby w hierarchii ważności. Przez pryzmat swej seksualności filtrowali rzeczywistość i to rodziło cierpienie. Tak też postrzega rzeczywistość p. Biedroń, który wprowadza dziwny opis seksistowskiego podziałuy społecznego.
Zabieram głos w tej sprawie, bo trzeba głośno mówić, że przywileje przypisane małżeństwom nie są nagrodą za ich pożycie seksualne, ale za rolę reprodukcyjną i opieke nad dziećmi."
http://sidorowicz.blog.onet.pl/O-homoseksualizmie,2,ID382853728,n
W dzisiejszym komentarzu dodaje:
"Seksistowski" podział społeczny Roberta Biedronia i agresywny charakter manifestacji homoseksualnych, zwłaszcza obrażających uczucia religijne innych ludzi, uzasadniają tezę, że homoseksualna orientacja seksualna jest znacznie ważniejsza dla doświadczających, niż heteroseksualna. Stąd podtrzymują swój pogląd.
Zmiana obyczajów i uzewnętrznianie seksualnych zachowań, odwoływanie się do nich w nachalnej reklamie, także bilbordowej, sprzyja antypedagogicznej celebracji fizyczności. Obniża się wiek inicjacji seksualnej. Pożycie seksualne przestaje być dopełnieniem relacji osobowych, miłości. Przy różnicach popedowych wielu nadpobudliwych poddanych jest trudnej presji, prowadzącej do cierpienia. Seks staje się rozrywką, poszukiwanie nowych wrażeń prowadzi do ryzykownych zachowań.
W tym kontekście postrzegam potrzebę tolerewania pewnych hetero i homoseksualnych zachowań publicznych. Ze swoje praktyki lekarskiej mogę powiedzieć, że ta zmiana obyczajowa nie zwiększa szczęśliwości. Duże badania przeprowadzone w Ameryce wykazały, że największą satysfakcję w pożyciu seksualnym mają tradycyjne, katolickie (!) małżeństwa.
W rozmowach z homoseksualistami często spotykałem się z informacjami wskazujacymi na wyuczony charakter zachowań. Nadal nie ma żadnych dowodów na biologiczne uwarunkowania homoseksualizmu. Pamiętam ze swej praktyki, że wykreślenie homoseksualizmu z Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób, gdzie orientacja ta była kwalifikowana do sfery zaburzeń popędowych, nie nastąpiło na skutek przeprowadzoanych badań, a nacisku oraganizacji homoseksualnuch. Rewolucja obyczajowa lat 60 70 sprzyjała takim gestom."
http://sidorowicz.blog.onet.pl/Jeszcze-o-homoseksualizmie,2,ID382928309,n
Z większością tego, co napisał profesor, jak najbardziej się zgadam.
Warto także zwrócić uwagę na genezę zaburzenia.Z praktyki wielu terapeutów wynika b. wyraźnie, że homoseksualizm rozwija się najczęściej u mężczyzn, wychowujących się bez ojca, bądź posiadających b. zakłócone relacje z ojcem. Identyfikują się głównie z matkami.Ponadto homoseksualiści często padają ofiarą pedofilów w wieku kilkunastu lat. Szukając w życiu idealnego ojca, łatwo wpadają w sidła innych poważnie zaburzonych starszych mężczyzn. I w takich sytuacjach często dochodzi do wyuczenia się postaw homoseksualnych.
Oczywiście, że nie ma żadnych dowodów na biologiczne uwarunkowania homoseksualizmu. Wyłącznie genetycznej determinacji przeczą prawie 100 letnie obserwacje i badania klinicystów - psychiatrów i psychoterapeutów. O psychologicznym podłożu homoseksualizmu wspominał już min. Freud i takie stanowisko w dalszym ciągu utrzymuje się u większości współczesnych klinicystów.
A fakt wykreślenia homoseksualizmu z Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób? Warto rzetelnie zmierzyć tożsamość i poziom cech zależności lekarzy, którzy dokonali tego skreślenia.
Z obserwacji, zwłaszcza zachowań grupy skupionej wokół Biedronia, wynika, że poziom rozszczepienia i stłumionej wrogości u tych ludzi jest tak duży, że idzie to nie tylko w zachowania na płaszczyźnie psychologicznej, ale także w ciało.
Nawiązując do koncepcji Freuda, ci ludzie zdominowani są przez "id". Ci ludzie żyją wg zasady przyjemności, a nie jak zdrowi psychicznie ludzie -zasady rzeczywistości. Widoczna gołym okiem jest przewaga u tych ludzi destrukcyjnego, bo niekontrolowanego popędu seksualnego oraz przewaga popędu śmierci.
Oczywiście, że mogą pojawiać się u tych ludzi jakieś mikrouszkodzenia mózgu i zmiany strukturalne w obrębie systemu hormonalnego, ale tylko dlatego, że rozregulowanie funkcjonalne, najczęściej prowadzi do zmian strukturalnych.
Z tego wynika, że czym wcześniej rozpocznie się działania terapeutyczne, tym mniejsze ryzyko powstania organicznych zmian oraz utrwalenia odruchów homoseksualnych.
Posted by
Venissa
at
17:18
0
comments
Labels: Biedroń, prof. Sidorowicz
Skąd tyle chamstwa w PO? Skąd tyle chamstwa w mediach?
Niniejszy wpis chciałabym potraktować jako uzupełnienie dzisiejszego komentarza Marka Migalskiego pt. "W poszukiwaniu chamów".
Autor zwraca uwagę na szokujące, brutalne, wręcz przemocowe zachowania polityków PO wobec swoich dawnych braci solidarnościowych, a obecnie, należących do obozu opozycjnego, czyli partii PiS-u. Szczególnie wysoki poziom zachowań przemocowych wśród tych pierwszych, uwidocznił się w działaniach komisji ds. tzw. nacisków pod przewodnictwem S. Karpiniuka. Moim zdaniem, zachowania jego i innych jego współpracowników, to już nie tylko spontaniczne i sporadyczne chamstwo, ale działania podpadające pod kategorię mobbingu, przypominające zjawisko fali w szkole. Szczególnie ostatnio poddawana jest niemu posłanka Marzena Wróbel. Jednak należy tu wspomnieć, że do fali przyłączają się nie tylko politycy, ale również dziennikarze, szukający ofiar także wśród innych kobiet, o czym wspomnę później.
M. Migalski przytacza następujące przykłady przemocowych zachowań: polityków PO "Dlatego zapewne od pewnego czasu kulturalni i dobrze wychowani posłowie PO w komisji ds. tzw. nacisków upodobali sobie obrażanie swej koleżanki z PiS, Marzeny Wróbel. Przed kilkoma tygodniami przewodniczący komisji, Sebastian Karpiniuk, porównał ją do pociągu pancernego. Jego maniery twórczo rozwinął partyjny kolega, Robert Węgrzyn, który najpierw zalecał pani Marzenie potańczenie sobie na rurce, a wczoraj sugerował jej zażycie środków uspokajających."
Dalej autor przytacza przykłady podobnych postaw ze strony dziennikarzy: w tym przypadku już nie tyko wobec posłanki Wróbel, ale także Beaty Kempy, czy dziennikarki - Joanny Lichockiej: "Ale mogą to czynić bezkarnie, bo także część świata dziennikarskiego jest wobec pani Marzeny i innych kobiet wulgarna i chamska. We wczorajszej relacji z posiedzeń komisji, autorstwa redaktor Kolędy-Zaleskiej, obrazkowi idącej korytarzem posłanki Wróbel towarzyszył dwuznaczny komentarz, że „nadała ona nowy kształt komisji”. Niby nic, takie tam tylko skojarzenie, ale śmichu i chichu co niemiara. Tomasz Wołek, w Tok Fm nazywał posłankę Beatę Kempę „bitą chamicą”, a jego koledzy – Tomasz Lis, Jacek Żakowski i Wiesław Władyka – naigrywali się z głosu dziennikarki Rzeczpospolitej, Joanny Lichockiej. Że śmiać się z urody pani prezydentowej jest w dobrym tonie, to już chyba pisać nie trzeba – każdy kulturalny człek to wszak wie."
Bez dwóch zdań mamy tu do czynienia z przemocą psychiczną ze strony polityków PO i identyfikujących się z nimi dziennikarzy. Chamstwo i brak ogłady, to zbyt ogólnikowe określenia, które niewiele wnoszą o człowieku , przyjmującym na codzień takie postawy. O wiele b-j precyzyjnym określeniem na takie zjawiska społeczne są pojęcia kliniczne. Chamstwo to nic innego, jak agresja, przemoc, łamanie granic psychicznych i fizycznych u drugiego człowieka. Chamstwo, to nic innego jak objaw różnego typu zaburzeń osobowości.
Pod koniec swoich rozważań, Migalski zwraca uwagę na istotny z klinicznego punktu widzenia fakt z życia: "Przypomnijmy, że media donosiły, iż w obecnym rządzie na bardzo wysokich stanowiskach, a nawet na najwyższych, są damscy bokserzy, faceci, którzy sprawdzali swoją męskość w naparzaniu własnych żon."
Te ostatnie doniesienia coraz więcej wyjaśniają zachowania werbalne polityków PO. Skąd to się bierze? Dla mnie wyjaśnienie jest bardzo proste. Częściowo wspominałam o tym w jednym z wcześniejszych komentarzy. Pozwolę sobie powtórzyć, a i dopowiedzieć pare nowych refleksji:
"Z kolei lewicowcy i liberałowie też wychowali się w rodzinach, w których ojcowie często byli przemocowi (p. przykład Tuska,ale znam przykłady z własnych szkoleń terapeutycznych, w których brały udział osoby o poglądach lewicowych i liberalnych)i mieli wyjątkowo patologicznych ojców; tak patologicznych, że nie tylko autokratycznych, ale i dokonujących nadużyć seksualnych na swoich dzieciach.W przeciwieństwie jednak do pierwszej grupy, fasadowo chcą uchodzić za niezależnych, niezależnych od swoich ojców, od powszechnie przyjętych norm, czy wartości, a w rzeczywistości są głęboko zależni od swojej przeszłości. Stąd próba stłumienia własnych wspomnień i wrogości np. w nadmiernym uciekaniu się do przyjemności zmysłowych,alkoholu, czy narkotyków. Tacy ludzie mają trudności z wyczuciem granic,są b.odcięci od własnych uczuć i emocji, czy ciała i żeby cokolwiek poczuć, musi być wokół nich dużo silnej i różnorodnej stymulacji, np. musi być b. kolorowo, czy hałaśliwie i odurzająco. Stąd wolą duże miasta, głośną i narkotyzującą muzykę (p. rock, jazz), szybkie samochody, czy mocno stymulujące kolory. Modlitwa, kontemplacja, wyciszenie w kościele są im najczęściej obce. Nie odczuwają NUDY tylko wówczas, gdy wokół nich dużo silnych bodźców! A odczuwanie nudy, jest niczym innym, niż wyrazem wewnętrznej pustki i tłumienia własnej agresji."
http://venissa.salon24.pl/112725,krzysztof-klopotowski-o-nudzie
Należy tutaj dodać także, że tacy ludzie są także uzależnieni od własnej agresji i od wszczynania kłótni. Do prowokowania awantur mają skłonności najczęściej osobowości zaburzone, zależne.Nawyk ten wynosi się z rodzin pierwotnych, w których jedyną formą komunikacji między członkami rodzin; były kłótnie, awantury i przemoc. Osoby takie,w innych warunkach społecznych, stosują te same formy porozumiewania się, jak ich rodzice. Osoby te uzależnione są od silnej stymulacji emocjonalnej (nie tylko narkotyków, głośnej muzyki, intensywnych kolorów itp). Tego dostarcza agresywne zachowanie i próba wciągania w swoje gry innych osób . Stąd prowokowanie do równie silnie zabarwionych emocjonalnie zachowań ze strony oponentów. Ludzie z PO bez kłótni nie mogą żyć, bo to ich stymuluje i sprawia, że cokolwiek czują. Podobne zjawiska zachodzą także na oddziałach leczenia nerwic i zaburzeń osobowości. Tam też co chwila dochodzi do ostrych konfliktów między pacjentami. Czym większe zaburzenie, tym ostrzejsza i brutalna wymiana zdań.
Oczywiście doskonale wiemy, że PO w przeważającej mierze skupia ludzi, pochodzących z biedoty (chłopskiej, robotniczej, marginesu społecznego),wykształconej za komuny, którzy po czasach transformacji ustrojowej, całą swoją aktywność skupili na kompensowaniu braków materialnych z dzieciństwa.Niestety, braków wychowawczych nie uzupełnili. I są tacy,jacy są...
Wyjątki, a jakże są. Do nich należy polski psychiatra i zarazem senator PO z Wrocławia, który tak podsumował m. in. Monikę Olejnik - gwiazdę" dziennikarskiej elyty yntelektualnej:
Wczoraj obejrzałem sporą część "Kropki nad I " z Nelly Rokitą w roli głównej.
(...)
Przyznaję, że nie dotrwałem do końca "Kropki nad I", na swoje usprawiedliwienie mogę powiedzieć, że zdarza mi się to coraz częściej. Pani Redaktor ma specyficzny sposób przepytywania polityków, w którym nazbyt wyraźne są Jej sympatie i antypatie. P. Nelly Rokita nie zalicza się do pierwszej grupy. Dzisiejsze polowanie na Nelly Rokitę za sprawę " In vitro" odbywa się na podstawie bardzo luźnej interpretacji tego, co powiedziała."
http://sidorowicz.blog.onet.pl/Bronie-Nelly-Rokity,2,ID382088641,n
No, jak już sam psychiatra, i to na dodatek profesor, widzi u MO przejawy projekcji nieempatycznej, to już musi być bardzo źle...
Z kim? Niech czytelnicy dopowiedzą sami...
Posted by
Venissa
at
16:01
0
comments
Labels: politycy PO, przemoc, psychiatria
Sygnał od Ojca założyciela
Salon III RP otrzymał dziś wyraźny sygnał o konieczności przekierowania inwestycji medialnej z wiodącego dziś ugrupowania na rodzącą się obecnie opcję polityczną. Andrzej Olechowski, TW ,,Must'', opuścił dziś szeregi Platformy Obywatelskiej. Polityk nie kryje sympatii wobec Stronnictwa Demokratycznego Pawła Piskorskiego.
Casus Olechowskiego opisał świetnie Aleksander Ścios w tekście pt ,,>>Ojcowska<< kombinacja.'' Okazuje się, że były współpracownik bezpieki był inicjatorem wszelkich ruchów partiotwórczych, których ostateczną (póki co) wersją jest dzisiejsza Platforma Obywatelska. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że w tych działaniach Olechowskiego bardzo często wspierał jego były oficer prowadzący, dziś oficjalnie przebywający w stanie spoczynku Gromisław Czempiński.
Czyżby obecnie nadszedł czas na kolejny etap w tworzeniu partii doskonałej, na którą za kilka lat będą masowo głosować Polacy? Wiele wskazuje na to, że tak, ponieważ sam Andrzej Olechowski od dawna puszcza oczko w stronę środowiska SD a ostatnie informacje medialne zdają się potwierdzać, że Stronnictwo będzie kolejnym ugrupowaniem, w którego promocję zaangażuje się ten polityk. Jak wiadomo, ma on wielką siłę przebicia a jego najnowsza kreacja medialna jako zatroskanego ojca opatrznościowego RP z pewnością trafi do wyobraźni obywateli ze słabą pamięcią polityczną.
Tusk ma powody do obaw. Olechowski nie bez powodu został wykreowany na męża stanu a jego zachowanie (patrz znów tekst Ściosa) zazwyczaj prognozuje najbliższe zmiany na scenie politycznej. Całkiem prawdopodobne jest, że PO przestało być czarnym koniem politycznego wyścigu. Naturalne parcie społeczne spowodowane kryzysem oraz niezadowolenie ze złych decyzji i niefortunnych posunięć rządu w nieodległej przyszłości musi dać ujście w dużym spadku poparcia. Czas stworzyć sztuczną alternatywę, która zapewni ciągłość władzy ludziom dzierżącym ją na zmianę od lat (nie licząc dwóch małych, dwuletnich przerw).
Olechowski niczym szalony marynarz zatapia kolejną szalupę, bym czem prędzej przenieść się na następną, do czasu gdy i ona zacznie nabierać wody. A potencjalna wyporność szalupy o nazwie Stronnictwo Demokratyczne jest wbrew pozorom duża. Ewentualny start wspomnianego polityka w wyborach prezydenckich może mocno zagrozić pozycji marzącego o prezydenturze Donalda Tuska. Nasze media zdolne z dnia na dzień zamieniać miłość w nienawiść podporządkują się gdy tylko zajdzie potrzeba wypromowania Olechowskiego, a razem z nim SD.
Z resztą w ich interesie będzie promocja ugrupowania które jest prężne i może walczyć o wladzę zamiast opcji skompromitowanej latami kryzysu i złych rządów. Dobry wynik prezydencki Olechowskiego da przyspieszenie polityczne Stronnictwu, które z czasem może zająć miejsce Platformy Obywatelskiej, którą wobec takiego rozwoju wypadków czeka los Unii Wolności (również promowanej przez TW ,,Must'' w latach 90-tych).
Andrzej Olechowski zrobił Platformie psikusa i niewykluczone, że ów manewr mogą niebawem powtórzyć pozostali mocodawcy tego środowiska. Bycie w PO przestaje się opłacać - widzą to nawet jej ojcowie-założyciele. Na szczęście dla nich medialna manipulacja i kilka odpowiednich zabiegów może sprawić, że pozostaną nadal wielką siłą na scenie politycznej, dzięki iluzorycznej alternatywie będącej w rzeczywistości jedynie starą jak III RP kontynuacją.
Posted by
Jaku
at
14:35
0
comments
Labels: Andrzej Olechowski. Paweł Piskorski. Stronnictwo Demokratyczne. Partia Obietnic, manipulacja