Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Euro-ZSRR. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Euro-ZSRR. Pokaż wszystkie posty

2009-09-08

Europaranoja

Przez kilkadziesiąt lat żyliśmy pod butem Wielkiego Brata ze wschodu. Gdy ZSRR upadł, a blok komunistyczny rozleciał się, była szansa, żeby nasz kraj rozpoczął samodzielny żywot. Niestety, została ona zmarnotrawiona. Do władzy doszli tutejsi odpowiednicy Widkuna Quislinga. Nie potrafili sobie oni wyobrazić, że Polska może być silnym, suwerennym i niezależnym państwem. Więcej, jeden z nich, profesor-co-nie-ma-nawet-magistra Władysław Bartoszewski, twierdził, iż jesteśmy brzydką panną bez posagu. Ich zdaniem musieliśmy być komuś podporządkowani. Zostali w końcu tak nauczeni przez kilkadziesiąt lat komunizmu. Kiedyś była Moskwa, coś teraz musi ojczyznę wszystkich partyjnych zastąpić. No i stało się... nasi rodzimi quislingowcy wpakowali nas do Związku Socjalistycznych Republik Europejskich potocznie nazywanym Unią Europejską. W 2003 roku przekonywali nas wizją krainy mlekiem i miodem płynącą. Postraszyli jeszcze ciemny lud, że jak się w ZSRE... przepraszam UE... nie znajdziemy, to znajdziemy się z powrotem w strefie wpływów Rosji. W referendum ponad 70% opowiedziało się za obecnością Polski w UE. Anschluss dokonał się 1 maja 2004 roku. Do tej pory pamiętam, jakie Bizancjum wyprawiła wtedy publiczna telewizja. Odliczali do północy zupełnie jak w oczekiwaniu na nowy rok podczas sylwestrowej imprezy. Miała się zacząć Nowa Era...

Co my natomiast mamy? UE mnoży głupie przepisy. Przykładem jest niemożność ubicia prosiaka oraz jego spożycia. W końcu mięso nie przeszło przez trychinoskopię. Wycofano rtęciowe termometry - usprawiedliwiano to troską o środowisko naturalne. Nic jednak bardziej nie niszczy przyrody jak wymysły ekologistycznych lobby oraz wielkich korporacji, które takich pożytecznych idiotów zatrudniają. Tak jak wycina się lasy pod uprawy roślin oleistych - w końcu pogrobowcy neomaltuzjanizmu i eugeniki wymarzyli sobie biopaliwa - tak UE pod ich dyktando zabroniła dystrybucji stuwatowych żarówek. Zamiast tego mają być stosowane energooszczędne świetlówki. Teraz mamy do czynienia z ciekawą sprawą? Zabroniono klasycznych termometrów rtęciowych, bo rtęć w nich zawarta jest szkodliwa dla wszystkiego, co żyje. Ciekawe tylko, że nie pamiętali o tym pierwiastku w świetlówkach. Ktoś w Brukseli musiał wziąć zatem niezłą łapówkę. To tylko skromny przykład piramidalnych absurdów, jakie wychodzą od brukselskich urzędników.

Musimy na przykład powołać jakiegoś ministra ds. dyskryminacji, ponieważ tak nakazuje unijne prawo. Ale w Polsce mamy już urzędów tego typu około dwudziestu. W obecnych warunkach można by to zredukować spokojnie o połowę. Po co nam zatem kolejny? Dokonując reductio ad absurdum, należy się zastanowić, kiedy Moskwa bis w postaci Brukseli nakaże nam powołanie ministra ds. równego statusu ludzi, małp człekokształtnych i waleni...

Niektórzy do tej pory myślą, że UE wesprze liberalizację gospodarki w Polsce. Oni się grubo mylą. Więcej, nie wiem, jak można jednocześnie chwalić wolny rynek jako najlepszy mechanizm dystrybucji oraz opowiadać się za przynależnością Polski do UE. Ciężko o taki przypadek schizofrenii. Z drugiej strony mało jest na świecie tak antyrynkowych organizacji jak UE. Przecież to wszystko to zwykły międzynarodowy socjalizm. Użyć można mocniejszego określenia: to trockizm. Na wszystko są produkcyjne normy. Nawet warzywa muszą mieć odpowiednie rozmiary. Dotowane są różne podmioty gospodarcze, co już samo w sobie jest zaprzeczeniem idei wolnego rynku. W dodatku UE narzuca minimalne normy akcyz, podatków VAT czy ceł. Ingeruje zatem w politykę fiskalną państw członkowskich. Gdybyśmy znieśli na przykład akcyzę na paliwa, to centrala zapewne by się na nas obraziła, no i naliczono by nas karę za to wielkie przewinienie zdaniem tamtejszej biurokracji. Tak samo stałoby się, gdybyśmy zrobili za niski VAT bądź wprowadzili obrotowy. Nie mówię już o realizacji projektów bardziej skrajnych, jak sprywatyzowanie wszystkich państwowych przedsiębiorstw oraz do tego całego socjalu oraz ograniczenia fiskalizmu do kilku najprostszych podatków. W obecnej sytuacji to jest niemożliwe.

Wspomnieć wypada jeszcze o standardowym projekcie ZSRE w postaci euro. Nie zdaje on egzaminu. Pokazał to ostatnio kryzys gospodarczy. Kraje, które przyjęły wspólną walutę albo dopasowały do niej kurs, bardzo mocno go odczuły. Prowadzi również do ogólnej drożyzny - Niemcy zwykli mówić na ten pieniądz teuro. Pamiętne były też wycieczki Słowaków nawet spod węgierskiej granicy do sklepów po polskiej stronie. A nasi "ekonomiczni geniusze" bez przerwy naciskają, aby przyjąć tą walutę.

Niektórzy do prorynkowych działań UE mogą zaliczać naciskanie na nasz kraj w sprawie stoczni. To była jednak forma protekcjonizmu. Niemcy i Francja chciały uchronić swoje państwowe zakłady w tej branży, które tam mocno drenują budżet. Polityk prawicowy z prawdziwego zdarzenia nie potrzebowałby natomiast żadnych zachęt ani nacisków. Uznałby, że państwowe przedsiębiorstwa są nierentowne, kosztowne et cetera, no i sprywatyzował je. UE nie wypada inaczej określać niż eurokomuna. Mamy w niej do czynienia z centralnym planowaniem gospodarki. Swojego czasu była mowa o strategii lizbońskiej, wedle której ZSRE miał dogonić Stany Zjednoczone do 2010 roku. Jednak tak się nie stało. Interwencjonizmem się tutaj nic nie wskóra. Ten pomnik pychy lewicy, parafrazując słowa Margaret Thatcher, prędzej sam zacznie nie domagać. Tak bowiem się kończy wszelki socjalizm: wali się pod własnym ciężarem.

Do mitów należy równość państw w ZSRE. Tam pierwsze skrzypce grają Niemcy i Francja, wszystko zatem musi iść po ich myśli. UE służy do niczego innego, jak załatwiania przez nie własnych interesów. Mniej znaczni od niemiecko-francuskiego dominatu muszą się mu bezwzględnie podporządkować.

Jednym z koronnych argumentów zwolenników wstąpienia do UE był strach przed Matuszką Rassiją. A czy ZSRE nas przed nim chroni. Gdyby Niemcy i Rosja umówiły się odnośnie tego, żeby nas podzielić między siebie, to nikt by im nie przeszkodził. Argument o rosyjskim niebezpieczeństwie jest zatem co najmniej niedorzeczny. Więcej, nie wiadomo, czym sama UE jest podszyta. Swojego czasu Władimir Bukowski wspominał, że to projekt realizowany przez rosyjskich agentów. Tak więc z deszczu pod rynnę...

Co zatem powinna zrobić rozsądna władza w Polsce? Związek Socjalistycznych Republik Europejskich powinniśmy opuścić. Z obecności w nim nic dobrego nie wynika. Więcej, dostajemy ciągłe połajanki o braku postępów w budowie jedynego prawdziwego socjalistycznego ustroju. Tym bardziej trzeba tak poczynić. Wówczas będzie można przeprowadzić rozsądne reformy państwa, w tym uwolnienie gospodarki i likwidację znacznej części biurokracji.

Nikt się na to jednak nie zdecyduje. Będziemy się co raz bardziej pogrążać w zalewie międzynarodowego socjalizmu, libertynizmu i politycznej poprawności. Wielu z nas myśli, że złapali Pana Boga za nogi przynależnictwem Polski do ZSRE. Ogarnęła nas - od szczytów władzy po szarych obywateli - europaranoja!

2008-07-08

Jak powinniśmy rozmawiać z eurokomuną?

Rządzili nami po 1989 roku quislingowcy - to powinno być nam wszystkim jasne. A tacy ludzie, jak wiadomo, nie umieją żyć, nie mając nad sobą odpowiedniego Lorda Protektora. Ten im wszystko powie, co mają robić, kogo ganić itp. Tak również prowadzona była u nas dyplomacja. Wszystkim się musieliśmy kłaniać. Jak to zdefiniował jeden z quislingowców to polityka brzydkiej panny bez posagu, której pozostaje się jedynie ładnie uśmiechać. W efekcie znaleźliśmy się w Unii Europejskiej i zmuszeni jesteśmy po dziś dzień wysłuchiwać podobnych połajanek, jak za czasów Breżniewa. No i, żeby było jeszcze ciekawiej, chodzi ciągle o to samo, czyli brak postępów w budowaniu socjalistycznego ustroju. Na szczęście teraz są pewne perturbacje w przypadku traktatu lizbońskiego - dokumentu, który zadekretuje międzynarodowy socjalizm. Mimo wszystko ZSRE zbliża się wielkimi krokami. A my z nimi tak grzecznie rozmawiamy... Nie widzimy, że to są śmiertelni wrogowie naszego państwa. To tak jakbyśmy się w 1920 roku z Lwem Kamieniewem układali odnośnie rozejmu. Widać, dobrze, że nie rządzili nami ludzie tacy, jak dzisiaj, bo pewnie by Polski teraz w ogóle na mapie świata nie było, tylko obejmujący całą Eurazję ZSRR.

Tak więc, jak powinniśmy rozmawiać z eurokomuną?

Podam to na przykładzie.

Znana jest piśmiennicza pamiątka historii Siczy Zaporoskiej w postaci pisma Kozaków do sułtana Mehmeda IV powstała w odpowiedzi na jego ultimatum. Nie jest do końca pewne, kiedy to ona powstała. Podawane są lata 1667, 1675 i 1676. Ale nie ważne, przejdźmy ad rem.

Władca Porty Otomańskiej napisał:

Ja, sułtan, syn Mehmeda, brat Słońca i Księżyca, wnuk i namiestnik Boga, Pan królestw Macedonii, Babilonu, Jerozolimy, Wielkiego i Małego Egiptu, Król nad Królami, Pan nad Panami, znamienity rycerz, niezwyciężony dowódca, niepokonany obrońca miasta Pańskiego, wypełniający wolę samego Boga, nadzieja i uspokojenie dla muzułmanów, budzący przestrach, ale i wielki obrońca chrześcijan — nakazuję Wam, zaporoskim Kozakom, poddać się mi dobrowolnie bez żadnego oporu i nie kazać mi się więcej Waszymi napaściami przejmować.
Sułtan turecki Mehmed IV


Uzyskał następującą odpowiedź atamana koszowego Iwana Sirko:

Zaporoscy Kozacy do sułtana tureckiego! Ty, sułtanie, diable turecki, przeklętego diabła bracie i towarzyszu, samego Lucyfera sekretarzu. Jaki z Ciebie do diabła rycerz, jeśli nie umiesz gołą dupą jeża zabić. Twoje wojsko zjada czarcie gówno. Nie będziesz Ty, sukin Ty synu, synów chrześcijańskiej ziemi pod sobą mieć, walczyć będziemy z Tobą ziemią i wodą, kurwa Twoja mać. Kucharzu Ty babiloński, kołodzieju macedoński, piwowarze jerozolimski, garbarzu aleksandryjski, świński pastuchu Wielkiego i Małego Egiptu, świnio armeńska, podolski złodziejaszku, kołczanie tatarski, kacie kamieniecki i błaźnie dla wszystkiego co na ziemi i pod ziemią, szatańskiego węża potomku i chuju zagięty. Świński Ty ryju, kobyli zadzie, psie rzeźnika, niechrzczony łbie, kurwa Twoja mać.
O tak Ci Kozacy zaporoscy odpowiadają, plugawcze. Nie będziesz Ty nawet naszych świń wypasać. Teraz kończymy, daty nie znamy, bo kalendarza nie mamy, miesiąc na niebie, a rok w księgach zapisany, a dzień u nas taki jak i u was, za co możecie w dupę pocałować nas!
Podpisali: Ataman Koszowy Iwan Sirko ze wszystkimi zaporożcami


No i czy to nie jest pewien majstersztyk sztuki dyplomacji? W tamtych czasach ludzie nie pozwalali sobie w kaszkę dmuchać. Jak ktoś chciał uczynić kogoś podległym, musiał się liczyć z twardą ripostą. A teraz? A w dzisiejszych czasach to ludziom ikry zabrakło w tej części świata. Gdyby naszym dyplomatołkom podano przesoloną zupę w Brukseli, to oni pewnie nawet palcem by nie kiwnęli.

A już sobie wyobrażam, gdyby z Warszawy poszedł do Brukseli list w podobnym tonie i ta cała łże-elita eurokomunizmu dowiedziałaby się od nas, co oni dla nas znaczą. Jaka byłaby wrzawa na świecie. Jak tych wszystkich maoistów, trockistów i stalinistów potraktowała taka Polska. Ale byłaby wrzawa. We wszystkich postępowych mediach: krzyk. Jak tak można w ogóle. Mina Michnika pewnie powiedziałaby wszystko. Jak tak można ludzi traktować! Cóż, powinniśmy mieć swoją dumę. W końcu dwa razy w historii to my uratowaliśmy im tyłki - przecież pod Wiedniem w 1683 roku i pod Warszawą i nad Niemnem w 1920 roku. Tak to oni by teraz słuchali wezwań muazina, aby udać się na modły do meczetu, lub mieliby tak, jak w KRLD (czego chyba pragną). Tak samo teraz powinniśmy potrafić wypiąć się na internacjonalistyczny socjalizm, które chce nas połknąć i uczynić jakąś Nadwiślańską Socjalistyczną Republiką Europejską. A my... co robimy?

Winniśmy twardo rozmawiać z eurokomuną. Tak jak Kozacy z sułtanem tureckim. A zamiast tego to patrzymy, jak nam odbierają wolność, niezawisłość, niepodległość, wkrótce również własność i nawet palcem nie kiwniemy, żeby to nie postępowało. Czyżby dopadł nas socjaldemokratyczno-demoliberalny uwiąd jajec, a przy okazji również mózgownicy? Wiele na to wskazuje. Po komunizacji narodu polskiego prowadzonej zaciekle przez 45 lat, uczynienie nas Europejczykami spod znaku tęczowej swastyki nie będzie takie trudne. Pointa może jest smutna, ale jakże prawdziwa. Nie potrafimy inżynierom społecznym rodem z Brukseli powiedzieć stanowczego nie!!! i w tym cały problem.

Skoro nie potrafimy z nimi twardo gadać jak w ongisiejszych czasach, to widać z jednej strony, jacy ludzie nami rządzą, a z drugiej jakimi to staliśmy się trepami. Chyba rzeczywiście, Najjaśnieszą Rzeczpospolitą może uratować w tym momencie drugi cud nad Wisłą