2008-09-13

Nie pobłażać małpie z brzytwą

Rosyjski filozof Aleksander Dugin na łamach dzisiejszego ,,Dziennika'' odkrył przed czytelnikami tej gazety prawdziwą twarz rosyjskiego giganta. Używając typowego dla rosyjskich dostojników słownictwa stwierdził - ,,(My, Rosjanie - przyp. Jaku) Mamy NATO gdzieś i się go nie boimy''. I bardzo dobrze, Zachód ma teraz wręcz obowiązek również przestać się bać i mieć gdzieś Rosję. Daj Bóg by tak się stało, bo pewnym jest która ze stron na takim układzie najwięcej straci.

Pogróżki kolosa na glinianych nogach

Napędzane przez politykę Putina oraz Miedwiediewa imperialistyczne ciągoty Rosjan znajdują ujście w pogróżkach pana Dugina - Posiadamy broń jądrową i jesteśmy gotowi jej użyć - mówi filozof. Uczony wylicza również inne środki nacisku jakie Rosja może zastosować, między innymi blokadę energetyczną. Dugin przestrzega też Europę, przed pouczaniem Rosji - chodzi głównie o kwestię Gruzji, którą rosyjska administracja chciałaby traktować jako sprawę wewnętrzną, w którą państwa trzecie nie powinny się mieszać. A szczególnie nie powinna się mieszać Europa, która przez tyle lat bała się pisnąć cokolwiek na temat Czeczenii, nie reagowała odpowiednio na karygodne postępki rosyjskich służb, jak zabójstwo Politkowskiej, czy Litwinienki, a teraz, ni stąd ni zowąd, sprowokowana stanowczymi działaniami dyplomacji bloku wschodnio-europejskiego, śmie krytykować rosyjskie władze i protestować przeciwko położeniu przez nie niedźwiedziej łapy na małym państewku na końcu świata. Małym państewku o wielkim znaczeniu strategicznym dla obu zainteresowanych stron.

Rosyjski rewizjonizm - nowy totalitaryzm?

Rosja chce powrotu najlepszych czasów ZSRR, kiedy to Rosjanie mogli pluć całemu cywilizowanemu światu w twarz, robiąc na terenie swojej strefy wpływów, co tylko im się spodoba. I Europa ze swoimi mężami stanu typu Sarkozy, czy Berlusconi ułatwia Wielkiemu Niedźwiedziowi realizację tych imperialnych marzeń. Bo to właśnie najsilniejsi z europejskiej części obozu cywilizacji Zachodu dziś milczą i tylko ci teoretycznie dużo słabsi i najczęściej pomijani w wielkiej polityce ośmielają się mówić prawdę o Rosji. Europa jako całość zachowuje się ambiwalentnie - do mediów wystosowuje się tyrady o obronie demokracji i skandalu, jakim są działania Rosjan w Gruzji, co nie przeszkadza w poklepywaniu się po plecach Sikorskiego i Ławrowa, czy Sarkozego oraz Putina. Owa hańbiąca postawa daje Rosjanom wolną rękę w Gruzji i otwiera drogę do leczenia rosyjskich kompleksów, które świetnie tłumaczy i uzasadnia Aleksander Dugin. Filozof uważa, że po przegranej zimnej wojnie, Rosja chce rewanżu na całym Zachodzie - Wcześniej czy później ten rewanż nastąpi. Jeśli Zachód tego nie pojmie, w Rosji wydarzy się to samo co w Niemczech w 1933 roku - Owa teza rosyjskiego filozofa jest błędna. Kwestia zorientowania się w sytuacji przez Zachód jest drugorzędna, bo scenariusz tego, co stało się w 1933 roku u naszych zachodnich sąsiadów, już dziś zaczyna powtarzać się w Rosji. Świadomość realnego zagrożenia bądź jej brak na ten proces nie wpłynie. Żadne działanie tego procesu nie odwróci, ale z pewnością trzeźwy ogląd sytuacji i twarda oraz skonsolidowana postawa Zachodu pozwoli odpowiednio się przygotować i w dogodnym momencie dać odpór powrotowi imperialnego totalitaryzmu na wschodzie. Jedyne, co Zachód, a ściślej zachodnia Europa musi zrobić, to otworzyć swe szeroko zamknięte dziś oczęta i spojrzeć na fakty. Rosjanie coraz silniej wymachują szabelką i jeśli ktoś im tej szabelki z rączki nie wytrąci, to mogą przy jej pomocy narobić dużo bałaganu.

Małpa z brzytwą

Nie od dziś wiadomo, że rosyjskie pogróżki w większości są pustosłowiem. Najwyższy czas, by zachodni przywódcy przypomnieli sobie o sile i atutach zjednoczonej Europy i, patrząc na interes swoich i sojuszniczych państw, wreszcie stanowczo sięgneli po zdecydowane środki i, wspólnie z potęgą Stanów Zjednoczonych nareszcie zrobili ostateczny porządek z bawiącą się brzytwą małpą znad Wołgi.

Jan Englert o stanie wojennym. Sawicka podnieciła agenta CBA?

,,Na koniec opowiem anegdotę o stanie wojennym, ale uprzedzam, że jest prawdziwa, gorzka i przewrotna. Wezwał mnie kiedyś wysoki urzędnik resortu kultury. Straszył, mówił, jakie mają na nas haki, a w końcu zapytał, po co występuję w kościołach. Odpowiedziałem, że wszystko jest takie szare, a tam widzę same uduchowione twarze. A on na to: „Co pan pier..., przecież połowa to nasi!”.

Trzeba przyznać, że tę wersję obrony przygotował ktoś z głową. Sawicka nie brała łapówki, tylko dawała odpór męskim żądzom agenta CBA. Ona się zakochała, a on od razu do rzeczy. Takie historie się przydarzają ludziom. I kto będzie pamiętać, że w kącie pokoju leżała upchnięta reklamówka z pieniędzmi rzucona niedbale przez kochanków po sławnej rozmowie na ławce?

,,Była posłanka PO Beata Sawicka oskarżona o wzięcie łapówki od agenta CBA niebawem stanie przed sądem. Przed prokuratorem złożyła wstrząsające zeznania, ujawniając szczegóły romansu z agentem CBA - pisze "Dziennik", który uzyskał zgodę na zapoznanie się z zeznaniami Sawickiej.

Kiedy staliśmy przy oknie, obserwując wschód słońca, Tomasz wielokrotnie muskał mnie swoją twarzą po włosach, twarzy, wymieniliśmy kilka pocałunków (przerwa, żeby zdanie mogła zanotować stenotypistka). Czułam wówczas jego podniecenie, ale postanowiłam - prawie że w kulminacyjnym momencie - w bardzo intymnej sytuacji, jednak to przerwać.''

2008-09-11

O władzy nota krótka

Przepraszam za brak odezwu, przyrzekam się poprawić. Jednak lektura tekstu FYM'a pt. Administracja skłoniła mnie do małej refleksji nt. władzy.

Amerykanie na ich prezydenta i jego urzędników mawiają "Administration". Czym się owa administracja zajmuje? Rządzeniem.

W Polsce na Premiera i jego świtę mówimy "Rząd". Czym się ów rząd zajmuje? Administrowaniem.

Ta różnica nie jest wbrew pozorom ani mała ani jedynie semantyczna. Take heed, caveat emptor i wogóle uważać, moje drogie PełOsiaki i leberały.



Pozdrawiam.

2008-09-09

No i po co to wszystko?

Powinniśmy się już przyzwyczaić, że żyjemy w kraju jaj. Istnieją jeszcze struktury, które powodują, że paradoksy naszej rzeczywistości będą się jeszcze bardziej pogłębiać. Od czasu do czasu dostajemy połajankę z Brukseli, że postępy w zaprowadzaniu jedynego prawdziwego ustroju socjalistycznego są niesatysfakcjonujące. Wszystko musi spełniać teraz standardy i normy ustalane przez centralę. Nie dość, że już wcześniej wprowadzono całą masę głupich przepisów, to teraz ten cały absurd na kółkach będzie jeszcze większy. Można się retorycznie spytać: no i po co to wszystko?

Nie tak dawno temu strajkowali sadownicy, ponieważ ceny skupu owoców ustalone przez zakłady zajmujące się ich przetwórstwem okazały się niskie. Co więc, powinien zrobić właściciel sadu, aby nie być stratnym w wyniku swojej działalności? Oczywiście znaleźć inną furtkę, żeby to sprzedać - na przykład na jakimś targu albo jarmarku. Ale oczywiście są utrudnienia w tym kierunku. Nie można się rozstawić na ulicy i zacząć sprzedawać swoje plony, ponieważ zaraz byłaby wizyta Sanepidu odnośnie warunków przechowywania i sprzedawania. No i po co takie surowe normy sanitarne? Przecież to tylko utrudnia ludziom życie. Istnieje jeszcze jedna furtka w przypadku owoców, a mianowicie przerobienie ich na alkohol, a następnie sprzedanie swoich wyrobów. To też jest nielegalne, ale o tym za moment.

Surowe normy sanitarne zabraniają również sprzedaży mięsa zwierząt po uboju bez żadnych badań między innymi trychinoskopii. Tak samo nie można praktycznie handlować nim na targowiskach. No i po co to wszystko? Przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie kupi zgniłego, cuchnącego mięsa. A poza tym jaki ma interes sprzedawca, wciskając klientowi trefny towar? Przecież jeżeli się to powtórzy kilka razy, to już nikt do kogoś takiego nie przyjdzie nic kupić.

Z mięsem mamy jeszcze inne ceregiele. Otóż, nie można już na własny użytek dokonać uboju świnii. A przecież czyja jest trzoda chlewna? Jest własnością rolnika czy państwa? Odpowiedzieć możemy sobie na to pytanie sami. Przecież brak możliwości uboju świnii na własny użytek to taki sam absurd, jakby nie móc wyciąć drzewa na swojej posesji, a potem uzyskanym drewnem napalić w piecu.

Wróćmy jednak do nieszczęsnych sadowników. Owoce, których nie udało się sprzedać, przecież można by spokojnie przerobić na alkohol. Ze sprzedaży tego można by mieć większe zyski, niż gdyby sprzedawać jabłka, gruszki, śliwki et consortes. Tylko państwo tego zabrania. Na wyrób produktów alkoholowych trzeba mieć koncesję. No i co mamy się potem dziwić, że owoce gniją potem na drzewach, jak nie można z nimi praktycznie nic zrobić? Nie jest to wina wolnego rynku, jak to niektórzy mówią, tylko głupich przepisów.

Często się słyszy jeszcze o pędzeniu bimbru. A przecież dlaczego nie można zrobić w domu wódki, a potem sprzedać niej? Przecież wówczas duże gorzelnie typu Polmos miałyby konkurencję w postaci wielu drobnych wytwórców. Dlaczego zatem państwo ma strzec oligopolu? To jest przecież pozbawione sensu zupełnie jak koncesjonowanie wyrobu papierosów. Już kiedyś pisałem, że gdyby każdy mógł wytwarzać w domu papierosy, a następnie sprzedawać je na wolnym rynku giganci typu Phillipa Morrisa zmuszeni zostaliby do obrony swojej pozycji. Tak samo byłoby i w przypadku napojów wyskokowych.

Ale niestety, żyjemy w krainie pogłębiających się dziwów i absurdu. Musimy się przyzwyczaić, że raczej w najbliższej przyszłośc będzie jeszcze bardziej dziwnie i nonsensownie niż obecnie dzięki zarządcom Priwislanskiego Kraju i Euro-ZSRR. Odwrotu tego trendu na razie nie widać. Zaczynam wątpić, czy w ogóle nastąpi.

Rothbard w Polsce w głębokim komuniżmie

Co tu robił Rothbard (guru liberatrianizmu) w latach 80-tych? Uczyl Kiszczaka reguł wolnego rynku? A potem się wszyscy się dziwią, że komuna jest taka przygotowana. No jak już witali myslicieli wolnorynkowych w połowie lat 80-tych, to chyba nie dziwne, że przygotowani są 30 lat do przodu? Tak sobie szukalam informacji o Austriakach (prehistoria), ale to chyba Kirker dla Ciebie. Ja na to trafiłam przypadkiem. Bardzo mnie interesuje, kim byli ci profesorowie, co tak ochoczo tlumaczyli teksty... (zupelnie serio).

Podróż do Polski

Tłumaczenie: Witold Falkowski

Jeden z tygodni marca 1986 roku spędziłem niezwykle ciekawie, uczestnicząc w konferencji, która odbywała się w hotelu w Mrągowie na pojezierzu w północnej części Polski (dawniejszych Prusach Wschodnich). Konferencja, a właściwie sympozjum poświęcone szerokiemu wachlarzowi zagadnień ujętych w tytule „Ekonomia a przemiany społeczne”, została zorganizowana przez Instytut Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego. Jej sponsorem była grupa angielskich naukowców o przekonaniach konserwatywnych i wolnorynkowych.

Chociaż pod względem gospodarczym – jak zauważył jeden z zachodnich uczestników konferencji – Polska jest „jednym wielkim slumsem” z podupadłymi obszarami wiejskimi, walącymi się miasteczkami i zniszczonymi miastami, to pod względem intelektualnym ten mężny naród cieszy się największą wolnością w całym bloku wschodnim. W żadnym innym państwie należącym do strefy wpływów sowieckich taka konferencja nie mogłaby się odbyć.

Jedynym nałożonym na uczestników ograniczeniem był warunek, żeby tytuły zgłoszonych wystąp1bcb
dował się zawsze któryś z polskich profesorów gotów pospieszyć dwóm dziwakom z pomocą jako tłumacz.

Najbardziej wzruszająca chwila sympozjum miała miejsce w czasie bankietu ostatniego wieczoru, gdy angielski socjolog, który przewodniczył konferencji, po wygłoszeniu podziękowania pod adresem polskich gospodarzy, wzniósł płynący z głębi serca toast za „wolną, niepodległą i katolicką Polskę”. Wszyscy zrozumieliśmy jego intencje i każdy obecny na sali – także protestanci i ateiści – wzniósł kieliszek i ochoczo spełnił toast. Również agent służb rządowych.

Powyższy tekst stanowi rozdział 94 książki Rothbarda Making Economic Sense
**************************************************************************

P.S. Dodam, ze Rothbard to dla mnie zaden rewolucyjny mysliciel, a Misesowi do piet nie dorasta i tu skoncze...

2008-09-08

Łoś w trawie na bagnach w Poleskim Parku Narodowym

Czy w medycynie jest miejsce na demokrację?

Demokracja stała się w obecnych czasach fetyszem. Takie określenia jak demokratyczny czy pluralizm są w sumie pustosłowiem, ale dla wielu osób mają wielką moc przekonywania jako semantyczny wytrych. W sumie demokracja jako taka nie jest zbyt ciekawym systemem, prowadzi do tego, że wszyscy chcą jak najdłużej utrzymać przy korycie, a w efekcie nic konstruktywnego się nie robi. Wielu z nas nie jest nawet świadomym, jak daleko sięgają macki demokracji. Otóż, okazuje się, że nawet w nauce może odgrywać ona pewną rolę. Nam się wydaje, że działać tam powinna instytucja autorytetu epistemicznego, ale okazuje się, że i tam pewne rzeczy można załatwić przez głosowanie.

W 1991 roku WHO po demokratycznym głosowaniu skreśliła homoseksualizm z listy chorób. Od tak po prostu. Oficjalnie mówi się, że mamy orientacje seksualne, a heteroseksualna jest tylko jedną z nich. No i cóż, lewactwo ze swoimi brudnymi butami wlezie wszędzie. A to trąbią o antropogenicznych przyczynach efektu cieplarnego, a to o tym, że homoseksualizm jest jakąś alternatywną normalnością. A przecież to jest zaburzenie. Obecnie szuka się nawet jego przyczyn na poziomie molekularnym i jakoś te poszukiwania nie przynoszą żadnych skutków. Swojego czasu poświęciłem tej kwestii tekst Lewicowe pseudonauki (3): Normalność homoseksualizmu. Tam wyjaśniłem wiele rzeczy, więc zainteresowanych odsyłam do tego tekstu.

Widać, że nawet w medycynie można o czymś zadecydować poprzez głosowanie. Tak więc przejść może nawet największa głupota, jeżeli ktoś będzie starał się ją przeforsować. Możemy przy tej okazji wykonać taki eksperyment myślowy.

Jest taka dziedzina, która nazywa się immunoparazytologia. Zajmuje się ona reakcjami odpornościowymi przy zakażeniach pasożytniczych, czyli mówiąc to językiem niefachowym - jak organizm mający robaki stara się ich pozbyć, a przy okazji jak te robaki starają się oszukać jego system odpornościowy. W tym drugim przypadku mamy do czynienia z procesami immunomodulacji, czyli modyfikowania działalności systemu odpornościowego żywiciela. Tego typu efekty wywołują zarówno mikro- jak i makropasożyty (klasyfikacja mikro- i makro- to w zależności od rozmiarów, te pierwsze to pierwotniaki, a te drugie to robaki - najczęściej przywry, tasiemce, nicienie). Wykorzystują one do tego celu wydzielane przez siebie białka, znane jako antygeny ekskrecji-sekrecji. Na przykład gdyby mysz była uczulona na jakiś alergen, to po zarażeniu - dla przykładu - nicieniem Heligmosomoides polygyrus (ten akurat jest często wykorzystywany w badaniach immunoparazytologicznych), to potem już nie będzie wykazywała tego typu reakcji. Tyle wstępu, teraz ad rem.

Mówi się obecnie, że alergie są plagą. Tak więc jakiś doktorek, nazwijmy go Scheissenstein, może wymyśleć, że jeżeli robaki nie występują w jakiś wielkich ilościach w organizmie, to jest to wręcz zdrowe. Nie można określać tego stanu mianem chorobliwego, jeżeli organizm ma być zabezpieczony przed reakcjami alergicznymi. Tak więc może wygłosić odczyn na spotkaniu WHO, że jeżeli ktoś ma w sobie niewielkie ilości robaków pasożytniczych, to nie jest to żadna choroba. Jako argument może wykorzystać, że zapewne każdy z nas ma w sobie ileś tam larw włośnia krętego, które praktycznie nie wywołują większego uszczerbku na zdrowiu.

Co więc może zrobić WHO. Przegłosować, że choroby pasożytnicze, jeżeli liczebność pasożytów w organizmie żywiciela nie jest zbyt wysoka, nie zasługują w ogóle na takie miano. Oczywiście zaraz zaczęłaby się odpowiednia kampania medialna, żeby ludzi do czegoś takie przekonać, żeby na przykład jak dziecko notorycznie drapie się po tyłku, żeby nie dawać mu mebendazolu czy innych antyhelmintyków (leków zwalczających robaki pasożytnicze) celem pozbycia się okazów Enterobius vermicularis. Tak samo byłoby w wielu innych przypadkach.

No i do jakiego możemy na tej podstawie dojść wniosku. W demokratycznym głosowaniu przejdzie nawet największa głupota, pod warunkiem, że stoi za tym odpowiednio silne lobby. W 1991 roku było laickie lewactwo o zapędach socjoinżynieryjnych. Tutaj mogłoby powstać swoiste lobby immunoparazytologiczne, które chciałoby posłać alergologów na przysłowiową zieloną trawę, a przy okazji zrobić interes na własnych rozwiązaniach - jak kuracje oparte na podawaniu organizmów pasożytniczych (za Ekologią Krebsa rozróżniami pasożytnictwo i chorobotwórczość) wywodzących się ze zwierząt wielokomórkowych, najpewniej nicieni.

A teraz odpowiedzmy sobie na proste pytanie. A czy tak nie było w roku 1991, kiedy to stwierdzono, że homoseksualizm nie jest chorobą? Sytuacja jest analogiczna. Homoseksualizm przecież jest chorobą i to powiązaną z innymi zaburzeniami psychoseksualnymi jak masochizm, sadomasochizm, pedofilia. Dlatego winien być tak traktowany. Stwierdzenie, że homoseksualizm nie jest chorobowy, to absurd w takim samym stopniu, jak uznanie, że glistnica stanowi zjawisko normalne w populacji.

No i do czego doprowadziła nas do tego demokratyzacja? Do tego absurdu na kółkach w postaci ideologizacji nauki tak, aby zgadzała się z jedyną słuszną ideologią głoszoną przez lewicę laicką. Obecnie wymyśla się już choroby psychiczne - przykładem jest wspomniany kiedyś przeze mnie syndrom RWA. Establishment się z tym zgadza, ponieważ jemu to jest na rękę; zwalczany jest w końcu ten wstrętny Ciemnogród. Czy zatem wracają czasy Łysenki i Miczurina?

2008-09-02

Specyfika autoantysemityzmu

Szekspir napisał kiedyś, że są takie rzeczy na świecie, o których się filozofom nie śniło. W dłuższej perspektywie miał rację, ponieważ każde pokolenie uważa pewne rzeczy za niemożliwe, niewykonalne, a potem okazuje się, że ich następcy to realizują. Jednakże nie ogranicza się to tylko do przykładu zwykłego postępu. Czasem mamy do czynienia z pewnymi efektami, które podaje się w wątpliwość, a one istnieją. Co więcej, są niejednokrotnie wykorzystywane.

A teraz przyjrzyjmy się strategiom różnych mniejszości, które walczą o to, żeby mieć prawa. Okazuje się, że najważniejszą rzecz stanowi stworzenie wizerunku uciskanych. Tak teraz działają homoseksualiści, za dwadzieścia lat pewnie stanie się to w przypadku pedofili, a jeszcze w między czasie do gry wkroczą zoofile. Im zależy na udawaniu ofiary z czysto socjotechnicznego punktu widzenia. Opłaca się zatem prowokować, organizując parady równości i inne tego typu demonstracje. Swoją drogą tutaj powinna interweniować policja, bo ulica nie jest od tego, aby jacyś ludzie mający nierówno pod sufitem mogli tam pokazywać swoje glutei maximae. Ale samo zorganizowanie "gejparady" powoduje niesmak. A potem jak są jakieś akty agresji, to homoseksualiści mają dowody na to, jaką to są uciskaną mniejszością. Wtedy ze zdwojoną siłą pewne lobby zaczynają naciskać na to, aby dać im pewne przywileje.

Przejdźmy jednak ad rem. Jest jeden naród na świecie, z którym to trzeba obchodzić się jak z jajkiem. Rzecz jasna, to Żydzi. Bardzo mocno zadbali oni o wizerunek uciskanej mniejszości, która przez dwa tysiące lat musiała znosić prześladowania innych ludów. Również spopularyzowali Holocaust tak, że wydaje się, iż to jedyna rzecz, która wydarzyła się w czasie drugiej wojny światowej. Wszędzie przedstawiciele - jak sami siebie postrzegają - narodu wybranego tropią antysemityzm. Podejrzewam, że znaleźliby go nawet na poziomie fotonów, fononów i elektronów, gdyby tylko chcieli. Jeszcze jedno. Oskarżają oni całe grupy etniczne o antysemityzm. Na przykład wszyscy Polacy ich zdaniem to antysemici; nie ważne czy niemowlę czy starzec, to nie lubi Żydów, ma to wdrukowane w podświadomość. Słuchając takich twierdzeń aż ciężko się nadziwić, jak to w ogóle możliwe, że oni się tutaj od czasów Kazimierza Odnowiciela uchowali, a Najjaśniejsza Rzeczpospolita w XVII nawet nosiła miano żydowskiego raju. Przecież ta cała paplanina, jacy jesteśmy antysemiccy, stanowi oczywisty nonsens.

Antysemityzm się jednak opłaca. Z jednej strony chodzi o pieniądze, które można ściągnąć dzięki szantażowi. Od nas zarządano 65 miliardów dolarów, a Israel Singer, szef JWC, stwierdził jasno w 1996 roku. Jeżeli nie zapłacimy tego haraczu, to będziemy obmawiani i szkalowani. No i w ten sposób przylepiono nam łatkę antysemitów. Takie generowanie zjawiska antysemityzmu jest bardzo opłacalne. Jednakże poza samym przylepianiem łatek istnieje inny mechanizm, o którym warto tutaj wspomnieć.

Jest to autoantysemityzm. Polega na tym, że Żydzi sami przeciwko sobie szczują Gojów. W obecnych czasach mogą odnosić z tego powodu wymierne korzyści, ponieważ organizacje typu ADL czy JWC mogą twierdzić, że w jakimś kraju jest antysemityzm. Nie zdziwiłbym się, gdyby na przykład taki Leszek Bubel okazał się przedstawicielem wiadomej nacji. Takie przypadki już w historii się zdarzały.

Autoantysemityzm istniał również w przeszłości. Mówi się wiele o pogromach Żydów na przykład, że w Kolonii w XII w. palono ich żywcem. Jest to przedstawiane w ten sposób, jakby to była ślepa furia Gojów w żaden logiczny sposób nie do uzasadnienia. Okazuje się, że Żydzi indukowali pogromy na siebie w dawnych wiekach. Przytoczyć tutaj trzeba przykład wielkiego inkwizytora Hiszpanii, dominikanina Tomasa de Torquemady. Otóż, był to maranin, czyli nawrócony Żyd z dawnych muzułmańskich terytoriów na Półwyspie Iberyjskim. Prowadził on jawnie antysemicką nagonkę, gnębiąc przedstawicieli swojej nacji, jak tylko można. Żydzi postrzegali to jako swoistą formę negatywnej eugeniki. Przedstawiciele Gojów robili tylko całą brudną robotę. A Żydzi podali jasno, że czasem trzeba poświęcić część swojej społeczności, aby osiągnąć pewne cele. Richard Nikolaus graf von Coudenhouve-Kalergi, niemiecko-żydowsko-japoński mieszaniec, stwierdził jasno: Europa chciała przez ponad tysiąc lat zniszczyć Żydów, ale tylko ją uszlachetniła, tworząc "duchowy naród panów".

Hannah Arendt twierdziła w książce Eichmann w Jerozolimie, że również Holocaust mógł być efektem autoantysemityzmu. Sama określała tą nieprawdopodobną rzeź jako zabójstwo Kainowe. Żydzi sefardyjscy przecież uważali, że Aszkenazyjczycy to hołota i swołocz. Znana jest wypowiedź Israela Gutmanna, że przed drugą wojną światową osiemdziesiąt procent światowej populacji Żydów to bydło. A co jest dziwne w tym wszystkim? Wielu przedstawicieli ruchu nazistowskiego to byli Żydzi lub pół-Żydzi. Poza tym Sefardyjczycy z USA finansowali Niemców do ataku na Pearl Harbor, czyli w momencie przystąpienia Stanów Zjednoczonych do drugiej wojny światowej. Jakoś nie nalegali, aby zbombardować Oświęcim lub przynajmniej linię kolejową prowadzącą do tego obozu zagłady. Udawali, że problem zagłady Żydów nie istnieje. W 1943 roku Szmul Zygielbojm popełnił samobójstwo, żeby zwrócić uwagę na to ludobójstwo. Za to po drugiej wojnie światowej ten akt Kainowego zabójstwa, stosując określenie Arendt, został skrzętnie wykorzystany przez żydowskie organizacje właśnie ze Stanów Zjednoczonych. Znamy to obecnie pod nazwą przedsiębiorstwa Holocaust. Czy to nie jest akt odrażającej nekrofilii?

Autoantysemityzm pozostaje jednak swoistym fenomenem. Żaden naród nigdy decydował się na zwalczanie samego siebie. Żydzi byli, są i będą żądni władzy. Uważają siebie za swoistych nadludzi przeznaczonych do władania światem. Wystarczy przytoczyć słowa laureata Pokojowej Nagrody Nobla Menachema Begina:

Nasza rasa jest Rasą Mistrzów. Jesteśmy świętymi bogami na tej planecie. Różnimy się od niższych ras ponieważ wywodzą się one od insektów. Faktycznie porównując je do naszej rasy, inne rasy to bestie i zwierzęta, owce w najlepszym przypadku. Inne rasy są uważane jako ludzkie odchody. Naszym przeznaczeniem jest rządzenie ponad niższymi rasami. Nasze ziemskie królestwo będzie rządzone poprzez naszych liderów za pomocą rózgi żelaznej. Masy będą lizać nasze stopy i służyć nam jako nasi niewolnicy.

Zacytowany fragment został umieszczony w wydanych w 1982 roku pamiętnikach prezydenta Jimmy'ego Cartera. Widać, jaki obrali sobie nadrzędny cel. Realizują go z żelazną konsekwencją. Przy okazji stosują makiaweliczną regułę, że cel uświęca środki. Nie widzą zatem nic zdrożnego w poświęceniu części populacji, jeżeli ma zostać osiągnięty. Autoantysemityzm jest zatem mechanizmem stosowanym w celu zwiększenia zakresu i/lub zdobywania władzy. Trzeba również przyznać, że doskonale spełnia to zadanie.

2008-08-29

Szewcy przez internet

W niczym nie umniejszajac trafnosci porownan pana Aleksandra Sciosa proponuje obsade alternatywna.

Ч. Kiszczak za swa nabyta w sluzbie inteligencja niestety nie bardzo nadaje sie do roli prokuratora Scurvy. Tu potrzebne jest klebowisko niespelnionych chuci i ambicji. Co tu duzo mowic, Wojciech Sadurski i nikt inny. Ten, z łaski Lecha Kaczynskiego, zwyczajny profesor prawidel wszelakich, liberal umyslowy, publicysta samorzutny, przyjaciel Michnika, ojciec pięciu jajek... zastepujac Kiszczaka w roli prokuratora wyciagnie spektakl z przeszlosci i pozwoli uniknac epigonskiej nuty.

Nic za darmo, obsadziwszy prok. Scurvy powstal wielki problem z rola Ksieznej.
Dominisia Wielowieyska odpadla w przedbiegach, minimum, chocby absolutne, horyzontow jest tu jednak wymagane.
Olga Lipinska? Troche lepiej, niestety jej wiek spychalby perwersje dramatu w zupelnie niepozadanym kierunku.
Anna Bikont? Jak najbardziej!!! Po na wskros naturalistycznym obsadzeniu prokuratora Sadurskim spektakl z odchodzaca nieco w niepamiec Bikontowa w roli Ksieznej odzyskuje w pelni swoj surrealistyczny blask.

Sajetana zagra Admin jakis, byle nie zaden chlystek, zaden zagwazdraniec klubokawiarniany.
W roli czeladnkow wystapia bloggerzy, moga byc postsolidarnosciowi. Jeden z nich raz po raz wpada notorycznie w glos i emfaze Niesiolowskiego.
W akcie drugim pojawia sie Straznik wyrzucajacy i wrzucajacy jak popadnie czeladnikow do celi.
Straznika obsadzi zaloga Salonu SB2024, zszyje sie bokami 4 zielone mundurki moro i tak otrzymamy POslowianskiego Swiatowida poruszajacego sie z gracja Chochola.

Hiperrobociarz: Bolek zwany kiedys Walkiem
Gnebon Puczymorda: Donald Tusk
Towarzysz X: Ч. Kiszczak
Towarzysz Abramowski: Bronek Gangsta Komorowski
Fiersusienko: I. Janke (jedynie jezeli Wanatowa bedzie grac Ksiezna w zastepstwie)


Na zakonczenie szczodra garsc cytatow w jakiejs mierze uzasadniajaca obsade.

SCURVY zamyślony
... Kim jestem? Boże! Com ja z siebie uczynił! Liberalizm to guano - to najgorsze z kłamstw. Boże, Boże! - jestem cały z gumy, którą na coś niewiadomego naciągają.


SAJETAN spokojnie, twardo
... Skończyły się rozkoszne czasy idej - co to, wicie, można było majonezy żreć, a bolszewikiem ideowym być, aby się w nędzy ostatniej tymiż ideami na glanc pocieszać, że to niby kimś się, w ekskrementaliach gnijąc, mimo wszystko jest.

SCURVY przez sen
l nigdy nie zagrać już w brydżyka - nie móc nigdy mówić z tym poczuciem urojonej ważności: trzy kier lub kontra, nie pójść na kawusię do "Italii"

SAJETAN
Jeden dekret, drugi, trzeci i szlus. Więc czemu, powtarzam, pan tego sam nie zacznie, mając władzę, która ci na gówno w rękach gnije, skurwysynie, a mogłaby kupą piorunów twórczych być. Czemu, rozumiejąc to, nie masz pan odwagi? Żal ci tego głupiego, spokojnego żyćka twego, które dowolnie niski stwór gdzieś głęboko ma? Czy to ze względu na publiczkę ona sobaczą, dla popularności - czy co?


SAJETAN
Czym się zajmuje ten potwór? Jakimiś subtelnościami zupełnych kretynizmów - oto ich tak zwane życie intelektualne, po obowiązkowej gnębicielskiej pracy po biurach i buduarach.
SCURVY
Nie rozumiecie całego uroku znawstwa czegokolwiek bądź u bezpłodnych impotentów takich jak ja - to są otchłanie rozkoszy usprawiedliwienia swego bytu - takie dziamdzianie się w sobie..


SCURVY
... Ale mój codzienny dzionek, który wydarłem ja, mały prowincjonalny burżujek, z nicości wprost, przez naukę prawa, przez długie lata prawomocnego mordowania zbrodniarzy, przez potworne wprost obkuwanie się wszystkim w wolnych chwilach mych cudnych, należy tylko do mnie i nie oddam go dobrowolnie nigdy. Ale z drugiej strony nie wierzę już w to nowe życie, które stworzyć macie wy - oto moja tragedia jak na patelni.

Scurvy przyciska go do piersi i ryczy z emfazą.
To jedno nie - tego jednego mi nie zabierajcie: jestem prawdziwym, liberalnym - w ekonomicznym znaczeniu - demokratą.

KSIĘŻNA wstaje, ociera chusteczką skrwawione usta i mówi
Nudno, panie Robercie. To, co pan mówi, to są frazesy społecznego impotenta bez istotnych przekonań.


FIERDUSIEŃKO z walizą w ręku
Idzie tu, jak pochód nieszczęścia po prostu, jakiś straszny nadrewolucjonista, jakiś hiperrobociarz wprost - to pewnie jeden z tych, co naprawdę rządzą - bo te kukły (wskazuje na szewców) to komedia ino.

PUCZYMORDA
...
Oczy straszne, wywalone.
(robi miny okrutne)
Takim jest i takim bede,
Czym jest dziwkarz, czy też pede,
Socjalista czy faszysta,
Jam w tym serze jako glista.

PUCZYMORDA
... Jestem kontrolerem dekoracyjnych widowisk propagandowych. ...

PUCZYMORDA
... Ja jestem na ich służbie - ja zupełnie się zmieniłem. Zrozum to, kochasiu, i uspokój się. Mocą transformacji wewnętrznej postanowiłem jeść pulardy, langusty, wermuje i papawerdy zakrapiane oblikatoryjnymi fąframi do końca, życia. Jestem cynikiem, aż do brudu między palcami u nóg - przestałem się myć zupełnie i śmierdzę jak zgniła flądra. Chram na wszystko.

PUCZYMORDA
... A ja co? - sirota. Nawet nie wiem, kto jestem - politycznie oczywiście! Życiowo jestem starym błaznem pełnym fazdrygulstwa i gnypalstwa ...