2009-05-20

10 lat SLD - historia i dziedzictwo

Marek Siwiec na swym blogu słusznie zauważył, że SLD to w rzeczywistości formacja będąca bezpośrednią kontynuacją SdRP. Od siebie dodam więcej. To partia sięgająca korzeniami dużo dalej, anomalia polityczna i sadystyczny żart historii - wrzód, który od tylu lat jątrzy Polskę i nie potrafi uczciwie zdechnąć.

Jeśli spojrzeć wstecz, to rodowód polityczny Sojuszu Lewicy Demokratycznej sięga samych początków tworzenia sowieckiej ekspozytury w Rzeczpospolitej. Stopniowo cofając się od czasów współczesnych w przeszłość, zauważyć możemy delikatną nić ciągłości pomiędzy kolejnymi czerwonymi nowotworami pączkującymi jeden z drugiego na przestrzeni XX wieku. Dostrzec możemy, że owa nić prowadzi bezpośrednio do kłębka jakim w przypadku wszystkich lewackich ruchów na świecie niezmiennie jest Moskwa.

Przenosząc się wstecz od ,,postępowego'' SLD, poprzez ,,nowoczesną'' SdRP, późny i wczesny PZPR, po czym PKWN, a wreszcie obydwa Proletariaty możemy zauważyć, iż pan Siwiec ma słuszność uznając Sojusz za kolejną zmianę makijażu na niezmiennie prostackiej i śmierdzącej, czerwonej facjacie. Oczywiście sam będąc komuchem Marek Siwiec nagromadza więcej eufemizmów w opisie swojej partii. Ja jednak pozwolę sobie zerwać maskę pięknych słówek, by przybliżyć czytelnikom wyżej opisaną bolszewicką japę.

Świętujący 10-lecie istnienia SLD pożyteczni idioci w istocie świętują kolejny etap w istnieniu ruchu komunistycznego w Polsce, występującego tym razem w postaci socjaldemokratycznego przetrwalnika. A mają co świętować. Czerwony nowotwór rozniósł się z życia politycznego na wszystkie dziedziny życia publicznego. Zaczynając od kultury i mediów, kończąc na światopoglądzie szarego obywatela oraz życiu rodzinnym. Wszędzie tam możemy dziś obserwować czerwone przerzuty eseldowskiego i zagranicznego pochodzenia. Ów rak trawi wszystkie te domeny, a szanse na całkowite jego wyplenienia maleją z każdym rokiem. Zaiste jest, co świętować. Wszystko idzie zgodnie z planem.

Nie zmienia tego żałośnie niskie poparcie dla komunistów, które akurat na dziesięciolecie wyniosło 10 procent, o których Siwiec mówi, że to ,,za dużo, by umrzeć, ale i za mało, by żyć''. Należałoby się cieszyć, tym, że lewacki polityk stwierdza iż czerwone truchło chwieje się nad trumną i wystarczy ją ostatni raz kopnąć w czerwoną dupę, a wieko trumny historii zatrzaśnie się nad nią samo. Jednak w rzeczywistości bliska końca jest jedynie stara gwardia, beton, aparatczycy - jakkolwiek ich nazwać. Nawet gdy guz pod tytułem SLD zostanie wycięty, to pozostaną przerzuty w postaci narybku z Krytyki Politycznej, niezwykle płodnych intelektualnie lesbijek i mniej kreatywnych pederastów skupionych w postępowych kręgach, nie wspominając o nawiedzonych ekologach i lewackich organizacjach pacyfistycznych, czy niezawodnym postępowym skrzydle Platformy Obywatelskiej oraz jej bękarcie Stronnictwie Demokratycznym, które mają się do Sojuszu jak rak ma się do AIDS.

Tak więc wspomniany przez Marka Siwca rodowód SLD oraz jego przedłużenie przypomniane przeze mnie to nie jedyna z wątpliwych chlub tej drugiej w historii RP, a na pewno pierwszej antypolskiej partii w Polsce. Kolejną chlubą tej formacji jest wspomniane ogromne dziedzicwo, które z prikazu Polska otrzyma w spadku po ostatecznym zwiędnięciu tej czerwonej poczwary. Świętujcie czerwoni, bo jak każdy rak, wasz komunistyczny nowotwór jest nieśmiertelny i wszystko wskazuje na to, że powoli przejmuje kontrolę nad ciałem Rzeczpospolitej.

2009-05-19

Rosyjska ,,prawda'' historyczna zwycięża

Była korespondentka polskich mediów w Rosji (1990-2004) Krystyna Kurczab-Redlich stwierdziła, iż ,,polska i rosyjska prawda (historyczna) są niekompatybilne''. W czasie, gdy dzięki zabiegom rządu dialog polsko-rosyjski przenosi się na kolejny, do tej pory niewyobrażalny poziom zależności senior-wasal, gdy szala zwycięstwa w walce o uznanie faktów z przeszłości przechyla się powoli na stronę Rosjan, pani Kurczab-Redlich pokazuje, że problem politycznego rozgrywania historii przez Federację Rosyjską jest nadal aktualny.

Ukłony i pląsy nie pomogły. Umizgi Tuska i Sikorskiego spełzły na niczym. Rosjanie nie dość, że nie złagodzili stanowiska w żadnej z istotnych kwestii (poza eksportem mięsa - chwała Ci rządzie PO-PSL), do tego stosując taktykę buta w drzwiach przechodzą do relatywistycznej ofensywy i zakłamują kolejne karty historii Europy. Zastępująca realną politykę dyplomacja uśmiechów zawiodła na całej linii.

Niedawno od rosyjskich historyków dowiedzieliśmy, że w Katyniu co prawda nie zabijały brzozy, a hitlerowcy, lecz na pewno nie czynili tego krasnoarmiejcy oraz enkawudziści, którzy przebywali w katyńskim lesie na wiosnę 40 roku zapewne uczestnicząc w wielkim wyjeździe integracyjnym ze smażeniem kiełbasek i grą w badmintona. O agresji radzieckiej na II Rzeczpospolitą 17 września 1939 roku również kazano nam zapomnieć.

Dziś od byłej polskiej korespondentki dowiadujemy się, że Rosjanie stworzyli specjalną komisję, która zajmie się przeciwdziałaniem próbom fałszowania historii na szkodę interesów Rosji. Jak sama nazwa wskazuje, zadaniem owego tworu będzie dbanie o to, by historia była ustalana zgodnie z interesami Federacji Rosyjskiej. Powstanie swoistego Ministerstwa Prawdy w totalitarnym państwie, którym bez wątpienia jest Rosja postsowiecka, nie powinno dziwić, jednak bierność naszych władz wobec tego zatrważającego zjawiska powinna oburzać opinię publiczną. Nasi demokratyczni przedstawiciele póki co milczą. Zapewne będą milczeć nadal. Rosjanom się nie podskakuje - Od czasów Poznania 56' i Pragi 68' niewiele się zmieniło.

Usystematyzujmy więc nową wersję historii, która dzięki wybitnemu odrętwieniu polskiego aparatu dyplomatycznego może niebawem stać się wersją obowiązującą. Wojna zaczęła się 21 czerwca 1941, wschodnia część bękarta traktatu wersalskiego samoistnie przyłączyła się do ZSRR. Na pochybel faktom. Historia nie jest sumą związków przyczynowo-skutkowych. Jest relatywnym opisem zdarzeń kreowanym przez silniejszego politycznie gracza.

W XXI wieku historię nadal piszą zwycięzcy. Przegrani milczą i mamią swój naród fałszywą suwerennością oraz pozorami realizowania polskiej racji stanu, odsuwając szansę na realne samostanowienie państwa polskiego ad calendas graecas.

2009-05-17

Wstyd własnych korzeni

Zakłamanie środowisk lewicowych przestało mnie już dziwić. Przypadłość ta - o nazwie lewoskrętność - musi się wiązać z jakimś rozdwojeniem jaźni. Osobiście znam kilka osób wykształconych na naukach przyrodniczych, które uważają homoseksualizm za rzecz normalną, odrzucających przy tym tradycyjny model rodziny. Oczywiście zawsze zadaję pytanie, jak można nie dostrzegać pewnych oczywistości. W końcu te wszystkie konserwatywne reguły gry z czegoś muszą wynikać, a mianowicie ze zmagania się człowieka z jednej strony z warunkami środowiska, a z drugiej organizacją coraz to większych społeczności. Tak samo pewien blogger, który powinien być nam wszystkim powszechnie jako tropiciel katoagresji i katofundamentalizmu, znany głosi postulat przymusowej aborcji i takiej samej eutanazji dzieci z zespołem Downa. Brzmi to jak sławetna akcja T4; mamy tutaj do czynienia z kuferkiem nazizmu. Natomiast ów blogger uważa niemiecki narodowy socjalizm za wytwór prawicy. Jak tu nie mówić, że nasi ideologiczni oponenci nie cierpią na rozdwojenie jaźni. Na lewicy istnieje jeszcze jeden ciekawy fenomen. Ma ona mianowicie mentalność nieślubnego dziecka lub owocu mezaliansu. Uparcie twierdzi, iż wypadła sroce spod ogona. Na wszelkie sposoby odcina się od przeszłości...

Najzwyczajniej w świecie lewicowcy wstydzą się pochodzenia swojej ideologii. A przecież żaden system aksjologiczny nie wziął się z powietrza...

Lewica wstydzi się nazizmu. Bardzo skutecznie zadbała, aby był on postrzegany jako twór skrajnie prawicowy. Moim zdaniem lewactwo nie ma tutaj czego się wstydzić. Przecież naziści zalegalizowali aborcję, uważali eutanazję za dopuszczalną, toczyli kampanie antynikotynowe, wprowadzili gospodarkę centralnie sterowaną oraz rozbudowali system opieki społecznej. Wypisz wymaluj współczesny europeizm. Dodam, że jeszcze Adolf H. bardzo chętnie mówił o zjednoczonej Europie i jednej europejskiej walucie. Lewactwo zatem tylko dlatego podrzuca nam to zgniłe jajko, ponieważ nazizm był wymierzony w ich zdaniem nietykalny Herrenvolk, który ma być nawet bardziej inteligentny niż cała reszta gojowskich Untermenschen. A to grzech nie dopuszczalny. Morderca czy gwałciciel jest zbrodniarzem mniejszego kalibru niż osobnik mówiący o "rasie panów" złe rzeczy. Bardzo wstydzili się również swoich korzeni ci naziści, którzy po drugiej wojnie światowej wstąpili do SPD i zaczęli tworzyć partie Zielonych. Również komuniści w NRD byli niejednokrotnie zdumieni, widząc byłych nazistów w aparacie swojego państwa. Jakoś narodowi socjaliści nie mieli żadnego tropizmu do prawicy. W pewnym momencie Hitler wstydził się, iż pomógł generałowi Franco, gdyż widział w otoczeniu caudillo tylko i wyłącznie arystokrację i kler.

Odpychany zaczyna być również od lewicy komunizm. Najwyraźniej wybielanie tego systemu mającego kilkaset milionów ofiar na całym świecie przestaje się udawać. Niejaki Maruti nazwał nawet komunizm czerwonym konserwatyzmem! Lewica obecnie uważa się za wielkich obrońców demokracji. Fakt istnienia systemu monopartyjnego w państwach komunistycznych to ich zdaniem świadectwo prawicowości tego systemu. Tak samo rozumują w przypadku jego surowości obyczajowej. Zapominają, że to są elementy wtórne, które to wynikają z nieprzystawalności systemu do rzeczywistości. Pierwotnie w ZSRR na przykład wolno było absolutnie wszystko z wyjątkiem złego wypowiadania się o władzy. Potem bolszewicy wszelkiego libertynizmu poza aborcją i rozwodami zakazali. Lewicowcy zatem albo nie znają należycie historii swojej własnej formacji, albo po prostu omijają w dyskusjach niewygodne dla nich fakty. Pojawia sie też tutaj pewien paradoks. Za każdym razem, jak lewica doprowadzi do kataklizmu, po pewnym czasie okazuje się to winą prawicy...

Czasami lewacy negują wręcz podział sceny politycznej na prawicę i lewicę. Wprowadzają różnorakie dwuosiowe podziały polityczne celem odseparowania od nich komunizmu. Ten zaliczany jest tam do left-wing authoritarianism, oni siebie widzą w obozie wolnościowych socjalistów. Wówczas przyrównują konserwatystów do komunistów (sic!), że obydwie grupy są autorytarne. Zapominają, że pewne cechy komunizmu nie wzięły się znikąd. Na papierze to był wręcz anarchizm - po zapanowaniu dyktatury proletariatu państwo nie miało być do niczego potrzebne, a wszyscy bardzo dobrze wiemy, jak to wyglądało w praktyce. Z punktu widzenia ideowych założeń komunizm i współczesny socjalizm to byty z jednej bajki. Jeżeli się weźmie praktykę pod uwagę - na przykład montowanie Euro-ZSRR - to rzecz identyczna. Lewactwo wypiera się niczym żaba błota.

Skąd się wziął ichniejszy antyklerykalizm? Oni mówią, że są wykształceni, oświeceni, obnoszą się naukowymi tytułami jak podpułkownikowskimi rangami, zatem jako takim iluminowanym w transcendencję nie wypada wierzyć, a nawet nie można, bo to rzekomo sprzeczne z naukowym widzeniem świata. Kościół zatem to ciemnogród, który należy tępić, to opium dla ludu et cetera. Przyczyna jest jednakże inna, ponieważ - jak zwykle - lewica nie zna dobrze nawet swojej historii. Antyklerykalizm wywodzi się z dziewiętnastowiecznego liberalizmu. Taki na przykład Cavour zasłynął nacjonalizacją majątków kościelnych. Podobne ekscesy zdarzały się wszędzie tam, gdzie do władzy dorwali się liberałowie. Z tego też wziął się antyklerykalizm komunistów, a przy okazji - współczesnej lewicy.

Wiadomo, że lewica to formacja skompromitowana i załgana. Jednakże ichniejszy stopień załgania powoli zaczyna przekraczać wszystkie wyobrażenia...

2009-05-13

Tarcza antyrakietowa jednak powstanie

Stało się. Barack Obama w zderzeniu z realną polityką poszedł po rozum do głowy. Polska The Times poinformowała wczoraj, że prezydent USA ostatecznie zadeklarował, iż tarcza antyrakietowa w Polsce i w Czechach powstanie.

Przedwyborcze obietnice Obamy i marzycielskie zapatrywania jego wyznawców na przyszłą politykę czterdziestego czwartego prezydenta Stanów Zjednoczonych okazały się mrzonkami. Szorstka rzeczywistość i bezdyskusyjne zagrożenie ze strony Iranu oraz islamskich terrorystów działających na terenie innych państw wymusiły na Baracku Obamie zmianę polityki. Na pewno duży udział miały w tym środowiska wojskowe, które jak to zazwyczaj bywa, najtwardziej ze wszystkich stąpają po gruncie i w sposób naturalny mają największe prawo do oceniania kwestii militarnych.

Możliwe, że najwyższy przedstawiciel amerykańskich władz wreszcie sięgnął po raporty specjalistów potwierdzające potrzebę instalacji elementów BMDS (Ballistic Misssle Defense System) w Polsce i Czechach, które będą chronić USA oraz kraje sojusznicze znajdujące się na kontynencie europejskim. Możliwe, że w świetle ostatnich wydarzeń w Pakistanie (pakistańscy Talibowie powoli przejmują tereny wokół elektrowni atomowych Khusab oraz Gadwal), Obama nareszcie zauważył i docenił niebezpieczeństwo nuklearne ze strony islamskiego terroryzmu. Niewykluczone, że prezydent USA został douczony w dziedzinie geopolityki i w końcu usłyszał o panach takich, jak McKinder czy Spykman, którzy to geostratedzy już pół wieku temu tłumaczyli potrzebę amerykańskiej aktywności w Europie, która zabezpieczy Zachód przed atakami z szeroko rozumianego Wschodu a z samych Stanów Zjednoczonych uczyni twierdzę zachodniej cywilizacji nie do zdobycia z morza oraz z powietrza (koncepcje Heartlandu oraz Rimlandu - zainteresowanym polecam wygooglać te pojęcia).

Abstrahując od wpływu przedstawionych wyżej czynników, pieniążki się jednak znalazły i, choć nie tak wartkim strumieniem, jak przewidywano, mimo wszystko popłyną z Waszyngtonu, zasilając budżet projektu tarczy antyrakietowej w Europie. Polacy mogą z tej okazji otworzyć szampana i zasiąść w fotelach w oczekiwaniu na rozbudowę baz amerykańskich w naszym kraju. Mogą z radością spojrzeć na rosnący niepokój Moskwy, której nie udało się do końca zmanipulować czarnego przedstawiciela USA, oraz narastającą nerwowość rosyjskiego lobby w Rzeczpospolitej, której przedstawiciele już teraz próbują wykoncypować nowe drogi do zablokowania projektu. Nie będę wskazywał palcami - dla trzeźwego politycznie obywatela obserwującego ostatnie wydarzenia będzie jasne o kim piszę.

Nieprzekonanych odsyłam do publikacji moich kolegów z Uniwersytetu Jagiellońskiego pt. ,,Wpływ tarczy antyrakietowej na pozycję międzynarodową Polski''. W 600-stronnicowym dziele studenci mojej uczelni prezentują szeroką analizę i wnioski przemawiające za instalacją elementów BMDS w naszym kraju.

Pan Witold Waszczykowski podczas konferencji promocyjnej wspomnianej książki zapytany o korzyści z instalacji elementów tarczy antyrakietowej w Redzikowie, powiedział mi, że dzięki tarczy Polska zyska dodatkowe zabezpieczenie artykułu 5 Paktu Północnoatlantyckiego w rzeczywistości nie gwarantującego jej konkretnej pomocy miliatrnej w razie ataku. Projekt ów, sprawi również, że Polska przestanie być członkiem sojuszu klasy B a jej głos w NATO będzie dużo silniejszy. Rozmowa z byłym przewodniczącym zespołu negocjującego instalację tarczy miała miejsce w trudnym okresie, gdy losy projektu były jeszcze niepewne a przedstawiciele USA w RP, w tym urzędnicy Konsulatu Stanów Zjednoczonych w Krakowie bali się jakichkolwiek deklaracji.

Dziś ten scenariusz się wypełnia i uważam, że pan Waszczykowski, ludzie mający swój udział w doprowadzeniu projektu do finalizacji oraz wszyscy Polacy mogą być zadowoleni. Panie i Panowie, udało się - tarcza antyrakietowa powstanie. Na szczęście. Dla Polski i dla świata.

2009-05-07

Rogacz Hejke i sprawa Kurtyki

Służby pracują nad Kurtyką i nijak nie mogą się się Prezesowi dobrać do skóry. I ustawą go chcieli usunąć, i przypominaniem jak załatwił przeciwnika do fotela prezesowskiego, no i dobić go chcieli oczywiście książką Zyzaka o Wałęsie. Knują, knują i nic im nie wychodzi, bo Prezes kulturalnie im się wymyka z rąk, więc wymyślili niezawodny sposób - sprawę romansową. Rogacz Hejke - fotograf i wykładowca, współpracownik Gazety Polskiej, właśnie rozwodzi się z żoną a jako powód swej ,,napaści'' (list do Prezydenta RP i Parszałka Komorowskiego, Paczkowskiego i kolegium IPN) podaje odznaczenie Prezesa Kurtyki medalem przez Prezydenta RP. Prezydent dał, a ten Prezes miał złe intencje... nie wobec państwa, narodu, historii, ale wobec żony nieszczęsnego rogacza. Co ma państwowy medal do prywatnej żony obcego faceta? Hm... Widocznie zraniony mężczyzna potrafi zrobić z siebie kompletnego nieudacznika. Wygląda na to, że on sobie chodził patriotycznie fotografować ruiny na Kresach a żona mu sejf rozwiercała i spotykała się w hotelach z różnymi osobami (bo on ma rachunki, że ona spała poza domem), a do tego dzwoniła z komórki do prezesa IPN. On nie ma pewnie rachunków, bo spał w ruinach i do nikogo nie dzwonił. Zresztą nawet jakby dzwonił, to pewnie by się nie dodzwonił, bo jego żona w tym czasie rozmawiała z Prezesem. Tak czy inaczej o sprawie ,,podrywu na teczkę'' napisały już wszystkie gadzinówki: Dziennik, GW-no Prawda, Wprost. Pewnie romans z IPN w tle rozłożą na czynniki pierwsze Super Ekspres z Faktem w sezonie wakacyjno-ogórkowym. Przystojny Kurtyka nadaje się na okładki pism zabieranych z nudów na plaże.
Może być też pozytywny wynik tej sprawy. Jeśli nikt nie potwierdzi wersji rogatego Hejki, to tak czy inaczej, do części osób dotrze wiadomość, że jest coś takiego jak rejestr ZASTRZEŻONY IPN. To dokumenty z tego zastrzeżonego katalogu rzekomo przekazywał Prezes Kurtyka pani Katarzynie Hejke na tajnych schadzkach. A swoja drogą na miejscu pani Hejke nie dziwię się, że zostawiła takiego nieciekawego faceta. Nie dziwie się też facetowi, że wskazuje na przystojnego i kulturalnego Kurtykę, bo chyba mógłby być zazdrosny i to raczej nie z powodu jakichś ,,tajnych'' papierów.

Czekam teraz na pokaz histerii pana Krzysztofa Hejke przed kamerami. Zrobi to na Bolka czy na Sawicką? Na patriotę czy zakochanego faceta?



Krzysztof Hejke urodził się w 1962 roku. Absolwent Wydziału Operatorskiego PWS-FTiT w Łodzi oraz Instytutu Fotografii Artystycznej w Pradze. Profesor zwyczajny sztuk filmowych, wykłada fotografię w PWSFTiT. Jego prace prezentowano na ponad 50 wystawach indywidualnych w kraju i za granicą. Jest autorem kilkunastu albumów, m.in.: Polska Romantyczna (siedmiokrotnie nagrodzony w konkursach na najpiękniejszą książkę), Tam gdzie lwowskie śpią Orlęta, Polska - Duch Ziemi, Cmentarz Łyczakowski w fotografii Krzysztofa Hejke, Katedra lwowska obrządku łacińskiego, Mazury obrazy nostalgii, Kresy. Zapomniana Ojczyzna. Współpracuje m.in z magazynem "National Geographic". Jego fotografie znajdują się w zbiorach muzeów i w kolekcjach prywatnych.

A swoją drogą, kiedy znajdzie się odważny w IPN i wyniesie zawartość zastrzeżonego katalogu IPN? Może należałoby w drugą stronę zastosować podryw - ,,podryw na pendriva''. Znaleźć jakiegoś uległego pracownika IPN, wręczyć mu pendriva i obiecać prawdziwe ,,trzęsienie ziemi'' za pełną zawartość. Trzęsienie ziemi będzie na 100%. I to bez żadnego seksualnego podtekstu.

2009-05-03

Kiedy prawica będzie zdolna strugać intelektualistów z patyka?

Tad9 w swoim tekście pod tytułem ,,Szczuka w szarym sosie (o sukcesie pewnej inżynierii społecznej)'' opisuje burzliwe dzieje rozwoju Kazimiery Szczuki, jako jednej z tuz ruchu feministycznego a przy okazji demaskuje powstały wokół niej i kilku innych feministek kult. Na tytułowe pytanie, które autor wspomnianego tekstu umieścił na jego końcu, postaram się pokrótce odpowiedzieć.

W odróżnieniu od wszelkiej maści ruchów lewackich, ruchy prawicowe cechuje wewnętrzna walka ideologiczna w której można stwierdzić rzeczywiste potyczki intelektualne mające na celu udowodnić wartość danego programu. Konserwatywni liberałowie spierają się z konserwatystami o zabarwieniu bardziej etatystycznym, umiarkowani światopoglądowo debatują z autorytarystami i monarchistami. Na prawicowej arenie myśli politycznej możemy obserwować ciągłą debatę, gdyż w naszych dywagacjach rzeczywiście o coś chodzi. Stąd również, niekiedy wspierane przez Salon, rozdrobnienie prawicowe obecne w Rzeczpospolitej i nie tylko - kruche porozumienia zrywamy nieraz tocząc bój o jeden szczegół, ponieważ kształt programu mający mieć wpływ na kraj jest dla nas ważny.

Nie można tego powiedzieć o ruchach lewicowych - czerwony marsz przez kulturę lat sześćdziesiątych rozpoczął tworzenie się w świecie zachodnim trendów intelektualnych, takich jak pacyfizm, socjalizm, ekologizm, antyklerykalizm, itd. To na kanwie tych elementów światopoglądowych powstawały lewicowe partie w całej zachodniej Europie ku radości przyjaciół znad Wołgi. Jeśli ich fundamentem ideologicznym jest kilka utopijnych hasełek, w które wierzą masy a promują najwięksi wewnętrzni kłamcy intelektualni, to każdy kompromis oparty na totalnym (nieprzypadkowe słowo) konformizmie jest możliwy. Czy to nie lewacy potrafią jednocześnie żądać totalnej sekularyzacji, a gdy przyjdzie co do czego wysyłać swoich przedstawicieli na pielgrzymki papieskie? Czy ktokolwiek inny, niż oni potrafią mówić o nowoczesnej polityce ekonomicznej kształtowanej rzekomo obecnie w Unii Europejskiej, jednocześnie promując skrajny socjalizm oraz pełną regulację życia gospodarczego?

To jest ich przewaga taktyczna nad prawicą znajdującą się obecnie w globalnym odwrocie. Lewacka zdolność do mutacji w zależności od potrzeby widoczna jest na przykładzie rodzimych komuszków. PZPR istniał, dopóki pozwalała na to dominacja komunizmu w Polsce. Kiedy czerwony system zaczął się sypać w całym Układzie Warszawskim, komuszki zamienili swe służby w kadry biznesmenów a sami przefarbowali się na socjaldemoratów nazywając obłudnie swa partię Socjaldemokracją RP. Zatrzymajmy się w momencie wyborów w 1991 roku - SdRP wchłania skrzyknięty lewacki plankton, po czym tworzy blok pod znaną nam dziś świetnie nazwą Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Negocjacje kończą się w mgnieniu oka a moskiewskie srebrniki pozostałe w łapkach komuchów w spadku po PZPR skutecznie wyciszają wszelkie spory. Dwa lata po rzekomym upadku komuny SLD zdobywa 60 miejsc w Sejmie, co jest najlepszym wynikiem w wyborach i tylko cudem zmontowana koalicja prawicowa odsuwa powrót czerwonych do władzy o kilka miesięcy.

Tak właśnie działa lewactwo. Kiedy zachodzi potrzeba chwili, cała ich ,,piękna różnorodność'' i kalejdoskop światopoglądowy znikają, a komuszki lgną do siebie aż miło. Tak było w przypadku wspomnianego SLD, tak było w przypadku LiD i w następnej odsłonie odbędzie się to w ten sam sposób przy okazji następnych wyborów parlamentarnych. To światowa reguła i taktyczna (podkreślam, jedynie taktyczna) wyższość lewactwa nad szeroko rozumianą prawicą. Im nie chodzi o wartości, im chodzi o zwycięstwo.

Dlatego też, po tym długim wstępie przejdę do meritum. Lewacy strugają swoje ,,elity'' z patyka i moglibyśmy wypunktować wiele przypadków, w których do strugania użyto wyjątkowo przegniłych i spleśniałych cepów. ,,Intelektualistami'' promowanymi w lewackich salonach są ludzie bez matury, profesorowie marcowi, specjaliści od wszystkiego oraz zawsze pewni siebie polityczni astrolodzy. W przypadku tej ideologii nie ważne kto mówi, ważne by dołączył do szeregu innych wystruganych i powtarzał te same, jedynie słuszne hasła dopóki oporna zaściankowa masa nie przyjmie ich w końcu jako swoje.

Prawica nigdy na coś takiego nie będzie sobie mogła pozwolić. Dla ideowej prawicy konformizm to słabość a nonkonformizm to cnota. Tak właśnie, nonkonformizm to cecha lansowana przez ideologię prawicową, dzieci - choćby panie i panowie Autorytety stawali na głowie, by przypisać tę cechę swoim środowiskom, nic tej prawdy nie zmieni. Lesbijka z barykady Parad Miłości mająca poglądy takie same jak milion innych lesbijek, ekolog zbierający podpisy dla Greenpeace'u obok setek kolegów robiący to samo, z tych samych pobudek rozbudzonych przez lewackie elyty, lewak z młodzieżówki socjaldemokratycznej powtarzający do znudzenia te same hasełka, co jego przyjaciele na całym świecie - to jest nonkonformizm?

Nonkonformizm to wiecznie spierający się Kaczyńscy oraz Olszewski. To Korwin punktujący wszystkich rzekomo na lewo od siebie i Marek Jurek osłabiający siłę swojej partii dla obrony swoich wartości. To środowisko nie wystruga intelektualistów z patyka.

Patrząc na nasze blogowe podwórko będące namiastką środowiska intelektualnej prawicy, to linczujący wszystkich dookoła Kirker i umiarkowany DoktorNo. To tropiący komunę we wszelkiej postaci Free Your Mind i wyluzowany Dixi. W tym środowisku trzeba prezentować konkretne poglądy, by w ogóle wejść w dyskurs. I nie znajdziemy tu ściągawek w postaci Karty Praw Podstawowych, Karty Praw Człowieka, a idąc dalej w przeszłość Manifestu Komunistycznego. Tu trzeba użyć półkul mózgowych, co gorsza obu!

Dlatego na prawicy nie ma miejsca dla Szczuk, Żakowskich i innych czerwonych królików z rękawa. Dlatego być może prawica w obecnej absolutnie masowej rzeczywistości skazana jest na porażkę. Ale nawet jeśli tak właśnie ma się stać, to walczyć i metaforycznie zginąć za wartości, w które wierzymy to honor i obowiązek. Bo w przeciwieństwie do walki czerwonych przyjaciół, nasza walka ma sens.

2009-04-27

:-) Jaką zdolną mamy młodzież. Macierewicz po raz trzeci wygrał z ITI



Pisałam o tym niżej. A tu w necie już się biorą za demaskowanie manipulatorów. To dobrze. Nauczą się na przykładach w internecie jak inni mogą robić zamieszanie i kręcić :-)

Mam wyjątkową słabość do Pana Antoniego Macierewicza, z tego powodu nie mogę się powstrzymać, żeby nie napisać, że ,,Antoni Macierewicz nie musi przepraszać współtwórcy TVN Mariusza Waltera za słowa o jego związkach z wojskowymi służbami specjalnymi PRL. We wtorek Sąd Okręgowy w Warszawie oddalił powództwo Waltera wobec b. weryfikatora WSI.

Sąd uznał, że udzielając w 2007 r. wywiadu "Rzeczpospolitej", w którym padły kwestionowane przez Waltera stwierdzenia, Macierewicz działał jako osoba urzędowa - szef komisji weryfikacyjnej WSI - oraz że mówił o urzędowym dokumencie, jakim był raport z weryfikacji WSI, który korzysta z domniemania prawdziwości.''

Obama roznosi świńską zarazę? Czy świńska zaraza to europejski komunizm?












To wszystko wina Obamy. Ten złapał ,,swine flu'' od Sarkozyego. Jak wiadomo swine flu to europejska odmiana świńskiego wirusa, który wyciekł był koło siedziby WHO (Światowej Organizacji Zdrowia) w Genewie. Wirus dopadł Barosso (stąd ten świński wygląd), od Barosso przeszedł na Sarkozyego. Z kolei Sarkozy zaraził świńskim wirusem Obamę, a ten, Bogu ducha winnego, archeologa Solisa (nie mylić z serialowym mężem Ewy Longorii - gotowej na wszystko :-) ), który zmarł następnego dnia jak mu tylko Barack rękę uściskał.
,,The first case was seen in Mexico on April 13. The outbreak coincided with the President Barack Obama’s trip to Mexico City on April 16. Obama was received at Mexico’s anthropology museum in Mexico City by Felipe Solis, a distinguished archeologist who died the following day from symptoms similar to flu, Reforma newspaper reported. The newspaper didn’t confirm if Solis had swine flu or not.''

WHO chyba nie poda mediom hasła: Nie ściskajcie się z czerwonymi, to nie złapiecie świńskiego wirusa. A może napisze stosowne oświadczenie ...

A tu ciekawostka. Polacy nie dają się nabierać na bzdety o wirusie, więc tzw.media usuwają wątki o sondzie zrobionej dla własnego portalu. Kliknijcie w tytuł wątku nad informacją "Świńska grypa to wynalazek przemysłu farmaceutycznego" albo w napis ,,Dalej'' i wyjdzie pusta strona. Świńska zaraza zżera mózgi redaktorów?

2009-04-26

PO wyborach.