...wykaże co najmniej bierną znajomość języka polskiego oraz w
obecności konsula złoży pisemną deklarację przynależności do narodu
polskiego...
Mam dwa pytania:
1. W jaki sposób należy się czynnie wykazać BIERNĄ znajomością języka polskiego?
2. W jakim języku należy składać pisemną deklarację przynależności do narodu
polskiego?
2007-09-24
Karta Polaka a języki obce
Posted by
Stary Wiarus
at
16:05
0
comments
2007-09-22
Obserwatorów OBWE należy bezwględnie wpuszczać.
Toczy się dyskusja wpuszczać czy nie wpuszczać. Nawet Pani redaktor Janke pyta salonowiczów, czy ich wpuścić. Właściwie odpowiedź jest banalnie prosta – obserwatorów bezwzględnie należy wpuszczać. Przecież tacy obserwatorzy - krótkoterminowi obserwatorzy, gdyż na długoterminowych jest za późno - napisaliby raport ze swych obserwacji. Dokonaliby oceny, czy Rymarz właściwie dopilnował głosowania i się nie machnął przy obliczaniu głosów. Jak taki raport się pichci można się dowiedzieć czytając dzisiejszą Rzeczpospolitą.
„Rasizm w Polsce? O swobodnym żonglowaniu danymi”
„Otóż w raporcie pojawia się m.in. analiza trendu przestępstw na tle rasowym, z której wynika, że Polska (ze 172 przestępstwami na tle rasowym w 2005 r.) sytuuje się w tej samej grupie krajów co np. Anglia i Walia (z 57 902 przestępstwami na tle rasowym w 2005 r.) tylko dlatego, że średni trend dla Polski w latach 2000 - 2005 jest rosnący i wynosi 2,3 proc., a średni trend dla Anglii i Walii jest również rosnący i wynosi 4,3 proc. (…)
To tak jakby na podstawie danych, że np. w Polsce w 2005 r. miało miejsce 20 takich przestępstw, a w 2006 r. 80, natomiast w Anglii odpowiednio 58000 i 60000, wnioskować, że w Polsce nastąpił wzrost przemocy na tle rasowym o 300 proc., a w Anglii jedynie o 3,4 proc”
Jakie pole do manipulacji mieliby obserwatorzy, czyż nie ?
Postanowiłem się dowiedzieć ..... Rekontra
Posted by
rekontra
at
22:52
4
comments
W odpowiedzi Wiarusowi
Twoje analizy sytuacji, doglebne i celne pomijaja jeden istotny aspekt problemow Polonii. Wladzom tak bolszewickim jak i pobolszewickim nigdy nie zalezalo na silnej i zorganizowanej Polonii, wrecz przeciwnie poslugujac sie tajnymi sluzbami, ich agentami i agentami wplywu wladze te robily i robią wszystko by utrzymac Polonie slabą, wewnetrznie skloconą i zdezintegrowaną.
Poniewaz sytuacja ta nie zmienia sie, nasze emigracyjne stanowisko wobec organizacji polonijnych i wladzy polskiej (tak kwasniewskiej jak i kaczynskiej) jest jasne i niezmienne:
Pocałujta w dupe wójta.
Na wieki wiekow, amen.
Posted by
Lista Obecnosci
at
17:39
14
comments
KARTA POLAKA
(PAP) Prezydent Lech Kaczyński, w obecności marszałków Sejmu i Senatu oraz przedstawicieli Polonii i Polaków za granicą, podpisał w sobotę w Sejmie Kartę Polaka.
Karta Polaka wprowadza ułatwienia i przywileje dla Polaków, zamieszkałych na Wschodzie. Umożliwia im m.in. wielokrotne przekraczanie granicy, dostęp do polskich szkół i uczelni oraz ułatwienia w uzyskiwaniu stypendiów. Wprowadza też istotny zapis o refundacji kosztów wizy. Osoba która otrzyma Kartę Polaka, będzie miała także prawo do podejmowania pracy i prowadzenia działalności gospodarczej na terenie Polski.
Adresatem ustawy są Polacy zamieszkali na Wschodzie, gdyż nie mają możliwości posiadania podwójnego obywatelstwa - nie jest ono tam uznawane. Prace nad wprowadzeniem Karty Polaka trwały łącznie przeszło 10 lat.
Zgodnie z ustawą, Karta Polaka może być przyznana osobie, która m.in. wykaże co najmniej bierną znajomość języka polskiego oraz w obecności konsula złoży pisemną deklarację przynależności do narodu polskiego.
Osoba ta ma też wskazać, że co najmniej jedno z jej rodziców lub dziadków albo dwoje pradziadków było narodowości polskiej lub posiadało polskie obywatelstwo, bądź wykazać swoją działalność na rzecz kultury polskiej lub polskiej mniejszości.
Karta Polaka, wydawana przez konsula, ma być ważna przez 10 lat od momentu jej przyznania i może być przedłużana na wniosek zainteresowanej osoby.
Podwójne obywatelstwo nie jest uznawane
1. Podwójne obywatelstwo nie jest uznawane - przez kogo?
Czy sama Rzeczpospolita Polska uznaje podwójne obywatelstwo?
Na jakiej podstawie prawnej RP doszła do wniosku, że Polacy ze Wschodu kiedykolwiek utracili obywatelstwo polskie? Polacy ze Wschodu w znakomitej większości spełniają warunek z artykułu 34 ust.1 Konstytucji RP: "Obywatelstwo polskie nabywa się przez urodzenie z rodziców będących obywatelami polskimi." Upływ czasu nie ma znaczenia, ponieważ obywatelstwo polskie dziedziczy sie w nieskończoność.
Czyżby suwerenne państwo polskie stało na stanowisku konsekwentnego uznawania prawomocności dekretu Rady Najwyższej ZSRR z 29 listopada 1939, na mocy którego obywatelom zajętych terenów II Rzeczypospolitej nadano przymusowo obywatelstwo radzieckie i do maja 1940 przeprowadzono tzw. paszportyzację (wydawanie radzieckich dowodów osobistych)?
2. Czy sama Rzeczpospolita Polska uznaje podwójne obywatelstwo (np. Polaków z Zachodu)?
Ustawa z dnia 15 lutego 1962 r. o obywatelstwie polskim ( Dz.U. z 2000 r. Nr 28, poz. 353, z 2001 r. Nr 42, poz. 475, z 003 r. Nr 128, poz. 1175, z 2005 r. Nr 94, poz. 788, z 2006 r. Nr 104, poz. 708 i 711, Nr 144, poz. 1043, z 2007 r. Nr 120, poz. 818.)
Art. 2. : Obywatel polski w myśl prawa polskiego nie może być równocześnie uznawany za obywatela innego państwa.
(Źródło: Internetowy System Informacji Prawnej Kancelarii Sejmu RP,
http://isip.sejm.gov.pl/servlet/Search?todo=file&id=WDU20000280353&type=3&name=D20000353Lj.pdf)
Ustawa z dnia 15 lutego 1962 r. o obywatelstwie polskim
Posted by
Stary Wiarus
at
17:14
0
comments
Zasób, a malutkie migające zielone światełko agitpropu
Штирлиц said, komentując u mnie ...
Mamy do czynienia z malutkim migającym zielonym światełkiem dla emigracji, które zgaśnie zaraz po kiełbasie wyborczej.
No właśnie. Na agitpropie dla Polonii na wp.pl zdrowy trzon Polonii i jego badacze migają tym światełkiem, agitując następująco:
Agnieszka Fitkau-Perepeczko:
Czy gdyby znów stanęła Pani przed decyzją wyjazdu, wybrałaby tak samo?
- Jeżeli bym wiedziała to, co teraz wiem? Wszystko zależałoby od sytuacji w kraju. Bo przecież ja bym w życiu nie wyjechała, gdyby nie stan wojenny. Ja bardzo lubię wyjeżdżać i podróżować, ale najbardziej lubię mieszkać i pracować we własnym kraju.
http://polonia.wp.pl/country,0,kat,1010249,wid,9216129,wiadomosc.html?P%5Bpage%5D=4
Translation: BO NAJLEPSZE I NAJZDROWSZE DLA BOCIANÓW JEST MAZOWSZE
prof. Romuald Jonczy :
Jak mówi prof. Romuald Jonczy badający emigrację, w Niemczech w 1989 roku zarabiało się 65 przeciętnych polskich wypłat miesięcznie, teraz około czterech przeciętnych wypłat. Za granicą można dalej dobrze zarabiać, ale znacznie trudniej dorobić się np. domu czy mieszkania, bo ich ceny w Polsce również znacznie wzrosły - mówi.
http://polonia.wp.pl/country,0,wid,9226094,wiadomosc.html?title=M%B3odzi-Polacy-emigruj%B1-na-sta%B3e%3F:
Translation: STRASZNA LEWIZNA W TYCH NIEMCZECH, NAWET MIESZKANIA TAM SOBIE NIE KUPICIE, A ZATEM (...all together now...) BO NAJLEPSZE I NAJZDROWSZE DLA BOCIANÓW JEST MAZOWSZE
Plus ça change, plus c'est la même chose
Nie rozumiejącym - tłumaczę łagodnie i cierpliwie:
W konsulatach dalej weterani ubecji, uzyskanie nowego polskiego paszportu 10-letniego dalej zajmuje Polakowi zamieszkałemu za granicą do 12 miesiecy i dłużej, obywatelstwa polskiego nadal w praktyce nie sposób się zrzec z powodu małostkowych wstrętow administracyjnych. Artykuł 15 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka oraz Europejską Konwencję o Obywatelstwie ETS 166 (podpisaną przez Polskę w 1999 roku, do dziś nie ratyfikowaną) Warszawa ma nadal tam gdzie zawsze je miała, i tak samo głęboko.
Ale idą wybory, więc trzeba frontem do Polonii - może przyśle co z Chicago, jak nie paczki to głosy. I to mnie właśnie doprowadza do szewskiej pasji i białej gorączki, to zero zrozumienia, że Polonii nie można traktować instrumentalnie, bo się ją obraca przeciwko krajowi. Ale co to kogo w Polsce obchodzi.
Dla nielicznych cierpliwych, zalączam fragmenty mojego dawniejszego tekstu "Zasób", bo może ktoś pojmie kwestię, która w skrócie jest taka:
Do bialej furii doprowada mnie tradycyjne podejście Warszawy do polskiej diaspory, według którego Polonia to jest taki rodzaj motyki, którą rząd w Warszawie (bez względu na to, czyje akurat jest w Warszawie na wierzchu) tak będzie polską grządkę obrabiał, jak mu się będzie podobało. Polonia to nie jest przedmiot. To jest samodzielny podmiot polityczny. Podmiot, który mógłby dla Polski wiele dobrego zrobić, ale tylko i wyłącznie z wlasnej woli, nie zaś pociągany za sznurki z Warszawy. Kto tego nie rozumie, ten obiektywnie działa na szkodę Rzeczypospolitej.
ZASÓB
Z expose sejmowego premiera Jarosława Kaczyńskiego z dnia 19 lipca 2006 r.:
"I wreszcie, proszę Państwa, jeśli chodzi o politykę zagraniczną, ale jednocześnie nie zagraniczną, bo rzecz dotyczy Polaków, kwestia ostatnia, ale na pewno nie ostatnia, jeśli chodzi o znaczenie. My musimy dokonać przełomu, jeżeli chodzi o nasze stosunki z Polonią. To jest zasób, różnego rodzaju. Nie wiem, czy ktoś, kto powiedział to w tej chwili na ławach poselskich, mówił to ironicznie, czy nie ironicznie, ale nie ma w tym naprawdę niczego śmiesznego. To jest wielki zasób. Miliony Polaków, w tym także i takich, którzy mają dobrą, albo nawet bardzo dobrą pozycję społeczną, mieszka poza naszymi granicami. Są wśród nich i tacy, którzy byliby gotowi tu wrócić, wnosząc wiele wiedzy, wiele kwalifikacji, które w Polsce są rzadkie. Ale oczywiście ogromna większość będzie tam pozostawała, będzie tam pozostawała, ja oczywiście nie mówię o tych nowych emigrantach, tu chcemy, żeby wracali, ale może być z nami w stałym kontakcie, może umacniać nasze pozycje, może wiele wnosić, ale potrzebuje sygnału, wyraźnego, jednoznacznego sygnału. Nie tylko na poziomie przemówień premiera, prezydenta, czy ministra spraw zagranicznych, czy marszałka Sejmu, tylko na poziomie realnej działalności. Bo to właśnie z tą realną działalnością, często w konsulatach jest bardzo, ale to bardzo niedobrze. Tam często są skanseny PRL-u i musimy to zmienić."
(...) jeśli chodzi o politykę zagraniczną, ale jednocześnie nie zagraniczną, bo rzecz dotyczy Polaków (...)"
Oficjalną definicję Polaka uprzejmie poproszę. Rzeczpospolita Polska wyraźnie czuje się w swoim prawie uważać miliony obywateli państw obcych, stale zamieszkałych poza terytorium RP, którzy przypadkowo urodzili się w Polsce lub mieli polskich przodków, za przedmiot własnej polityki wewnętrznej, czyli "nie zagranicznej". Przepraszam, a na czym właściwie ma się ta nieproszona poufałość opierać, na mistycznej "polskiej krwi"? Liczba Polonii głosującej w konsulatach RP w krajowych wyborach jest znikoma, co powinno komuś przytomniejszemu w Kancelarii Premiera albo BBN dać nieco do myślenia. Wypraszam sobie te końskie zaloty. Jeśli pan premier ma do mnie jakąś sprawę, proszę się skontaktować w godzinach urzędowania z ambasadą australijską na ulicy Nowogrodzkiej w Warszawie, która reprezentuje mnie w Polsce.
(...)My musimy dokonać przełomu, jeżeli chodzi o nasze stosunki z Polonią. To jest zasób, różnego rodzaju(...) To jest wielki zasób"(...)
Wybór tej akurat metafory Polonii przez pana premiera RP wart jest tysiąca słów. Zasoby to coś, co się eksploatuje, nieprawdaż?
Znaczy, Polonia to zasób, który po to istnieje, żeby Warszawa była z zasobu zadowolona? Zasób (resource) to z definicji coś, czego właściciel używa w celu osiągnięcia pożądanego wyniku bądź zysku - zasoby ludzkie, zasoby węgla, zasoby ropy naftowej, etc.
Pan premier pośrednio potwierdza, że Polska nie jest w stanie pogodzić się z podmiotowością swojej diaspory, a myśli o niej wyłącznie w kategoriach wykorzystania, eksploatacji podejmowanej w celu wyduszenia z Polonii jakiejś korzyści dla siebie.
Opiera się to na przekonaniu, że Polonia to sienkiewiczowscy "latarnicy", których smutna konieczność wygnała na tułaczkę, gdzie co noc w poduszkę szlochają za utraconą Ojczyzną, a zatem Polonia z rozkoszą będzie Ojczyźnie robić dobrze, o zapłatę nie pytając.
W rzeczywistości, a zwłaszcza w rzeczywistości ostatnich 25 lat, znaczna część dzisiejszej Polonii została Polonią z własnego świadomego wyboru, pragnąc mieć raz na zawsze święty spokój od charakteru narodowego rodaków, oraz od wszechobecności państwa w życiu Polaków w kraju. Polacy nie po to wyjeżdżali na stale z Polski, by teraz Warszawa mogła ich dalej używać i nadużywać, ciągnąc z tego korzyści dla siebie, a Polonii oferując w zamian herbatkę w konsulacie z miejscowym rezydentem polskiego wywiadu, oraz nieograniczoną możliwość narobienia sobie poważnych kłopotów w nowym kraju za herbatkowe kontakty z obcym (czyli polskim) wywiadem.
(...)Miliony Polaków, w tym także i takich, którzy mają dobrą, albo nawet bardzo dobrą pozycję społeczną, mieszka poza naszymi granicami."(...)
Ani śladu zrozumienia jednego podstawowego faktu: że Rzeczypospolitej Polskiej nic do tego, kto z Polaków mieszkających poza granicami Polski dorobił się tam "dobrej albo nawet bardzo dobrej" pozycji społecznej.
Nie ma czym się epatować, że w Polsce wprawdzie bieda, korupcja, bezrobocie i bezhołowie, ale za to niektórzy Polacy w USA, Kanadzie czy Australii mają dobrą, albo nawet bardzo dobrą, pozycję społeczną. Niektórzy mają, ale co z tego? Pozycja społeczna polskiego emigranta na Zachodzie nie ma nic wspólnego z jakąkolwiek magiczną siłą emanującą z Polski, ani z żadną szczególną wyjątkowością Polaków, zaś wszystko z ogromnym wysiłkiem własnym emigrantów.
Ci Polacy, którzy w krajach osiedlenia zajmują dobrą pozycję społeczną, zawdzięczają to własnej determinacji i sile charakteru, a nie miejscu urodzenia. To są osobiste osiągnięcia indywidualnych osób, a nie kolektywne osiągnięcia Polski, którymi mogliby się puszyć polscy politycy.
Bardzo nie lubię używać brzydkich wyrazów, ale niestety w tych okolicznościach muszę, bo potrzebuję się wypowiedzieć mocno, prosto i zrozumiale. Zależy mi na kryształowej jasności wypowiedzi, aby nie pozostawić nikomu żadnego luzu na interpretację
MOJA POZYCJA SPOŁECZNA W AUSTRALII TO MOJA SPRAWA. NIE JEST TO ŻADEN ZASRANY INTERES WARSZAWY, JEJ POLITYKÓW I URZĘDNIKÓW.
Wtykanie polskiego państwowego nosa do mojego życia jako obywatela innego państwa, oraz mojej pozycji społecznej tamże, ja kategorycznie sobie wypraszam, i będę zwalczał wszystkimi dostępnymi mi środkami. Moje osiągnięcia w Australii oraz ciężka praca prowadząca do tych osiągnięć, to jest ostatnia rzecz, od której pozwolę komukolwiek w Warszawie odcinać kupony.
Sam będę decydował, jak swoją pozycję społeczną wykorzystać, i na czyją korzyść. A Warszawa niech sama pracuje na swój międzynarodowy "image", bez podłączania się pod cudze sukcesy.
(...)"ale może być z nami w stałym kontakcie"(...)
Motyw polskiej piątej kolumny, raportującej Warszawie, jak się w świecie sprawy mają, czyli darmowej siatki informatorów i agentów wpływu o globalnym zasięgu, wyraźnie frapuje polskich polityków, bo powraca od wielu lat jak bumerang, niezależnie od profilu politycznego rządów Rzeczypospolitej.
Ja już to oczyma duszy widzę: urodzony w Polsce lub z polskich rodziców amerykański urzędnik federalny, australijski oficer zawodowy, kanadyjski dyplomata, brytyjski policjant, niemiecki dziennikarz, hiszpański pilot F-16, szwajcarski bankier, oficer francuskiego wywiadu - wszyscy "w stałym kontakcie" z Warszawą, z całkowitym lekceważeniem swojej lojalności obywatelskiej wobec krajów, w których osiągnęli "dobrą, albo nawet bardzo dobrą pozycję społeczną".
A lokalne kontrwywiady przyglądają się temu z pobłażliwym uśmiechem, bo miejscowe prawo wszak Polski nie może dotyczyć, ona jest ponad to, bo ważniejszy jest mistyczny zew polskiej krwi.
Wielu polityków polskich epatuje się przykładami działań społeczności żydowskich w świecie, na których pomoc, poradę i portfel zawsze może liczyć Izrael. Istnieje jednak zasadnicza, i słabo rozumiana w Polsce, różnica pomiędzy amerykańskim Żydem, działającym w USA jako "sayan" (ochotniczy tajny współpracownik) Mossadu, lub pro-izraelski lobbysta, a Polakiem z Polonii amerykańskiej lub każdej innej.
Różnica jest taka, że każdy Żyd z diaspory traktowany jest w Izraelu przyjaźnie i tolerancyjnie, jest tam oczekiwanym, pożądanym i ciepło przyjmowanym gościem, bez względu na jego osobiste poglądy na tamtejszą politykę. A nie jeleniem do skubania przez miejscowych, lub workiem treningowym do rozładowywania na nim prywatnych frustracji nieżyczliwych bliźniemu, nisko płatnych, niedouczonych i wściekłych na swój los urzędników.
Każdy Żyd na świecie może przyjechać z wizytą do Izraela - i wyjechać z niego z powrotem do domu - na podstawie paszportu kraju swojego stałego zamieszkania. Nie spotka się przy tym z głupimi komentarzami i jeszcze głupszymi wstrętami ze strony izraelskich władz, ani z sugestiami, że stanowczo powinien wyrobić sobie paszport izraelski. Brak też zawoalowanych gróźb, że go izraelska straż graniczna z Izraela z powrotem do domu w USA czy Australii nie wypuści, jeśli tylko tak się jej spodoba.
Nie przypominam sobie, by władze Izraela kiedykolwiek rościły sobie prawo do rządzenia Żydami z diaspory, których jedyny związek z Izraelem polega na odwiedzinach tam od czasu do czasu z przyczyn rodzinnych, a poza tym mało lub wcale nie interesują się sprawami Bliskiego Wschodu.
(...)"może umacniać nasze pozycje"(...)
A konkretnie, co to za pozycje, oraz w jaki sposób Polonia ma je umacniać? Co Polonia ma począć z pozycjami, które są wprawdzie polskie, ale tyleż idiotyczne, co szkodliwe, jak na przykład chorobliwa krajowa obsesja na punkcie zniesienia wiz turystycznych do USA dla Polaków, mającego umożliwić masowe łamanie amerykańskiego prawa imigracyjnego przez Polaków z Polski, pragnących pracować w USA na czarno?
Czy miliony Polonii mają, na gwizdek z Warszawy, demonstrować pod ambasadami Niemiec na całym świecie, przeciwko ciężkiemu dowcipowi Niemców, za każdym razem, kiedy głupawy niemiecki satyryk w jeszcze głupszej niskonakładowej gazecie nazwie polskiego premiera "kartoflem"?
(...)"może wiele wnosić" (...)
Polonia ma wnosić - świetnie, ale kto ma wynosić? To także stale powracajaca fantazja polskich polityków: róg obfitości, który Polonia będzie bez końca i za darmo napełniać, a Warszawa - opróżniać i podawać Polonii do ponownego napełnienia. Wiele się mówi na temat, co Polska mogłaby z tego mieć, ale co ma z tego mieć Polonia? Pomnik w Warszawie, w dodatku zbudowany z własnych składek?
(...)"ale potrzebuje sygnału, wyraźnego, jednoznacznego sygnału" (...)
Jeśli to ma być gwizdek, po którym Polonia staje na tylnych łapach i zaczyna się łasić do Warszawy, to taki sygnał należy do tej samej bajki, co magiczny kwiat paproci. Wyraźny, jednoznaczny sygnał, jaki mógłby na dłuższą metę przynieść poprawę dość oziębłych obecnie stosunków Polski z diasporą, to rezygnacja z demonstracyjnego pokazywania Polonii na każdym kroku przez Warszawę, kto w stosunkach Polska - Polonia ma być na wierzchu, a kto pod spodem, kto jest właścicielem, a kto poddanym.
Jednoznacznym sygnałem byłoby uznanie de iure przez prawo polskie realnie istniejącej sytuacji i zaprzestanie negowania faktów. Polonia zamorska z zamorskimi obywatelstwami to są Amerykanie, Kanadyjczycy, Australijczycy urodzeni w Polsce lub z polskich rodziców, a nie czasowo nieobecni pod swoim polskim adresem zameldowania Polacy, własność Warszawy albo jej zbiegli poddani.
Polskie miejsce urodzenia ani polskie pochodzenie Polonii w żadnym stopniu nie upoważnia Warszawy do prób kontynuacji rządzenia tymi ludźmi, administrowania ich sprawami, ewidencjonowania ich dzieci, kolczykowania PESEL-em, żądania polskich paszportów od osób, które ich mieć nie chcą, bo mają inne, chwalenia, ganienia, pociągania za sznurki. Bez względu na to, co między sobą uzgodnią krajowi politycy, oraz co napisano w ustawach obowiązujących na drugim końcu świata, czyli w Polsce - i nigdzie indziej.
Sygnały, o których był łaskaw wspomnieć pan premier, są obecnie prawie wyłącznie negatywne. Polscy urzędnicy, dyplomaci i strażnicy graniczni maniakalnie upierają się na codzień, że:
- macie mieć tylko taki paszport a nie inny; każdy inny jest niedobry!
- może was wypuścimy z odwiedzin w Polsce z powrotem do domu, a może was nie wypuścimy, no i co nam zrobicie?
- na każde nasze żądanie - metryka każdego waszego dziecka, ale tylko polska, bo niepolska jest niedobra!
- jak się rozwodzicie to, wicie, musi być potwierdzenie rozwodu przez polski sąd; obcy rozwód jest niepolski, znaczy niedobry, bo co tam te jakieś obce sądy wiedzą!
- wasze dzieci to nasze dzieci i nasi obywatele, a o zgodę na to was pytać nie będziemy!
- na każde nasze skinienie, wicie, rozumicie, macie w zębach przynieść furmankę takich papierów, jakie nam się spodoba, uwierzytelnić notarialnie, umiejscowić, zalegalizować, zarejestrować, przetłumaczyć, ostemplować tak, jak zechcemy, potem dobrze nam za to zapłacić, dopłacić, dopłacić drugi raz, jeszcze raz zapłacić od początku, a następnie zamknąć mordę i nie protestować przeciwko traktowaniu petenta jak burej suki i dojnej krowy przez polskie konsulaty. Na jakiej podstawie? Bo u nas som takie przepysy! To niby nie wiecie, że tak samo jest wszędzie?
(...) Tam często są skanseny PRL-u i musimy to zmienić.(...)
Aby nikt mnie nie posądzał o negatywizm, tu zgadzam się z panem premierem entuzjastycznie i na sto dziesięć procent.
Posted by
Stary Wiarus
at
15:21
3
comments
Grzebanie Wałęsy żywcem, czyli Historia Polityczna Lecha Wałęsy 1990 - 2007
1990
Jarosław Kaczyński proponuje: Wałęsa jesienią na prezydenta (1990-05-19)
Michnik: DLACZEGO NIE ODDAM GŁOSU NA LECHA WAŁĘSĘ (1990-10-27)
DRUGA TURA: WAŁĘSA / TYMIŃSKI / Stan "drugiej Polski" (1990-11-26)
....
....
2000
Wałęsa bez Gwiżdża (2000-01-18)
Wałęsa Z Ikonowiczem (2000-02-21)
Kandydat Wałęsa (2000-06-17)
Wałęsa? A kto to taki? (2000-08-05)
Grzebanie Wałęsy żywcem (2000-08-09)
Wałęsa: do trumny w polityce (2000-09-20)
Wałęsa odchodzi (2000-10-16)
22 września 2007
Były prezydent Lech Wałęsa zapowiedział w radiu TOK FM, że po październikowych wyborach, jeśli znów wygra PiS, on sam zaangażuje się w budowę nowej struktury
na polskiej scenie politycznej.
całość ... salon 24
Rekontra
Posted by
rekontra
at
15:20
1 comments
2007-09-21
Niegrzeczny był Wojtuś, oj niegrzeczny!
W dniu wczorajszym małoletni (z racji krótkiego stażu we władzach oraz młodego wieku) przewodniczący Wojciech O. Poczuł się dotknięty faktem, że jego były promotor i “ojciec chrzestny” Miller nie dał się wydutkać i będzie jego konkurentem w batalii o sejm, z miasta Łodzi. Wprawdzie nie z list LiDu, a z Samoobrony ale w żaden sposób nie zmienia to faktu, że “mały Wojtuś” poczuł zimny pot na plecach.
Nie jest tajemnicą, że stary lis Miller jest bardziej popularny w Łodzi niż jakiś “ogórkowy” Olejniczak. Zaplecze “starych Towarzyszy” i wpływowych uwłaszczonych bardziej ufa Millerowi, a w starciu z nim Wojtuś to “mały miki”.
Wie to Łódź, wie większość interesujących się polityką obywateli w Polsce. Uświadomił sobie to też Olejniczak. Dlatego w trybie błyskawicznym zorganizował spotkanie z prasą, na którym “odsądził od czci i wiary” byłego Premiera, zmieszał z błotem i na koniec powiedział, że to on – Olejniczak wygra. W tym spektaklu jako polityczne wsparcie, towarzyszyła mu grupa wiernych pretorian “magistra” Kwaśniewskiego zwana “Stolzman-Kommando”. Samo przedstawienie, które można było oglądać dzięki uprzejmości TVP oraz TVN wyglądało dość żałośnie. Olejniczak pokrzykiwał, ale było widać, że bardziej jest mu do płaczu. Stojąca obok Jolanta Szymanek-Deresz uśmiechała się zalotnie do dziennikarzy, a ustawiony z tyłu, Wybitny Eurosocjalista Marek Siwiec, przewracał oczami i miał wyjątkowo zdziwioną minę. Można było odnieść wrażenie, że cała trójka czuje, że marnuje się ich czas. Panią Jolantę zapewne oderwano od jakiejś twórczej dyskusji o ciężkiej roli kobiet, w prawicowym świecie. Marek Siwiec zamiast sterczeć bezczynnie, mógł w tym czasie trochę popluć na Polskę w Parlamencie Europejskim, a sam “mały Wojtuś” zamiast płakać mógł udać się do kościoła i dać na mszę w “intencji absencji” wyborczej w Łodzi (żeby geriatria postpezetrpeerowska nie dotarła do lokali wyborczych). Tak, oczywiście Pan przewodniczący jest ideologicznie przeciwny praktykom religijnym, ale jak mówią “diabli wiedzą jak jest z tą religią naprawdę” i warto się zabezpieczyć.
Impreza nie była udana i cały nastrój ratował reporter Polsatu Tomasz Machała, który co jakiś czas z mikrofonem “wchodził w kadr” a przy tym rozbawiony był co nie miara.
Dostało się też od Wojtusia Lepperowi. Jak on śmiał? Podkraść Millera to oburzające! Jeszcze wczoraj na swoim blogu Olejniczak obwieścił, że “Lepper zakłada Partię Gwałtu”.
Dotknęło Go zapewne, że “samoobrońca” bąknął coś żartem o budowaniu lewicowej partii, a tu kolejny patent, tym razem na lewicowość - ma LiD. Chodzi zapewne o “gwałt na zasadzie wyłączności” którą to partia Olejniczaka posiada. Kolejna różnica która dzieli obie partie (według W.O.) to stosunek do niewiast, o czym niezwykle szarmancki Wojciech wyraźnie na bloku napisał: “Informuję Pana, że na lewicy takie numery nie przejdą. Tutaj nie gwałci się kobiet “. Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy jest to skutkiem powściągliwości erotycznej, czy też zbiorowej impotencji członków (sic!) ale uwierzmy Przewodniczącemu na słowo. To dla niego ważne, taki przynajmniej dał sygnał, poświęcając temu zagadnieniu sporo miejsca na swoim blogu.
A dziś znów życie nakręciło kolejny odcinek serialu “Teoria spisku w snach małego Wojtusia” . Nosił on tytuł – “ Haki w Polsacie”. Pokrótce streszczę o co chodziło, żeby na koniec serialu wszyscy wiedzieli “kto zabił”.
Mały Wojtuś wyśnił, że: “PiSowcy przeprowadzili zmasowany atak na telewizję Polsat i podłożyli świnię Lisowi. Lis tę świnię wziął i wraz z nią oraz z wymówieniem z pracy na piśmie udał się do właściciela stacji. Po drodze do gabinetu Solorza, zabrał ze sobą Hannę Smoktunowicz i innych, nie znanych dotąd z nazwiska dziennikarzy. Już w gabinecie wszyscy złożyli pisma z wymówieniem oraz odśpiewali “Międzynarodówkę” na znak protestu przeciw hakom i szantażom. Wtedy Pan Solorz pokazał wszystkim kolekcję haków na Lisa oraz na siebie”. Tyle wyśnił Wojciech Olejniczak. Bardziej ciekawe jest co na to specjaliści od różnego rodzaju senników. Na przykład: “Lisa śnić” – podłożą Ci świnie, “Polsat śnić” – PiS Cię zaszantażuje. “Śnić Hannę Smoktunowicz” – będziesz chorował na uszy (prezenterka dziwnie często potrząsa głową w trakcie prowadzenia programu, zupełnie jak chory na uszy spaniel). Itp. Itd.
Dziś na konferencji prasowej wszystko to zostało przez Olejniczaka przedstawione zebranym dziennikarzom jako autentyk i jedyna niezaprzeczalna prawda – haki i szantaże spowodowały odejście wybitnych dziennikarzy z Polsatu.
Na bok jednak sprawy podświadomości ludzkiej. Panie Olejniczak, prosimy o fakty, dowody na rzucane oskarżenia. Poczekajmy, będą może trochę później, jak Pan Przewodniczący się prześpi. -“Dobrych snów Wojtusiu, niech Ci się dowody przyśnią” – tego chyba wszyscy mu życzymy, pomimo, że był niegrzeczny, brzydkie słowa mówił, nóżkami tupał i obrażał się. Śpij Wojtuś, ale deseru, w postaci wygranej wyborczej w mieści Łodzi i tak nie będzie. Za karę, za brak pokory, wyrobienia i złe zachowanie.
Posted by
YARROK
at
23:49
3
comments
Pocztowka z wakacji 4
Umilowani,
Dlugo nic nie pisalem, ale to przez ten rozgardiasz, co to sie w naszym osrodku wypoczynkowym zrobil. Wszyscy biegali po korytarzach z bagazami, z jednego skrzydla na drugie, zajmujac coraz to inne pokoje. Jakis czas myslalem, ze to moze zmiana turnusu, ale nie, nie zauwazylem zadnej nowej twarzy. Pozar tez nie, bo by sie w innych pokojach nie rozpakowywali. Na szczescie nie biegaja juz tyle i wreszcie moge skupic sie na wypoczynku.
Dodam jeszcze, ze nawet do jednego z pokoi goscinnych w moich apartamentach dokwaterowano jakas paniusie, cale szczescie ze ja juz zabrali, bo Jolka wlasnie przyleciala z wizyta i gdyby ja zobaczyla to moglaby pomyslec, ze i ja cos z Lepperem i Lyzwinskim krece.
Pytam Jolke o ten tort, co mnie przywiezc miala, a ona mowi, ze zrobila interes z portierem osrodka, zamienila przygotowany dla mnie tort z klamka na prawie pelna litrowa butelke spirytusu salicylowego. Zuch dziewczyna. Na niej zawsze moge polegac.
Zyczenia do krolowej Elzbiety wyslane.
Zaprosilem dzis Fidela Castro.
Wasz Prezydent
i Wasz Premier
Posted by
Lista Obecnosci
at
17:34
1 comments
Szaleństwo, czyli obłok w pałacu
W zwiazku z dzielnym odporem danym mojej supozycji w materii szaleństwa prezydenta przez element prawdziwie patriotyczny, zmuszony jestem objaśnić całą kwestię przystępniej.
O ile nie zachodzi tu przypadek szaleństwa, to w takim razie po prostu nie licuje z godnością urzędu głowy państwa namawianie emigrantów, by wracali do takiego samego bagna, jakie opuścili - za pomocą zapewnień bez pokrycia, że "żyt' stało liegcze, żyt' stało wiesielieje" i teraz już im będzie w Polsce lepiej.
Znaczy, bagno będzie dalej takie jak było, zapach też taki sam, ale bliżej nieokreślone organa państwa dołożą starań, żeby tego bagna było nie głębiej niż po pępek, zamiast jak poprzednio po szyję. Zatem emigranci powinni nie margać, tylko wracać, i w bagnie po pępek czuć się jak u siebie w Londynie.
Niestety, te prezydenckie wezwania do powrotu to jest akurat takie samo naganianie jelenia, jak przy stoliczku do gry w trzy karty, i tak samo etyczne.
Obietnice są pozbawione pokrycia, ponieważ Pan Prezydent jako taki, konstytucyjnie rzecz biorąc, nic w poruszonych przez siebie kluczowych kwestiach nie może realnie zrobić.
Emigrant ma zdaniem Pana Prezydenta powrócić - OK, i co dalej?
- Czy w swoim najbliższym konflikcie np. z agresywnym a niekompetentnym urzędnikiem skarbowym, były emigrant będzie się mógł powołać się na ciepłe słowa Pana Prezydenta, a urzędnik zmieni się wtedy z bestii w jamniczka, i będzie się go drapało po brzuszku?
- Czy Pan Prezydent osobiście wyłoży kasę, jeśli się okaże się, że NFZ wyczerpał limit na rok bieżący, więc nie zapłaci np. za kosztowne leki przeciwrakowe dla dziecka b. emigranta? A jak b. emigrantowi dziecko z tego powodu umrze, to trudno, husarze pod Wiedniem też umierali, więc bardzo niepatriotycznie będzie głośno mowić, że w UK dostałoby te leki za darmo i w porę.
- Czy pan Prezydent osobiście zdymisjonuje każdego urzędnika, który z powodu wpojonej mu od niemowlęcia bezinteresownej najczarniejszej zawiści wobec bliźniego swego będzie traktował każdego byłego emigranta na sposób tzw. "trójzaborowy"(po rosyjsku: jak sobakę; po austriacku: jak Józefa K. z Kafki; albo po niemiecku: Maul halten) - ot tak sobie, dla zabawy, żeby się ten b. emigrant nie miał za dobrze i nie był taki mądry?
- Czy Pan Prezydent osobiście wyłaja każdą polską dyrektorkę szkoły, w której klasa będzie się naśmiewała z angielskiego akcentu w polszczyźnie dziecka b.imigranta, albo jak to dziecko będzie bite przez inne dzieci za to, że się w Anglii urodziło, więc jest odmieniec?
- Czy jak się okaże, że te wszystkie obietnice to lipa, bo miało być świetnie, a wyszło jak zwykle, to Pan Prezydent osobiście kupi wszystkim powracającym bilety z powrotem do Londynu?
Kto normalny, po paru latach życia w UK (które nie jest wprawdzi ani Utopią, ani Arkadią, polski nie jest tam językiem urzędowym, ale za to mało czego nie da się tam załatwić pocztą albo przez telefon, poważna część obywateli od lat nie odwiedziła osobiście żadnego urzędu, a oficjalna nazwa urzędnika administracji państwowej brzmi 'public servant', czyli 'sługa publiczny'), będzie chciał powrócić do ojczyzny pod okupacją ponad 600 tysięcy własnych urzędników (ca. dwa razy więcej na głowę ludności niż w UK), z których żaden nic nie wie, ale za to każdy mówi co innego? Do kraju, w którym państwo tylko na tyle przestrzega własnego prawa, na ile mu z tym wygodnie, a obywatel wie od dziecka, że z urzędem się nie wygra?
Widział ktoś w okienku w jakimkolwiek urzędzie państwowym w UK biurwę, która w godzinach pracy siorbie przy biurku kawę, opycha się bułą, plotkuje z przyjaciółką przez telefon, a interesantów oddala książęcym skinieniem dłoni, bo przecie jest zajęta? Widział ktoś w jakiejś brytyjskiej szkole nauczycielkę, która odmawia udzielenia pierwszej pomocy albo wezwania pogotowia, w wyniku czego dziecko zostaje kaleką, ale zostaje pozostawiona na tym samym stanowisku? Albo brytyjską szkołę, w której nauczyciele w ogóle nie mają obowiazkowego przeszkolenia w udzielaniu pierwszej pomocy, ani najmniejszego poczucia potrzeby odbycia takiego przeszkolenia? Spotkał ktoś brytyjskiego policjanta drogowego biorącego łapówki od kierowców złapanych na przekraczaniu szybkości?
.
Milcząca większość emigracji?
60% spośród 1,2 miliona polskich emigrantów zarobkowych do Unii waha się, czy wracać do Polski? Jak prezydent będzie dalej bujał w obłokach, to się przestaną wahać.
Posted by
Stary Wiarus
at
12:47
6
comments
